IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Can't Take My Eyes Off You

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Can't Take My Eyes Off You   17/8/2012, 22:05

Witam.
Postanowiłam coś skrobnąć, gdyż dostałam pewnego natchnienia. Niestety, nie wiem, czy czas pozwoli mi na dodawanie kolejnych części, ale spróbuję. Smile Mam nadzieję też, że szybko się nie znudzę.
Jest to moje pierwsze forumowe opowiadanie, także liczę na wyrozumiałość, choć słowa krytyki również przyjmę na "klatę". Laughing

Komentarze bardzo mile widziane, bo dodają skrzydeł osobie piszącej i zachęcają do napisania kolejnej części. Proszę pisać również wszelkie uwagi.

Jest to opowieść rozgrywająca się w Beacon Hills, a głównym bohaterem jest Stiles. Akcja rozgrywa się po 2 sezonie, acz z małymi poprawkami/zmianami, które zapewne wyjaśnią się podczas pisania. Smile

Pozdrawiam i miłego czytania życzę.


Rozdział 1


Ze snu obudziło mnie przeraźliwe ujadanie. Zirytowany, przekręciłem się na drugi bok i przycisnąłem poduszkę do twarzy. Lubiłem psa sąsiadów, ale nie na tyle, by mógł bezkarnie budzić mnie w środku nocy tylko dlatego, że zobaczył błąkającego się po naszej dzielnicy kota.
Spróbowałem jeszcze raz zasnąć, lecz niestety, donośne szczekanie nie ustało. Odwróciłem się na plecy i przetarłem oczy.
Ciekawe, czy Lydia też nie śpi. Zganiłem się w myśli. Oczywiście, że śpi. Pewnie śni o jej wielkiej miłości, Jacksonie. Tylko ja, jak dureń, nie potrafię zasnąć i rozmyślam o niej. Zresztą, musi uroczo wyglądać, kiedy śpi. Tak spokojnie i...
- Ach, przestań o niej marzyć! - powiedziałem na głos. - Ona cię nie chce, doskonale o tym wiesz, a jednak nadal nie potrafisz o niej zapomnieć.
Zsunąłem nogi na podłogę i wstałem. Rozciągnąłem się leniwie i poszedłem do łazienki. Stanąłem przed lustrem i spojrzałem na swoje odbicie. Brązowe, zaspane oczy, delikatnie błyszczały w świetle jarzeniówki. Przeczesałem dłonią swoje krótkie, ciemne włosy i, dla orzeźwienia, poklepałem się po policzkach.
- Od dziś nie ma panny Marvin. To znaczy, jest, ale nie dla mnie. Koniec z wielką miłością.
Podświadomie wiedziałem, że to tylko puste zapewnienia. Nie da rady wyrzucić z głowy kogoś znaczącego od tak po prostu. Ale chciałem się starać. Chciałem zapomnieć, że jest dla mnie kimś ważnym. Jeśli tego nie zrobię, nie będę mógł iść dalej. A muszę.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka. Szybko znalazłem się w swoim pokoju i rzuciłem do odebrania telefonu.
- Halo? - zapytałem znużony.
Ze słuchawki dobiegł mnie znajomy, lekko poddenerwowany głos.
- Stiles? Obudziłem cię?
- Nie śpię już. O co chodzi?
- Coś się stało. Pamiętasz to miejsce, w którym się upiliśmy, po tym jak Allison i ja postanowiliśmy zrobić sobie chwilową przerwę?
Skrzywiłem się. Nadal uważałem, że to ona wtedy go rzuciła. Ale nie chcąc się kłócić o taką błahostkę, odparłem:
- Ta. Urżnąłem się i gadałem bez sensu. A potem ci idioci się napatoczyli i...
- Więc spotkajmy się tam - przerwał mi Scott.
Westchnąłem zniesmaczony. Nie lubiłem, kiedy ktoś mi przerywał w połowie zdania. Ale jeśli jest to ważne...
- Kiedy?
- Najlepiej zaraz.
Uniosłem brwi. Obawiałem się najgorszego.
- Czy to sprawa niecierpiąca zwłoki? - zapytałem lekkim tonem, choć w rzeczywistości byłem bardzo spięty.
- Tak. Jest źle, więc pospiesz się - powiedział Scott poważnie, po czym się rozłączył.
- Jaasne - odparłem w głuchą przestrzeń.
Podszedłem do swojego krzesła biurowego, na którym leżał mały stos ubrań. Chwilę pogrzebałem w nim i znalazłem potrzebne rzeczy. Na bokserki pospiesznie założyłem ciemne dżinsy i szybkim ruchem wciągnąłem przez głowę swoją ulubioną bluzę z kapturem.
Telefon wsunąłem do kieszeni spodni i zbiegłem ze schodów, nie martwiąc się o skrzypiące pod nogami drewno. I tak nikogo nie było w domu.
Miałem dziwne przeczucie, że wydarzyło się coś złego. Pokręciłem przecząco głową. To tylko moja wybujała wyobraźnia. Scott chciał mnie jedynie wystraszyć, pewnie po prostu nie chce być teraz sam.
To przeczucie jednak nie mijało mnie, gdy skręciłem w leśną ścieżkę koło mojego domu. I mimo tych zapewnień, intuicja podpowiadała mi całkowicie inny obraz.


Ostatnio zmieniony przez Lynette dnia 15/12/2012, 16:58, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   18/8/2012, 17:27

Jeśli to romansidło między Lydią a Stilesem to już jestem Twoją fanką i na pewno będę czytać Twoje opowiadanie Wink)! Perspektywa Stilesa, czyli to, co lubię. Nie dostrzegłam żadnych błędów ani niczego, co mogłoby ewentualnie razić po oczach. Tekst jest lekki i przyjemnie się go czyta. Tylko trochę krótki jak na rozdział, nie zdążyło się nic rozwinąć. Wink Jedyne co to tylko zachęciłaś i zmotywowałaś do tego, by niecierpliwie oczekiwać na kolejny rozdział. Tak, że tego... czekam ^^.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   18/8/2012, 20:03

wiedźma napisał:
Jeśli to romansidło między Lydią a Stilesem to już jestem Twoją fanką i na pewno będę czytać Twoje opowiadanie Wink)! Perspektywa Stilesa, czyli to, co lubię. Nie dostrzegłam żadnych błędów ani niczego, co mogłoby ewentualnie razić po oczach. Tekst jest lekki i przyjemnie się go czyta. Tylko trochę krótki jak na rozdział, nie zdążyło się nic rozwinąć. Wink Jedyne co to tylko zachęciłaś i zmotywowałaś do tego, by niecierpliwie oczekiwać na kolejny rozdział. Tak, że tego... czekam ^^.

Witam pierwszą komentatorkę. Smile
Na razie nie mogę zdradzić, co będzie się działo w tym rozdziale (a zapewniam, że pierwszy rozdział zostanie poszerzony o następny wpis/y, czyli nie będzie w tak krótkiej formie Wink ), bo będzie miało to dość znaczący wpływ na rozwój akcji. Razz
Jeżeli chodzi o Stilesa, to co prawda, myślałam na początku o Erice lub Allison, ale wczoraj natchnęło mnie, co będzie się działo i kto byłby najlepszym bohaterem do opisu. Poza tym także bym chciała, by Stlies wreszcie sobie znalazł jakąś dziewczynę. Razz
A tekst wstawiłam krótki, gdyż chciałam sprawdzić, czy w ogóle ktoś to przeczyta. Smile
Już pracuję nad kolejnym wpisem, więc pewnie jeszcze dziś się pojawi. Smile
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   18/8/2012, 21:41

Jeszcze dzisiaj? No, no byłoby cudnie! Very Happy Erica też świetna Wink! Sama pracuję nad paringiem Erica&Stiles, ale z perspektywy Ericii.
Zawsze ktoś czyta, ja na pewno będę czytać, bo na naszym forum mało jest ff. Smile
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   18/8/2012, 23:09

wiedźma napisał:
Zawsze ktoś czyta, ja na pewno będę czytać, bo na naszym forum mało jest ff.
Dokładnie o tym samym pomyślałam, zanim zaczęłam to pisać. Smile
____

Także... z maluteńkim poślizgiem, ale w końcu jest. Smile
Mam nadzieję, że się spodoba. Wpis krótki, jeszcze świeży, więc z góry przepraszam za jakiekolwiek błędy.
Enjoy!


____________________


Nocą las wydawał się groźny. Wszystkie drzewa wyglądały jak wielkie, złe potwory, które obserwowały każdy mój ruch i tylko czekały, aż się potknę o złośliwie wyciągnięte korzenie. A wtedy złapałyby mnie za kostki i wciągnęły do ogromnej dziury w ziemi, gdzie...
Przestań. Popatrz, co te wszystkie horrory, których się naoglądałeś ze Scottem, z ciebie zrobiły. Boisz się nawet przechodzić przez pusty, cichy las po ciemku. A przecież spotykałeś się już z o wiele gorszymi rzeczami.
Parsknąłem i zwróciłem wzrok na wydeptaną ścieżkę. Chłód nieprzyjemnie smagał mi policzki, a wydychane powietrze zamieniało się w parę. Włożyłem zimne dłonie w kieszenie bluzy i uśmiechnąłem się zadowolony. Dobrze zrobiłem, wkładając cieplejsze ubrania.
Nagle usłyszałem trzask. Szybko podniosłem wzrok i rozejrzałem się po okolicy. Po lewej stronie między drzewami zauważyłem jakiś ruch. Serce podeszło mi do gardła i stanąłem jak wryty. Strach chwilowo sparaliżował mi kości, tak, że nie potrafiłem się poruszyć. Kiedy to minęło, usłyszałem jakby cichy jęk.
Zmrużyłem oczy, by przyjrzeć się uważniej.
- Jest tam kto? - zapytałem niepewnie w przestrzeń.
Za odpowiedź posłużył mi widok znajomych jasnych kosmyków włosów.
- Lydia? - Serce niespodziewanie mi przyspieszyło i postąpiłem kilka kroków w tamtą stronę.
Zza drzewa wyłoniła się drobna postać. Jednak jej twarz całkowicie nie przypominała dobrze znanej mi dziewczyny. W szarych oczach nieznajomej kryło się cierpienie i lęk, które próbowała ukryć, a na policzkach widać było ślady po zaschniętych łzach. Jej rude włosy były poplątane, gdzieniegdzie znajdowały się w nich uschnięte liście. Ubrania miała poszarpane i poplamione ciemną wydzieliną na ramionach, nodze i brzuchu. Innymi słowy: wyglądała okropnie.
Nieoczekiwanie do uszu dobiegł mnie kolejny jęk i osoba przede mną zgięła się w pół.
W końcu odetchnęła głęboko i szepnęła z wyraźnym wysiłkiem:
- Potrzebuję... pomocy...
Wyprostowała się, dysząc ciężko i spojrzała błagalnie w moje oczy. Czułem, że cała duma, którą z pewnością miała, zniknęła wraz z wypowiedzeniem tych słów.
- Co się stało? - spytałem oszołomiony.
Dziewczyna zachwiała się na nogach. Szybko się zreflektowałem i doskoczyłem do niej, podtrzymując ją za biodro. Jedną rękę przełożyłem sobie przez plecy tak, by było nam wygodniej. Wtedy poczułem dreszcz, który przeszedł ją po całym ciele.
- Wszyscy... zabici - szepnęła mi do ucha.
Uniosłem brwi w zaskoczeniu.
- Przez kogo?
- Łowcy. - Na dźwięk tego słowa włosy zjeżyły mi się na karku. - Zabili... wszystkich.
Otworzyłem szeroko oczy i oddychałem głęboko, próbując dojść do siebie. Myśl, Stiles, myśl.
- Wezwę pogotowie - powiedziałem spokojnie, choć przeczuwałem jaka może być reakcja.
- Nie - Usłyszałem stanowczą odpowiedź, co tylko potwierdziło moje obawy.
Dziewczyna resztkami sił oderwała się ode mnie, lecz złapałem ją w ostatniej chwili, nie pozwalając na upadek i przytrzymałem ją mocniej w razie, gdyby próbowała ze mną walczyć. Popatrzyła na mnie zaborczym wzrokiem.
- Pomogę ci - zapewniłem głębokim głosem. - Możesz mi zaufać. Właściwie to nie masz wyboru - zauważyłem z przyjaznym uśmiechem, co wywołało u niej grymas.
Przez chwilę wyglądała, jakby coś rozważała, aż w końcu zrezygnowanie wzięło górę.
- W porządku - westchnęła i niespodziewanie zadrżała.
Widząc to, zwinnym ruchem zdjąłem z siebie moją bluzę i włożyłem ją przez głowę dziewczyny. Kiedy nieudolnie próbowała się spierać, rzekłem zdecydowanym głosem:
- Bez żadnego „ale”.
Gdy moja bluza znalazła się na jej ciele zmierzyłem ją wzrokiem. Jej nachmurzona mina wywołała u mnie delikatny uśmieszek.
- Wiesz, droga jest dość daleka i nie jestem pewien, czy dasz radę dojść o własnych siłach.
Dziewczyna przeszła chwiejnie kilka kroków, po czym skrzywiła się.
Zaimponowała mi jej postawa. Mimo ogromnego wysiłku, nie poddawała się, ale nie potrafiłem patrzeć, jak się męczy.
- Pozwól.
Uniosłem ją nad ziemią. Zaskoczona, zaoponowała:
- Nie...
Obdarzyłem ją ciepłym uśmiechem.
- Zaufaj mi. Jesteś w dobrych rękach.
W jej szarych oczach ujrzałem błysk, po czym poczułem, jak dziewczyna powoli się odpręża.
Po chwili oddech dziewczyny się wyrównał. Uśmiechnąłem się do siebie i podążyłem ścieżką w stronę domu z nadzieją, że nie jest jeszcze na tyle późno, by ojciec wrócił już z nocnej zmiany.


Ostatnio zmieniony przez Lynette128 dnia 25/8/2012, 20:58, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   18/8/2012, 23:30

Z poślizgiem, ale jest! Jupi! :D Znów lekko i przyjemnie, i bezbłędnie, ale tym razem trochę się przyczepię!;p Lydia jest blondynką? ;o W moim przekonaniu jest rudowłosa, chyba, że zmieniłaś to na potrzeby własne. Jednak z tego, co mi wiadome to naprawdę jasnorude włosy. ;p To po pierwsze, a po drugie... Ja wiem, że Stiles jest szaleńczo zakochany w Lydii i w ogóle, ale czemu on się nie przejął tym, co ona wygaduje? Wszyscy zabici a on nawet nie sprawdzi kto, gdzie i jakim cudem? Zabiera dziewczynę i biegnie do domu, i nawet nie szuka Scotta, chociaż to on do niego dzwoni? Hmm, wybacz, ale coś tu nie gra. Chyba, że ta jego postawa ma jakieś znaczenie dla fabuły czy coś. ;p
Ale i tak mi się podoba Twój styl pisania i jestem niezmiernie ciekawa co dalej. :D Wena niech cię nie opuszcza. Pisz i dodawaj ;)) ^^
Aha, jeszcze jedno, to jest kontynuacja tego pierwszego rozdziału tak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   19/8/2012, 08:51

wiedźma napisał:
Lydia jest blondynką? ;o W moim przekonaniu jest rudowłosa, chyba, że zmieniłaś to na potrzeby własne. Jednak z tego, co mi wiadome to naprawdę jasnorude włosy. ;p
Wiem, że w serialu ma właśnie jasnorude włosy, ale pozwolę sobie przytoczyć pewien fragment, na którym się wzorowałam.
1x08:
 
Nie powiem, miałam z tym mały dylemat, ale skoro on tak uważa, to niech już tak zostanie.
wiedźma napisał:
Ja wiem, że Stiles jest szaleńczo zakochany w Lydii i w ogóle, ale czemu on się nie przejął tym, co ona wygaduje? Wszyscy zabici a on nawet nie sprawdzi kto, gdzie i jakim cudem? Zabiera dziewczynę i biegnie do domu, i nawet nie szuka Scotta, chociaż to on do niego dzwoni? Hmm, wybacz, ale coś tu nie gra. Chyba, że ta jego postawa ma jakieś znaczenie dla fabuły czy coś. ;p
Primo: nie wiem, czy dobrze wydedukowałaś z wpisu, ale to nie jest Lydia. To jakaś nieznajoma dziewczyna, którą Stiles widzi pierwszy raz na oczy. Zdaję sobie sprawę, że wygląda to trochę dziwacznie, ale... on wie, co robi. Smile Kiedy usłyszał o łowcach, był oszołomiony, ale szybko doszedł do siebie, by niepokoić dziewczyny. Chciał być również dla niej miły, bo...
A właśnie, wiele rzeczy wyjaśni się podczas kolejnego wpisu, więc myślę, że jego postawa będzie bardziej zrozumiała.
wiedźma napisał:
Aha, jeszcze jedno, to jest kontynuacja tego pierwszego rozdziału tak?
Oczywiście. Smile

Może rzeczywiście niektóre fragmenty nie zostały dobrze ujęte, więc w najbliższym czasie postaram się wprowadzić minimalne poprawki.
Pozdrawiam serdecznie Wink
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   20/8/2012, 09:34

A jakże! Byłam przekonana, że to Lydia! ;d Ok, ok. Myślałam, że chodzi o to, że to Lydia, ale nie taką, jaką zna Stiles tylko taka przestraszona i bezradna. Myślałam, że to w tym kontekście. W takim razie w porządku. Hmm... Skoro to jakaś nieznajoma dziewczyna to ciekawi mnie kim ona jest. Niesamowite. A, i skoro wzorowałaś się na słowach samego Stilesa a to opowiadanie z jego perspektywy to niech Lydia będzie blondynką, bo teraz to jak najbardziej pasuje. ;D
Kiedy coś nowego? ;pp Jestem spragniona czytania "Szukałem Cię..." Very Happy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   21/8/2012, 08:05

Z racji tego, iż wypadł mi nieoczekiwany wyjazd, następny wpis będzie dopiero w sobotę, także trzymajcie się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Farey
Ugryziony
Ugryziony


Liczba postów : 431
Punkty : 0
Join date : 08/05/2012
Age : 19
Skąd : Gliwice

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   24/8/2012, 08:56

Jako, że jestem fanką czytania serialowych opowiadań i nie tylko, postanowiłam do ciebie zajrzeć i naprawdę było warto, bo piszesz
bardzo ładnie, że się tak wyrażę i bez błędów, dzięki czemu lekko
i szybko się czyta.


Szczerze powiedziawszy, ja tak jak wiedźma byłam na 100% przekonana, że to jest Lidia i też troszkę zdziwiło mnie, że Stiles tak zareagował, ale cóż przerażona i wystraszona dziewczyna w środku
nocy i to na dodatek w lesie było chyba ważniejsze niż Scott.

Powiem, że zaintrygowałaś mnie. Mam nadzieję, że szybko dowiemy się o co chodzi z tymi zabitymi i łowcami.
Oczywiście czekam na następny rozdział.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   25/8/2012, 21:45

Witam po przerwie Smile

Przede wszystkim bardzo się cieszę, że mam nową czytelniczkę. Smile Niezmiernie się cieszę, że podoba Ci się moje fan-fiction. Zwłaszcza, że nie jestem wprawiona i nie zawsze mi wychodzi. Razz
Farey napisał:
Szczerze powiedziawszy, ja tak jak wiedźma byłam na 100% przekonana, że to jest Lidia i też troszkę zdziwiło mnie, że Stiles tak zareagował, ale cóż przerażona i wystraszona dziewczyna w środku
nocy i to na dodatek w lesie było chyba ważniejsze niż Scott.

Przede wszystkim honor Stilesa nie pozwalał zostawić mu biednej, zagubionej, w dodatku rannej dziewczyny w środku lasu.

Naniosłam kilka małych poprawek, jeśli chodzi o wygląd Lydii (rudoblond włosy jednak bardziej pasują mi do mojego opowiadania Wink ).
Większość rzeczy powinno się nieco rozjaśnić po przeczytaniu nowego obiecanego wpisu. Chciałabym trochę zrekompensować moją nieobecność, więc dodam trochę dłuższy wpis. Smile
Mimo iż sama nie jestem do końca usatysfakcjonowana tym wpisem, to mam nadzieję, że jednak się spodoba. Proszę śmiało zgłaszać wszelkie obiekcje, a postaram się poprawić.

Specjalnie dla wiedźma oraz Farey.

Rozdział 2

Na szczęście, gdy dotarliśmy do domu, nadal stał pusty.
Zaniosłem dziewczynę na górę i delikatnie położyłem w swoim łóżku, a sam usiadłem zmęczony na stojącym obok fotelu.
Dobra, co teraz? Zapytałem się w myślach. Przyjrzałem się śpiącej. Kiedy z jej twarzy zniknął ból i strach, spostrzegłem, że to bardzo ładna dziewczyna. Delikatne rysy twarzy nieznajomej okalały długie, lekko falowane rude włosy, a długie, gęste rzęsy i naturalnie malinowe małe usta nadawały subtelnego uroku. Blada cera stanowiła niesamowity kontrast dla ciemnorudych kosmyków.
Z kolei Lydia miała wyraźne zarysowane kości policzkowe, a naturalne włosy były nieco jaśniejsze i bardziej kręcone. Jej szerokie, pełne usta kusiły swoim kształtem, natomiast duże zielone oczy sprawiały, że chciałem się w nich zatopić.
Teraz widziałem różnice między tajemniczą nieznajomą a Lydią. W ciemnościach lasu po prostu zmyliły mnie włosy i zbliżony wzrost.
Nagle uświadomiłem sobie, że obie mają również podobne wymiary. Podszedłem więc cicho do szafy i wyjąłem z niej kilka torebek Macy's. Znajdujące się w nich ubrania i dodatki kupiłem dla Lydii jako jeden z nietrafionych prezentów na urodziny. Niestety, bez zagubionego paragonu sklep nie chciał przyjąć ich do zwrotu.
Z dużej torebki wyjąłem koronkowy materiał koloru pastelowego różu. Pogrzebałem chwilę w szufladzie komody i po chwili zaniosłem różową tkaninę wraz ze znalezionymi ręcznikami do łazienki.
Wtem usłyszałem dźwięk telefonu. Skrzywiłem się, widząc, jak dziewczyna zaczyna się niespokojnie kręcić. Sięgnąłem pod łóżko, gdzie upadł mi telefon podczas lokowania nieznajomej na wygodnej pościeli. Odebrałem, wychodząc na korytarz.
W słuchawce pojawił się zdenerwowany głos.
- Gdzie jesteś? Już dawno powinieneś być na miejscu.
Podrapałem się po głowie.
- Po drodze coś mi wypadło - powiedziałem niepewnie.
- O co chodzi?
Westchnąłem.
- Czy ta nagląca sprawa ma coś wspólnego z twoim drugim wcieleniem?
- Chyba tak. Nie wiem. Znalazłem coś.
Nagle serce podskoczyło mi do gardła.
- Co? - zapytałem przejętym głosem.
- Trupy. - Scott przerwał na chwilę, a potem wydusił: - Pięć zmasakrowanych ciał.
Uniosłem brwi w szoku i przełknąłem głośno ślinę. Zostawili ich na widoku? Co się właściwie stało?
Myśli kołatały mi się w głowie. Jedno było pewne: musiałem dowiedzieć się więcej. Na szczęście, prawdopodobnie jedyne źródło informacji znajdowało się tuż za ścianą.
Kiedy fala oszołomienia minęła, powiedziałem trzeźwo do słuchawki:
- Zwróć się do Dereka i Isaaca. Oni ci pomogą.
- Ale...
Przerwałem mu zdecydowanie:
- Dacie sobie radę beze mnie. Teraz muszę się czymś zająć. Jak skończycie, wpadnij do mnie. Musimy pogadać.
Rozłączyłem się, oddychając szybko. Wolałem nie oglądać takiej masakry. Poza tym miałem coś ważnego do zrobienia.
Odetchnąłem głęboko i wszedłem do pokoju. Jasnowłosa dziewczyna siedziała na łóżku oparta łokciami o poduszki i ze zmarszczonymi brwiami rozglądała się po pomieszczeniu.
- Gdzie ja jestem? - zapytała podejrzliwym tonem.
- Bezpieczna w moim domu. Nie ma się czego obawiać - zapewniłem ją i uśmiechnąłem się lekko.
Skinęła głową, po czym niespodziewanie zacisnęła mocno oczy i syknęła.
- Muszę...
Wskazałem na ciemne drzwi obok biurka.
- Łazienka jest tam. Wszystko już przygotowane.
Z trudem zeszła z łóżka, lecz odmówiła mojej pomocy. Kiedy usłyszałem szczęk zamykania na klucz drzwi łazienki, zszedłem cicho do kuchni zrobić kilka kanapek i ciepłą herbatę.
Wychodząc z kuchni, usłyszałem skrzypnięcie frontowych drzwi w przedsionku. Zachowując ostrożność, położyłem na blacie tackę, wyjąłem z szuflady metalowy tłuczek i schowałem się za ścianą. Wstrzymałem oddech, słysząc coraz wyraźniej ciężkie kroki. Byłem gotów do ataku.

Kiedy przez próg kuchni przeszedł barczysty mężczyzna w dużej, kurtce koloru zgniłej zieleni z naszywką „Szeryf” na ramieniu, odetchnąłem i schowałem prowizoryczną broń za sobą.
- Nie śpisz już? - Tata spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
Pokręciłem głową i z uśmiechnąłem się z ulgą.
- Zgłodniałem. - Wskazałem na tacę.
Szeryf Beacon Hills uniósł głowę i zaczął się czemuś przysłuchiwać, po czym spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Jest ktoś na górze? Bo chyba słyszę szum wody.
Otworzyłem szerzej oczy, ale szybko się opanowałem i uderzyłem się w czoło.
- Zapomniałem wyłączyć kranu - powiedziałem przepraszająco, ale zaraz zmrużyłem oczy. - Wyglądasz na zmęczonego. Coś się działo dziś w nocy?
Tata westchnął.
- Tylko jakiś pijany nastolatek wypadł pod koła samochodu, powodując wypadek, po czym zniknął w lesie. Na szczęście, nic poważnego się nie stało. Tylko samochód został uszkodzony, ale to też da się naprawić. Co to się dzieje z tą dzisiejszą młodzieżą - pokręcił głową zrezygnowany.
- Taa - przytaknąłem zszokowany.
Szeryf ruszył do swojego pokoju powłócząc nogami. Wziąłem do rąk tacę z posiłkiem i wróciłem do swojej sypialni. Położyłem ją na łóżku i usłyszałem szczęk otwieranych drzwi. Odwróciłem się w tamtą stronę. Z łazienki wyszła piękna, zadbana dziewczyna, ubrana w koronkową sukienkę. Jej mokre ciemne włosy opadały delikatnie przez jedno ramię. Na odsłoniętym ciele nie było już żadnych ran ani blizn. Mimo iż była boso, prezentowała się olśniewająco.
Nie dając po sobie poznać, jakie zrobiła na mnie wrażenie, posłałem jej przyjazny uśmiech.
Dziewczyna zerknęła na mnie, po czym swobodnym krokiem podeszła do lustra i przyjrzała się sobie.
W odbiciu widziałem jej zaskoczoną minę.
- To takie... - urwała na chwilę, nie potrafiąc znaleźć słów - ...nie w moim stylu - dokończyła z przekąsem.
Oszołomiony, odpowiedziałem smutno:
- Nie miałem nic innego. Musi ci to na razie wystarczyć.
Zobaczyła moje odbicie w lustrze, obejrzała się przez ramię i uśmiechnęła nieco pogodniej.
- Jakoś to przeżyję.
Odwróciłem wzrok od jej błyszczących szarych oczu.
- Pewnie jesteś głodna. Przyniosłem coś dla ciebie.
Wskazałem na łóżko. Spojrzała na tackę, na której leżał talerz wypełniony kanapkami i kubek z parującą herbatą i zmarszczyła brwi.
- Nie zrobiłem wczoraj zakupów, więc tylko to udało mi się wykombinować - oznajmiłem przepraszająco.
Podniosła na mnie wzrok i obdarzyła wdzięcznym uśmiechem.
- Dziękuję za wszystko.
Wzruszyłem ramionami.
- Drobiazg.
Usiadła na łóżku i sięgnęła po pierwszą kanapkę. Zająłem miejsce na fotelu obok. Kiedy dziewczyna sięgała po kubek z ciepłą herbatą, zauważyła, że się na nią patrzę, i spytała ciekawie:
- Dlaczego mi pomagasz?
Odwróciłem wzrok speszony.
- Przypominasz mi kogoś.
- Lydię?
Spojrzałem na nią zaskoczony, ale po chwili pokiwałem głową. Bystra dziewczyna. Pamiętała, jak w lesie przez przypadek zawołałem do niej w ten sposób.
- Kim ona dla ciebie jest? - Usłyszałem jej dźwięczny głos. Przyglądała mi się w zaciekawieniu.
Kim właściwie ona dla mnie była? Niespełnionym marzeniem, na które nie mogłem sobie pozwolić. Na które nie było mnie stać.
Westchnąłem.
- To już nieważne - odparłem cicho, po czym odchrząknąłem i poprawiłem się w fotelu. - Może lepiej porozmawiajmy o tobie? - spojrzałem na nią i powiedziałem zaciekawionym tonem. - Skąd właściwie wzięłaś się sama w środku lasu?
Dziewczyna zwróciła wzrok na trzymaną przed sobą ugryzioną drugą kanapkę.
- Zgubiłam się - rzekła spokojnym tonem.
- Mówiłaś coś o łowcach.
Odłożyła kanapkę na talerz i nadal nie podnosząc wzroku, powiedziała zakłopotana:
- Pewnie majaczyłam z wycieńczenia.
Uniosłem brew. Mało prawdopodobne, skoro już się zdradziła swoją doskonałą pamięcią.
- Wyglądało to autentycznie. - Nie dawałem za wygraną.
Rudowłosa przygryzła wargę.
- Nie musisz udawać. Wiem, kim jesteś - odparłem, przyglądając się jej ze spokojem.
Zszokowana podniosła na mnie pytający wzrok.
- Twoje rany zaskakująco szybko się zagoiły. To nie zdarza się zwykłym ludziom. Uwierz, chciałbym.
W jej zachowaniu pojawiła się czujność.
- Więc czego ode mnie chcesz? - zapytała nieufnie.
- Odpowiedzi. - Uśmiechnąłem się łagodnie. - Może na początek chciałbym poznać twoje imię.
Dziewczyna przełknęła ślinę i oznajmiła:
- Jestem Lettie. A ty? - Uniosła znacząco brew.
- Stiles.
Zmarszczyła czoło.
- Nigdy nie słyszałam o takim imieniu - rzekła zdziwionym głosem. - Ale być może jest to popularne w Stanach.
- Nie. To ksywka od nazwiska. Moje imię jest zbyt żenujące, by się nim posługiwać - odparłem zdegustowany.
Lettie otworzyła usta, lecz zawahała się chwilę.
- Ciekawe - mruknęła tylko cicho.
Odchrząknąłem nerwowo. Chciałem jak najszybciej zejść z tego drażliwego tematu.
- Więc nie jesteś stąd? - zapytałem.
Dziewczyna pokręciła głową.
- Pochodzę z Europy.
- Dlaczego tu przyjechałaś? - Pochyliłem się i oparłem łokcie o kolana.
Dziewczyna założyła ręce na piersi.
- Przypomnij mi, dlaczego mam ci ufać? - Uniosła wysoko brodę.
Uśmiechnąłem się do niej.
- Bo prawdopodobnie jestem jedyną osobą, którą tutaj znasz. Poza tym dałem ci schron i pokazałem, że cię nie skrzywdzę, więc naprawdę, nie masz się czego obawiać. W zamian oczekuję jedynie informacji o tobie i twojej watasze.
Na jej pięknej twarzy pojawiło się chwilowe zaskoczenie, które ustąpiło miejsca rezygnacji. Była świadoma tego, iż nie miała innego wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   25/8/2012, 22:05

No wreszcie! Cały wieczór czekałam na kolejną część i oto jest, nawet specjalnie dla mnie ;D i Farey Wink!
Na początek pochwalam za pomysł. Bardzo oryginalnie. Nową wataha, która wcale nie sieje grozy (jak na razie) i przynajmniej się wyjaśniło kim jest tajemnicza nieznajoma tylko ciekawe co dalej z tą dziewczyną, gdzie jej wataha i gdzie teraz się schroni, bo chyba nie zamierza mieszkać u Stilinskiego Very Happy. Co zauważalne... Stiles nadal olewa Scotta dla ładnej (jak już nam wiadomo) Lettie, ale już pomińmy to xd. Faktycznie ma dobry powód. Przynajmniej pod taki podchodzi.
I oczywiście imię Stilesa, które dla wszystkich jest jedną wielką tajemnicą, jak fajnie, że to wykorzystałaś. Very Happy Może Lettie uda się je odkryć xd. Ciekawa jestem co byś wymyśliła. ;p
W sumie to ta cała Lettie podoba mi się, wydaje mi się, że ma nieco zadziorny charakterek, ale jest też miła i możliwe, że w końcu ktoś zainteresuje się Stilesem! Ooo, romans wyczuwam, czyżby Lydia poszła w odstawkę! Very Happy Ach! Very Happy
Czekam na kolejny rozdział ^^.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Farey
Ugryziony
Ugryziony


Liczba postów : 431
Punkty : 0
Join date : 08/05/2012
Age : 19
Skąd : Gliwice

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   27/8/2012, 11:59

Na początek dziękuję za dedyk, jesteś cudowna ♥♥

Dowiedzieliśmy się już jak ma na imię tajemnicza dama w opresji. Lettie wydaje się być miła, choć tak jak wiedźma przypuszczam, że ma nieco " zadziorny charakterek ", co chyba u większości wilkołaków jest normą.

Mam nadzieję, że coś wyniknie z relacji Lettie/Stiles, bo nie mogę wytrzymać już tego, że Stiliński jest taki samoootny. W sumie to nawet by do siebie pasowali.

Ciekawi mnie co będzie dalej, więc pisz i wracaj tu do nas szybko z trzecim rozdziałem, bo już nie mogę się doczekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   28/8/2012, 13:43

Witam! Very Happy
To ja dziękuję za dobre słowa. Strasznie się cieszę, że podoba Wam się moje opowiadanie. Wasze komentarze naprawdę wiele dla mnie znaczą. Smile
wiedźma napisał:
I oczywiście imię Stilesa, które dla wszystkich jest jedną wielką tajemnicą, jak fajnie, że to wykorzystałaś. Very Happy Może Lettie uda się je odkryć xd. Ciekawa jestem co byś wymyśliła. ;p
Nie zaprzeczam, ale również nie potwierdzę. Wink

Farey napisał:
Dowiedzieliśmy się już jak ma na imię tajemnicza dama w opresji. Lettie wydaje się być miła, choć tak jak wiedźma przypuszczam, że ma nieco " zadziorny charakterek ", co chyba u większości wilkołaków jest normą.
Trafne określenie. Smile
__
Pojawiam się wraz z kolejnym rozdziałem, mam szczerą nadzieję, że przypadnie Wam do gustu.
Nie będę owijać w bawełnę, bo wiem, że się niecierpliwicie. Smile
Enjoy! cheers


Rozdział 3

- Gdy miałam osiem lat, moja matka ciężko zachorowała i w ostatnich dniach swego życia wyznała mi, że przede mną miała jeszcze jedno dziecko, które oddała do adopcji. Przeżyłam wstrząs. Zadawałam sobie pytanie: jak ona mogła oddać własne dziecko komuś obcemu? Po jej śmierci musiałam przejąć opiekę nad ojcem. Czułam do niej żal, że zostawiła mnie z tym wszystkim samą. Rok temu przeszłam swoją pierwszą transformację. Na szczęście, miałam wsparcie w ojcu i przyjaciołach, więc zaczęłam się przekonywać do mojej drugiej postaci. Uświadomiono mi, że w samotności jest o wiele trudniej przez to wszystko przejść. Wtedy pojęłam też, że pierworodne dziecko mojej matki, o ile odziedziczyło swoją wilkołaczą cechę, w pojedynkę ma bardzo ciężko. Postanowiłam je odszukać. Zatroskany ojciec pozwolił mi na wyjazd pod warunkiem, że pojadę z kimś, kto mnie w razie czego wesprze i obroni. Kiedy przyjechałam do USA, długo krążyłam bez celu, aż dotarłam do ośrodka adopcyjnego, gdzie udzielono mi kilka marnych informacji. Zarezerwowaliśmy pokoje niedaleko w motelu. Wczoraj była pełnia, więc razem z przyjaciółmi wybrałam się na nocny wypad do lasu. Przebywając na tutejszym terenie, nie mieliśmy pojęcia, że możemy napotkać łowców. A teraz... zostałam bez nikogo.
Lettie urwała, by zaczerpnąć powietrza. Z trudem się opanowała, nie pozwalając sobie na płacz.
Zacisnąłem nerwowo szczęki. Dziewczyna była bardzo dzielna.
- Ilu was było w watasze? - zapytałem nagle zachrypniętym tonem, po czym odchrząknąłem nieznacznie.
Rudowłosa podniosła na mnie wzrok. W jej oczach kryło się przygnębienie, lecz nie dawała tego po sobie poznać.
- Siedem razem ze mną.
Wyprostowałem się w fotelu. Scott mówił o pięciu trupach. Lettie była szóstą osobą. W takim razie, co stało się z siódmą?
Postanowiłem nie mówić jej o tym. Wolałem nie robić dziewczynie zbędnej nadziei, gdyż istniała jedna możliwość: ostatni wilkołak został pojmany przez łowców i poddany torturze w lochach. Zatem jeżeli Lettie była tak zdeterminowana i odważna, na jaką sprawiała wrażenie, to bez namysłu rzuciłaby się na ratunek i zginęła. A na kolejną śmierć w Beacon Hills nie mogłem pozwolić.
Przechyliłem głowę i spojrzałem na rudowłosą. Drobna dziewczyna o łagodnych rysach twarzy i smukłej sylwetce, ubrana w krótką, koronkową sukienkę wyglądała całkowicie bezbronnie.
Położyłem łokieć na oparciu fotela i oparłem rękę o podbródek.
- Jak doszło do starcia między wami, a łowcami? - zapytałem zaintrygowany.
Lettie zmarszczyła czoło, starając sobie coś przypomnieć.


[PIOSENKA, KTÓRA ZAINSPIROWAŁA MNIE DO NAPISANIA TEGO FRAGMENTU]
Kilka godzin wcześniej
Powiew zimnego wiatru smagał jej policzki i rozwiewał ciemnorude włosy. Uwielbiała chwile, gdy mogła poruszać się z nadzwyczajną prędkością i rozkoszować urokami natury. Wtedy choć na chwilę mogła zapomnieć o wszystkim. Czuła się nieustraszona i wolna.
Wskoczyła na duży kamień, przystanęła i uniosła wysoko brodę, wdychając świeże powietrze. Wokół niej pojawiło się sześć postaci. Największa z nich zajęła miejsce obok niej.
- Widzę, że coraz bardziej podoba ci się twoja druga natura. - Wysoki mężczyzna o ciemnych włosach i brązowych oczach obdarzył ją czarującym uśmiechem.
- Ciągle to dla mnie nowe doświadczenie, ale jestem na dobrej drodze do zaaprobowania jej - przyznała, odwzajemniając uśmiech.
Nagle zauważyła, że pozostali wyprostowali się i zaczęli węszyć. Rozejrzała się niespokojnie dookoła, a mężczyzna zbliżył się do niej i ją objął, nasłuchując uważnie. Nie wyrywała się, gdyż sama odczuwała zagrożenie ze strony lasu.
W jednej chwili wokół nich pojawiło się kilkunastu ludzi z groźnie wyglądającą bronią. Wilkołaki rozpierzchły się i łowcy przystąpili do ataku. Barczyste osoby podbiegły do pary stojącej na kamieniu, lecz spotkały się z potężnym ciosem ciemnowłosego mężczyzny, który powalił ich na nogi. Kolejna osoba podeszła do nich i zaczęła się mocować z mężczyzną. Kiedy dostał ostrzem w rękę, musiał opuścić dziewczynę i oddać uderzenie. Dziewczyna rozejrzała się wystraszona. Wokół niej wszyscy przyjaciele walczyli zajadle, odpierając ataki. Zauważyła, że z tyłu nadciągał następny napastnik.
- Anthony, uważaj! - rudowłosa ostrzegła mężczyznę.
Chłopak w ostatniej chwili uchylił się od strzały, wycelowanej w jego ramię. Z rykiem rzucił się na wroga i jednym machnięciem wbił mu ostre pazury w klatkę piersiową.
Wtedy dziewczyna usłyszała świst. Pochyliła się, by uniknąć strzału, gdy nagle poczuła szczypanie na ramieniu. Jęknęła cicho i spojrzała na czerwieniejącą ranę. Pospiesznie zakryła ją palcami i odwróciła się w kierunku pola bitwy.
Przed jej oczami stanęła zakapturzona postać z kuszą w ręku wycelowaną wprost na nią.
Rudowłosa zastygła w bezruchu, nie wiedząc co robić. Pierwszy raz uczestniczyła w takim starciu i była spanikowana. Kątem oka widziała, jak jeden z przyjaciół pada bezwładnie na ziemię. Z jego ran strumieniami lała się krew. W kącikach oczu pojawiły się łzy. Chciała krzyknąć, ale musiała być dzielna. Wróg był o wiele silniejszy i liczniejszy. Przeczuwała, że nie ujdą z tego cało.
Ni stąd ni zowąd pojawił się Anthony i uderzył stojącego przede mną łowcę w rękę tak, że jego broń upadła kilka metrów dalej. Znienacka ktoś złapał ciemnowłosego mężczyznę za szyję i zaczął go dusić. Odwrócił się w niesamowitym tempie w stronę przeciwnika i wymierzył uderzenie.
- Uciekaj! - krzyknął i pchnął napastnika w tył.
Dziewczyna poderwała się na nogi i w zawrotnym tempie pobiegła w stronę lasu. Niestety, strzał w nogę sprawił, że upadła na ziemię. Mimo okropnego cierpienia spróbowała się podnieść. Wtedy zobaczyła przed sobą tą samą postać z kuszą i poczuła kolejne ukłucie. Tym razem strzała trafiła w brzuch. Jęknęła, czując rozrywający ból, a z jej oczu mimowolnie popłynęły łzy.
Kiedy napastnik szykował się do oddania decydującego strzału, niespodziewanie coś zwaliło go z nóg. Kaptur zasłaniający twarz łowcy spadł i rudowłosa zauważyła długie ciemne loki opadające ciężko na zaciętą twarz młodej dziewczyny.
Nad łowczynią stał Anthony. Zmiennokształtna dostrzegła chwilę wahania, którą ciemnowłosa podstępnie wykorzystała i zamaszystym ruchem trafiła mężczyznę ostrym nożem w nogę.
Rudowłosa usłyszała przeraźliwy ryk.
- Na co czekasz, uciekaj! - krzyknął do niej Anthony, po czym rzucił się na łowczynię, która ponownie złapała za kuszę i wystrzeliła w niego strzałą.
Rudowłosa obejrzała się na miejsce, w którym nadal toczyła się bitwa. Ze zgrozą zauważyła, że z jej pięciorga przyjaciół zostały tylko dwie półżywe osoby, które otoczyli łowcy. Odwróciła wystraszony wzrok, nie chcąc patrzeć na tą makabryczną scenę.
- Lettie! Ruszaj się! - usłyszała groźny męski głos.
Spojrzała na ciemnowłosego mężczyznę, który usiłował utrzymać łowczynię z dala od rudowłosej. Spostrzegła na jego ciele dwie duże ciemne plamy.
- Nie... - jęknęła.
Wolała zginąć ze wszystkimi, niż tak po prostu uciec. Nawet, jeśli nie potrafiła się bronić, nie chciała zachować się jak zwykły tchórz.
- Uciekaj! - ryknął przeraźliwie wilkołak, pokazując swoje śnieżnobiałe kły. Patrzył na nią groźnie, a w jego niebieskich oczach błyskały wściekle ogniki.
Nagle dostał strzałą w plecy. Wydał potężny skowyt. Ledwo utrzymał się na nogach. W szarych oczach rudowłosej pojawiły się łzy.
Łowczyni szarpnęła się i wyrwała z rąk wilkołaka. Złapała za kuszę i odwróciła się w kierunku rudowłosej dziewczyny, jednak ze zdziwieniem odkryła, że po zmiennokształtnej nie było śladu.


- Adrenalina spowodowała przypływ siły. Pędziłam jak oszalała, a łzy cisnęły się do oczu. Mimo potwornego bólu, nie zatrzymywałam się i biegłam przed siebie, byle dalej od tego koszmarnego miejsca. Kiedy niespodziewanie wyskoczyłam na drogę, prawie potrącił mnie samochód, ale w tamtej chwili byłam na tyle skołowana, że nie myślałam o niczym innym, jak o wydarzeniach sprzed kilkunastu minut i tym, że muszę się ratować. Po tym, jak adrenalina zaczęła opadać, zaczęłam odczuwać zmęczenie i pieczenie ran. Nie mając sił na dalszy bieg, zatrzymałam się między drzewami z nadzieją, że łowcy mnie nie znajdą. Niedługo potem usłyszałam czyjeś kroki. Starałam się nie ruszać, jednak moje ciało mnie nie słuchało. Wtedy pojawiłeś się ty i uratowałeś przed strasznym końcem.
Siedziałem wbity w fotel, słuchając smutnego głosu Lettie i wyobrażając sobie, przez co przeszła ta dziewczyna. Uratowałem jej życie.
W głowie kłębiło mi się wiele pytań: Skąd łowcy wiedzieli, że przybędzie nowa wataha? Czemu postąpili w tak bestialski sposób? Co zmiennokształtna teraz zrobi? Czy wróci do domu?
Poza tym długie, ciemne loki łowczyni, która zaatakowała Lettie, kojarzyły mi się tylko z jedną dziewczyną. Allison. Myślałem, że już jej przeszło po śmierci matki. Sądziłem, że zrozumiała swoje szalone zachowanie i teraz się uspokoi. Co się działo z tą dziewczyną?
- Stiles? - usłyszałem zaniepokojony melodyjny głos.
Podniosłem wzrok na rudowłosą postać siedzącą na łóżku. Lettie patrzyła na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
Westchnąłem.
- Co zamierzasz teraz zrobić? - zapytałem, siląc się na naturalny ton.
Dziewczyna pogładziła się po ramieniu.
- Nie wiem - szepnęła.
Przełknąłem ślinę.
- Wiesz... - zacząłem niepewnie. - Nie znamy się zbyt dobrze, ale jeśli będziesz potrzebowała pomocy...
Spojrzała w moje oczy.
- …to zawsze będę mogła na ciebie liczyć? - Uśmiechnęła się delikatnie.
Odwzajemniłem jej uśmiech.
- Oczywiście.
W jej szarych oczach zauważyłem błysk. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie, rozkoszując się przyjemną ciszą. Mogłem utonąć w jej magnetycznym wzroku.
Przyciągany jej spojrzeniem delikatnie wstałem z fotela i usiadłem na skraju łóżka. Rudowłosa, widząc to, przysunęła się bliżej i nieznacznie rozchyliła wargi. Zatrzepotała kokieteryjnie rzęsami. Kiedy nasze twarze dzieliła coraz mniejsza odległość, dziewczyna nagle odchyliła się zmieszana.
- Ktoś przyszedł - szepnęła miękkim głosem i odwróciła wzrok.
Oszołomiony, przez chwilę siedziałem w bezruchu. Wtedy do moich uszu dobiegł odgłos skrzypiących schodów. Miała rację. Ktoś przyszedł. I ten ktoś miał bardzo złe wyczucie czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   28/8/2012, 18:00

I tym kimś będzie pewnie Scott. Very Happy Bo albo Scott albo Stiles mają złe wyczucie czasu, a z racji tego, że Stiles PRAWIE pocałował Lettie to tym kimś musi być Scott. No cóż, było blisko, ale niestety. Bezczelny ktoś im przerwał.
Och nie, to najgorszy czas Allison. Ciekawe czy Lettie będzie się chciała na niej zemścić za to wybicie całej watahy. I zastanawia mnie co z tą 7 osobą... Hmm a może Scott uratował tego kogoś? Albo ten ktoś uciekł i pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie. Hmm... Twoja fabuła coraz bardziej się komplikuje... i bardzo dobrze. Jest niesamowicie wciągająca, niemalże jak serial - chce się jeszcze i jeszcze. :> Coraz więcej wiemy o Lettie, niezmiernie mi jej żal. Została sama, chociaż... ma Stilesa, na którego zawsze może liczyć. Cóż, tym razem Stiles nie wykazał się, to taka banalna obietnica Very Happy a zarazem taka słodka z jego strony, heh.
Nie pozostaję mi nic innego jak czekać na więcej. Smile
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   28/8/2012, 22:13

Droga wiedźmo,
na razie niestety nie mogę wiele zdradzić. Smile
Aczkolwiek przyznam, że dla Allison jest to bardzo trudny okres. Dziewczyna pogubiła się trochę.
Jeżeli chodzi o Lettie... więcej będę mogła powiedzieć po kolejnym wpisie. Wink

wiedźma napisał:
Twoja fabuła coraz bardziej się komplikuje... i bardzo dobrze. Jest niesamowicie wciągająca, niemalże jak serial - chce się jeszcze i jeszcze. :>
Sama jestem ciekawa, jak z tego wybrnę. Laughing
A tak poważnie, mam zarys akcji, więc myślę, że nie będzie tak źle. Razz
Fabuła musi trochę zacząć się komplikować, bo inaczej byłoby nudno.
Jestem bardzo szczęśliwa, że mogę Wam dawać coś, co się podoba i Was fascynuje.
Dziękuję serdecznie za miły komentarz. :heart: Choć uważam, że nie ma co porównywać mojego skromnego opowiadanka do takiego świetnego serialu, jakim jest Teen Wolf.
Pozdrawiam ciepło,
Lynette128


EDIT: Kolejny rozdział.
Zapraszam do czytania i komentowania. Smile



Rozdział 4

Podniosłem się nagle i rzuciłem do drzwi. Zanim pociągnąłem za klamkę, odwróciłem się przez ramię i powiedziałem:
- Zaczekaj tutaj.
Wybiegłem na korytarz i wpadłem na brązowookiego młodzieńca. Jego ciemne, potargane włosy oraz imponująca budowa ciała sprawiały niesamowite wrażenie na większości dziewczyn w Beacon Hills.
Kiedyś nikt nie zwracał na niego uwagi. Ot, zwykły, niczym nie wyróżniający się chłopak. Dopiero ugryzienie przez wilkołaka zmieniło jego życie o trzysta sześćdziesiąt stopni. Dosłownie, wywróciło je do góry nogami. Wraz z nowymi zaletami przybyło również wad. Mimo to jako dobry przyjaciel, zawsze go wspierałem i mu pomagałem. W końcu od tego są przyjaciele.
Scott na mój widok zmarszczył brwi.
- Łoo. Gdzie ci się tak spieszy? - zapytał zaniepokojony.
Momentalnie odezwały mi się wyrzuty sumienia. Nie chciałem zostawiać Scotta samego w lesie. Nigdy jeszcze go nie zawiodłem. Ale miałem nadzieję, że zrozumie, czemu musiałem to zrobić.
Odetchnąłem, starając się dojść do siebie.
- Już skończyliście? - Starałem się, by mój głos zabrzmiał beztrosko.
- Już? Wiesz w ogóle, która jest godzina?
Pokręciłem głową. Już dawno zgubiłem rachubę.
- Piąta nad ranem - uświadomił mi Scott. - Pamiętasz, że na ósmą idziemy dziś do szkoły?
- A co szkoła ma do dzisiejszego zajścia, hm? - zapytałem lekko poirytowany.
Ciemnowłosy chłopak uniósł brew.
- Wiesz coś więcej na ten temat? - W jego głosie brzmiało zainteresowanie.
Westchnąłem.
- Wiem wystarczająco dużo, by stwierdzić, że mamy problem.
Scott podniósł ręce w nerwowym geście.
- Do rzeczy, Stiles - rzekł zniecierpliwionym tonem.
- Ta makabra, którą sprzątałeś... Wiesz, czyja to robota? - Uzyskawszy jedynie poirytowane spojrzenie, odpowiedziałem: - Łowców.
Scott patrzył na mnie zszokowany.
- Niemożliwe - powiedział powoli, kręcąc głową. - Skąd masz takie informacje? - dodał po namyśle.
- Właśnie dlatego nie mogłem przybyć na polanę. - Zawahałem się chwilę. Jednakże po krótkim namyśle uznałem, że przyjacielowi należą się jakieś wyjaśnienia. Westchnąłem cicho i oznajmiłem ostrożnie: - W lesie spotkałem pewną dziewczynę, która okazała się być ocalałą ofiarą tego... starcia. Zająłem się przerażoną nastolatką i w ramach wdzięczności chciałem jedynie uzyskać kilka wiadomości.
Zacisnąłem szczęki. Nie spodziewałem się, że przy okazji dojdzie do takiego zbliżenia i teraz czułem się okropnie. Nie przewidziałem, że mój podstępny plan może pochłonąć mnie w trakcie realizacji i czułem się winny, że wykorzystałem Lettie dla zdobycia tych kilku informacji. Sam się w to wpakowałem, więc musiałem ponieść karę.
Z przygnębiających myśli wyrwał mnie dociekliwy męski głos:
- Kto to?
Mogłem mu powiedzieć? W końcu to mój przyjaciel. Przecież nie zrobi jej żadnej krzywdy.
Podniosłem wzrok na Scotta. Przypatrywał mi się z zaciekawieniem.
- Chcesz ją poznać? - zapytałem. Kiedy przyjaciel przytaknął, wskazałem drzwi. - Jest w moim pokoju.
Scott zmarszczył brwi. Ignorując jego pytający wzrok, odwróciłem się na pięcie i z dziwnym zdenerwowaniem otworzyłem drzwi do sypialni. Zaskoczony stanąłem w progu.
Pokój okazał się pusty. Rozejrzałem się niespokojnie. Przez otwarte okno wlatywało zimne powietrze, które delikatnie wprawiało w ruch długie firanki. Pospiesznie podbiegłem tam i wyjrzałem na zewnątrz. Zza horyzontu wychynęły pierwsze promienie wschodzącego słońca. Wraz z odejściem nocy ślad po Lettie zaginął.

Westchnąłem bezradnie i zamknąłem okno.
Wtedy usłyszałem chrząknięcie. Zerknąłem na Scotta. Rozglądał się po pokoju ze zmarszczonym czołem.
- Uciekła? - zapytał.
Wzruszyłem ramionami, nie dając po sobie poznać, jak bardzo byłem zawiedziony.
- Na to wygląda. - Zacisnąłem wargi i mimowolnie obejrzałem się na łóżko w miejsce, na którym jeszcze niedawno siedziała rudowłosa dziewczyna.
Nagle na pościeli dostrzegłem kartkę papieru. Z nadzieją podszedłem do posłania i sięgnąłem po zapisany czarnym długopisem arkusz. Starannie wykaligrafowane litery utworzyły wiadomość:

Przepraszam, że wymykam się bez pożegnania,
ale nie mogę dłużej u Ciebie zostać.
Muszę zastanowić się, co dalej, bo nie mogę siedzieć bezczynnie
i tak po prostu opłakiwać swoich bliskich.
Poza tym dostałeś to, czego chciałeś. Odpowiedzi.
I tak powiedziałam zbyt wiele, choć wcale nie powinnam.
Ale sama tego chciałam, więc się nie obwiniaj.
Jeszcze raz dziękuję za wszystko,
żegnaj,
L.

Osłupiały, usiadłem na łóżku. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom.
Lettie doskonale wiedziała, co robiłem. Przejrzała mnie, lecz nawet wtedy zachowywała się jak niczego nie nieświadome, łatwowierne i niewinne dziewczę. Tymczasem była to zadziwiająco bystra i silna dziewczyna.
Zaczynała mnie coraz bardziej intrygować. Niestety, nie miałem pojęcia, czy jeszcze kiedykolwiek się spotkamy.
- Stiles? - Nagle usłyszałem zatroskany głos.
Kiedy nie odpowiedziałem, ktoś przysiadł się obok mnie.
- Coś się stało? - Kątem oka widziałem, jak przyjaciel przypatrywał mi się z uwagą.
Otrząsnąłem się z odrętwienia.
- Nie. Nic się nie stało - rzekłem cicho i spróbowałem się uśmiechnąć.
Scott spojrzał na z powątpiewaniem.
- Stiles, co się wydarzyło dziś w nocy? - zapytał poważnym tonem.
Zmarszczyłem brwi.
- Jej wataha biegała swobodnie po lesie, gdy nagle ze wszystkich stron napadli ich łowcy... - zacząłem, ale ciemnowłosy chłopak mi przerwał.
- Nie o to pytałem.
Popatrzyłem na niego z udawanym zaskoczeniem.
- To nie chcesz wiedzieć, jak doszło do...
- To za chwilę - perfidnie przerwał mi Scott. - Na razie chcę wiedzieć, czy wydarzyło się coś między tobą a tą dziewczyną?
Zacisnąłem wargi i kopnąłem nogą w powietrze, unikając jego bystrego wzroku.
- Przecież widzę, że coś się dzieje. Mnie możesz powiedzieć - zapewnił ciemnowłosy chłopak.
Westchnąłem zrezygnowany.
- Może i by się wydarzyło, gdybyś nie przyszedł tak wcześnie - odparłem głosem wypranym z emocji. - Ale nie ma się co nade mną użalać. Lepiej zajmijmy się tym, czego zdążyłem się dowiedzieć.
Scott patrzył na mnie przez chwilę w zastanowieniu.
- Och, błagam, nie drążmy tego tematu - jęknąłem.
Wilkołak wzruszył ramionami i uśmiechnął się do mnie przyjaźnie.
- No, więc... czego się dowiedziałeś?
Zamyśliłem się.
- Wiemy już, że nowo przybyła wataha została zaatakowana przez łowców. Z opowieści Lettie wywnioskowałem, że w ataku brała również udział twoja dziewczyna - oznajmiłem i uniosłem znacząco brew.
Na twarzy Scotta pojawiło się niedowierzanie.
- Ale... jak to? - wydusił zszokowany.
Uśmiechnąłem się do niego pocieszająco.
- Też mi trudno w to uwierzyć. Dlatego trzeba ją zapytać.
Scott oparł łokcie o kolana i zgiął ręce jak do modlitwy, uderzając nerwowo palcami o palce.
- To nie będzie łatwe - stwierdził po chwili. - Allison odcięła się od świata. Z nikim nie rozmawia.
- Ale przecież chodzi do szkoły, prawda? - zauważyłem.
Chłopak westchnął.
- Może uda nam się ją złapać na którejś przerwie, chociaż nie wiem, czy w ogóle będzie chciała z nami rozmawiać.
- W takim razie przejdźmy do kolejnej sprawy. - Ton mojego głosu brzmiał rzeczowo. - Lettie poinformowała mnie, że w watasze było razem z nią siedem wilkołaków. Znalazłeś tylko pięć ciał, tak? - chciałem się upewnić.
Scott pokiwał głową i zrobił zamyśloną minę.
- Więc brakuje nam jednej osoby.
Uśmiechnąłem się.
- Na początku przypuszczałem, że łowcy wzięli siódmego wilkołaka do lochów, by poddać go torturze.
- Pan Argent nigdy nie przepadał za tego typu przemocą - słusznie zauważył przyjaciel. - Wcześniej tylko Gerard i Kate byli na tyle bezlitośni, by torturować innych. Chyba, że... - urwał z lękiem.
Poklepałem go przyjacielsko po plecach.
- Spokojnie. Allison jest dość groźna, ale myślę, że nie jest aż taką sadystką, jaką niewątpliwie była jej ciotka, czy dziadek.
Spojrzał na mnie spode łba, co wywołało u mnie uśmiech na twarzy.
- Wracając do tajemniczego zaginionego... Teraz coraz bardziej przychylam się do teorii, że jednak udało mu się uciec z pola bitwy. Jeśli moje przypuszczenia są słuszne, jego rany już dawno się zagoiły i przy najbliższej okazji powiadomi starszyznę o ataku. - Urwałem, by po chwili dodać ciszej: - Gerard pragnął zemsty, ale wilkołaki też mają swoje ambicje i nie oprą się chęci pomszczenia swoich bliskich.
A przy okazji odkryje, że Lettie przeżyła i będą wspólnie planować zemstę. Westchnąłem.
- Jednak nie wiadomo, czy to prawda, więc wróciliśmy do punktu wyjścia - dodałem w nadziei, że moje domysły mogą okazać się nieprawdziwe.
- Allison - domyślił się Scott.
Pokiwałem głową. Musieliśmy wyciągnąć od niej informacje. I obaj wiedzieliśmy, że będzie ciężko.
Ciszę przerwał ciemnowłosy chłopak.
- Spotkamy się w szkole? - upewnił się Scott.
- Przyjadę po ciebie. - Posłałem mu przyjacielski uśmiech.
Scott uśmiechnął się smutno i wyszedł. Wyglądał na strapionego. Właściwie to naprawdę miał się czym martwić. Zresztą, nie tylko on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Farey
Ugryziony
Ugryziony


Liczba postów : 431
Punkty : 0
Join date : 08/05/2012
Age : 19
Skąd : Gliwice

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   2/9/2012, 16:35

Ok, ok nie skomentowałam poprzedniego rozdziału, bo mnie leń na pisanie dopadł, więc robię to teraz.

Jeszcze raz przeczytałam obie części i muszę stwierdzić, że Scott nie byłby sobą, gdyby czegoś nie zniszczył . Jak on mógł. Ale mniejsza z tym. Na pewno nas jeszcze zaskoczysz :Rolling Eyes: .

I ten list był bardzo wzrusiający. źe mi się źal Stilesa źrobiło. No


Już nie mogę się doczekać, aż wstawisz następny rozdział. cheers
Weny życzę Lyn Very Happy .
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   8/9/2012, 22:23

Wybacz, że dopiero teraz, ale... Nie miałam dostępu do kompa i stąd też jeszcze nie ukazał się u mnie rozdział. xd Ale to nieważne. Lettie uciekła? To na pewno tylko chwilowe ;d Bo wiem, że i tak się spotkają na pewno. Very Happy Muszą. Stiles wydaje mi się lekko podłamany, w ogóle ten Stiles jakiś przybity mi się wydaje xd Ale to moje podejrzenia. Pewnia ta pora. Techicznie nie masz błędów i chyba ich nie robisz. Very Happy Co do Scotta, szkoda mi go trochę, szczególnie, że będzie musiał porozmawiać z Allison. Iii... Tak myślę, że to Anthony przeżył. W końcu ktoś będzie musiał komplikować między Stiles a Lettie. Very Happy
Czekam na więcej Wink.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Miss_Lena
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 89
Punkty : 15
Join date : 28/10/2012
Age : 19

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   28/10/2012, 21:55

Szkoda, że ta Lettie uciekła. W głowie już miałam pewne wyobrażenia. Very Happy Jestem absolutnie zakochana w twoim opowiadaniu! Jest niesamowicie wciągające. Czekam Smile
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   2/11/2012, 21:30

Witam i od razu przepraszam Was, że zaniechałam pisania opowiadania. pale
Dużo ostatnio działo się w moim życiu, jestem tak obłożona nowymi obowiązkami, że trudno jest znaleźć czas na odpoczynek dla siebie, a co dopiero zająć się pisaniem. Mam nadzieję jednak, że mi wybaczycie. Neutral

Jeszcze raz strasznie przepraszam za karygodne zachowanie i w ramach przeprosin dodaję nowy rozdział.
Miałam dziś trochę czasu, więc zmusiłam się do napisania tej części, także z góry przepraszam za wszelkie błędy i jakość. Nie jestem z niego zadowolona i przepraszam, jeśli Was zawiodłam. Sad




Rozdział 5

Do świtu została godzina. Mimo zmęczenia, nie potrafiłem spokojnie zasnąć. Mój umysł nadal przetwarzał wydarzenia z upływającej nocy, nie pozwalając na odpoczynek.
Zrezygnowany, poszedłem do toalety i wziąłem zimny prysznic na orzeźwienie. Kiedy się odświeżyłem oraz ubrałem w ciemne dżinsy i szary t-shirt, nagle poczułem narastający głód.
Mój wzrok padł na zostawione przez Lettie nietknięte kanapki. Po zaspokojeniu swojego żołądka rozejrzałem się po sypialni. Porozrzucane na regale i biurku książki oraz zwinięte ubrania na krześle i w jego obrębie tworzyły niezły bałagan. Zabrałem się za sprzątanie, zastanawiając się jednocześnie, co Lettie po zobaczeniu takiego chaosu mogła o mnie pomyśleć.
Stop, pomyślałem, wybij ją sobie z głowy. Pewnie już się więcej nie zobaczymy.

Zatrzymałem samochód na szkolnym parkingu. Wyłączyłem silnik i spojrzałem na mojego pasażera. Przez całą drogę do szkoły mój najlepszy przyjaciel prawie w ogóle się nie odzywał. Wydawał się zamyślony. Nieobecnym wzrokiem wpatrywał się przed siebie, rozmyślając nad czymś.
Wiedziałem, co było źródłem jego utrapienia. Mimo to nie miałem pojęcia, w jaki sposób mógłbym go pocieszyć.
- Nie martw się, będzie dobrze - powiedziałem, starając się dodać mu otuchy.
Scott uśmiechnął się krzywo. Chciał uwierzyć w to zapewnienie.
Westchnął i pokręcił głową, starając się ożywić. Wyglądał na zmęczonego.
W końcu zrezygnowanym głosem stwierdził:
- Im szybciej ją znajdziemy, tym szybciej będziemy mieć to za sobą.

Idąc w stronę szkoły, rozglądaliśmy się wokół otoczenia. Nigdzie nie było śladu Allison.
- Choć, może znajdziemy ją przy jej szafce - powiedział Scott z nadzieją.
Skierowaliśmy się w tamtym kierunku. Niestety, między szafkami nie znaleźliśmy ciemnowłosej dziewczyny.
Westchnąłem i spojrzałem na przyjaciela. Zaciskał nerwowo zęby i rozglądał się dookoła.
- Może jest jeszcze zbyt wcześnie? - zapytałem.
- O tej porze powinna już tu być - odparł Scott, nie przerywając szukania wzrokiem swojej dziewczyny.
Spojrzałem na zegarek w telefonie. Za dziesięć minut ósma. Rzeczywiście, o tej porze powinna już się w szkole pojawić.
- Złapiemy ją podczas lunchu - zapewniłem.
Scott spojrzał na mnie i po chwili przytaknął niechętnie.
Podeszliśmy do swoich szafek i wyciągnęliśmy podręczniki do angielskiego. Pierwszą lekcję mieliśmy wspólną.
Nieoczekiwanie usłyszałem gwałtownie otwierane frontowe drzwi. Odwróciłem się w tamtym kierunku. Do szkoły wtargnęła wysoka dziewczyna.
- Allison - usłyszałem cichy jęk przyjaciela za moim ramieniem.
Miała na sobie karmelową kurtkę z ćwiekami na kołnierzu, spod której wystawał ciemnoszary sweter i czarne dżinsowe rurki, a do tego długie czarne kozaki na płaskim obcasie. Jej bujne ciemne loki okalały twarz i szyję, a spojrzenie wydawało się przenikliwe. Na jej twarzy malowała się zaciętość.
- Niezłe wejście - powiedziałem, nie mogąc wyjść z zaskoczenia.
Nagle wszyscy ludzie znajdujący się na korytarzu zwolnili i przypatrywali się jej w zaskoczeniu. Rozmowy przycichły i społeczeństwo szkolne zwróciło całą swoją uwagę na stojącą w drzwiach Allison.
Do przybyłej dziewczyny szybkim krokiem podeszła drobna nastolatka. Jej długie, rude włosy kaskadą opadały na plecy. Była ubrana w fioletową sukienkę z długimi rękawami i dużym dekoltem, której fason podkreślał wszystkie krągłości. Czarne wysokie szpilki dodawały jej kilku brakujących centymetrów wzrostu. W przyciśniętych do piersi rękach trzymała książki.
Do moich uszu dobiegł jej miękki niczym aksamit, zatroskany głos, którym obdarza tylko najbliższych sobie ludzi:
- Coś się stało?
Allison obrzuciła Lydię krótkim spojrzeniem, po czym odpowiedziała chłodno:
- Nie chcę teraz z tobą rozmawiać.
Po tych słowach brązowowłosa odwróciła się do na pięcie i zostawiła przyjaciółkę na środku korytarza.
Zszokowany wstrzymałem oddech. Lydia przez chwilę stała w osłupieniu, po czym zdezorientowanym i wystraszonym wzrokiem rozejrzała się wokół. Zdawała sobie sprawę, że to krótkie przedstawienie będzie gorącym tematem rozmów przez resztę dnia i po raz kolejny jej reputacja została nadszarpnięta.
Rudowłosa dziewczyna uśmiechnęła się słabo, próbując powstrzymać się od płaczu. Nie spodziewała się po swojej przyjaciółce takiego szorstkiego zachowania i była bliska załamania, choć dzielnie starała się to ukryć.
Widząc to, zapragnąłem znaleźć się obok niej. Miałem ochotę przytulić ją, sprawić, by zapomniała o tym wydarzeniu i schroniła się w moich ramionach. Chciałem pokazać, że nie jest sama i zawsze może na mnie liczyć.
W ostatniej chwili się powstrzymałem. Przy jej boku pojawił się pewien wysportowany chłopak. Delikatnie objął ją w talii, a bacznych obserwatorów obrzucił groźnym spojrzeniem.
- Na co się tak gapicie? Rozejść się! - warknął Jackson i pociągnął dziewczynę w stronę łazienki.
Spłoszeni uczniowie, nie chcąc narazić się najpopularniejszemu chłopakowi w szkole, pośpiesznie się rozeszli.
Westchnąłem przeciągle. Niestety, moja obecność nie wystarczała Lydii i powoli zaczynałem się z tym godzić. Miała swojego księcia z bajki, o którym zawsze marzyła, a ja nie mogłem z nim konkurować.
Nagle zabrzmiał dzwonek rozpoczynający pierwszą lekcję.
Zrezygnowany odwróciłem się w stronę Scotta. Przyjaciel zacisnął nerwowo szczęki i bez słowa wszedł do sali języka angielskiego.
Współczułem mu.
On teraz miał o wiele gorsze zmartwienie. I to zmartwienie miało bardzo ładne imię. Allison.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   2/11/2012, 21:33

Łiiii! Tłum szaleje! W końcu coś nowego! Wink
Zedytuje jak przeczytam ! xd

Edit: Mnie imię Allison się tak bardzo nie podoba, ale to mnie. Jeeejku no, krótko strasznie. Zbyt szybko to ogarnęłam ;< Mam nadzieję, że powrócisz jeszcze z czymś nowym i dłuższym w najbliższym czasie Wink. Ajj, nie wiem co za bardzo powiedzieć xd mało to wnosi do fabuły. Oczywiście każdy rozdział jest istotny, ale ten wydał mi się takim przerywnikiem. Ale, ale... W zasadzie to coś wnosi! Otóż o co chodzi Allison? Znaczy wiadomo o co chodzi, ale czemu temu winna jest Lydia? No halo, przecież ona nic nie zrobiła! Zupełnie nic. Pff. Nie lubię Alli. I Jackson... Zaraz, zaraz, Jackson? To on się odnosi do Lydii tak jak dawniej? To wspaniale. Znaczy źle dla Stilesa, ale dobrze dla Lydii xd.
Kurczę no, krótko strasznie, ale nie będę narzekać. Fajnie, że w ogóle coś!
Tak, że pozdrawiam ciepło Wink
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   18/11/2012, 19:31

Kochana wiedźmo,
dziękuję za tak szybki komentarz po opublikowaniu postu i równocześnie przepraszam, że nie odpisałam wcześniej, ale najpierw nie miałam czasu, a potem tak jakoś... zapomniałam (chyba muszę sobie kupić "Vitabuerlecithin - warto pamiętać", bo mi się coś ostatnio wiele rzeczy zapomina Very Happy ). Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Smile
Już prostuję; mój błąd, że taki krótki wpis. Zagapiłam się i dodałam tylko połowę rozdziału 5, za co naprawdę przepraszam. Żebym teraz wstawiła coś dłuższego, najpierw muszę dodać drugą część tego rozdziału, żeby wyrównać. Ale nie martw się, kolejny rozdział już w przygotowaniu, pojawi się w tym tygodniu.
Mogę się z Tobą zgodzić, że to mały przerywnik, który stwarza wiele pytań po to, by zainteresować czytelnika. Nie wiem, czy mi się to udało?

A tymczasem: druga część rozdziału 5.
Zapraszam! :Rolling Eyes:


______
Mimo najszczerszych chęci, nie potrafiłem skupić się na lekcji. Ciągle zastanawiałem się, co sprawiło, że dziewczyna mojego najlepszego przyjaciela po prostu przestała być sobą.
To śmierć matki musiała ją tak odmienić. Dzięki swojemu dziadkowi zapałała nienawiścią do wilkołaków i postanowiła wkroczyć na ścieżkę łowcy. Ale po zdradzie Gerarda powinna w końcu otrzeźwieć z tego amoku i pogodzić się z losem. A tymczasem w ogóle się nie zmieniła. Albo nazwę to inaczej: zmieniła się... na gorsze.
Kiedyś była całkiem inna. Niewinna, błyskotliwa, po uszy zakochana w Scotcie, zrobiłaby dla niego i swoich przyjaciół wszystko. A teraz? Wolała trzymać się od wszystkich z daleka. Stała się bardziej tajemnicza i... daleka.
Do głowy cisnęły się pytania: Czy rzeczywiście mogła dzisiejszej nocy być na polowaniu? Dlaczego jest teraz w tak podłym humorze? I jak mogła tak potraktować najlepszą przyjaciółkę? Jak mogła zrobić to Lydii?
Zaczynałem obawiać się, że moje przypuszczenia stają się coraz bardziej prawdopodobne.
Zerknąłem w stronę Scotta. Siedział na krześle wyprostowany ze wzrokiem wbitym przed siebie. Widok ukochanej w takim nastroju musiał go naprawdę wprawić w zatroskanie.
Rozmowa z Allison stała się koniecznością do zbadania terenu. A fakt, że dziewczyna od rana była rozdrażniona, z pewnością utrudni nam przeprowadzenie małego śledztwa w sprawie nocnego napadu na stado wilkołaków.

Kiedy zadzwonił dzwonek, Scott zręcznym ruchem spakował się i wstał.
- Spotkamy się za dwie godziny - powiedział, a jego twarz wykrzywiła się w uśmiechu.
Ja jednak wiedziałem, że wcale nie było mu do śmiechu.
- Trzymaj się - poklepałem go po plecach i uśmiechnąłem się po przyjacielsku.
- Jak zawsze. Do lunchu - odparł, po czym wyszedł na korytarz, gdzie znikł mi z oczu.
Westchnąłem i skierowałem się w stronę mojej szafki.
Gdy ustawiałem książki na półkę, nagle za moimi plecami rozległ się dobrze mi znany, aksamitny, acz niepewny głos:
- Stiles?
Na dźwięk tego głosu drgnąłem i powoli się odwróciłem.
- Lydia. - Zaskoczony, nie miałem pewności, co powiedzieć.
Dziewczyna z bliska wyglądała jeszcze piękniej. Z tej odległości mogłem upewnić się, że obcisła fioletowa sukienka podkreślała wszystkie jej atuty.
Lydia przygryzła swoją idealnie pełną dolną wargę i popatrzyła na mnie niepewnie swym magnetycznym, szmaragdowym spojrzeniem.
- Hej - odezwała się nieśmiało.
Uniosłem brwi, próbując skupić się na twarzy dziewczyny.
- Coś się stało? - zapytałem.
Lydia zacisnęła wargi, opuszczając na kilka sekund wzrok i poprawiła opadający kosmyk jasnorudych włosów.
- Nie, ja po prostu... - zawahała się - nie zdążyłam ci jeszcze podziękować za pomoc tamtej nocy.
Nagle wróciły wspomnienia z nocy, podczas której Lydia przyszła do mojego domu, nie wiedząc, gdzie może się podziać. Była roztrzęsiona po rzekomej śmierci Jacksona i nie chciała przebywać sama. Jednak po otrzymaniu szokującej wiadomości postanowiła odnaleźć swego ukochanego. Chciałem wybić jej ten plan z głowy, bo bałem się o nią. Była uparta, dlatego poniosło mnie i niepotrzebnie na nią naskoczyłem, przez co zdecydowała się na samotne poszukiwania. Nie mogłem jej na to pozwolić, więc pomogłem jej i ucierpiał na tym mój samochód. Uderzyłem nim w Jacksona-Kanimę i później nastąpiło jego epickie odrodzenie. I tym sposobem przyczyniłem się do przetrwania związku Lydii i Jacksona. Brawo, Stiles, jesteś bohaterem.
- Nie ma o czym mówić - odpowiedziałem, siląc się na normalny ton.
Naprawdę nie było. Tyle wycierpiała w ciągu jednej doby. I to ja powinienem ją przepraszać, choć wiedziałem, że już wtedy mi wybaczyła.
Między nami zapadła cisza. Dziewczyna ponownie przygryzła wargę i po chwili odezwała się niepewnie:
- Wiesz może, co się dzieje z Allison?
Pokręciłem przecząco głową. Dziewczyna opuściła wzrok na swoje czarne szpilki.
- Ostatnio zachowuje się jakoś dziwnie. Nie odbiera telefonu, nie chce rozmawiać. Tak jakby... - urwała, a jej wargi zadrżały.
- ...zupełnie odcięła się od najbliższych osób? - dokończyłem za nią.
Rudowłosa podniosła na mnie swoje szmaragdowe oczy.
- Dokładnie. Martwię się o nią - powiedziała zasmuconym głosem.
Westchnąłem.
- Nie mam najmniejszego pojęcia, co się z nią dzieje - odparłem zgodnie z prawdą.
Nagle w oczach Lydii pojawił się błysk nadziei.
- Czy mógłbyś może poprosić Scotta, by spróbował z nią porozmawiać? Może jemu uda się do niej dotrzeć.
Jeśli nadal była w bojowym nastroju, to trudno będzie się z nią dogadać.
- Taa... wątpię - westchnąłem ponownie.
Jednak widząc zmartwioną minę Lydii, dodałem szybko:
- Ale zobaczę, co da się zrobić.
- Dziękuję - szepnęła miękko.
Obdarzyłem ją ciepłym uśmiechem.
- Nie ma sprawy.
Odwzajemniła uśmiech. Przez kilka sekund staliśmy w milczeniu.
W końcu otworzyła usta, by coś powiedzieć, lecz niespodziewanie przerwał jej dzwonek.
Speszona, odwróciła się i stukając obcasami o podłogę pospiesznie udała się na lekcję.

Gdy tylko zabrzmiał dzwonek na lunch, szybko wyszedłem z klasy i skierowałem się w kierunku stołówki.
Nagle ktoś położył mi dłoń na ramieniu. Odwróciłem głowę i zobaczyłem ciemnowłosego chłopaka, który uśmiechnął się do mnie przelotnie.
- Scott - zacząłem. - Przyszła do mnie Lydia.
Wilkołak zmarszczył brwi.
- Kiedy? - zapytał, świdrując mnie wzrokiem.
- Dzisiaj, po angielskim.
- I czego chciała?
Przybrałem rzeczowy ton głosu.
- Powiedziała, co już sami zauważyliśmy, że Allison dziwnie się zachowuje i że martwi się o nią.
Scott popatrzył na mnie podejrzliwie.
- I co w związku z tym? - zmrużył oczy, przysłuchując mi się uważnie.
Mimowolnie westchnąłem.
- Lydia uważa, że powinieneś porozmawiać z Alli. Może ciebie wysłucha.
Scott pokiwał delikatnie głową.
- I dlaczego przyszła z tym do ciebie? - zapytał, unosząc jedną brew.
Wzruszyłem ramionami i powiedziałem pierwsze, co mi przyszło na myśl:
- Bo jestem twoim najlepszym przyjacielem?
Spojrzał na mnie spode łba.
- To chyba nie jest wystarczający argument.
Przewróciłem oczami. Sam nie potrafiłem, a może nie chciałem tego inaczej tłumaczyć. Zresztą, czemu się czepiał takich drobnostek?
- Bo mam z nią lepszy kontakt niż ty - odrzekłem.
Scott uśmiechnął się głupio. Zirytowany, burknąłem:
- Jeśli już nie pamiętasz, to przypomnę, że mamy teraz o wiele ważniejszą sprawę do wyjaśnienia.
Nagle chłopak przywrócił się do porządku.
- My musimy z nią porozmawiać - powiedział poważnie z naciskiem na słowo „my”.
Zacisnąłem wargi. Całkowicie go rozumiałem.
- Módlmy się więc, by Allison była w dobrym nastroju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   23/11/2012, 15:59

Lydia prosi o pomoc Stilesa? No nieźle, a nawet pokłada w nim nadzieję. Smile Fajnie. Cóż, widzę ciąg dalszy i cieszę się niezmiernie, ale... czekam na więcej! Wink
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lynette
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 768
Punkty : 0
Join date : 12/05/2012
Age : 20

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Allison Argent
Wiek: 17
Rasa: Łowca

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   25/11/2012, 13:50

Witam Smile
Dziękuję za komentarz. Bardzo cieszę się, że ktoś w ogóle czyta moje wypociny, bo czasami myślę, że może nikomu się to nie podoba i wtedy nie widzę sensu pisać. Ale przynajmniej mam jedną wierną czytelniczkę, której dziękuję za wytrwałość. Smile Gdyby nie Ty, pewnie już dawno zaprzestałabym dodawania kolejnych części.

Obiecany kolejny rozdział. Z góry przepraszam za słabą jakość.



________________
Rozdział 6

- Tu jej nie ma - odparł Scott, kiedy przekroczyliśmy próg stołówki.
- Gdzie ona teraz może być? - westchnąłem, nie licząc na odpowiedź.
Zauważyłem, jak Scott napiął swoje mięśnie i przez chwilę stał skupiony. Niespodziewanie podniósł głowę i odwrócił się w stronę wyjścia.
- Hej, gdzie idziesz? - zapytałem zaciekawiony.
- Wiem, gdzie może teraz się znajdować.
Zrozumiałem, że użył swoich mocy do zlokalizowania naszego obiektu poszukiwań.
- To nie było tak od razu? - zapytałem nieco zirytowany.
Scott obejrzał się na chwilę przez ramię, a jego twarz wypełnił przyjacielski uśmiech.

Słońce wychyliło się zza chmur i delikatnie ogrzewało moją twarz. Czułem ciepłe promienie słoneczne, którymi nie mogłem się delektować z powodu misji, którą musiałem wykonać. Czułem się jak jakiś rycerz, który wypełnia zadanie zlecone przez swoją damę. Ale nie tylko to było przyczyną, dla której chciałem się poświęcić. Sam chciałem ustalić, co się działo dzisiejszej nocy i dlaczego młoda Argent zachowuje się tak, a nie inaczej.
Po chwili znaleźliśmy się na tyłach szkoły. Znajdowały się tam drewniane stoliki, które w ciepłe dni, takie jak ten, były zajmowane przez uczniów pragnących pooddychać świeżym powietrzem.
Nieopodal ujrzałem siedzącą przy jednym ze stolików ciemnowłosą dziewczynę. Z determinacją dźgała widelczykiem swoją sałatkę. Kiedy nas spostrzegła, momentalnie znieruchomiała. Podczas gdy zbliżyliśmy się do niej, zdążyła przybrać na twarz chłodną maskę.
- Zastanawiam się, jakie ważne wydarzenie sprowadziło was do mnie? - odezwała się protekcjonalnie.
Zerknąłem w stronę Scotta. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Chyba nie spodziewał się komitetu powitalnego? Prychnąłem w myślach. Jednak widząc jego zmartwioną winę, od razu poczułem żal. Zmierzenie się z ukochaną, która patrzyła na niego z drwiącym uśmieszkiem na twarzy było nie lada wyczynem. To musiało go boleć.
- Allison... - szepnął z trudem.
Odebrało mu mowę.
- O co chodzi? - Zwróciła głowę w jego stronę i zatrzepotała sztucznie rzęsami.
Zacisnął wargi i pokręcił głową z niedowierzaniem.
- O ciebie, Allison - odezwałem się stanowczo.
Podniosła na mnie swój awanturniczy wzrok i zmrużyła oczy.
- A co ja takiego zrobiłam? - zapytała dociekliwie.
- Zraniłaś Lydię - wypaliłem.
Dziewczyna parsknęła lekceważąco.
- Jest silna. Pozbiera się.
- Tak się nie traktuje przyjaciół - zaoponowałem.
Nagle wyraz jej twarzy zmienił się.
- Nie mów mi, co mam robić - powiedziała przez zęby. - Nie jesteś moją matką.
Patrzyła na mnie groźnym wzrokiem. Przełknąłem ślinę, ale cały czas patrzyłem dzielnie prosto w jej oczy.
- Ale jest twoim przyjacielem i się o ciebie martwi - odezwał się cicho Scott. - Zresztą, nie tylko on - dodał ze smutkiem.
Allison spojrzała na niego obojętnie.
- Dzięki za troskę, ale potrafię o siebie zadbać.
Parsknąłem.
- Naprawdę? Za dnia odtrącając przyjaciół, a w nocy polując na wilkołaki?
Dziewczyna na ułamek sekundy drgnęła, po czym pokręciła głową, spuszczając wzrok na swoją sałatkę.
- Nie wiem, o czym mówisz.
Uniosłem brwi w zdziwieniu.
- Serio? A ja myślę, że doskonale wiesz. Dlaczego napadliście na nikomu niezagrażające stado wilkołaków? - Kiedy spojrzała na mnie spod przymrużonych powiek, dodałem stanowczo: - Tylko nie udawaj, że nie rozumiesz.
Ciemnowłosa zacisnęła wargi i podniosła wyniośle głowę.
- Potencjalne zagrożenie należy zwalczać - odparła.
Prychnąłem ponownie i pochyliłem się w jej stronę, zniżając głos.
- Potencjalne zagrożenie? Nawet ich nie sprawdziliście.
Allison przechyliła głowę, sprawiając, że jej włosy opadły swobodnie na ramię. Westchnęła cicho, po czym przyjęła rzeczowy ton głosu:
- Jestem łowcą, a łowcy tak robią, Stiles. To jest ich praca i obowiązek. - Zerknęła na moment w stronę Scotta, który nadal milcząc stał obok mnie i po prostu wpatrywał się w dziewczynę tępym wzrokiem.
Odchyliła się i pokręciła głową, wprawiając w ruch swoje ciemne loki i powiedziała rozbawiona:
- To, że pozwalamy żyć Scottowi, Jacksonowi, Derekowi i jego paczce nie oznacza, że będziemy odpuszczać każdemu wilkołakowi.
Kątem oka zauważyłem, jak Scott zmarszczył brwi. Kiedy jednak nie zabrał głosu, odezwałem się nieco poirytowany.
- I dlatego musieliście tak zmasakrować ich ciała?
Tym razem to Allison prychnęła.
- Uważasz, że są całkowicie bezbronni? W takim razie nie widziałeś jeszcze prawdziwych wilkołaków w akcji.
Już miałem otworzyć usta, by jej się odgryźć, gdy wtem usłyszałem cichy głos Scotta:
- Dlaczego po sobie nie posprzątaliście? Nie zależy wam już na dyskrecji?
Dziewczyna odchyliła się i machnęła rękami przed sobą.
- To już nie moja broszka.
Przyjaciel podniósł brwi w zdziwieniu, a ja założyłem ręce na piersi.
- Jak już zauważyliśmy, twoich łowców również. Szczęście w nieszczęściu ciała znalazł Scott i razem z Derekiem oraz Isaac'iem uporali się z tym... zadaniem.
Allison nagle się ożywiła i zapytała teatralnym głosem:
- Och, Derek to widział? A więc wiadomość została dostarczona. Niech ma się na baczności. - Ostatnie słowa zabrzmiały zupełnie jak groźba.
Scott pokręcił głową z niedowierzaniem.
- W ogóle skąd wiedzieliście, że przybędą?
Ciemnowłosa uniosła brew.
- Niezwykłe zjawisko przemiany kanemy w wilkołaka budzi zainteresowanie u innych... kreatur.
Uśmiechała się, jakby cieszyła ją myśl na nowe potwory przybywające do Beacon Hills. Pewnie z chęcią wzięłaby teraz swoją kuszę i biegała z nią po lesie, póki nie zabiłaby żadnego stworzenia. Wzdrygnąłem się. Wizja Allison jako zabójcy była przerażająca. I teraz wydawała się całkiem autentyczna. Bo teraz naprawdę stała się prawdziwą zabójczynią.
Ciszę, która zapadła między nami, przerwał Scott, który opuścił bezradnie dłonie i szepnął przygaszonym głosem:
- Kiedyś nie lubiłaś przemocy.
Allison spojrzała na niego przez chwilę wytrącona z równowagi, po czym ostrożnie odpowiedziała zduszonym tonem:
- Zmieniłam się.
Przyjaciel pokiwał głową.
- Właśnie widzę. Pytanie, czy na lepsze, czy może na gorsze?
Dziewczyna zastygła w bezruchu, zaciskając nerwowo szczęki. Po chwili jednak rozluźniła się i z grymasem na twarzy kręciła głową. Westchnęła.
- Wiedziałam. - Zmarszczyłem brwi i popatrzyłem na towarzysza całkowicie zbity z tropu.
Ciemnowłosa tymczasem patrzyła na nas spod przymrużonych powiek i rzekła zaciętym głosem:
- Czułam, że przyszliście do mnie z misją. Dowiedzieliście się już wszystkiego, czego ode mnie potrzebowaliście? Świetnie. Teraz możecie iść do Dereka i mu spokojnie wszystko opowiedzieć. A tak przy okazji pozdrówcie go ode mnie i przekażcie mu, że ja z nim jeszcze nie skończyłam.
Energicznie wstała, założyła torbę na ramię i obdarzyła nas sztucznym uśmiechem, po czym udała się w stronę szkoły.
Stałem w miejscu, nie mając pojęcia, co powiedzieć. Zatkało mnie. Allison naprawdę była zabójczynią, w dodatku czerpała przyjemności z zabijania i zamierzała skonfrontować się z Derekiem. I powiedziała to tak otwarcie.
Pokręciłem głową w niedowierzaniu. Jeszcze miesiąc temu gdyby ktoś mi powiedział, że tak się stanie, wyśmiałbym go w twarz. Ale teraz? Teraz po prostu była dziewczyna mojego przyjaciela stała się groźnym mordercą wilkołaków, czyli jego rasy.
- O, mój Boże.

Spojrzałem na swojego przyjaciela. Wyglądał na strasznie zdruzgotanego.
- Wszystko w porządku? - Podszedłem do niego.
Scott pokręcił głową, nie patrząc mi w oczy.
- A widać? - odpowiedział z wyrzutem w głosie.
Tak, to było głupie pytanie. Oczywiście, że nie było w porządku.
Powoli otrząsałem się z szoku. W mojej głowie zaczęło kotłować się wiele myśli, które musiałem sobie dobrze poukładać.
- I co teraz robimy? - zapytałem, rozglądając się dookoła. Coraz większa część uczniów opuszczała teren i kierowała się w stronę szkoły. Na szczęście nikt nie zwracał na nas najmniejszej uwagi.
Odetchnąłem z ulgą.
- Idziemy na lekcje - powiedział Scott ze zmęczeniem.
- Racja - przytaknąłem i obaj podążyliśmy za ostatnią grupą nastolatków.
Na razie w tej sytuacji niewiele można było zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   25/11/2012, 16:31

Och! Oczywiście, że jestem Twoją stałą czytelniczką ^^ W ogóle to niewiele osób czyta na tym forum nasze wypociny jak i niewiele tworzy xd Ale z pewnością kiedyś się to rozkręci Very Happy.
Co do treści: Aż mnie zmroziło po przeczytaniu tego! Allison bitch! Brr. Chamsko. Jak ona tak może? Stała się okrutna. Biedny Scott, stał się całkiem bezbronny w tej konfrontacji, dobrze, że Stiles jakoś działał i przejął inicjatywę w rozmowie, bo by Argent wygrała. Pfff. Jak ona tak może? Jest okropna. Już jej nie lubię. A Stiles wydaje mi się ciągle poirytowany xd Heh.
Lubię Twoje opisy, jakoś tak Very Happy Nie nudzą mnie i nie omijam ich, więc jest naprawdę świetnie! Wink
Czekam na więcej Smile
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Can't Take My Eyes Off You   Today at 13:31

Powrót do góry Go down
 
Can't Take My Eyes Off You
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: