IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Can't Take My Eyes Off You

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Miss_Lena
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 89
Punkty : 15
Join date : 28/10/2012
Age : 19

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   29/11/2012, 18:23

wiedźma napisał:
Co do treści: Aż mnie zmroziło po przeczytaniu tego! Allison bitch! Brr. Chamsko.

To samo pomyślałam. Jednocześnie jednak taka Allison jest intrygująca. Aż chce mi się o niej czytać. Żal mi tylko Scotta i tego jak jego traktuje, bo wcale mu się to nie należy. Twoja Argent jest jeszcze bardziej bezwzględna niż ta serialowa, gdy miała chwile załamania. Nieźle. Potrafisz kreować postacie. A Stiles... Jaki obrońca. Very Happy Trochę mnie on tutaj drażni. Nie wiem dlaczego xd. Na razie czekam na kolejny rozdział, by cokolwiek stwierdzić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   1/12/2012, 13:59

Och, niezmiernie dziękuję za komentarze. To dla mnie naprawdę wiele znaczy. Smile
wiedźma napisał:
Och! Oczywiście, że jestem Twoją stałą czytelniczką ^^ W ogóle to niewiele osób czyta na tym forum nasze wypociny jak i niewiele tworzy xd Ale z pewnością kiedyś się to rozkręci.
Mam taką nadzieję. Wink

Miss_Lena napisał:
wiedźma napisał:
Co do treści: Aż mnie zmroziło po przeczytaniu tego! Allison bitch! Brr. Chamsko.

To samo pomyślałam. Jednocześnie jednak taka Allison jest intrygująca. Aż chce mi się o niej czytać. Żal mi tylko Scotta i tego jak jego traktuje, bo wcale mu się to nie należy. Twoja Argent jest jeszcze bardziej bezwzględna niż ta serialowa, gdy miała chwile załamania. Nieźle.
Dziękuję za miłe słowa, które naprawdę podnoszą na duchu i dostarczają chęci do dalszego pisania.
Oczywiście, dziwne zachowanie Allison to zamierzony efekt. Na potrzeby książki wybrane postacie bardziej widocznie ewoluują, przez co niektóre kochamy bardziej, niektóre mniej. Ale te wszystkie postępowania muszą mieć jakieś wytłumaczenie. Wink

Jeszcze raz dziękuję, dziękuję za podtrzymanie na duchu. :heart:

Natchniona, udało mi się coś naskrobać. Smile
Czy jednak moja praca nad tym rozdziałem przyniosła jakieś rezultaty? Oceńcie sami.
Miłego czytania!

__________________

Rozdział 7

Kiedy zabrzmiał dzwonek obwieszczający koniec zajęć, wstałem ociężale z krzesła, pozwalając, by ominęła mnie spora grupa uczniów wariujących na samą myśl o tym, że w końcu mogą opuścić to więzienie.
Powolnym krokiem szedłem wzdłuż korytarza, po którym kręciło się jeszcze kilku członków kółka zainteresowań. Nagle zza rogu wychynął mój przyjaciel. Widząc jego nieprzenikniony wyraz twarzy, postanowiłem nie rozmawiać o zajściu z jego byłą dziewczyną.
Uśmiechnąłem się do niego przyjacielsko, chcąc dodać mu otuchy. W końcu byłem jego przyjacielem i musiałem pokazać, że zawsze może na mnie liczyć.
W milczeniu poszliśmy w stronę mojej szafki. Ku zaskoczeniu, ktoś nas tam oczekiwał.
O jedną z szafek opierał się wysoki szatyn. Na nasz widok wyprostował się i z rękami w kieszeniach zacisnął szczęki, co jeszcze bardziej uwydatniło jego mocne rysy twarzy.
Isaac Lahey. Chłopak, który kiedyś był zastraszany i bity przez swojego bezlitosnego ojca. Słowem: byłym nikim. To Derek go przemienił, chcąc poszerzyć swoje stado o kolejnego członka. Teraz Lahey był potężnym wilkołakiem, dzięki czemu zyskał ogromną pewność siebie, której nie bał się wykorzystywać.
Kiedy podeszliśmy bliżej, kiwnął głową na Scotta.
- Derek chce się z tobą widzieć - oznajmił z nutą zaniepokojenia w głosie.
Przyjaciel zmarszczył brwi.
- Po szkole, Isaac.
Wysoki chłopak o niebieskich oczach skrzywił się nieznacznie.
- Ale on nalega. Mówił, że to ważne - powiedział w geście obrony.
Scott pokręcił głową.
- Nie powinienem opuszczać lekcji - rzekł stanowczo.
Isaac uniósł brwi.
- Przecież już się skończyły - zdziwił się.
Mój przyjaciel westchnął.
- Nie dla mnie. Mam dodatkowe zajęcia. Muszę nadrobić zaległości. Derek musi poczekać. A zresztą, skoro to takie ważne, to sam powinien przyjść.
Isaac już otworzył usta, by zaoponować, ale przerwałem mu.
- Ja pójdę. Mi nie grozi zawalenie klasy.
Wilkołak popatrzył na mnie, jakby dopiero teraz mnie zauważył.
Scott przygryzł policzek, przez chwilę zastanawiając się nad czymś, po czym odparł:
- Stiles, nie musisz się w to mieszać. Ostatnio tyle przeszedłeś. Poza tym jesteś tylko człowiekiem.
Prychnąłem i poklepałem go po plecach. Przybrałem beztroski ton i rzuciłem:
- Słuchaj. A co niby innego miałbym robić, jak nie pomagać przyjaciołom, hm? Poza tym ja już jestem w to zamieszany, więc w ogóle nie ma o czym mówić.
Kiedy przyjaciel kiwnął głową w zrozumieniu i uśmiechnął się lekko, spojrzałem na Isaaca. Ten patrzył na nas z lekkim niezadowoleniem.
Uniosłem brew, starając się wyglądać przyjaźnie.
- To jedziemy?

W drodze do kryjówki Dereka nie odzywaliśmy się ani słowem. Ciszę między nami zagłuszał tylko głośny warkot silnika mojego samochodu.
Chcąc jakoś złagodzić relacje między mną a Isaac'iem szukałem w głowie tematu, którym mógłbym rozpocząć rozmowę. Nagle uderzyła mnie pewna myśl. Odchrząknąłem, po czym, patrząc przez cały czas na drogę, zagadnąłem zaciekawiony:
- Macie może jakieś wieści od Ericki i Boyda?
Isaac pokręcił przecząco głową, wydawszy z siebie cichy pomruk. Widocznie nie był skory do rozmowy. Albo raczej; do rozmowy ze mną.
Westchnąłem. Nie miałem pojęcia, co go ugryzło, ale postanowiłem się tym nie przejmować.
Zająłem się analizowaniem zachowania nieobecnych wilkołaków. Ostatni raz widziałem tę parę w piwnicy Argentów, gdzie byli poddawani torturom przez Gerarda. Po uwolnieniu ślad po nich zaginął. Miałem nadzieję, że nic złego im się nie stało.
Przeciwstawienie się Alfie stanowiło nie lada wyczyn. Ericka i Boyd mieli na tyle odwagi, by to zrobić. Może nawet podejrzewali, co się stanie, dlatego postanowili nie brać udziału w dalszych losach miasteczka i woleli opuścić Beacon Hills. I Derek nic nie mógł poradzić na ich ucieczkę. Przygryzłem wargę w zamyśleniu. Może to i dobrze, że tak się stało. Im mniej osób jest w to zamieszanych, tym lepiej.

Po jakimś czasie w końcu dojechaliśmy na miejsce. Wchodząc do opuszczonej stacji metra, moich uszu dobiegł niezadowolony głos.
- Gdzie jest Scott?
Przystanąłem, rozglądając się dookoła.
W tej samej chwili zauważyłem wysoką, masywną postać wychodzącą z wagonu. Mężczyzna, ubrany w ciemne dżinsy i zwykłą szarą koszulkę, wyglądał tajemniczo, a zarazem groźnie. Swoją imponującą sylwetką przyćmiłby niejednego chłopaka. Chyba będę musiał zacząć porządnie ćwiczyć, przemknęło mi przez myśl.
Jego czarne rozwichrzone włosy i kilkudniowy zarost sprawiały wrażenie, jakby rzeczywiście istniało w nim coś dzikiego i drapieżnego. Oczywiście, to podobało się dziewczynom najbardziej.
Derek Hale stanął przede mną i założył ręce na piersi, oczekując ode mnie odpowiedzi.
Przełknąłem ślinę.
- Jest w szkole - odparłem neutralnym tonem.
Alfa zmarszczył brwi.
- Czemu nie przyszedł zamiast ciebie? - zapytał nieco zgorzkniale.
- A do czego ci on teraz potrzebny? - odpowiedziałem pytaniem na pytanie, nie tracąc rezonu.
Derek opuścił ręce i zacisnął nerwowo pięści.
- Czemu go nie ma? - zadał pytanie, a w jego głosie można było usłyszeć zniecierpliwienie.
Tymczasem ja nie okazałem żadnych oznak strachu. Nie chciałem dać mu tej satysfakcji. Nie tym razem.
- Jeśli ma zdać do następnej klasy, to musi poprawić zachowanie, a nieobecności mu w tym nie pomogą - rzuciłem spokojnie, choć czułem, jak serce zaczyna przyspieszać swe obroty.
Na twarzy Alfy nagle pojawił się gniew. Wilkołak odwrócił się i walnął pięścią w stojący obok stół, po czym oparł się o niego, próbując ochłonąć.
Zaskoczony, cofnąłem się o krok i nagle poczułem na ramieniu ciepły oddech.
- Wiedziałem, że będzie niezadowolony - mruknął Issac.
Zerknąłem w jego stronę. Jego twarz wypełniał krzywy uśmiech.
Postanowiłem go zignorować i odwróciłem się w stronę Dereka.
- Ze mną też możesz porozmawiać - powiedziałem.
Mężczyzna obdarzył mnie protekcjonalnym spojrzeniem.
To lekceważenie zaczynało mnie powoli drażnić. Jednak w ostatniej chwili powstrzymałem się od jakiegokolwiek komentarza i pochyliłem głowę do przodu.
- Możesz mi chociaż powiedzieć, o co chodzi?
Hale westchnął.
- Chodzi o dzisiejszą noc - odezwał się zmęczony.
- Tyle zdążyłem się domyślić - powiedziałem cicho.
Spiorunował mnie groźnym wzrokiem, lecz po chwili przełknął ślinę i odwrócił spojrzenie.
- Zastanawia mnie ta sprawa - rzekł zamyślonym tonem. - Musimy ustalić, co tam się stało.
Zmarszczyłem brwi.
- To już ustaliłem.
Na twarzy Alfy pojawiło się zdziwienie.
- Ty?
Przechyliłem głowę.
- Jak myślisz, czemu nie pomogłem Scottowi posprzątać tej... masakry? - zapytałem zagadkowo.
Derek wzruszył ramionami.
- Bo brzydzi cię taki widok? - odparł, starając się zachować powagę.
Usłyszałem za sobą parsknięcie Lahey'a.
Pokręciłem głową, starając się nie wpaść w irytację.
- Bo badałem tę sprawę - odpowiedziałem, siląc się na spokojny ton.
- Jak? - Barwa głosu Hale'a stała się nieco podejrzliwa.
Nie miałem innego wyjścia. Dla dobra sprawy musiałem powiedzieć prawdę. Westchnąłem.
- W lesie spotkałem ranną dziewczynę z watahy, której udało się uciec. Powiedziała, że napadli ją łowcy.
Alfa zrobił zdziwioną minę i otworzył lekko usta, nie dowierzając.
- Co? - wydusił z siebie Issac. On również nie chciał uwierzyć w moje słowa.
Pokręciłem głową.
- To jeszcze nie wszystko - dodałem pewnie. - Powiedziała też, że było ich siedmioro w stadzie.
Derek zmarszczył brwi.
- Siedmioro? - zdziwił się Lahey. - Przecież pięć ciał i ona to razem sześć.
- Jednemu wilkołakowi udało się uciec - oznajmiłem poważnym głosem.
Na twarzy Alfy pojawił się sceptycyzm.
- Niemożliwe - oparł się tyłem o stół, podpierając się na rękach - wczoraj przeczesaliśmy teren w poszukiwaniu śladów. Wierzysz tej dziewczynie?
Wzruszyłem ramionami.
- Czemu nie? - zapytałem, ściągając brwi.
Derek pochylił się do przodu i zaczął nerwowo gestykulować rękoma.
- Bo to wilkołak - powiedział z naciskiem. - Mogła cię okłamać, a ty tak łatwo jej uwierzyłeś.
Przechyliłem głowę, starając się nie tracić pewności siebie, która we mnie wstąpiła, odkąd zacząłem przekazywać informacje na temat wydarzeń z minionej nocy.
- Siła zaufania - rzekłem.
Alfa prychnął.
- Albo jej głupoty.
Zacisnąłem pięści. Nie podobał mi się charakter, jaki przybrała nasza rozmowa. Czy Derek zawsze musiał być we wszystkim taki ostrożny? Stanowczo odpychał od siebie pomoc, więc w zasadzie do niczego nie byłem mu potrzebny.
Sapnąłem, nie mogąc powstrzymać złości, która od pewnego czasu się we mnie kumulowała.
- Wiesz, skoro coś ci nie odpowiada, to działaj na własną rękę.
Odwróciłem się na pięcie i ominąłem zdumionego Lahey'a, kierując się w stronę wyjścia. Nie ma to jak wyjść z pomocną dłonią i zostać odrzuconym przez brak zaufania. Nie, to nie. Ich strata.
Gdy byłem już przy drzwiach, nagle drogę przestąpiła mi niewysoka postać. Ubrany na czarno starszy mężczyzna przypatrywał mi się z zaciekawieniem, a w jego kącikach ust błąkał się delikatny uśmiech.

Niespodziewanie wszystkie wspomnienia sprzed kilku miesięcy powróciły, sprawiając, że mimowolnie przeszły mnie ciarki. Cholera, przekląłem w myśli. Całkowicie o nim zapomniałem.
Tymczasem mężczyzna podniósł ręce przed siebie i odezwał się łagodnie:
- Spokojnie. Nikt nie zamierza się kłócić. Zwłaszcza teraz. Wszystkim zależy na dojściu do prawdy. - Rozejrzał się po pomieszczeniu, po czym jego wzrok padł na Dereka. - A im więcej osób, tym większe szanse na szybkie rozeznanie w tej jakże ciekawej sprawie.
Przełknąłem ślinę. Naprawdę, nie ma się czego bać. Peter Hale nie stanowi już zagrożenia. Teraz nawet nie jest już Alfą.
Patrząc wciąż na jego twarz, od której bił nieziemski spokój, westchnąłem i odwróciłem się w stronę pozostałych wilkołaków.
Derek stał wyprostowany i przyglądał mi się ze ściągniętymi brwiami.
- Wiesz coś więcej? - zapytał, a w jego głosie znowu pojawiła się nuta niedowierzania.
Zmrużyłem oczy.
- Myślisz, że uwierzyłbym w te rzeczy bez potwierdzenia? Allison mi je dała. Uczestniczyła w tym.
Alfa stanął jak wryty.
- I tak bez powodu podzieliła się taką informacją? - Wydawał się zaskoczony.
Wzruszyłem ramionami.
- Nie wiem, ale jedno jest pewne: zmieniła się. I ciągle o tobie pamięta - dodałem ostrzegawczo.
Derek splótł ręce na piersi.
- Myślisz, że się jej boję? - zapytał z pogardą.
Uniosłem brew znacząco.
- Nie lekceważ jej. Myślę, że celowo zostawiono te zwłoki. Normalni ludzie nie wałęsają się po takich miejscach. To była wiadomość. Stała się silna.
Wilkołak opuścił ramiona na biodra i wpatrywał się w bliżej nieokreślony punkt w zastanowieniu.
- Sama tego nie mogła zrobić - powiedział z niepewnością.
Pokiwałem zgodnie głową. Nieoczekiwanie Peter odezwał się poważnym głosem:
- Jest ich więcej. - Wszyscy zwróciliśmy na niego wzrok. Jego twarz wyrażała niepokój. - Przybyła nowa grupa. A my to przegapiliśmy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   1/12/2012, 16:16

Uhh... Zawiało grozą i tajemniczością. Biedny Scott musi zaliczyć klasę, mam nadzieję, że nie będzie jej powtarzał. Isaac nie lubi Stilesa? No w sumie, na pewno za nim nie przepada, ale ta ich ignorancja i lekcewżenie jest okropne! Przecież Stiles jest mądry, sprytny i inteligentny Very Happy A oni tak go traktują, no! Nowa grupa łowców? Ojj, niedobrze. Bardzo niedobrze. Coś mi się wydaje, że Derek jednak powinien się czuć zagrożony. Ciekawi mnie też co tam wykombinujesz z Ericą i Boydem? :d Mamy wielkie pole do popisu, więc oczekuje z niecierpliwością Twojej wersji wydarzeń Smile .
Bądź dalej natchniona! :>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   8/12/2012, 19:24

Witam. Smile
Nie wiem, co mogłabym dodać od siebie, więc chciałam tylko zaprosić do czytania. tongue

Dedyk dla wiedźmy i Miss_Leny . :heart:


Rozdział 8

Powoli przetwarzając tę zaskakującą wiadomość obejrzałem się po wilkołakach. Isaac stał wyprostowany, zaciskając nerwowo szczęki, ale rozszerzone ze strachu źrenice zdradzały jego stan. Z zewnątrz wydawał się całkiem normalny, ale tak naprawdę był wstrząśnięty odkryciem Peter'a. Przeniosłem wzrok na Dereka. Na jego twarzy również malowało się zaskoczenie, a połączone z niepokojem tworzyło zatrważający widok.
Peter natomiast był jedyną osobą, która zachowała spokój. Stał w bezruchu na chłodno analizując sytuację. To zadziwiające opanowanie coraz bardziej zaczynało mnie przerażać.
Właściwie wcale im się nie dziwiłem. W Beacon Hills przebywało mało wilkołaków, a zdwojona liczba łowców nie wróżyła niczego dobrego.
Jakby czytając mi w myślach, Derek odezwał się poważnym tonem:
- Od teraz musimy być czujniejsi.
Isaac, otrząsnąwszy się z szoku, pokiwał w zadumie głową.
- I to o wiele czujniejsi.
Derek spojrzał na Lahey'a i w milczeniu skinął głową.
Widząc panującą wokół nas drętwą atmosferę Peter przewrócił oczami i klasnął w dłonie, by przywołać nas do porządku.
- Dobra - zaczął - przejdźmy do sprecyzowania naszego położenia.
Alfa ściągnął brwi i po chwili zastanowienia powiedział:
- Więc tak. Do Beacon Hills przybyło stado młodych wilkołaków. Nie wiemy, skąd się tu wzięli, dlaczego się tu znaleźli ani czy jest ich więcej.
- Pochodzą z Europy - odezwałem się ponuro. - Niegroźna grupa przyjechała załatwić rodzinne sprawy.
Derek podniósł brew, patrząc na mnie z niepewnością. Wiedziałem, co to oznaczało. Miałem złe przeczucia.
- Czyli jest ich więcej? - zapytał, a w jego głosie wyczułem obawę.
Powoli skinąłem głową, zdając sobie sprawę, do czego zmierzał i wtedy zauważyłem, jak mężczyzna westchnął ciężko.
- Co? Co się dzieje? - Lahey dopytywał się podenerwowanym głosem, patrząc z niezrozumieniem to na mnie to na Dereka.
- Dwie osoby, które przeżyły atak łowców powiadomią swoich - oznajmiłem ze smutkiem, a następnie spojrzałem na Isaac'a znacząco. - A sam dobrze wiesz, jak bardzo wilkołaki mają wybuchowe charaktery?
Chłopak otworzył szerzej oczy, załapawszy w końcu o co chodzi.
- A więc szykuje się zemsta - powiedział przyciszonym głosem.
Zacisnąłem nerwowo szczęki i opuściłem wzrok.
Sprawa wyglądała okropnie. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę, że to nas nie ominie. Przecież pierwszy zainicjowany atak stał się na naszym terenie.
Westchnąłem i przeczesałem ręką swoje włosy.
- I co mamy teraz zrobić? - zwróciłem się w stronę Dereka.
Isaac również spojrzał na niego z oczekiwaniem.
Tymczasem Alfa wzruszył ramionami.
- Nic nie możemy teraz zrobić.
- Jak to? - zapytał Isaac zaskoczony.
- Skoro łowcy zrobili pierwszy ruch, na razie nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na odzew.
Ciszę, która zapadła między nami, przerwał niespodziewanie głos Peter'a:
- Ale nie musimy przecież siedzieć bezczynnie. - Jego twarz wypełnił podstępny uśmieszek.

Popatrzyliśmy na niego w skupieniu. Zadowolony z tego, iż przykuł naszą uwagę, przeszedł obok mnie i z uśmiechem zbliżył się do stołu. Wziął do ręki leżący nóż i zaczął badać palcem jego zaostrzony koniec.
- Moglibyśmy poznać bliżej naszych nowych łowców - odezwał się leniwie. - W końcu zdobyta wiedza o naszych naturalnych wrogach zawsze w jakimś stopniu jest przydatna.
- Jak chcesz to zrobić? - zapytał Derek bez przekonania.
Starszy Hale przewrócił oczami i demonstracyjnie opadł na stół.
- Poprzez obserwację. A jak myślałeś?
Alfa napiął mięśnie. Widząc to, odezwałem się szybko:
- Jak się rozdzielimy?
Peter zwrócił na mnie wzrok i obdarzył mnie uśmiechem.
- To rozumiem. Masz głowę na karku. Otóż...
Przez chwilę słuchaliśmy jego propozycji.
- A co ze Scottem? - zapytał mnie Derek.
Pokręciłem głową.
- Ma lekcje do piątej. A później musi się uczyć.
- Ma szczęście, że omija go najgorsze - westchnął z żalem Isaac.
- Myślę, że wolałby to, niż siedzieć cały dzień przy książkach - stwierdziłem.
Po krótkiej debacie ustaliliśmy, że ani wilkołaki, ani łowcy nie zdołają zaatakować dzisiejszej nocy, ale dla pewności przydałby się jakiś nadzór. Postanowiliśmy więc, że Peter będzie obserwował dziś dom Argentów, w którym przebywała zdecydowana większość najważniejszych łowców, a Derek z Isaac'iem będą sprawdzać tereny lasu.
Lahey na wiadomość, że Scott i ja dzisiejszego wieczoru jesteśmy odwołani od warty, próbował oponować, ale po ostrzeżeniu Dereka przestał marudzić i z niezadowoloną miną udał się do starego wagonu.
Na odchodnym Alfa zwrócił się do mnie:
- Dziś macie wolne, ale jutro macie być zwarci i gotowi.
Kiwnąłem głową i z ulgą odszedłem w stronę swojego samochodu.

W drodze do domu Scotta przypomniało mi się, że ojciec poprosił mnie dziś rano o zrobienie zakupów i przygotowanie wieczorem jakiegoś posiłku. Po zaopatrzeniu się w pobliskim sklepie w potrzebne artykuły udałem się do mojego przyjaciela.
Zastałem go nad książką z algebry. Siedział skupiony przy biurku i próbował rozwiązać zadanie. Gdy tylko mnie zauważył, natychmiast oderwał się od pracy domowej i żądał opowiedzenia wszystkiego ze szczegółami.
Kiedy skończyłem przytaczać rozmowę z Alfą i Peterem, westchnął:
- Cóż, przynajmniej dziś mamy wolny wieczór, który ja i tak spędzę na nauce. A tobie należy się odpoczynek.
Uśmiechnąłem się pocieszająco. Nie chciałbym być teraz na jego miejscu.
Scott odwzajemnił uśmiech, po czym wstał z łóżka i ruszył w kierunku swojego biurka.
- Miłego wieczoru.

Cary Brothers -Can't Take My Eyes Off You

Jadąc w stronę domu zastanawiałem się, co przyrządzić na kolację. Zamyślony, zaparkowałem przed domem i wysiadłem z samochodu. Już miałem wyciągnąć z tylnego siedzenia torebki z zakupami, gdy nagle zorientowałem się, że na schodach prowadzących do mojego domu siedziała drobna postać o jasnorudych włosach.
Zaskoczony, przez chwilę nie wiedziałem, co mam zrobić. Skulona na schodku dziewczyna miała na sobie tą samą fioletową sukienkę, co rano, na którą teraz nałożyła czarną skórzaną kurtkę. Założywszy ręce na piersi patrzyła na mnie z naburmuszoną miną.
Przełknąłem ślinę i zbliżyłem się w stronę ganku. Nim zdążyłem coś powiedzieć, rudowłosa przechyliła głowę i odezwała się z wyrzutem:
- Dzwoniłam!
Złapałem się za kieszeń spodni, po czym wyjąłem z niej telefon i sprawdziłem listę połączeń. Rzeczywiście, dwa nieodebrane połączenia od Lydii. Spojrzałem na dziewczynę skruszony.
- Przepraszam, miałem wyciszoną komórkę.
Przez chwilę spoglądała na mnie podejrzliwie, po czym wyprostowała ręce i obdarzyła mnie łagodniejszym spojrzeniem.
- W porządku - westchnęła, nagle spuszczając wzrok. Gdy się odezwała ponownie, w jej głosie pojawiło się zmartwienie: - Chciałam się dowiedzieć, czy udało się Scottowi porozmawiać z Allison?
Westchnąłem.
- Powiedzmy, że tak - odparłem cicho.
Lydia zwróciła na mnie swoje szmaragdowe oczy, w których widziałem rosnący niepokój.
Pokręciłem głową i z westchnięciem usiadłem obok niej.
- Właściwie nie wiele udało nam się z niej wyciągnąć.
Dziewczyna pokiwała w milczeniu głową.
- Wiesz - zacząłem z niechęcią - myślę, że na razie nie powinnaś się z nią zadawać.
- Co? - zapytała, ściągając brwi w niedowierzaniu.
Zacząłem gestykulować rękami.
- Allison stała się zbyt oschła i nieprzystępna. Celowo odpycha od siebie przyjaciół. - Zerknąłem w jej stronę z przygnębieniem. - Dlatego lepiej byłoby, gdybyś nie starała się utrzymywać z nią kontaktów.
Dziewczyna odrzuciła gwałtownie głowę i spojrzała na mnie wystraszona.
- Ale ona jest moją jedyną przyjaciółką! - odparła z paniką w głosie.
- A Jackson?
Lydia popatrzyła na mnie sceptycznie, po czym złączywszy ręce pochyliła się do przodu i oparła się łokciami o uda.
- W tym tygodniu jeździ z ojcem do większego miasta załatwiać jakieś sprawy. - Patrzyła tępym wzrokiem przed siebie. - Poza tym - urwała na ułamek sekundy - on by mnie nie zrozumiał - powiedziała smutnym głosem i zaczęła nerwowo bawić się swoją złotą bransoletką.
- Masz jeszcze mnie - zauważyłem.
Kiedy podniosła na mnie swoje szmaragdowe spojrzenie, uśmiechnąłem się do niej ciepło.
- Jasne - odparła, odwzajemniając uśmiech.
W jej pięknych oczach zaobserwowałem tańczące iskierki. Ten czarujący widok wprawił mnie w swego rodzaju zahipnotyzowanie. Nie mogłem oderwać od niej oczu, nawet gdybym chciał.
Nagle lekki powiew wiatru musnął jej skórę, wprawiając w ruch rude włosy dziewczyny. Lydia zadrżała, zamknęła oczy, po czym zaciskając usta, spuściła wzrok.
Zimny podmuch powietrza otrzeźwił mój umysł. Jakby wyrwany ze snu rozejrzałem się dookoła. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że się ściemniło i zrobiło chłodniej.
Zerknąłem na dziewczynę. Siedziała z gracją damy, pozwalając na to, by jej jasnorude faliste włosy opadały swobodnie na policzki. W zamyśleniu przygryzała swoją pełną dolną wargę. Wyglądała naprawdę czarująco.
Zaszumiało mi w głowie. Nie możesz myśleć o niej w ten sposób. Ona jest z kimś innym.
Mimo tego ostrzeżenia odchrząknąłem, po czym odezwałem się łagodnie:
- Chcesz wejść do domu?
Podniosła na mnie wzrok, w którym czaiła się niepewność.
- Chyba nie powinnam - odpowiedziała cicho.
Przełknąłem ślinę i pokiwałem głową.
- Rozumiem - powiedziałem, a po kilku sekundach milczenia dodałem: - Nigdy nie dorównam Jacksonowi, ale pozwól mi chociaż być twoim przyjacielem. - Patrzyłem na nią z ufnością.
Dziewczyna zacisnęła usta i przymknęła oczy.
Spuściłem głowę, ganiąc się w myśli za to, że pozwoliłem sobie mieć jakąkolwiek nadzieję.
- Wolisz spędzić wieczór samotnie, niż ze mną - rzekłem głosem wypranym z emocji, nie spuszczając wzroku z chodnika.
- Nie! - zaprzeczyła szybko Lydia, łapiąc mnie nagle za udo.
Podniosłem na nią skonsternowany wzrok. Kiedy zdała sobie sprawę, co zrobiła, łagodnym ruchem cofnęła rękę, po czym uśmiechnęła się do mnie ciepło.
- Z chęcią zostanę - powiedziała miękkim głosem, nieświadomie sprawiając, że moje serce przyspieszyło obroty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   8/12/2012, 22:38

Ooo, jak słodko Wink i fajny utwór Smile Lydia u Stilesa? Very Happy Ciekawe, czy ktoś im nie zakłóci wieczoru. A stawiam, że tak Very Happy i to będzie KTOŚ szczególny. Ciekawe, ciekawe. Very Happy Może się jednak mylę i to będzie interesujący wieczór tych dwojga. Ależ jestem ciekawa! Very Happy Piszzz! Smile Poza tym co... współczuję Scottowi i to bardzo. Teraz pewnie będzie odsunięty od wszelkich akcji, ale na szczęście ma Stilesa-zwiadowcę, który się wszystkim zajmie. :> A co do nowego stada to jestem ciekawa, co tam wymyślisz. Smile
Pozdro! :*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miss_Lena
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 89
Punkty : 15
Join date : 28/10/2012
Age : 19

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   9/12/2012, 19:39

Jest świetny! Very Happy Nic dodać, nic ująć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkylerDewclaw
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 154
Punkty : 0
Join date : 09/12/2012
Age : 23
Skąd : Nie z tego świata :)

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   9/12/2012, 20:53

W piosence się zakochałam Exclamation W opowiadaniu również :heart: Czekam niecierpliwie na ciąg dalszy Smile W końcu to dlatego postanowiłam się zarejestrować na forum :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://blackword-s.tumblr.com/
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   10/12/2012, 15:25

Och, bardzo się cieszę, że Wam się podobało. Embarassed
SkylerDewclaw jest mi niezmiernie miło, że postanowiłaś specjalnie zarejestrować się, by napisać swoją opinię o moim opowiadaniu. To takie wspaniałe. :heart:
A skoro już to zrobiłaś, to może przywitałabyś się oficjalnie w dziale: Przywitaj się, zakładając nowy temat i pisząc w nim kilka zdań o sobie, swoich zainteresowaniach, ulubionych bohaterach Teen Wolfa, gdyż z chęcią bym Cię poznała bliżej. Smile Zresztą, pewnie nie tylko ja. Wink
Mam nadzieję, że zagościsz dłużej. :Rolling Eyes:
Pozdrawiam
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan
Betha
Betha


Liczba postów : 951
Punkty : 24
Join date : 25/06/2012
Age : 19

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   12/12/2012, 15:12

Powiedz mi ,że jestem podła Very Happy Nigdy nie komentowała mimo ,że czytałam. Nie potrafiłam ubrać wszystkiego w słowa.. Przepraaszam Ciebie też !
Co do opowiadania : Kocham je <3 Czasem jak to czytam to po prostu jak bym serial oglądała ^^ Tak dobrze odwzorowujesz zachowanie Stiles , ten jego słodki zabawny stan ..

Jestem bardzo ciekawa Lettie Very Happy Czy Stiliński coś tego, tego? Albo co się stało z tym drugim wilkołakiem Very Happy

Dzięki twojemu opowiadanie polubiłam Petera jeszcze bardziej. Jakoś tak zapałałam do niego sympatią w drugim sezonie Razz A ciekawe co wymyślą z nim w trzecim .

A więc baaardzo przepraszam ,od teraz będę komentować wszystko : P

______________________



~ ♥ Stydia ♥ ~





But down to earth
 If you choose to walk away, don’t walk away

 _________________________
team Stiles,Parrish and Peter!
By me

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://see-rome-and-die.tumblr.com/
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   14/12/2012, 22:42

Witam Smile
Bardzo się cieszę, Magdo, że chcesz dołączyć do grona stałych czytelniczek. I naprawdę nie masz za co przepraszać! Smile
Kurczę, ja też polubiłam Peter'a od drugiego sezonu i ciekawa jestem rozwoju tej postaci w serialu, ale póki co sama muszę stworzyć swoje wyobrażenie. Razz

Nowy rozdział. Trochę przydługi, ale nie miałam pojęcia, w którym momencie mam go przyciąć. Razz Mam nadzieję, że przypadnie do gustu. Razz
Dla SkylerDewclaw i Lucci :heart:

Rozdział 9

Obładowany papierowymi torbami z zakupami otworzyłem przed Lydią frontowe drzwi, po czym przepuściłem ją. Ta zanim weszła, uśmiechnęła się do mnie delikatnie. Zdjęła kurtkę, którą powiesiła na wieszaku i podążyła za mną do kuchni. Położyłem torby na wysepce kuchennej i spojrzałem na dziewczynę. Stała nieśmiało w progu, trzymając się za łokieć i rozglądając dookoła.
Uśmiechnąłem się w jej stronę i rozpostarłem ramiona.
- Czuj się jak u siebie - powiedziałem.
Na te słowa Lydia odwróciła się w stronę przylegającego do kuchni salonu i badając zaciekawionym wzrokiem otoczenie udała się tam. Zabrałem się za rozpakowywanie zakupów, kątem oka obserwując, jak rudowłosa przygląda się zdjęciom w ramkach znajdujących się na regale.
Gdy wkładałem ostatni karton mleka do lodówki, nagle usłyszałem serdeczny śmiech.
Zaintrygowany, skierowałem się w kierunku dziewczyny. Zauważyłem, że trzymała w ręku czarną ramkę i próbowała powstrzymać śmiech. Stanąłem obok niej i przyjrzałem się fotografii.
Przedstawiała małego czteroletniego Stilesa, ubranego w różowy sweterek i czerwone rajstopki, przytulającego do siebie dużego misia. Z włosami opadającymi na oczka wdzięcznie pozował, uśmiechając się szeroko do aparatu.
Otworzyłem szerzej oczy. Myślałem, że to zdjęcie już dawno zostało ukryte w najciemniejszym kącie strychu.
- Naprawdę, świetnie tu wyszedłeś - zachichotała Lydia.
Nagle oblałem się rumieńcem.
- To jest wyjątkowo upokarzające - skomentowałem zażenowany.
Dziewczyna zerknęła w moją stronę, po czym z nieustępującym uśmiechem odłożyła ramkę na miejsce i przeszła kawałek dalej. Kiedy jej wzrok padł na uśmiechającą się do obiektywu starszą kobietę, Lydia przystanęła i pochyliła się nad nim w skupieniu. Rozpoznawszy sfotografowaną osobę, mimowolnie zesztywniałem.
- To twoja mama? - spytała zaciekawiona.
Przełknąłem ślinę.
- Tak - rzekłem trochę ochrypłym tonem.
Nadal przyglądając się fotografii, dziewczyna odparła z zachwytem:
- Była piękna.
Westchnąłem i spuściłem wzrok.
- To prawda - przytaknąłem cicho.
Dziewczyna zwróciła na mnie wzrok i wyprostowała się.
- Przepraszam - powiedziała współczująco. - Nie powinnam była...
Pokręciłem głową i nabrałem powietrza do płuc, a następnie uśmiechnąłem się delikatnie.
- Nic się nie stało. To było dawno. - Skinąłem na nią głową. - Chodź.
Skierowałem swoje kroki z powrotem do kuchni. Poklepałem wysoki stołek przy wysepce kuchennej, po czym zacząłem szperać po szafkach w poszukiwaniu odpowiednich naczyń. Lydia posłusznie usiadła na krzesełku i oparła łokcie o blat.
Gdy wyjąłem patelnię, zmarszczyła brwi.
- Co robisz? - zapytała dociekliwie.
- Jedzenie - odparłem, nie przerywając wykonywanych czynności.
Lydia zrobiła zdziwioną minę. Widząc to, sprostowałem:
- Tata kazał mi dziś zrobić coś na obiad.
- Umiesz gotować? - Patrzyła na mnie w ożywieniu.
Wzruszyłem ramionami lekko onieśmielony. To chyba było za dużo powiedziane.
- Musiałem się nauczyć tego i owego.
Wyjąłem z pudełka jajka. Wskazała na nie z dziwnie szerokim uśmiechem.
- I co zamierzasz z nimi zrobić? Jajecznicę?
Przygryzłem wargę.
- Nie mam innego pomysłu - westchnąłem.
Słysząc to, Lydia zaśmiała się, następnie zsunęła się ze stołka i z gracją okrążyła wysepkę. Znalazłszy się obok mnie, z rozbawieniem delikatnie wyjęła z moich rąk kurze jajka.
- Co robisz? - zapytałem zaskoczony.
Rudowłosa odłożyła produkty na miejsce i zakasała rękawy.
- Zamierzałeś podać tacie jajecznicę? - Oparła dłonie na biodrach i spojrzała na mnie karcąco.
Podrapałem się po głowie.
- Czemu nie?
Obdarzyła mnie pobłażliwym wzrokiem.
- Pozwól, że ja się tym zajmę.
Uniosłem ręce w geście obrony i ustąpiłem jej miejsca. Ta uśmiechnęła się przyjaźnie i zaczęła z wdziękiem krzątać się po kuchni.
- Pomóc ci w czymś? - spytałem, gdy ujrzałem po chwili stertę przeróżnych garnków i innych urządzeń do gotowania.
Dziewczyna przystanęła na chwilę z nożem w ręku, przyjęła profesjonalną minę, i zmierzyła mnie od stóp do głów.
- W sam raz na zrobienie sałatki - rzekła rozbawiona.
- Tak jest, pani - przybrałem żołnierski ton i ukłoniłem się.
Po kuchni poniósł się perlisty śmiech.

Your Vegas - Troubled Times
Starałem skoncentrować się na krojeniu ogórka, gdy Lydia przeszła obok mnie z brytfanką wyłożoną przyprawionymi udkami z kurczaka. W pewnym momencie przystanęła i spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
- Źle to robisz. Trochę cieńsze kawałki - powiedziała i włożyła naczynie do piekarnika, włączyła go, po czym wróciła do mnie. - Pokażę ci.
Wyjęła mi z ręki nóż, po czym z wprawą zaczęła kroić warzywo. Nie mogłem napatrzeć się na jej zwinne dłonie. Była taką bystrą dziewczyną, a tylko nieliczne osoby o tym wiedziały. Czyste marnowanie takiego ogromnego potencjału.
W pewnej chwili dziewczyna poprawiła zsuwający się kosmyk włosów za ucho. Wtedy zauważyła, że jej się przyglądam z tępym wyrazem twarzy i odezwała się zakłopotana:
- Co?
Odchrząknąłem.
- Nie jesteś czasem zbyt dobra we wszystkim?
Zmarszczyła brwi.
- Czy to źle? - odparła i posmutniała.
- Ależ skąd - zaoponowałem szybko. - To raczej godne podziwu. Nie rozumiem tylko, czemu ukrywasz przed ludźmi swoją inteligencję?
Rudowłosa oparła się plecami o blat, i przygryzłszy wargę, zastanowiła się chwilę, po czym spojrzała na mnie kwaśno.
- Bo przy mnie inni wychodziliby na totalnych matołów. Przez to odwróciliby się ode mnie i straciłabym wszystko, co mam... - jej głos zaczął się załamywać.
Pokręciłem głową.
- To dla ciebie liczy się dobra reputacja, zamiast dobre samopoczucie? - Popatrzyła na mnie z niepokojem, a jej oczy zaczęły robić się wilgotne. - Posłuchaj - zacząłem łagodniej, przysuwając się odrobinę. - Nie musisz udawać nikogo. Tylko bądź sobą, a ludzie pokochają cię taką, jaka jesteś, a nie taką, jaką chcą cię widzieć.
Lydia uśmiechnęła się przez łzy i potarła nagle zwilgotniały policzek wierzchem dłoni. Chcąc ją bardziej pocieszyć, dodałem z pokrzepiającym uśmiechem:
- A pozostali będą rzeczywiście totalnymi matołami, jeśli się od ciebie odwrócą. Ludzie powinni zacząć cię doceniać, a ci, którzy zazdroszczą, będą nadal to robić, bo naprawdę mają czego.
Zaśmiała się i pokiwała głową. Wiedziała, że miałem całkowitą rację. Dumny z siebie zagadnąłem:
- A więc istnieje jakaś konkurencja, w której można cię pokonać?
Prychnęła i zamyśliła się chwilę.
- Lacrosse - odparła z rozbawieniem. - Zdecydowanie. Nigdy nawet nie próbowałam w to grać.
Oparłem się obok niej o blat.
- Bo to bardzo brutalny sport - rzekłem, przybierając profesjonalny ton. - Dziewczyny są zbyt delikatne do tej gry.
Lydia zmrużyła oczy i zerknęła na mnie, starając się wyglądać groźnie, co tak naprawdę wyglądało uroczo.
- Sugerujesz, że nie dałabym rady?
Parsknąłem.
- Oczywiście, że tak. Jesteś dziewczyną.
Na mojej twarzy pojawił się szelmowski uśmiech.
- Co z tego? - obruszyła się rudowłosa, zakładając ręce na piersi. - Istnieje coś takiego jak równouprawnienie.
Przytaknąłem i zacisnąłem wargi.
- Pamiętam o tym. Ale to nie zmienia faktu, że nadal stoję przy swoim zdaniu.
Lydia nabrała głośno powietrza i zrobiła oburzoną minę.
- Och, naprawdę?
Odwróciła się ode mnie i zaczęła robić coś przy kuchence. Z rozbawieniem zabrałem się z powrotem za krojenie nieszczęsnego ogórka. Kątem oka zauważyłem, jak rudowłosa podchodzi z czystym półmiskiem i wrzuca do niego wszystkie składniki na sałatkę. Czekając, aż skończę wyprostowała się i przygryzła wargę, a potem... niespodziewanie trąciła mnie biodrem tak, że ugiąłem się i o mało co nie straciłem równowagi.
Usłyszałem jej zwycięski śmiech.
- I co? Nadaję się? - Stała z rękoma założonymi na biodra i patrzyła na mnie z tryumfem.
Rozśmieszony tą sytuacją, odparłem prowokująco:
- Tylko na tyle cię stać?
Zaśmiała się i naparła silniej, ale tym razem byłem na to przygotowany i stałem niewzruszony.
Kiedy uznała w końcu, że jej wysiłek szedł na marne, zrobiła nadąsaną minę i odwróciła się w wysepki kuchennej.
Roześmiałem się.
- Heej. - Oddałem jej lekko.
Zakołysała się i wybuchła niepohamowanym śmiechem.
- To tylko lacrosse - powiedziałem. - Rzucanie piłki do siatki, parę siniaków, czasem zdarza się jakieś złamanie. Naprawdę nie masz czego żałować.
- To dlaczego wszyscy chłopcy lubią w to grać? - przygryzła wargę i nasłuchiwała w zainteresowaniu.
Odetchnąłem i odpowiedziałem z uśmiechem:
- To jest nasza pasja. Rywalizacja nas kręci. Świadomość, że wszyscy na ciebie liczą daje dodatkowy stres, ale zdobycie bramki i radość widzów jest niewiarygodnym przeżyciem. - Rozmarzyłem się. - Rozpiera cię duma, wiesz wtedy, że postępujesz właściwie i jesteś bohaterem. A te siniaki to tylko symbole walki o zwycięstwo i chwały. To są dowody na oddanie się lacrosse'owi.
Westchnąłem, uśmiechając się do wspomnień z ostatniego meczu, po którym stałem się bardziej doceniany przez trenera i innych uczniów ze szkoły.
Gdy zorientowałem się, jak głupio mogło to wyglądać, spojrzałem z zakłopotaniem na Lydię. Podejrzewałem, że mnie wyśmieje za takie zachowanie. Tymczasem ona wpatrywała się we mnie z uwagą.
- Opowiadasz o tym z takim przejęciem - rzekła z podziwem, nie odwracając ode mnie wzroku. - Coś w tym jest i dlatego tak bardzo chcę to odkryć.
Wzruszyłem ramionami, Starając się ukryć zaskoczenie, jakie ogarnęło mnie po jej słowach.
- Przecież masz wiele innych talentów, które potrafisz dobrze wykorzystywać - powiedziałem.
Pokiwała głową.
- Na przykład gotowanie. W tym jestem od ciebie o niebo lepsza. - Jej twarz wypełnił zadziorny uśmiech.
Odpowiedziałem jej tym samym.
- Skąd wiesz? Może po prostu dzisiaj nie chciało mi się robić niczego oryginalnego?
Zaśmiała się niedowierzająco.
- Gubiłeś się we własnej kuchni. I tak bystra osoba, jak ja, ma uwierzyć, że to było celowe?
Lydia uśmiechała się do mnie swobodnie, otwierając delikatnie usta. Zagryzłem wargę. Cholera, miała rację.
Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.
- A może zrobimy wymianę? - powiedziałem zagadkowo.
Wzbudziłem w niej zaciekawienie. Uniósłszy jedną brew, nasłuchiwała uważnie.
- Ty mnie nauczysz gotować, a ja ciebie grać w lacrosse. Co ty na to?
Przechyliła głowę w zastanowieniu.
- Brzmi interesująco - odparła po chwili.
- No to zgoda? - Podałem jej rękę.
Obdarzyła mnie ożywionym uśmiechem.
- Zgoda. - Uścisnęła moją dłoń.
Po ciele przeszedł mnie przyjemny prąd. Podniosłem wzrok na twarz rudowłosej i po raz kolejny tego wieczoru nie potrafiłem oderwać się od jej szmaragdowych oczu. Z zachwytem wpatrywałem się w delikatne iskierki tańczące we wzorzystych tęczówkach i zastanawiałem się jednocześnie, jakim cudem tak idealna dziewczyna, jak ona, może stać przede mną, w mojej kuchni, i to z taką swobodą. Nie mogłem się jej oprzeć.
- Jesteś taka niesamowita - wyszeptałem ochryple.
Zauważyłem, jak źrenice Lydii rozszerzyły się, a jej usta lekko rozchyliły.

Niespodziewanie do naszych uszu dobiegł trzask frontowych drzwi. Rudowłosa nagle odskoczyła ode mnie wystraszona i poprawiła włosy.
- Już jestem! - krzyknął gruby męski głos dochodzący z korytarza. - Stiles? Co tak ładnie pachnie? Mam nadzieję, że znowu niczego nie narozrabiałeś...
Do kuchni wszedł starszy mężczyzna. Widząc dziewczynę, stanął raptownie w progu i wydusił w zaskoczeniu:
- O...
Lydia zacisnęła wyprostowane dłonie i przybrała na twarzy serdeczny uśmiech.
- Dzień dobry, panie Stilinski.
- Dzień dobry, Lydio - przywitał się tata i zerknął na moment w moją stronę. - Co cię do nas sprowadza?
Dziewczyna rzuciła mi krótkie spojrzenie i ponownie odwróciła się do mojego ojca.
- Ja... przyszłam w odwiedziny do Stilesa - powiedziała szczerze.
- Oczywiście - przytaknął szeryf.
Między nami zapadła niezręczna cisza. Lydia przestąpiła z nogi na nogę i przygryzła wargę.
- To może ja już sobie pójdę, nie będę przeszkadzać.
- Ależ wcale nam nie przeszkadzasz. To bardzo miłe, że odwiedziłaś mojego syna. - Obdarzył mnie znaczącym spojrzeniem.
- Tak, jasne - odparłem z uśmiechem. - Zrobiliśmy dla ciebie obiad, tato. A właściwie to... Lydia zrobiła - wskazałem na nią. - Ja tylko pomagałem przy sałatce.
Zauważyłem, jak dziewczyna spłonęła rumieńcem i spojrzała na mnie karcąco. Jej zakłopotanie wprawiło mnie w rozbawienie. Odpowiedziałem jej szerokim uśmiechem.
- Naprawdę? - Ojciec wydawał się zaskoczony. - W takim razie nie możesz nam odmówić wspólnego posiłku. Zapraszam.
Wskazał z uśmiechem na stół jadalniany.
Lydia zawahała się i obejrzała na mnie. Posłałem jej zachęcający uśmiech, po czym odwróciłem się w stronę kredensu z zamiarem wyjęcia talerzy.
- Dziękuję za zaproszenie - usłyszałem wdzięczny głos dziewczyny. - Nie będzie miał pan nic przeciwko, jeśli pomogę Stilesowi?
Spojrzałem na tatę. Wydawał się nieco zdziwiony, ale kiedy podłapał mój wzrok, uśmiechnął się znacząco i zadowolony usiadł przy stole.
Rudowłosa podeszła do mnie i wyjęła z szafki szklanki.
- I tym oto sposobem wprosiłeś mnie na rodzinny obiad - wyszeptała niezadowolonym tonem.
Uśmiechnąłem się w jej stronę.
- Chyba nie będzie tak źle? - powiedziałem beztrosko.
Podniosła na mnie zaniepokojony wzrok.
- A jeśli coś nie wyszło? - zapytała z poddenerwowaniem, zerkając w stronę mojego taty, który rozłożył gazetę i zawzięcie czytał jakiś artykuł.
Stłumiłem śmiech i podążyłem za jej wzrokiem.
- Nie masz czym się przejmować. On będzie zadowolony ze wszystkiego, co mu podasz. Już go kupiłaś swoim naturalnym urokiem.
Lydia uśmiechnęła się do mnie słabo.
- Słuchaj - powiedziałem szeptem, kładąc jej dłoń na ramieniu. - Nie widzę powodu, dla którego miałabyś się czymkolwiek stresować. I pamiętaj: bądź sobą.
Patrzyłem w jej ufne oczy i poczekałem, aż jej twarz rozświetli uśmiech, po czym zabraliśmy się za nakładanie do stołu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   14/12/2012, 22:56

Długość rozdziału idealna :P Ani za długa ani za krótka. :D Ale i tak chcę jeszcze :). Hahah, my naprawdę jesteśmy jak siostry. xd Ten motyw obiadu, ale nie pytaj. xd Lydia gotująca dla Stilesa i jego taty? So sweet. :D
Lacrosse - typowo męski sport, wiadomo, powód do dumy. :D Ach.. jak Stiles to opisywał to niemal słyszałam jego głos. I Lydia taka zadziorna! W ogóle cała ta akcja w kuchni, jakby byli dobrymi kumplami i to napięcie i chwila, w której Stiles miał ją już pocałować zapewne, a tu... Szeryf. :D No niee. :D Ale przynajmniej obiad z Lydią będzie pewnie uroczy. I to jak Stiles dodawał jej pewności siebie. Ach... Kochany. :D
Więcej, więcej :)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Morgan
Betha
Betha


Liczba postów : 951
Punkty : 24
Join date : 25/06/2012
Age : 19

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   14/12/2012, 22:59

Dziękuje za dedykacje ! :heart:
Świetny rozdział może dlatego ,że kocham Stylię Smile
Cytat :
przyjrzałem się fotografii.
Przedstawiała małego czteroletniego Stilesa, ubranego w różowy sweterek i czerwone rajstopki, przytulającego do siebie dużego misia. Z włosami opadającymi na oczka wdzięcznie pozował, uśmiechając się szeroko do aparatu.

Haha padłam ,chciała bym zobaczyć takie zdjęcie Very Happy

______________________



~ ♥ Stydia ♥ ~





But down to earth
 If you choose to walk away, don’t walk away

 _________________________
team Stiles,Parrish and Peter!
By me

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://see-rome-and-die.tumblr.com/
SkylerDewclaw
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 154
Punkty : 0
Join date : 09/12/2012
Age : 23
Skąd : Nie z tego świata :)

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   15/12/2012, 00:04

Dziękuję Ci bardzo za dedykację
Rozdział jest po prostu BOSKI Smile
Scena ze zdjęciem małego Stilesa BEZCENNA. Przez całą lekturę przewijała mi się w pamięci :3
Długość opowiadania bez zarzutów, ale i tak już nie mogę się doczekać kolejnej części Exclamation Exclamation
Jestem pod wrażeniem odwzorowania w piśmie charakterów postaci I tu zgadzam się z wiedźmą niemal słyszałam głosy bohaterów czytając opowiadanie :)Czyli ogólnie same plusy Smile
Czekam z NIECIERPLIWOŚCIĄ na next Smile
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://blackword-s.tumblr.com/
Miss_Lena
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 89
Punkty : 15
Join date : 28/10/2012
Age : 19

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   26/12/2012, 15:56

Jaka słodka atmosfera Smile Genialne! Smile A idealna Lydia... perfekcyjna! Smile Czekam na ciąg dalszy Wink
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Smee.
Zaatakowany
Zaatakowany


Liczba postów : 237
Punkty : 5
Join date : 19/12/2012

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   26/12/2012, 23:52

Właśnie skończyłam czytać Wink
Dobre, naprawdę dobre a może nawet rewelacyjne ;D
Piszesz tak lekko, pochłania się te rozdziały. Doskonale opisujesz no bajka po prostu.

Stydia to mój ukochany paring. Moje OTP Very Happy No, więc raczej oczywiste, że będę zaglądać i czytać. Licze na kissa miedzy nimi. W serialu pewnie przyjdzie nam czekać cały sezon a może nawet dwa, więc taki kiss w twoim opowiadaniu to by był taki prezencik i osłoda na czekania do czerwca.

Co do tego rozdziału. Matko ta fotografia mnie zabiła xD Lydia ideał normalnie, jak umie gotwać to się na żone nadaje. Stiles...Stiles to Stiles i tyle, będę go kochać zawsze i wszędzie więc nie ma opcji, żeby mi się nie spodobał w twoim opowiadaniu Smile Boski jest Razz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   28/12/2012, 23:05

Bardzo dziękuję za pozytywne słowa. Niezmiernie mi miło, że komuś się podoba to, co piszę. Smile

Przepraszam Was również za to, że znowu musieliście czekać na kolejny rozdział i mam nadzieję, że i tym razem się nie zawiedziecie.

Świąteczny prezent z dedykacją dla wszystkich czytelników. :heart:
Jesteście kochani :heart:


Rozdział 10


Kolacja przebiegała w bardzo miłej atmosferze. Ze smakiem jedliśmy przyrządzony przez Lydię posiłek. Tata co chwilę komplementował jej zdolności kulinarne, a ja za każdym razem obserwowałem, jak dziewczyna płonie rumieńcem. Wyglądała wtedy tak niewinnie i dziewczęco.
Kiedy szeryf skończył jeść, wytarł usta serwetką i odetchnął.
- Jeszcze raz dziękuję za taki wspaniały obiad - zwrócił się do rudowłosej. - Dawno takiego nie jadłem. Cóż za miła odmiana od jajecznicy. - Spojrzał na mnie znacząco.
- Całkowicie pana rozumiem - odparła Lydia, zerkając w moją stronę, po czym oboje zawtórowali śmiechem.
Pokręciłem w niezadowoleniu głową. Przecież tata nigdy nie narzekał na moją kuchnię.
- Przydałyby się Stilesowi takie zdolności kulinarne - powiedział, kiedy już się zdołał opanować.
Podniosłem na niego oburzony wzrok.
- No wiecie co? - fuknąłem.
Lydia złapała moje spojrzenie i uśmiechnęła się ciepło.
- Spokojnie, zadbam o to - odrzekła, patrząc mi w oczy, co całkowicie złagodziło moje myśli.
- Byłoby wspaniale. Masz na to czas? - Szeryf był tym wprost zachwycony.
Rudowłosa przechyliła głowę, a następnie uśmiechnęła się.
- Myślę, że dałoby się coś wykombinować. - Jej szmaragdowy wzrok znów padł na mnie i oblał mnie niesamowitym ciepłem. W takim błogostanie mogłem już pozostać na zawsze.
- Stiles, co ty na to? - dotarł do mnie po chwili natarczywy głos taty.
Spojrzałem na niego mało przytomnie. Widząc mój stan, Lydia odwróciła się w stronę Stilinskiego i oznajmiła lekko speszona:
- Właściwie to jesteśmy już umówieni.
Obserwowałem, jak tacie zrzedła mina. Na ten widok moją twarz wypełnił zadowolony uśmiech.
- Ach, no cóż... w takim razie bardzo się cieszę - odrzekł. Naprawdę był uradowany.
Kiedy między nami zapadła niezręczna cisza, rozejrzał się po jadalni, po czym jego wzrok padł na zegar wiszący na ścianie.
- Och, to już ósma. Przepraszam was, dzieciaki, ale muszę obejrzeć ważny mecz. Na tę chwilę czekałem przez cały dzień. - Wstał od stołu i na odchodnym powiedział w stronę Lydii:
- Jeszcze raz dziękuję za wspaniały obiad.
Dziewczyna obdarzyła go wdzięcznym uśmiechem.
- Ależ to ja dziękuję za gościnę.
Gdy ojciec wyszedł z pomieszczenia, Lydia położyła łokcie na stole i oparła podbródek o złożone ręce.
- A więc... zmywasz naczynia! - Obdarzyła mnie łobuzerskim uśmiechem.
Nie potrafiłem nie odwzajemnić tego gestu.
- Ale tylko, jeśli mi pomożesz - powiedziałem pewnie.
Rudowłosa przechyliła głowę w zastanowieniu.
- No... nie wiem... jest już tak późno - powiedziała, przeciągając sylaby i robiąc przy tym komiczne miny.
Zaśmiałem się. Czułem się przy niej tak swobodnie. Nie chciałem, by ten wieczór tak szybko się skończył.
Pochyliłem się nad stołem.
- Nie odchodź jeszcze - poprosiłem cicho.
Na jej twarzy pojawiło się niezdecydowanie. Przygryzła wargę. W końcu nie wytrzymała mojego błagającego spojrzenia i z rezygnacją opadła na oparcie krzesła.
- W końcu nie zostawię cię z całą masą garów do zmywania - powiedziała lekkim tonem.
Poczułem ulgę.
- Dziękuję - szepnąłem.
W zamian za to otrzymałem serdeczny uśmiech.
- No, chodź, naczynia same się nie pozmywają. - Pomieszczenie wypełnił jej perlisty śmiech.

Podczas zmywania naczyń przekomarzaliśmy się wesoło i co chwila po kuchni rozlegały się radosne chichoty.
Kiedy skończyliśmy, Lydia przygryzła wargę i westchnęła.
- Muszę się już zbierać.
Z mojej twarzy zniknął uśmiech.
- Jasne - powiedziałem neutralnym tonem i poprowadziłem ją do holu.


Dziewczyna założyła kurtkę i przeszliśmy na werandę. Rudowłosa obdarzyła mnie wdzięcznym uśmiechem.
- Naprawdę dziękuję za dzisiejszy wieczór. Już dawno się tak nie bawiłam.
Jej szmaragdowe oczy zdawały się iskrzyć w świetle lampy wiszącej nad nami.
- Zawsze do usług. - Odwzajemniłem jej uśmiech.
Była taka piękna. Nie mogłem się na nią napatrzeć.
Wcale nie chciałem, by już odchodziła. Świetnie się razem bawiliśmy, więc nie chciałem, by ta sielanka tak szybko się skończyła. Musiałem coś zrobić. Niestety, jedyna rzecz, która przychodziła mi do głowy, to porwać dziewczynę i ukryć, by mieć ją tylko dla siebie. Ale zdawałem sobie sprawę, że nie mogłem być takim samolubem. Ona nie należała do mnie.
Przełknąłem ślinę i zmusiłem się do odwrócenia od niej wzroku.
- Stiles - usłyszałem jej miękki głos.
- Tak? - spojrzałem na nią, siląc się na uśmiech.
Nie chciałem, by dostrzegła mój smutek. Nie mogłem pozwolić na to, by czuła się winna za moje uczucia. Zresztą, nie umiałbym ją o nic winić.
- Jesteś wspaniałym przyjacielem - powiedziała Lydia, a jej twarz wypełnił łagodny uśmiech.
Kiwnąłem głową, powstrzymując się od skrzywienia.
- Wiem.
Dziewczyna złożyła usta w linię.
- Spotkamy się w czwartek? - zapytała znienacka, jednak widząc moje zdziwienie, dodała pospiesznie: - Obiecałam nauczyć cię robić porządny obiad.
- Jasne - obdarzyłem ją uśmiechem.
- W takim razie do zobaczenia - powiedziała i odwróciła się do swojego samochodu.
- Do zobaczenia - szepnąłem, odprowadzając ją wzrokiem.
Kiedy jej auto zniknęło za rogiem, stałem jeszcze chwilę na werandzie, po czym wszedłem do środka.
Leżąc w łóżku, myślałem nad niedawno minionymi wydarzeniami. Zanim zasnąłem, zdążyłem uznać, że mimo wszystko, dzisiejszy wieczór należał do udanych. Czułem, jak moje powieki opadały coraz ciężej, lecz zanim pogrążyłem się w głębokim śnie, przez umysł przemknęło mi jeszcze jedno postanowienie.
Będę cieszyć się każdą chwilą spędzoną z Lydią i będę wykorzystywał to jak najlepiej. Musi mi to wystarczyć.

___________________________________

Gdzie ja jestem? Czemu się tu znalazłam? Myśli błąkały się w jej głowie.
Mokry mech delikatnie łaskotał jej nagie stopy, kiedy wolnym krokiem przechadzała się między drzewami. Chłodne powietrze przenikało przez jej cienką halkę, przyprawiając dziewczynę o dreszcze. Łagodny wiatr wprawił w ruch jasnorude włosy. Zadrżała, przymykając na moment oczy.
Co ja tu robię? Zastanawiała się i rozejrzała niespokojnie wokół. Czuła zdruzgotanie faktem, że nie znalazła żadnej wskazówki w tej otchłani lasu, a panujące wszędzie ciemności z pewnością nie poprawiały jej nastroju.
Wtem do uszu dobiegł ją dźwięk pękającej gałęzi. Serce podskoczyło jej do gardła. Odwróciła się gwałtownie w tamtym kierunku.


- Halo? - odezwała się zalękniona w przestrzeń.
No, tak. Jakbym się spodziewała, że ktoś mi odpowie, przemknęło jej przez myśl.
Odetchnęła głęboko. Nie ma się czego bać, powtarzała sobie w myśli i przeszła kilka kroków dalej.
Nagle w ciemnościach ujrzała groźnie wyglądające niebieskie ślepia. Wystraszona jasnowłosa zastygła w bezruchu. Czuła, jak serce próbuje wyrwać się z jej piersi i wiedziała, że czyhająca na nią bestia też słyszała to przeraźliwe łomotanie.
Instynkt samozachowawczy podpowiadał jej, by rzucała się do ucieczki, jednak paraliż ciała nie pozwalał jej na jakikolwiek ruch. Była świadoma tego, że to na nic się nie zda, ale prosiła gorliwie w duchu, by bestia nie robiła jej krzywdy.
Nieoczekiwanie potwór z potężnym rykiem rzucił się w stronę dziewczyny. W tej samej chwili usłyszała przerażający krzyk i ze zdumieniem odkryła, że wydobywał się z jej własnego gardła.
Widząc zbliżające się ogromne zwierzę, zacisnęła oczy, a po jej policzkach popłynęły łzy.
Kiedy usłyszała agresywny jazgot tuż obok siebie podniosła szybko powieki i obejrzała się za siebie. Stwór rzucił się ostrymi pazurami na mężczyznę w średnim wieku. Człowiek, widząc zagrożenie w ułamku sekundy dobył kuszy zza pleców i zaczął w niego celować. Bestia uchyliła się przed strzałami, pazurami drasnęła mężczyznę w ramię, jednocześnie wyszarpując mu z rąk broń i uskoczyła na ziemię z warkotem. Szarpnięcie odrzuciło człowieka w tył, ale ten zdołał utrzymać równowagę i dzielnie zacisnął szczęki. Potwór ponownie zaatakował, ale tym razem grot zranił go w bok. Warknął ponownie i wyrwał z siebie wystającą strzałę, po czym z przeraźliwy rykiem wznowił atak.
Człowiek tymczasem wyjął z pasa strzelbę i zaczął celować w bestię, jednak rozwścieczona zręcznie umykała kulom, które ze świstem omijały dziewczynę, po czym zaorała pazurami twarz, szpecąc ją pręgami krwi.
Przez ciało jasnowłosej przebiegł zimny dreszcz. Jak bardzo chciała znaleźć się teraz gdzie indziej.
Nie mogąc oderwać wzroku od walki z przerażeniem obserwowała, jak zwierzę wbija pazury w klatkę piersiową mężczyzny, rozrywając ją na kawałki. Z rany trysnęła krew na sierść monstrum i wszędzie wokół. Człowiek zamarł, po czym bezwładnie upadł na ziemię. Potwór z satysfakcją stanął obok trupa i warknął triumfująco.
Dziewczyna wstrzymała oddech. Jakby słysząc to, bestia momentalnie odwróciła się w jej stronę, błyskając swoimi niebieskimi ślepiami. Jasnowłosa wydała z siebie przeraźliwy wrzask.


[od 0]

Gwałtownie się przebudziła. Z trudem łapiąc powietrze rozejrzała się wokół. Z ulgą odkryła, że znalazła się u siebie w pokoju. Nieskazitelną ciszę przerywał jedynie deszcz stukający w szybę.
Jak dobrze, pomyślała, to był tylko zły sen.
Westchnęła głęboko i nagle poczuła suchość w gardle. Delikatnie zsunęła nogi z łóżka i powędrowała schodami do kuchni. Wyjęła szklankę ze zmywarki i odkręciła kran, po czym napełnioną szklankę wzięła do ust. Wydała z siebie stłumiony okrzyk, gdy zobaczyła, że woda przybrała kolor gęstej szkarłatnej cieczy. Upuściła naczynie, które z hukiem roztrzaskało się o podłogę. Oparła się o zlew, próbując uspokoić oddech.
Co się dzieje?
Nagle coś zaczęło ciężko stukać w okno. Odwróciła wzrok w tamtą stronę i otworzyła szerzej oczy. Szkarłatne krople deszczu uderzały w szyby niczym małe kamyczki, zalewając zewnątrz całe otoczenie czerwonym roztworem.



- Nie! - krzyknęła rozhisteryzowanym głosem.
Znowu znajdowała się u siebie w łóżku, oblana potem i ze łzami w oczach. Zaszlochała żałośnie i schowała zakryła twarz dłońmi.
Czemu muszą ją spotykać takie okropne rzeczy? Dlaczego tak się dzieje? Czy nie może zaznać spokoju choć przez jedną noc? To takie męczące. Najgorsze w tych katuszach było to, że nie potrafiła nikomu o tym powiedzieć. Czuła się przez to taka samotna.
Pochlipując cicho jasnowłosa skuliła się na łóżku i wpatrywała się przed siebie, starając się nie usnąć. Trwała w takim napięciu do momentu, aż słońce wychyliło się zza horyzontu i jasne promienie oświetliły jej pokój. Dopiero wtedy odetchnęła z ulgą.


Ostatnio zmieniony przez Lynette dnia 28/12/2012, 23:50, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   28/12/2012, 23:26

Cytat :
- Stiles - usłyszałem jej miękki głos.
- Tak? (...)
- Jesteś wspaniałym przyjacielem - (...)
Kiwnąłem głową, powstrzymując się od skrzywienia.
- Wiem.

Czytałam ten fragment z przejęciem, na głos i z oddaniem emocji xd. Ałć. Trochę zabolało. W zasadzie mogła powiedzieć cokolwiek jak np. "pocałuj mnie", ale nie... Bo to jest właśnie Lydia, która dostrzega tylko wspaniałego przyjaciela. My byśmy powiedziały coś innego, prawda, Lyn? Very Happy:D Dobra dość, fantazji. Czytamy dalej. (I to odpowiedź Stilesa... Taka bardzo Stilesowa Wink)

Hmmm... Wiesz Lyn, ja bym tam jakoś oznakowała, że to jest inna narracja. Większym odstępem, albo jakoś napisała, że... ogólna perspektywa, nie wiem cokolwiek, albo nawet zwykłe, pochyłe słówko "tymczasem". No bo tak to... Nie wiem no! Żeby to się odróżniało jakoś xd Chyba o to mi tylko chodzi. Tak czy inaczej, moje domyślenia były chyba słuszne ^^ i cieszę się, ze to wprowadziłaś! Very Happy
I kurczę, wiesz co?! Uwielbiam Cię, bo znalazłaś piosenkę, której szukałam od dłuższego czasu a nie mogłam jej sobie przypomnieć jak szła ani tytułu! Very Happy "so cold" Także dziękuję ^^.
Ale znów wracając... To biedna ona >.<. Te koszmary i wgl, ciężko. Szkoda mi jej strasznie.

Poza tym... Lydia i pan Stilinski obrażający zdolności kulinarne Stilesa Very Happy Przykre xd Hahaha, a jakie zabawne. Very Happy Mam dokładnie przed oczyma tą scenę. Wink

No i bardzo ładny prezent ^^ Czekam na więcej wiesz czego! Razz Very Happy


Ostatnio zmieniony przez wiedźma dnia 28/12/2012, 23:56, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   28/12/2012, 23:43

wiedźma

Ojojojoj... Kurczę, i znowu chyba się nie zrozumiałyśmy. To jest jasnoruda, jasnowłosa, a nie ciemnoruda, ciemnowłosa, a to robi różnicę. Razz

Z tym oddzieleniem, to już poprawiam, bo rzeczywiście trochę się zlewa.

I, oczywiście, nie ma za co. Smile
Cytat :
Zawsze do usług.

Poza tym wiem, strasznie krzywdzę Stilesa, ale on zbyt szanuje Lydię, by cokolwiek zrobić.

Pozdrawiam Wink
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   28/12/2012, 23:45

To nic Very Happy Bo i tak spełniłaś moje oczekiwania ;P

Edit: Potrzebny edit. Ależ nie! Zrozumiałam dobrze! xD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   28/12/2012, 23:49

W takim razie bardzo się cieszę. Smile
Uszczęśliwiłaś me serducho. :heart:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Smee.
Zaatakowany
Zaatakowany


Liczba postów : 237
Punkty : 5
Join date : 19/12/2012

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   29/12/2012, 14:33

Biedny Stiles Sad W momencie kiedy Lydia wypowiada jego imię to ja już taka gotowa na jakiegoś kissa, jakieś coś a tu tylko tekst o przyjacielu Sad No nie a Stiles się tak stara. Szkoda ale cóż ważne, że przynajmniej Lydia w nim przyjaciela ma. Zawsze coś Wink
Ogólnie scena obiadu była świetna Very Happy Kulinarne zdoloności Stilesa okazały się dobrym tematem do żartów xD hahaha Laughing Widze Lydia się doskonale dogaduje z przyszłym teściem Smile

Sen Lydii za to straszny. Ja też mam często koszmary, więc łącze się z nią w bólu.

Cały rozdział po prostu rewelka Very Happy Już czekam na kolejny Wink
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkylerDewclaw
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 154
Punkty : 0
Join date : 09/12/2012
Age : 23
Skąd : Nie z tego świata :)

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   30/1/2013, 21:39

Czekam i czekam na kolejny rozdział ale jeszcze się nie doczekałam...
Pomyślałam więc, że się upomnę Razz bo naprawdę nie mogę się doczekać kolejnej części, a zakochałam się w twoim opowiadaniu :3
Tak więc... czekam z niecierpliwością dalej Smile
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://blackword-s.tumblr.com/
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   2/2/2013, 18:17

Przepraszam Was za tak długą bierność w tym temacie, jest mi tak strasznie wstyd z tego powodu, że nawet się nie będę wymawiała czasem, czy brakiem weny. Jestem okropna.

Wiem, że czekacie z niecierpliwością na kolejny rozdział, i z góry przepraszam za wszelką niekompatybilność i zróżnicowane emocje. Miałam mnóstwo wątpliwości, pisząc tę część i nadal mam i obawiam się, że wyszłam z wprawy (dawno nie wcielałam się w rolę Stilesa) i po przeczytaniu tego będziecie zawiedzeni.

An - dziękuję za wsparcie i przepraszam za dzisiejszy terror. Wink Wiem, jestem okropna, ale już o tym wspominałam.

W pisaniu pomogła mi też piosenka Sky Ferreira - Animal (Miike Snow Cover). Piękna, choć chyba akurat nie bardzo pasująca do fragmentu.

Dobra, nie przedłużam już. Zapraszam Smile

Rozdział 11
Biegłem przez pusty korytarz, przeklinając na siebie w myśli. Gdybym nie zaspał do szkoły, siedziałbym już wygodnie w klasie i słuchał wykładu pana Gryce'a. A teraz pewnie za karę zostanę odpytany z czasów wielkiej trójki, o której naprawdę niewiele wiedziałem.
Zamaszystym ruchem otworzyłem drzwi i zdyszany wbiegłem na lekcję. Rozejrzałem się dookoła, próbując odszukać znajomą twarz. Zauważyłem, że wszyscy zamarli w bezruchu. Nagle dostrzegłem ciemnowłosego chłopaka, który kręcił niezadowolony głową.
Przełknąłem głośno ślinę i skierowałem potulny wzrok na stojącego przy tablicy nauczyciela
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziałem, próbując złapać oddech.
Spodziewałem się, że zgromi mnie wzrokiem i przybierze srogą minę za to nagłe wtargnięcie na zajęcia oraz wskaże swoim długim patykiem, bym podszedł do niego i wytłumaczył się ze swojego haniebnego postępowania, tymczasem ku mojemu zdziwieniu starszy mężczyzna westchnął tylko ze zrezygnowaniem i pokręcił głową.
- Nie mam już do was siły - powiedział nauczyciel. - Masz szczęście, Stilinski, że to jest mój ostatni tydzień w tej szkole. Tym razem ci daruję twoją niesubordynację. A teraz siadaj łaskawie na swoje miejsce. - Ruchem ręki wskazał miejsce przed Scottem.
Otworzyłem szerzej oczy. Kątem oka zauważyłem w klasie poruszenie.
- Ostatni tydzień w szkole? Odchodzi pan? - zapytałem, nie potrafiąc się powstrzymać.
Nauczyciel od historii pokiwał głową, a na jego twarzy wstąpił delikatny uśmiech.
- Tak, do innej uczelni. - Powiódł wzrokiem po uczniach. - Ale nie cieszcie się tak, bo od następnego tygodnia przyjdzie do was ktoś w zastępstwo. - Spojrzał na mnie karcąco. - A ty czemu tak stoisz, jak słup soli? Siadaj, zanim się rozmyślę. Chyba, że naprawdę wolisz być zapytany? - powiedział groźnie, lecz w jego kącikach ust zawitał uśmieszek.
Zaprzeczyłem szybko i pośpiesznie udałem się na swoje miejsce. Zanim usiadłem, wymieniłem porozumiewawcze spojrzenie ze Scottem, po czym przystąpiłem do słuchania jednego z ostatnich wykładów pana Gryce'a.

Kolejne lekcje niemiłosiernie się dłużyły. Chciałem, by ten ranek nareszcie się skończył. Pamiętałem o słowach Dereka, który zapowiedział, że dziś mamy być zwarci i gotowi na pełnienie warty, co z pewnością wydawało mi się o wiele ciekawszym zajęciem, niż siedzenie w jednym miejscu, słuchając monotonnych przemówień nauczycieli. Poza tym nie miałem okazji z nikim porozmawiać od czasu pierwszej lekcji, na której zamieniłem ze Scottem zaledwie kilka słów.
Podczas jednej z przerw, gdy stałem przy swojej szafce, wyciągając zeszyty na następne zajęcia, kątem oka spostrzegłem znajomą jasnorudą dziewczynę. Nie mogłem oprzeć się pokusie i spojrzałem w jej stronę. Lydia stała w towarzystwie swojego chłopaka i kilku jego kumpli z drużyny lacrosse. Była niesamowicie spokojna, uśmiechała się delikatnie, co chwila przytakując głową, ale dostrzegłem, że myślami zdawała się znajdować gdzie indziej.
Nieoczekiwanie Jackson objął ją czule i cmoknął w głowę, a ona obdarzyła go urzekającym uśmiechem. Poczułem ucisk w żołądku. Wydawali się szczęśliwi razem. I tacy perfekcyjni.
Westchnąłem. Przecież byłem świadomy tego, że wczorajszy wieczór nic nie zmieni. Nie miałem szans na związek z Lydią, więc pogodziłem się z myślą, że byłem dla niej tylko przyjacielem, a jednak widok ukochanej z kimś innym nadal mnie bolał. Cichy głosik w głowie wyszeptał: witaj w rzeczywistości, Stiles.
Odwróciłem wzrok, starając się zapomnieć o kłuciu, jakie nagle odczułem i popatrzyłem na Allison, która z nieodgadnionym wyrazem twarzy przemierzała korytarz. Mijając Jacksona i Lydię, zerknęła na nich ukradkiem, po czym zacisnęła szczęki i nie odzywając się słowem, skręciła za róg. Zmrużyłem oczy. Coś z nią było zasadniczo nie tak. Z pewnością coś musiało kryć się za tym dziwnym, aroganckim zachowaniem.
Poniosłem wzrokiem po korytarzu i zobaczyłem Isaac'a i Scotta zaabsorbowanych swoją rozmową. Przystanęli na chwilę na środku skrzyżowania korytarzy. Zanim ruszyli każde w inną stronę, Scott przyjaźnie klepnął chłopaka w ramię, uśmiechając się do niego pogodnie, po czym z tym samym uśmiechem podszedł do mnie i poklepał po plecach.
- Co jest? - zapytał niemalże radośnie.
Rzuciłem okiem na rudowłosą. Właśnie zamyślona spuściła na moment wzrok, próbując ukryć przed rozmówcami zmęczony wyraz twarzy. Jackson ścisnął jej ramię i z uśmiechem zwrócił się do niej. Dziewczyna podniosła wzrok na swojego chłopaka i uśmiechnęła się łagodnie.
Żeby zatuszować przed przyjacielem targające mną uczucia, nie spojrzałem na niego od razu.
Nie rozmawiałem ze Scottem o wczorajszym wieczorze spędzonym z Lydią. Wolałem nie poruszać tego tematu, zwłaszcza, że właściwie nie było o czym mówić. Chwila zapomnienia z tą dziewczyną była znakomitym wytchnieniem od problemów, ale teraz czas powrócić do normalności. Nie mogłem się łudzić, że wczorajsze spotkanie zmieniło coś między mną a Lydią, a wspominając o nim, tylko pokazałbym, że nadal zależy mi na tej dziewczynie.
Starając się zachowywać jak najbardziej normalnie, zamknąłem szafkę na kłódkę i odwróciłem się do Scotta.
- Nic - odparłem beztroskim tonem, uśmiechając się przyjaźnie.
Zdziwiło mnie to, jak dobrze mi to wyszło. Uśmiechnąłem się dumnie.
- Idziemy? - zapytałem.
Kiedy trochę zdziwiony Scott w odpowiedzi uśmiechnął się, razem udaliśmy się na kolejną lekcję algebry.

W czasie przerwy na lunch usiedliśmy w stołówce i beztrosko snuliśmy domysły, kto przyjdzie w zastępstwo za nauczyciela od historii, jednocześnie pogryzając swoje porcje frytek.
- Obstawiam na młodą, wysoką, dobrze zadbaną kobietę świeżo po studiach z uroczym uśmiechem i długimi, gęstymi ciemnymi włosami. Taak - pokiwałem, przeciągając ostatnie słowo i uśmiechając się pod nosem. - To było by coś.
Scott parsknął śmiechem.
- Jasne - powiedział niedowierzająco. - Pewnie przyjdzie jakiś starszy facet z siwizną na głowie i gburowatym wyrazem twarzy, który będzie wyżywał się na uczniów za to, że w przeszłości został niedoceniony. Zupełnie jak poprzedni nauczyciel, którego przyjdzie mu zastępować.
Zmrużyłem oczy, zmiąłem w dłoni chusteczkę i rzuciłem w niego.
- Ty to potrafisz zepsuć czyjeś marzenia - rzekłem oburzony.
Ciemnowłosy chłopak zaśmiał się i nagle zdałem sobie sprawę, że już dawno nie widziałem go w takim humorze.
- Masz za duże wymagania co do świata - odparł i sięgnął po swoją colę. - W życiu nigdy nie jest tak pięknie.
Prychnąłem, zakładając ręce na piersi.
- Ale pomarzyć zawsze można, prawda? - Spojrzałem na niego spode łba. - Ale powiedz, nie fajnie byłoby mieć taką atrakcyjną nauczycielkę?
Scott pokręcił głową.
- Może i fajnie, ale to i tak niczego by nie zmieniło.
Domyśliłem się, o co mu chodziło. O Allison. Nadal uważał, że istnieje jeszcze dla nich jakaś szansa. Już miałem się odezwać, kiedy nagle kątem oka spostrzegłem, że na stołówkę weszła rudowłosa piękność.
Flegmatycznym krokiem szła do stoiska z jedzeniem znajdującego się raptem kilka stolików ode mnie. Starała się zachowywać normalnie, mimo to ledwo dostrzegalnie na jej twarzy malował się cień przygnębienia. Lydia sięgnęła ręką po opadający na policzek kosmyk jasnorudych włosów i wtem nasze oczy się spotkały. Lydia wysiliła się na obojętność, po czym skierowała się do lady, prosząc o kawę.
Zacisnąłem dłoń w pięść. Co teraz zrobić? Zignorować to dziwne zachowanie, czy też spróbować dowiedzieć się, co się dzieje? Ledwo o tym pomyślałem, wiedziałem już, jaka będzie moja decyzja.
- Zaraz wrócę - rzuciłem do zaskoczonego Scotta, po czym wstałem z krzesła i podszedłem do jasnorudej dziewczyny.
- Cześć - przywitałem się, stając obok niej.
Lydia odwróciła się w moją stronę.
- Hej - powiedziała mało przytomnym głosem.
Zmarszczyłem brwi.
- Wszystko w porządku? - zapytałem zatroskany.
Dziewczyna przełknęła ślinę i spuściła wzrok na ladę.
- Tak, oczywiście - odrzekła powoli, siląc się na normalny ton. Potarła dłonią o ramię.
Oczywiście, że nie było. Inaczej nie zachowywałaby się tak melancholijnie i nieswojo.
Pochyliłem się trochę w jej stronę i zniżyłem głos.
- Co się dzieje? - W moim głosie zabrzmiała dociekliwość.
Zacisnęła wargi i pokręciła głową.
- Naprawdę, wszystko dobrze - zapewniła, unosząc na chwilę rękę, którą następnie oparła o ladę. - Jestem... tylko trochę zmęczona.
Przechyliłem głowę. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Straciły swój blask, którym jeszcze wczoraj powodowała moje serce o niekontrolowane podskoki. Zmrużyłem oczy.
- Nie mówisz mi wszystkiego - rzekłem. - Lydia - dodałem z naciskiem, kiedy oderwała ode mnie wzrok i zerknęła gdzieś w bok.
Westchnęła i spojrzała na mnie ze zrezygnowaniem. Nabrała powietrza do płuc, by coś powiedzieć, kiedy niespodziewanie przerwał jej męski głos.
- Hej, kochanie. - Jackson objął ją w talii i pocałował w policzek.
Lydia zacisnęła wargi. Odetchnąwszy, przybrała na twarzy najbardziej pogodny uśmiech, na jaki było ją w tej chwili stać.
Blondyn tymczasem obrzucił mnie pogardliwym wzrokiem, niczego nie zauważając.
- A ty co ty tu robisz? - zapytał z kpiącym wyrazem twarzy. - Nie masz już kogo podręczyć swoim towarzystwem?
Kiedy patrzył na mnie z wyższością, zacisnąłem szczęki. No, jasne. Jackson starał się uświadomić mi, że nie dorastam mu do pięt. Był tak impertynencko pewny siebie.
W tej chwili miałem przemożną ochotę mu przywalić. Jednak nie chciałem się posuwać do tak idiotycznej metody. Ta heroiczna próba walki o godność na pewno nie spodobałaby się Lydii. Już teraz wyglądała na przerażoną tym obrotem spraw, ale nie odezwała się ani słowem. Nie miała odwagi sprzeciwić się swojemu chłopakowi, choć rozumiała, że był niesprawiedliwy. Mogła to jakoś odkręcić, ale nie zrobiła z tym całkowicie nic. To podziałało na mnie jak kubeł zimnej wody.
Tymczasem do lady podeszła pani, która podała Lydii zamówioną kawę. Jackson prychnął z wyższością.
- Wiesz, Stiles... zrób nam tę przysługę i zacznij prześladować kogoś innego - powiedział lekceważąco, ale w jego głosie można było wyczuć też groźbę.
Już na końcu języka miałem odpowiedź, w której nie omieszkałbym wspomnieć o wczorajszym wieczorze spędzonym z jego dziewczyną oraz, że chłopak nie dostrzega, że dzieje się z nią coś dziwnego.
Zamiast tego stałem wyprostowany, pozwalając Jacksonowi nacieszyć się swoim zwycięstwem.
Kiedy para mijała mnie, Lydia z papierowym kubkiem w ręku spojrzała na mnie przepraszająco.
Uśmiechnąłem się do niej przez zaciśnięte usta, jakbym chciał powiedzieć, że sobie poradzę i nagle zdałem sobie sprawę, że to nie zadziała. Owszem, w czterech ścianach mojego domu mogliśmy udawać, że wszystko jest w porządku, ale to by było na tyle. Nie miałem jej niczego za złe. Bliższa relacja z Lydią, o jakiej zawsze marzyłem, po prostu nie miała racji bytu i musiałem się z tym pogodzić.

Rozejrzałem się po sali i z ulgą odkryłem, że nikt nie zwrócił na nas uwagi, następnie powróciłem do Scotta. Jego zatroskana mina wskazywała na to, że słyszał całą rozmowę. Opadłem na krzesło. Mój umysł niespodziewanie stał się czysty i jasny. Wszystko pojmowałem. I byłem zbyt zmęczony, by się tym teraz przejmować.
- Wracając do tematu...
Oparłem łokcie o blat stołu i popatrzyłem na niego pewnie.
- Słuchaj - zacząłem powoli, jakby nigdy nic. - Myślę, że zmiana mogłaby ci dobrze zrobić.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- To samo mógłbym powiedzieć o tobie - odezwał się ze zmarszczonymi brwiami, starając się zrozumieć moje dziwne opanowanie.
Słuszna uwaga. Tak, rzeczywiście, ja też tkwiłem ciągle w jednym miejscu. Tkwiłem.
Odchyliłem się do tyłu.
- Całkowicie cię rozumiem - odparłem. - Ale ja mam już tego dosyć.
- To czemu właśnie do niej podszedłeś? - Przyjaciel uniósł brwi i wskazał brodą na stoisko z jedzeniem, gdzie jeszcze przed chwilą próbowałem porozmawiać z Lydią.
Westchnąłem i ponownie pochyliłem się nad stolikiem.
- Bo nadal czuję się jej przyjacielem i nie potrafiłbym od tak zrezygnować z tej funkcji. Sam dobrze wiesz, że trochę potrwa, zanim mi przejdzie, choć i tak zawsze będę coś do niej czuć.
Zdziwiło mnie to, jak łatwo i spokojnie potrafię o tym mówić. Ale z tymi myślami było mi o wiele lepiej. Tak po prostu musiało się stać i nic nie mogłem na to poradzić.
Scott uniósł wysoko brwi.
- Więc co? Odpuszczasz? Tak po prostu?
Wzruszyłem ramionami.
- A jakie mam inne wyjście? - zapytałem. - Ona już wybrała. Zresztą, było wystarczająco dużo okazji do podejmowania decyzji, i powiedzmy sobie prawdę w oczy, i tak Lydia zawsze wybiera jednomyślnie.
Między nami nastała chwila milczenia. Prostując się na krześle, zmrużyłem oczy.
- Zgrabnie zmieniłeś temat, ale już nie unikniesz mojego pytania: a co z tobą i Alli? Nadal czekasz, aż w końcu pójdzie po rozum do głowy i odkryje, że nie może bez ciebie istnieć?
Scott skrzywił się.
- W twoich ustach brzmi to naprawdę żałośnie - westchnął.
Wywróciłem oczami.
- Nie martw się, przecież sam mówiłeś, że jesteście sobie przeznaczeni. Przeznaczenie to nadzieja, którą nieustannie posiadasz. I w tym przypadku to jest właściwe rozwiązanie. Jeśli Allison jest ciebie warta, ostatecznie to doceni.
Uśmiechnąłem się do niego przyjaźnie, próbując dodać mu otuchy.
Wtem zadzwonił dzwonek obwieszczający lekcję. Zanim obaj skierowaliśmy się w stronę swoich klas, rzuciłem przez ramię:
- Ale pamiętaj, zaklepuję nową nauczycielkę jako mój nowy obiekt westchnień.
Usłyszałem za sobą chichot i uśmiechnąłem się do siebie. Z pewnością przydadzą mi się zmiany w życiu. Czułem się silny i gotowy na to, by zostawić wszystko za sobą, niczego przy tym nie żałując.


Ostatnio zmieniony przez Lynette dnia 3/2/2013, 14:01, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   2/2/2013, 20:31

Bzdura! Nie jesteś okropna. Very Happy Nie masz za co dziękować ani przepraszać Razz. Cieszę się, że byłam obecna na gg, gdy tworzyłaś rozdział xd.

A zatem. Zastanawia mnie zachowanie Lydii. Mam wrażenie, że dusi się w związku. Niby jest genialnie i w ogóle, cud-miód-malinki, ale przecież wszyscy wiedzą, że pasuje do Stilesa ^^ No i tutaj widać, że się trochę męczy, ale stwarza pozory. Pozory nie są złe, ale niszczą człowieka.
I taka zmęczona, biedna Lydia, wszystko przez te koszmary -.-'. Niech tego nie trzyma w sobie noo Very Happy:D.
Co do hipokryty-Stilesa, dobrze, że Scott ma takiego przyjaciela, bo mimo wszystko się chłopak stara ^^. Dobra rozmowa ^^ Bardzo dojrzały fragment xd.
Co do nowej nauczycielki... Hmhmhmm, mam podejrzenia, ale Ty to już wiesz Very Happy I wiesz jakie.:pp
Czekam ;p
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
SkylerDewclaw
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 154
Punkty : 0
Join date : 09/12/2012
Age : 23
Skąd : Nie z tego świata :)

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   3/2/2013, 14:33

Doczekałam się What a Face
Perfekcyjnie odzwierciedlasz charakter bohaterów, aż mam wrażenie że opisujesz po prostu odcinek Smile
Co do Lydii również odbieram wrażenie jakby się dusiła w związku. Choć nie jestem jakąś super fanką pary Stiles x Lydia to się tym przejęłam. Bardzo dojrzała decyzja ze strony Stilesa, ale ciekawe co będzie dalej Smile
No cóż Smile Czekam więc na CD :3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://blackword-s.tumblr.com/
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   Today at 21:22

Powrót do góry Go down
 
Can't Take My Eyes Off You
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: