IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Can't Take My Eyes Off You

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   26/2/2013, 00:42

Powracam z nowym rozdziałem i dziękuję za pochlebne komentarze. Naprawdę wiele dla mnie znaczą. Smile
Miał być o wiele dłuższy, ale postanowiłam podzielić go na dwa odrębne rozdziały, gdyż wtedy można skupić się na obu relacjach między różnymi bohaterami. Choć nadal nie jestem do końca pewna, czy to dobry pomysł, jednak z czasem się przekonamy. Wink
Dziś nieco inne spojrzenie na Allison. Wiem, że niektórzy ją hejtują za jej podłe zachowanie, dlatego nie mogę się doczekać Waszych reakcji. Razz
A zatem nie przedłużam. Miłego czytania! Smile


________________________________________________________


Chapter 12
The other way. The other me



Po ostatnim dzwonku ogłaszającym koniec zajęć, spotkałem się ze Scottem przy drzwiach frontowych. Chwilę później dołączył do nas Isaac. Kiedy do nas podszedł, kiwnął na mnie głową z obojętnym wyrazem twarzy. W ręku trzymał komórkę, którą pomachał.
- Mamy się spotkać z Derekiem, by ustalić dzisiejszy plan warty.
Scott pokiwał głową ze zrozumieniem. Obaj wiedzieliśmy, że dziś nie unikniemy naszych zobowiązań.
Razem wyszliśmy na świeże powietrze, a słońce przyjemnie ogrzało nasze twarze.
Wtem zauważyliśmy, że pod szkołę zajechało czarne BMW M6. Zmarszczyłem brwi. Nigdy wcześniej nie widziałem takiego auta w okolicy.
Pospiesznym krokiem podeszła do niego znajoma ciemnowłosa dziewczyna. Szyba uchyliła się i zdołałem dostrzec siedzącego w samochodzie jakiegoś nieznanego chłopaka, szczerzącego się na widok nastolatki.
Tym razem na twarzy Allison zawitał radosny uśmiech, który wydawał się być jak najbardziej szczery. Powiedziała coś, przystając na chwilę w pół drogi, a gdy typ w aucie odpowiedział jej, otworzyła drzwi i wsiadając, zaśmiała się wesoło. Dawno nie była taka szczęśliwa. Właściwie, odkąd zerwała ze Scottem...
Zerknąłem na niego. Jego twarz wykrzywiał ból. Miał o tyle gorzej, że słyszał o wiele więcej, niż ja, więc wiedział, z czego Alli się tak cieszyła. Mimo to mogłem się domyślać, że właśnie ten nowy chłopak był powodem jej dobrego humoru.
- Szybko znalazła sobie pocieszenie - zdziwił się Isaac.
Zganiłem go wzrokiem. Chłopak jak zwykle miał idealne wyczucie taktu.
- Wygląda na to, że ona już ruszyła dalej - powiedział Scott, a jego głos był wyzuty z emocji.
Machnąłem rękami przed sobą i beztrosko odparłem:
- Oznacza to, że ona nie jest ciebie warta. - Starałem się go pocieszyć. Widok zdruzgotanego przyjaciela nie należał do przyjemnych.
Scott pokręcił głową.
- Nie. To oznacza, że ktoś inny zagoił jej rany i sprawił, że znów stała się szczęśliwa. Zostawiła przeszłość za sobą i ruszyła dalej. Tylko ja zostałem w tyle.
Mówił o tym tak spokojnie. Zupełnie jak ja dzisiaj na stołówce. Tylko, że ja od początku w podświadomości wiedziałem, że stałem na przegranej pozycji. Scottowi natomiast mogło się udać i szczerze mu kibicowałem.
Chciałem zaprzeczyć i wesprzeć swojego przyjaciela. Otworzyłem usta, ale niestety nie potrafiłem wydobyć z nich żadnych słów. To, co powiedział było całkowitą prawdą. Wyglądało na to, że Allison pogodziła się z losem. Mało tego, szybko wygoiła się z ran po rozstaniu i znalazła sobie kogoś innego na zastępstwo.
Tymczasem Scott czekał na nią w nadziei, że jej niezrozumiałe zachowanie było przejściowe i kiedy tylko dziewczyna się uspokoi, wszystko powróci do normy, włącznie z ich związkiem.
- I nic z tym nie zrobisz? Nie będziesz o nią walczył? - Isaac patrzył na Scotta z wyrzutem.
Rzuciłem mu spojrzenie pod tytułem „wcale nie pomagasz”. Chłopak wzruszył ramionami w akcie bezradności i poirytowania. Wtedy zrozumiałem, że niczego nie pojmuje i westchnąłem.
W mojej głowie pojawił się pewien zasłyszany kiedyś cytat, który idealnie pasował do sytuacji. Postanowiłem go wykorzystać.
- Czasem przychodzi taki moment w życiu człowieka, że trzeba zrezygnować, zapomnieć, pójść na przód. I nieważne, jak cholernie by ci zależało, jak trudne by to było. Po prostu trzeba.
Isaac spojrzał na mnie zaszokowany. Widocznie nie spodziewał się po mnie takiej mądrej odpowiedzi. W końcu pokiwał głową ze zrozumieniem.
Zerknąłem na ciemnowłosego chłopaka, patrzącego w zamyśleniu przed siebie.
- Scott... - zacząłem.
- Chodźmy już - przerwał mi przyjaciel i ruszył w kierunku parkingu.

Całą drogę do kryjówki Dereka spędziliśmy w milczeniu. Wszedłszy do opuszczonej stacji metra, na jej środku ujrzeliśmy oboje panów Hale. Spostrzegłem, że na widok Scotta młodszy z nich zmarszczył brwi i skrzyżował ręce na piersi.
- Jaki jest plan? - zapytałem, chcąc od razu przejść do sedna bez zadawania zbędnych pytań.
Derek skierował na mnie wzrok. Nabrał powietrza do płuc, lecz niespodziewanie głos zabrał mój przyjaciel:
- Zgłaszam się na monitorowanie lasu z Derekiem.
Odwróciłem zdziwiony wzrok na Scotta. Przejął inicjatywę. Po raz kolejny pokazał Alfie, że miał głowę na karku. A może po prostu potrzebował przestrzeni po tym, co przeżył po zobaczeniu swojej ukochanej z innym?
Derek tymczasem skinął powoli głową, analizując zachowanie ciemnowłosego chłopaka.
- Peter, obserwuj dom Argentów.
Starszy Hale pokiwał głową z aprobatą.
Na ten gest Scott odwrócił się do nas.
- A wy - spojrzał znacząco najpierw na Isaac'a, a potem na mnie - będziecie pilnować dzisiejszego wieczoru Allison.
Jasnowłosy chłopak zrobił zaskoczoną minę.
- Co? Dlaczego mamy ją niańczyć? Po tym, co zrobiła...
Odchrząknąłem.
- A więc ustalone - odparłem i klasnąłem w dłonie.
Isaac zazgrzytał tylko zębami i zacisnął pięści, tłumiąc swoją złość.
Wszyscy zaczęli się rozchodzić. Na odchodnym Derek przystanął i rozejrzał się po twarzach zgromadzonych:
- Będziemy w kontakcie.

Ѡ

Ciemnowłosa dziewczyna leżała na łóżku, a jej bujne kręcone kosmyki opadały na policzki i poduszkę. Patrząc tępo na sufit, pogrążała się w rozmyślaniach. Czy na pewno dobrze postępowała? Z pewnością dla wszystkich było lepiej, kiedy trzymała się na uboczu.
Ze wszystkich sił starała się wyplewić uczucia, jakie się w niej zakorzeniły. Życzliwość. Czułość. Troska. Tęsknota. Miłość. Nie mogła sobie pozwolić na słabość. Przy nikim.
Nagle przypomniała sobie widok twarzy bliskich, które okazywały potępienie i surową krytykę i do jej oczu mimowolnie napłynęły łzy. Zacisnęła powieki i westchnęła ciężko. Nie, będzie okay, pomyślała.
Miała dobre powody, by chronić swoich przyjaciół. Krzywdziła ludzi, na których jej zależało, bo inaczej widywanie się z nią stanowiłoby dla nich poważne niebezpieczeństwo. Lepiej, kiedy ją nienawidzili, niż gdyby mieli stracić życie przez jej egoizm. Nie mogła pozwolić łowcom na skrzywdzenie swoich przyjaciół. Dlatego musiała zacząć działać na własną rękę.
Nikt nie mógł znać jej planu. Nie mogła niczym ryzykować.
W jej głowie szumiało od słów, które ostatnio wypowiadała do swoich przyjaciół. Każde z osobna raniło ją w środku, a widok zaskoczonych i złych na nią osób po prostu kaleczył jej serce. Musiała jednak udawać, by odsunęli od niej jak najdalej. W ten sposób zostaną ocaleni.
Z zamyślenia wyrwał ją dźwięk swojego imienia.
- Allison! - krzyknął przytłumiony, męski, trochę chropowaty głos. Dochodził z parteru.
Dziewczyna odetchnęła, po czym energicznie podniosła się z łóżka. Mijając lustro wiszące na ścianie, przejrzała się w nim i poprawiła włosy, a następnie wyszła na korytarz. Stanęła na moment u szczytu schodów i oparła delikatnie rękę o balustradę. Na dole ujrzała przystojnego ciemnowłosego chłopaka o niebieskim połyskliwym spojrzeniu i zachwycającym uśmiechu. Jego mięśnie seksownie opinały mu ciemny t-shirt. Kiedy chłopak patrzył na nią w ten sposób, nie potrafiła powstrzymać wstępującego na jej twarz uśmiechu.
Była świadoma tego, że na każdym kroku musiała uważać na to, co robiła. Musiała udawać zołzę przed przyjaciółmi i kochaną córeczkę oraz następczynię matki przed pozostałymi łowcami, ale przyjaźń z tym chłopakiem wcale nie była przymuszona. To była jej własna wola i chyba jedyny luksus, na który mogła sobie w tej chwili pozwolić.
Allison odetchnęła, następnie zeszła na dół i przystanęła przy Nathanielu. Z bliska wydawał się o wiele bardziej wysoki i umięśniony. Cóż, liczne treningi wyrzeźbiły jego ciało w wystarczający sposób, by każda dziewczyna mogła przy kimś takim poczuć się bezpiecznie.
- Witam ponownie. - Chłopak obdarzył ją uśmiechem, przez który Allison zrobiło się o wiele cieplej. - Gotowa?
Ciemnowłosa zmarszczyła brwi.
- Na co? - zapytała niepewnie.
Nathaniel przestąpił z nogi na nogę i opuścił brodę, by spojrzeć dziewczynie prosto w twarz i nie odrywając od niej wzroku, wyciągnął w jej stronę dłoń.
- Ufasz mi? - zapytał, jakby chciał się w ten sposób upewnić.
Allison zastygła w milczeniu z delikatnie rozchylonymi ustami. Spokojnie analizowała sytuację, próbując nie zepsuć swoich relacji z chłopakiem. Cichy głos w jej głowie podpowiadał, że jemu mogła ufać. Mimo tajemnic, jakie przed nim ukrywała, aktualnie wiedział o niej o wiele więcej, niż jej przyjaciele.
Tymczasem Nathaniel zmarszczył brwi i zniżył teatralnie głos.
- Moje serce za chwilę rozpadnie się na setki kawałków poprzez jedno rozczarowanie. Uważaj więc na nie, bo nie bardzo chciałbym, by było aż tak pokiereszowane.
Jego oczy iskrzyły się łobuzersko. Allison się uśmiechnęła, po czym uścisnęła jego dużą, ciepłą dłoń.
Na ten gest chłopak uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Bardzo dobra decyzja. Chodź.
Pociągnął ją w stronę wyjścia. Niespodziewanie zza rogu wyłonił się niewysoki szczupły mężczyzna i obdarzył parę przenikliwym wzrokiem. Oboje przystanęli, a Allison westchnęła z zawodem spodziewając się, że ojciec nie pozwoli jej na eskapadę z Nathanielem.
Jakie zdziwienie ją ogarnęło, kiedy po chwili badawczego przypatrywania się nastolatkom, Chris zwrócił się do chłopaka swoim chropowatym głosem:
- Uważaj na nią. - Zwrócił wzrok na dziewczynę i dodał opiekuńczo: - Miłej zabawy.
Allison zmarszczyła brwi. W stosunku do Scotta nigdy się tak nie zachowywał. Czy fakt, że Nathaniel był łowcą sprawiał, że ojciec czuł się o wiele spokojniej? Z pewnością uważał, że jego córka była w dobrych rękach.
Chłopak przytaknął Argentowi z uśmiechem, następnie cały czas trzymając rękę dziewczyny, wyprowadził ją na dwór i skierował ją w stronę samochodu.
- Gdzie my właściwie jedziemy? - zapytała Allison, nagle zdając sobie sprawę, że nadal nie otrzymała odpowiedzi.
- Otóż, droga Alli, wybieramy się na przejażdżkę do rezerwatu - powiedział lekkim tonem i posłał jej łobuzerski uśmiech.
W drodze do samochodu chłopaka natknęli się na rosłego mężczyznę w średnim wieku. Na widok nastolatków rozluźnił mięśnie i przystanął na chwilę na chodniku.
- To już? - Obdarzył parę miłym uśmiechem.
Kiedy chłopak kiwnął głową i uśmiechnął się, pan Monkshood uniósł znacząco brew.
- Ufam, że zadbałeś o wszystko jak należy? - Zwrócił się porozumiewawczo do swojego syna.
Allison spojrzała zaskoczona na chłopaka zdezorientowana. O co miał niby zadbać?
Nathaniel przygryzł wargę i zerknął na dziewczynę nieco speszony, a na jego twarzy pojawił się delikatny rumieniec.
- Oczywiście, tato - odparł, odwracając zmieszany wzrok w stronę mężczyzny.
Dziewczyna zdała sobie sprawę, że chłopak już wcześniej musiał zaplanować ten wypad. To dlatego jej tata zachowywał się tak dziwnie miło. Wszyscy wiedzieli, że wychodzili razem, oprócz samej zainteresowanej.
W jej głowie pojawiła się mała lampka alarmowa, która wysyłała jej zapytanie; czemu wcześniej niczego nie spostrzegła? Skoro była łowczynią, powinna mieć intuicję. Z drugiej strony natomiast Alli czuła, że część jej cieszyła się z niespodzianki, którą chciał zrobić jej Nathaniel. To było naprawdę miłe.
- W porządku. - Starszy mężczyzna pokiwał głową, a jego twarz wypełnił przyjazny uśmiech. - W takim razie bawcie się dobrze.
Allison odwzajemniła uśmiech. To naprawdę miły facet, pomyślała.
Na odchodnym pan Monkshood poklepał syna po ramieniu i skierował się w stronę domu Argentów.
Kiedy wszedł na ganek domu Argentów, dziewczyna zwróciła wzrok na Nathaniela.
- Co byś zrobił, gdybym się nie zgodziła? - zapytała, przechylając głowę, a w jej kącikach ust igrał podstępny uśmieszek.
Chłopak wzruszył ramionami.
- Próbując ukryć swój wstyd, musiałbym cię porwać - odparł poważnym tonem.
Allison wyprostowała się i zmrużyła oczy. Przypomniało jej się, jak jej ojciec użył podstępu i upozorował porwanie, co stanowiło część treningu. Nie mając pojęcia, co się dzieje, czuła się strasznie słaba i bezbronna. To było okropne uczucie i nie chciała tego więcej doświadczać. A potem informacja o śmierci matki spadła na nią jak grom z nieba. Przepełniona bólem i rozpaczą, nie wiedziała, czy w tej kwestii może ufać ojcu. Wydawało jej się, że to kolejna część treningu, z tym, że tym razem okrutne kłamstwo taty przerażało ją o wiele bardziej.
Chłopak, widząc, jak dziewczyna coraz szybciej łapie oddech, złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie.
- Hej, spokojnie. Wszystko dobrze - wyszeptał cicho.
Allison przymknęła oczy. Kojący głos sprawił, że uspokoiła swoje oszalałe serce.
Była świadoma tego, że szybko traciła panowanie nad sobą. Jako łowczyni nie mogła okazywać słabości. Musiała więc bardziej się kontrolować.
Kiedy wyrównała oddech, otworzyła powieki i zobaczyła przed sobą zatroskaną twarz ciemnowłosego chłopaka. Poczuła, jak kciukiem delikatnie muskał jej zaciśniętą rękę, co dodawało jej otuchy.
- Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć? - Młody Monkshood upewnił się, opuszczając lekko brodę do dołu, by móc spojrzeć dziewczynie w oczy.
Zmusiła się do uśmiechu i przez chwilę wpatrywała się w jego niebieskie tęczówki, w których delikatnie migotały iskierki.
Nagle kątem oka spostrzegła za drogą w zaroślach jakiś ruch. Zmarszczyła brwi i wyjrzała zza ramienia chłopaka, wyczuwając coś podejrzanego. Nathaniel zdziwiony zachowaniem dziewczyny, również obejrzał się w tamtą stronę. Po chwili z krzaków wypadł czarny kot.
Dziewczyna przełknęła ślinę. Może ostatnio była zbyt przewrażliwiona? Jeszcze moment patrzyła w tamto miejsce, ale nie doczekując się niczego, odwróciła się w stronę chłopaka.
- Jedźmy już - wyszeptała, starając się zabrzmieć naturalnie.
Nathaniel skinął głową i w milczeniu odprowadził Allison do drzwi od strony pasażera, otworzył je przed nią, po czym sam zajął miejsce kierowcy.
Zanim odpalił silnik, spojrzał na Alli. Wydawała się dziwnie milcząca i melancholijna. Za wszelką cenę chciał ją jakoś pocieszyć.
- Hej - wyszeptał. Kiedy ich oczy się spotkały, dodał: - Choć na chwilę zapomnij o wszystkim, co cię dręczy i uśmiechnij się. Zrób to dla siebie. Dla mnie. - Jego głos zawisł w powietrzu. Wpatrywali się w swoje oczy, aż twarz Allison wypełnił przyjazny uśmiech.
- Widzisz? Wcale nie było to takie trudne. I tak jest o wiele lepiej. - Nathaniel uśmiechnął się zadowolony i puścił do niej oko, na co dziewczyna parsknęła śmiechem.
Naprawdę, ten chłopak działał z nią cuda i całkowicie nie potrafiła tego wyjaśnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan
Betha
Betha


Liczba postów : 951
Punkty : 24
Join date : 25/06/2012
Age : 19

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   26/2/2013, 16:46

Powiem, że czytało się miło. Nie szkoda mi było Scotta. Jakoś tak stał mi się obojętny w 2 sezonie. Może nie trzymał poziomu. Wśród takich facetów jak Daniel, Dylan, a co będzie w 3 sezonie jak dojdzie Max i Charlie :heart: . Oj nie wiem, nie wiem. Dobra, ale nie o tym teraz. Poza tym masz rację moja sympatia do Allison spadła po tym jak potraktowała Isaaca sztyletami! Na, ale kto wie może Scott i Alli jakoś zapunktują w 3 sezonie. Spoko znów odbiegam od tematu. Lecz dąże do tego, że mimo iż Alli jest u mnie minusowana to czytałam to z lekko otwartą buzią. hyhy[ nie śmiej się ze mnie]
Fajnie, że pojawił się Isaac z tą swoją niewyparzoną gębą i normalnie widziałam ten ruch ramionami. Widziałam to w swojej głowie. Very Happy I Stilesa z tym swoim "Nie pomagasz" Razz No idealnie.
Mam nadzieję, że Scott nie będzie jakoś strasznie szalał. W sensie nie będzie zaliczał co drugiej lasencji by dopiec Allison. Nie wiem czy byłby do tego zdolny ^^
Gdyby Allison w serialu znalazła sobie kogoś takiego jak Nataniel to nie miała bym nic przeciwko. Przyznam ci szczerze, że polubiłam kolesia. Był taki soł romantick. :heart:
Cytat :

przystojnego ciemnowłosego chłopaka o niebieskim połyskliwym spojrzeniu i zachwycającym uśmiechu
Serio?
Cytat :
Jego mięśnie seksownie opinały mu ciemny t-shirt. Kiedy chłopak patrzył na nią w ten sposób
Serio?!!
Tymi zdaniami mnie zabiłaś. Nie chcesz wiedzieć jak ja sobie wyobrażam sexownych brunetów Very Happy. Dla mnie to po prostu ideały. Dobrze odwzorowałaś zachowanie Alli. Ona lubi mieć wszystko pod kontrolą. Kto by się nie cieszył na sam, na sam z jakimś tam Natanielem ^^ :heart:
Dylan poszedł z Isaacem ją śledzić. Ciekawe jak im pójdzie ^^ I czyżby po drodze zdarzyła się jakaś rozmówka? Zresztą ja tam nie wiem Razz
Mam nadzieję, że ten Nataniel niczego nie knuje. Łowca + łowca = podoba się Magdzie. Very Happy Chociaż ja lubię złych kolesi. Więc jesli okaże się chamem i łajdakiem to też się będe cieszyć ^^ Wiec cokolwiek tam masz w zanadrzu i tak będzie mi się podobać. Chyba, że spotka go coś strasznego. Jak śmierć, wtedy ...załamka. Very Happy

______________________



~ ♥ Stydia ♥ ~





But down to earth
 If you choose to walk away, don’t walk away

 _________________________
team Stiles,Parrish and Peter!
By me

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://see-rome-and-die.tumblr.com/
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   26/2/2013, 17:31

Po pierwsze: bardzo dziękuję za miły, długi i wyczerpujący komentarz. Very Happy Powtórzę się, ale jest mi niezmiernie miło czytać Wasze opinie, dlatego zachęcam do zostawiania komentarzy. Razz
Odniosę się do Twojej wypowiedzi, Magdo. Smile
Lucca napisał:
dąże do tego, że mimo iż Alli jest u mnie minusowana to czytałam to z lekko otwartą buzią. hyhy[ nie śmiej się ze mnie]
Czyli to dobrze? Razz
Lucca napisał:
Fajnie, że pojawił się Isaac z tą swoją niewyparzoną gębą i normalnie widziałam ten ruch ramionami. Widziałam to w swojej głowie. I Stilesa z tym swoim "Nie pomagasz" No idealnie.
Pisząc ten fragment, też widziałam to w swojej głowie. W tym fragmencie zdecydowanie przydała się chwila komizmu w wykonaniu Stilesa. Wink
Lucca napisał:
Mam nadzieję, że Scott nie będzie jakoś strasznie szalał. W sensie nie będzie zaliczał co drugiej lasencji by dopiec Allison. Nie wiem czy byłby do tego zdolny ^^
Niee, to byłoby potworne. Surprised I całkowicie niemądre i nieprzemyślane. Myślę, że Scott nie jest aż tak lekkomyślny i zanim cokolwiek zrobi, dokładnie się nad tym wszystkim zastanowi. Chociaż z drugiej strony to byłoby bardzo szalone i to zachowanie miałoby ogromne konsekwencje (jak wszystko z resztą ma) Widzę to w swojej głowie... nie, lepiej zostańmy przy potworności. Wink
Lucca napisał:
Tymi zdaniami mnie zabiłaś. Nie chcesz wiedzieć jak ja sobie wyobrażam sexownych brunetów . Dla mnie to po prostu ideały. Dobrze odwzorowałaś zachowanie Alli. Ona lubi mieć wszystko pod kontrolą. Kto by się nie cieszył na sam, na sam z jakimś tam Natanielem ^^ :heart:
On jest naprawdę sexy. :Rolling Eyes: A co do Alli, to masz całkowitą rację. Wink
Lucca napisał:
Dylan poszedł z Isaacem ją śledzić. Ciekawe jak im pójdzie ^^ I czyżby po drodze zdarzyła się jakaś rozmówka? Zresztą ja tam nie wiem Razz
Tak, zdecydowanie za dużo rozmów na gg podczas pracy nad rozdziałem. Razz
Lucca napisał:
Mam nadzieję, że ten Nataniel niczego nie knuje. Łowca + łowca = podoba się Magdzie. :d Chociaż ja lubię złych kolesi. Więc jesli okaże się chamem i łajdakiem to też się będe cieszyć ^^ Wiec cokolwiek tam masz w zanadrzu i tak będzie mi się podobać. Chyba, że spotka go coś strasznego. Jak śmierć, wtedy ...załamka. Very Happy
Niestety, nie mogę niczego obiecać. Mogę natomiast powiedzieć tylko tyle, że łowca + łowca = coś, co zdecydowanie lubię. :Rolling Eyes:

Pozdrawiam i całuski. :heart:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   1/3/2013, 16:08

Przeczytałam.
No i kurczę Lyn... No nie wiem... Jakoś tak jest. Noo, sama wiesz, zawsze człowiek się stara i w ogóle i ja to rozumiem, ale tutaj wyszło... No... Kurczę, muszę Ci to powiedzieć, bo jak nie ja to kto? Ale się nie fucz potem? Więc wyszło... No tak... Przefantastycznie! xD

Dobra, dość, dramatyzmu. Very Happy A więc podobało mi się a jakże. Allison w pełni rozumiem, w końcu zachowuje się tak nie bez powodu, prawda? I już Ci mówiłam na gadulcu, że nawet ją lubię i rozumiem xdd. Bo powód w istocie ma. Ale ten Nathaniel... OMG. Co to za jeden? Very Happy Kurcze, jakiś słodziak na horyzoncie się pojawił i w sumie fajnie, ale jest jeszcze Scott a Scotta Ania bardzo lubi i uważa, że Allison jest mu przeznaczona xd. Niemniej jednak jestem bardzo ciekawa co też Nathaniel (cud-chłopiec) wymyślił. I wgl co za akcja, że wszyscy są w to zaangażanowani. Very Happy Nawet Mr. Argent ^^. To pewnie będzie coś... takiego, że aż bum! Hehe, mam nadzieję. Smile A szczególnie cudnie będzie jak Isaac i Stiles będą ich śledzić xd. To może być zabawne. Very Happy
Co do Scotta...
Lucca napisał:
Nie szkoda mi było Scotta. Jakoś tak stał mi się obojętny w 2 sezonie. Może nie trzymał poziomu. Wśród takich facetów jak Daniel, Dylan, a co będzie w 3 sezonie jak dojdzie Max i Charlie :heart: . Oj nie wiem, nie wiem.
Ejj nie zgadzam się z Tobą, Madziu Razz Mnie było szkoda Scotta, w końcu Scott jest dobry. Dobry w każdym rozwinięciu tego słowa. I jak to Isaac powiedział, Scott zawsze wie co słuszne i co należy zrobić. Smile Nie wiem wg mnie Scott to taki troskliwy, opiekuńczy wilczek, którego lubię. Very Happy Aczkolwiek każdy ma swoje zdanie Razz

Dobra, czekam na więcej Wink) Weny :heart:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   3/3/2013, 14:47

Witam Smile
Dziękuję An za komentarz. ;* Strasznie się cieszę, że w ogóle ktoś czyta moje wypociny, a zostawienie komentarza jako dowód sprawia mi uśmiech na twarzy. Very Happy
Wiem, że niecierpliwicie się ze względu na niestałe dodawanie rozdziałów, ale ostatnio ciężko jest znaleźć wenę do tworzenia Stilesowych myśli i przeczuć innych bohaterów. Wink Dlatego, by trochę zadośćuczynić, postanawiam w miarę możliwości odpisywać na Wasze komentarze i dzielić się z Wami odczuciami dotyczącymi opowiadania. Czy odpowiada Wam taka koncepcja?
UWAGA! Czasem nieopatrznie mogą się zdarzyć spoilery, dlatego czytacie na własną odpowiedzialność! Razz
I... czuję się jak w "Jeff Davis odpowiada".
wiedźma napisał:
Przeczytałam.
No i kurczę Lyn... No nie wiem... Jakoś tak jest. Noo, sama wiesz, zawsze człowiek się stara i w ogóle i ja to rozumiem, ale tutaj wyszło... No... Kurczę, muszę Ci to powiedzieć, bo jak nie ja to kto? Ale się nie fucz potem? Więc wyszło... No tak... Przefantastycznie! xD
Czytałam to z bijącym z rozgorączkowania sercem. Wystraszyłaś mnie. Surprised Jak tak możesz? Razz
wiedźma napisał:
Ale ten Nathaniel... OMG. Co to za jeden? Very Happy Kurcze, jakiś słodziak na horyzoncie się pojawił i w sumie fajnie, ale jest jeszcze Scott a Scotta Ania bardzo lubi i uważa, że Allison jest mu przeznaczona xd.
Gdzieś w głębi siebie mam dokładnie takie same odczucia. Wink Co nie zmienia faktu, że przy pierwszej lepszej okazji McArgent powinni wpaść sobie w ramiona. O, nie. To z pewnością nie zakończyłoby się dla nich dobrze. Razz Ich aktualne relacje ujmę w bardzo metaforyczny sposób. Otóż Allison i Scotta łączyło coś głębokiego i mimo iż dziewczyna postanowiła z nim zerwać, on nadal wierzył w przeznaczenie i miał nadzieję, że przetrwają wszystko oraz wrócą do siebie. Jednak droga między tym dwojgiem rozdzieliła się, a podzielona na dwie odbiegające od siebie coraz dalej ścieżki stały się trudne do przebycia i wyboiste. W którymś momencie męczącej walki oboje się potykają, upadają i choć każde z nich próbuje się pozbierać, jest im zbyt ciężko. W skutek tego oboje potrzebują kogoś, kto w końcu pomoże im się podnieść i stawić czoła przeszkodom. Niestety, odległość między Allison a Scottem jest zbyt duża, by mogli sobie wzajemnie pomóc.
wiedźma napisał:
Niemniej jednak jestem bardzo ciekawa co też Nathaniel (cud-chłopiec) wymyślił.
A czemu właściwie z góry zakładacie, że Nathaniel to cud-chłopiec? Nie, no, droczę się.
wiedźma napisał:
I wgl co za akcja, że wszyscy są w to zaangażanowani. Very Happy Nawet Mr. Argent ^^. To pewnie będzie coś... takiego, że aż bum! Hehe, mam nadzieję. Smile

Hyhy. :Rolling Eyes: To moja słodka tajemnica. Wink Aż do następnego rozdziału. Razz
wiedźma napisał:
A szczególnie cudnie będzie jak Isaac i Stiles będą ich śledzić xd. To może być zabawne.

Czy zabawne? Hmm... na pewno oszołomi Cię nagły, niespodziewany przypływ inteligencji. Wink
wiedźma napisał:
I jak to Isaac powiedział, Scott zawsze wie co słuszne i co należy zrobić. Smile Nie wiem wg mnie Scott to taki troskliwy, opiekuńczy wilczek, którego lubię. Very Happy
A zatem polubisz kolejny rozdział. Razz Tak btw, w którym momencie on to powiedział, bo nie mogę sobie przypomnieć?

Pozdrawiam :heart:

EDIT: Wstawiam kolejny rozdział. W końcu. Miał być o wiele dłuższy, ale postanowiłam go podzielić.
Dla moich muszkieterek: Lucci - bo Isaac, którego obiecałam :Rolling Eyes:, i wiedźmy - bo zawsze dodajesz mi otuchy i zawsze mogę liczyć na Twoją pomoc. :heart:

________________________________________________________


Chapter 13
This is how to be friends



Siedziałem znudzony w swoim samochodzie w otępieniu postukując palcami o kierownicę. Z racji tego, że Peter obserwował dom Argentów, w którym przebywała Alli, nie miałem aktualnie żadnego zajęcia. Czekanie na jakiekolwiek wiadomości okazało się niezwykle nudne. Zwłaszcza, kiedy za towarzysza miało się antyspołecznego chłopaka, który na każdym kroku okazywał mi swoją gburowatą postawę.
Jakby czytając mi w myślach Isaac, chcąc po raz kolejny pokazać swoje lekceważące nastawienie w stosunku do mnie, warknął:
- Mógłbyś przestać walić w tę kierownicę?
Spojrzałem na chłopaka ze zdziwieniem.
- A co cię tak w tym irytuje? - zapytałem beztroskim tonem.
Jednak kiedy dostrzegłem jego groźne spojrzenie, szybkim ruchem zdjąłem ręce z kierownicy. Przeczuwałem, że gdyby mógł, to już dawno by mnie rozszarpał na strzępy. Jedyne, co go przed tym powstrzymywało był Derek i Scott.
Przez długi czas siedzieliśmy w milczeniu, a przynajmniej to Isaac nie wykazywał żadnej inicjatywy do rozmowy.
Nie mając nic innego do roboty, a może podświadomie omijając umysłem pewne sprawy, zacząłem zastanawiać się nad zachowaniem Isaac'a. Wiedziałem, że wilkołak za mną nie przepadał, ale nie musiał przecież tak ostentacyjnie się z tym obnosić. Jakoś nie mogłem zrozumieć, co było powodem jego szorstkości wobec mnie.
Moje rozmyślania przerwał dźwięk wiadomości. Na ten odgłos głowa chłopaka poderwała się niespodziewanie. Widząc jego spojrzenie, wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon i odczytałem wiadomość, którą nadesłał Peter.
'Alli z jakimś chłopakiem wybierają się do rezerwatu. Poruszają się BMW M6. Pilnujcie ich.'
- I co? - zapytał Isaac niecierpliwie.
- Mamy misję. - powiedziałem, po czym zrobiłem dramatyczną pauzę. - Jedziemy do rezerwatu.

Chłopak przewrócił oczami, oparł łokieć o framugę okna i przyłożył do ręki głowę.
- Jakieś szczegóły? - spytał poirytowany.
Odpaliłem silnik i wyjechałem na ulicę.
- Jest z chłopakiem, najprawdopodobniej tym, którego widzieliśmy dziś pod szkołą.
Isaac szybko wyprostował się i zaczął gestykulować rękoma.
- Po co w ogóle musimy niańczyć Allison? - prawie wykrzyczał z wyrzutem. - Przecież sama twierdzi, że da sobie świetnie radę, w co nie wątpię. Więc powiedz, na co mi to?
W jego głosie było tyle gniewu i pretensji. Jeszcze więcej niż wtedy, gdy wypowiadał się o mnie. Choć wtedy bardziej było słychać chłód i arogancję, niż gniew. Mimo to wcale mu się nie dziwiłem. Pamiętałem z opowieści Scotta, co Alli zrobiła Isaac'owi w tę koszmarną noc. Nadal jej tego nie wybaczył, więc to dość zrozumiałe, dlaczego pałał do niej taką nienawiścią. Ale w takim razie co takiego ja mogłem mu zrobić?
- Wiesz, pamiętaj, że robimy to dla Scotta - powiedziałem powoli.
Chłopak prychnął.
- Czemu on nie chce pogodzić się z tym, że to już koniec tego związku?
Zacisnąłem szczęki.
- On wierzy w prawdziwą miłość i szczęśliwe zakończenie.
- Ta, tak samo jak ty. Tylko w twoim przypadku miłość jest jednostronna i nigdy nawet nie zapowiadało się na szczęśliwe zakończenie - prychnął.
Zacisnąłem palce na kierownicy. Miałem już dość jego zgryźliwych uwag. Nawet, jeśli miał rację, to nie było fair.
- Czemu jesteś takim fiutem, co? - zapytałem oschle, spuszczając na chwilę wzrok z drogi i rzucając mu zniecierpliwione spojrzenie.
Isaac skrzywił się z pogardą.
- A co, zabolało? - odparł.
Zmrużyłem oczy.
- Nie, już od jakiegoś czasu przestało.
Obdarzył mnie sceptycznym wzrokiem. Westchnąłem. Wiedziałem, że go nie przekonałem, choć przecież powiedziałem prawdę. No, może prawie. Nie było sensu się z nim spierać skoro i tak nie mogłem dowieść prawdy.
Dojechaliśmy do lasu. Zaparkowałem w głębiej ukrytej gąszczem ścieżce, by nikt przejeżdżając przez drogę nie zwrócił uwagi na mój samochód. Gdy wysiedliśmy, nabrałem głośno powietrza.
Musiałem przerwać tę napiętą ciszę. Odwróciłem się w jego stronę. Stał wyprostowany z dłońmi schowanymi w kieszeniach, czuwając nad okolicą.
- Słuchaj - zacząłem, powstrzymując się od nerwowych gestykulacji. - Nie musisz mnie lubić, ale jeśli mamy ze sobą współdziałać to chociaż powiedz o co ci chodzi?
Isaac prychnął tylko, nawet na chwilę nie zerkając w moją stronę.
Zmrużyłem oczy. Nie miałem pojęcia, jak do niego trafić, by w końcu się opamiętał i zaczął współpracować, bo inaczej nasza akcja mogła zawieźć. Prawiąc morale, na pewno nic nie zdziałam. Tym bardziej zachowując się jak palant, nie wyzwolę w nim chęci do wyrzucenia z siebie swoich pobudek. Co miałem w tej sytuacji zrobić?
Westchnąłem, po czym bezradnie oparłem się o bok mojego jeepa.
Co Scott chciał osiągnąć przez nakazanie nam wspólnego pilnowania Allison? Przecież dobrze wiedział o tym, że nasza dwójka przebywająca razem zbyt długo nie wróżyła niczego dobrego.
Zamyślony powiedziałem cicho:
- Scott ci ufa, więc, czy tego chcesz, czy nie chcesz ja tobie też. Polega na tobie, choć kompletnie nie mam pojęcia, czemu pokłada w tobie taką wiarę.
Cisza. Żadnego komentarza ze strony chłopaka.
Kiedy zostawałem sam na sam z Isaac'iem, jego arogancja źle wpływała na moje poirytowanie, które rosło z każdym zgryźliwym słowem, jakie wypowiadał chłopak. Mimo to cierpliwie znosiłem jego charakter, ale przecież każda cierpliwość miała swoje granice. A ja coraz bardziej stawałem na jej granicy.
Nagle mnie olśniło. Scott to przewidział. Przewidział wszystko. To w ten sposób miałem trafić do Isaac'a.
Podniosłem głowę i wyprostowałem się.
- Wiesz, dlaczego Scott wybrał nas do pełnienia razem warty? - spytałem podniecony własnym odkryciem.
Szatyn odwrócił się w moją stronę. Wreszcie w jakiś sposób przykułem jego uwagę.
- Jesteśmy jego przyjaciółmi, ale między sobą nie jesteśmy, dlatego chciał nas ze sobą zjednoczyć - powiedziałem, na co chłopak zmarszczył brwi. Widząc to dodałem, przewracając oczami: - Chce, żebyśmy my też się zaprzyjaźnili.
Kiedy zauważyłem, jak Isaac zaciska szczęki i unosi wyżej brodę z zamyślonym spojrzeniem, podszedłem do niego bliżej.
- A myślisz, że dlaczego Scott nie poprosił ani Dereka, ani Petera o obserwowanie Allison?
Chłopak otworzył lekko usta i zmrużył oczy.
- Nie mam pojęcia. - Spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Bo to nam jedynym ufa najbardziej. Wie, że nic przed nim nie ukryjemy. I dlatego też powierza nam do nadzoru jedną z najważniejszych osób w jego życiu, mimo że go skrzywdziła. To się nazywa przyjaźń.
Isaac powoli pokiwał głową w zrozumieniu.
- Właśnie. Przyjaźń - odparł po chwili i wbił wzrok w leżące na ziemi liście.
Tym razem to ja zmarszczyłem brwi i patrzyłem na niego w oczekiwaniu. Szatyn westchnął.
- Bo, wiesz, Stiles... - zaczął zażenowany, celowo unikając moje wzroku. - Jesteś wspaniałym przyjacielem. - Zawahał się, a moje zdziwienie sięgnęło zenitu. Co? Nigdy nawet nie podejrzewałem, że usłyszę coś takiego z ust Lahey'a.
Tymczasem szatyn kontynuował.
- Zawsze wiesz, co powiedzieć, jakoś pocieszyć, zrozumieć. Potrafisz pomóc i zadbać o drugą osobę. Ja tak nie potrafię. - Kopnął w kamień, który potoczył się po drodze.
Nie mogłem wyjść z szoku. Czemu on mi to mówił?
- Chwila, chwila. Więc przez cały ten czas chodziło ci o Scotta? - wykrztusiłem, patrząc na niego z niedowierzaniem. Chłopak podniósł na mnie wzrok, co stanowiło dla mnie odpowiedź. - Byłeś zazdrosny o naszą przyjaźń? - Przechyliłem głowę w zamyśleniu.
Isaac skrzywił się, przez co szybko się zreflektowałem.
- Hej, więcej wiary w siebie - powiedziałem pocieszającym tonem, lekko szturchając go pięścią w ramię. - Łapię to. Zbyt długo byłeś samotny, dlatego nadal masz problemy z zaufaniem, ale zaczynasz się przyzwyczajać. - Popatrzyłem na niego przyjaźnie. - Scott jako pierwszy tak naprawdę okazał wobec ciebie troskę i dopiero wtedy pierwszy raz zaznałeś tego uczucia. Komuś zaczęło na tobie zależeć.
Dostrzegłem, jak szatyn drgnął. Całkowicie go rozumiałem. Przez to, że miał tak zwyrodniałego ojca, zamknął się w sobie. Praktycznie od zawsze musiał troszczyć się sam o siebie, więc zdziwieniem okazała się dla niego przyjazna i opiekuńcza postawa Scotta, który w dodatku postępował zupełnie bezinteresownie.
Widząc posępną minę Lahey'a, oparłem mu przyjacielsko dłoń na ramieniu.
- Przestań się przejmować. Przecież już zaczynasz sobie całkiem dobrze radzić. Jesteś oddany i pomagasz. Wystarczy tylko jeszcze trochę popracować nad twoją empatią. - powiedziałem z głupim uśmiechem, na co Isaac rzucił mi chmurne spojrzenie.
Prychnąłem. Naprawdę, czasem wydawało mi się, że za dużo czasu spędzał z Derekiem i zachowanie Alphy zaczęło przechodzić na innych.
Pokręciłem głową, próbując wyprzeć te myśli z głowy.
Spojrzałem na niego rzeczowo.
- Tak naprawdę w przyjaźni liczą się czyny. A pomagając Scottowi teraz i współpracując ze mną okazujesz swoją przyjaźń. - Wzruszyłem ramionami. - Tak to działa. Nic trudnego. Żadna filozofia.
Isaac zmierzył mnie badawczym wzrokiem.
- I tak po prostu przyjmiesz mnie z otwartymi ramionami? Nie przeszkadza ci to? - Uniósł brew w oczekiwaniu.
Hm. Czy mi to przeszkadzało? Skoro Scott tego właśnie chciał...
- Jeśli boisz się, że będę robił afery w ataku zazdrości, to spokojnie, nie obawiaj się, miejsca starczy dla nas trojga. Musimy działać razem. Tworzymy zespół.
Pierwszy raz w życiu Lahey spojrzał na mnie z respektem. Wzbudziło to we mnie większą pewność.
- Więc jak, przyjaciele? - zapytałem z uśmiechem, na co chłopak kiwnął głową, delikatnie odwzajemniając uśmiech.
Założyłem ręce na biodrach. Nie mogłem powstrzymać triumfalnego uśmiechu. Byłem z siebie taki dumny. W końcu udało mi się rozwiązać tę sprawę. Przynajmniej jedną.
Nagle spostrzegłem, jak Isaac napiął mięśnie i skupił się na czymś. Ściągnąłem brwi.
- Co się dzieje? - Kiedy nie odpowiadał chwilę, ponowiłem pytanie. - Isaac, o co chodzi?
- Ciii... - uciszył mnie, nasłuchując czegoś.
Zrobiłem naburmuszoną minę.
- Nie uciszaj mnie - rzekłem z udawaną pretensją w głosie.
Isaac, ignorując moje zachowanie, powiedział w końcu cicho:
- Nadjeżdżają.
Kiwnąłem głową. Mieliśmy zadanie do wykonania. Misję czas zacząć.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   26/3/2013, 16:53

O mój Boże! Jakież to było życiowe, do you know? ;p Nie jestem na świeżo, bo czytałam od razu jak dodałaś i nie mam już tych refleksyjnych komentarzy na temat opowiadania, ale coś mądrego postaram się wypowiedzieć xd.
Lahey jest słodki nawet wtedy, gdy nie jest. Very Happy Mówiłam to już. Ale kurczę to jak to przedstawiłaś to, że jest zazdrosny i wgl. Mhmmm. To mi się podobało. Very Happy A Stiles? O rany jaki on w porządku i bardzo fajnie się zachował względem Isaaca, czego w sumie można się było spodziewać. W końcu to dobry i kochany Stiles. I te ich teksty i pojednanie. Ahh kocham :heart:
Dziękuję za dedyk a teraz czekam na Allison. Smile

PS: Miałam swój ulubiony fragment, który chciałam koniecznie zacytować, ale teraz nie pamiętam który to ;/
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   Today at 21:19

Powrót do góry Go down
 
Can't Take My Eyes Off You
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: