IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   10/2/2016, 22:09

W sumie jak przeczytałam to kilka razy to faktycznie nie pasuje...moze mialam gorszy dzień, nie wiem co strzeliło mi do łba Very Happy
Ale postaram się więcej takich odpałów nie mieć Smile
Marcialinka, cieszę się, że w końcu dodałaś nowy rozdział!!!


Rozdział 13

Po raz kolejny odmówił wspólnego treningu. Po raz kolejny musiał coś załatwić. Po raz kolejny nie chciał powiedzieć co. A ona jest strasznie ciekawska. Nie pozwoli na to by ją zbyć. Nie tym razem. Dowie się co ukrywa Theo i dowie się tego jeszcze dziś. Z takim zamiarem obserwowała zza samochodu przyjaciela. Próbowała nie zwracać na siebie uwagi i trzymać się w określonym dystansie od niego aby jej nie wyczuł. Co jak co, ale była mała, zwinna i szybka, szpiegowanie to dla niej błahostka. W pewnym momencie zobaczyła jak Theo jest u celu. Wszedł do jakiegoś niewielkiego pomieszczenia i po chwili drzwi od garażu zaczęły się podnosić. Gdy uniosły się dość wysoko, zobaczyła jak chłopak jest już w białej bokserce a jego sportowa szara koszula w kratę przywiązana jest u niego w pasie.
-Co jest?- pomyślała dziewczyna.
Podeszła bliżej. Widziała jak chłopak majstruje coś pod maską auta. Stwierdziła, że nie ma potrzeby się dalej ukrywać. Dziwiła się tylko, że TO jest jego ważną sprawą i że nic jej nie powiedział. Pewnym krokiem ruszyła przed siebie i weszła do środka. Stanęła przy samochodzie. Chłopak uporczliwie coś robił przy silniku. Był tak skupiony, że nawet jej nie zauważył. Cora dała o sobie znać krótkim chrząknięciem. Głowa chłopaka uniosła się do góry a jego oczom ukazała się twarz Cory.
-Co tu robisz?-spytał zdziwiony
-Chciałam zobaczyć dlaczego mnie ostatnio tak zbywasz. Pytanie co ty tu robisz?-odpowiedziała ze splecionymi ramionami.
-Pracuje.
-Pracujesz?-zdziwiła się odpowiedzią chłopaka.
-Yeah, nie wszyscy mają oszczędności rodzinne jak Hale’owie.
-Można wiedzieć na co ci ta kasa?
-A coś ty taka ciekawska?
-Martwię się. Jeśli potrzebujesz kasy wystarczyłoby byś poprosił Dereka
-Nie chcę go prosić o pieniądze. I tak na nim żerujemy mieszkając z wami. A jeśli już musisz wiedzieć, potrzebowałem kasy na twój prezent urodzinowy…-nie dokończył bo weszła m w zdanie.
-Nie musiałeś mi nic kupować-powiedziała szybko.
-Ale chciałem. Poza tym potrzebuje kasy na bal. Lydia ma bilety, ale za to, że mnie zabiera obiecałem, że pokryje koszt limuzyny i jej sukienki. Poza tym potrzebuje garniaka , a to też kosztuje.
-Więc….naprawiasz auta?
-Yeah, to coś na czym się trochę znam więc….a właściciel też nieźle mi płaci.
-Pomóc ci?-spytała podchodząc bliżej do przyjaciela.
-Ty? Mi?-ujrzała zdziwioną twarz Theo.
-Mam wolne popołudnie.
-A znasz się na autach?
-Nie, ale zawsze możesz mnie nauczyć. Będę twoją asystentką od kluczy.-powiedziała z uśmiechem.
-Okej, zobaczmy na co się przydasz.
Praca szła im dość gładko. Theo robił swoje, a gdy potrzebował aby mu coś podać prosił o to Core. Oczywiście zdarzały się pomyłki, że przyniosła całkiem coś innego i wtedy musiał jej dokładnie opisywać, czego tak naprawdę potrzebował. Mimo wszystko współpraca szła im dobrze. A gdy towarzystwo dobre to i pracuje się lepiej. Theo pokazywał jej różne rzeczy pod maską a ona udawała, że rozumie co do niej mówi.
-Nałóż to tutaj-powiedział wskazując palcem gdzie dokładnie ma włożyć część.
-Tu?
-Tak.
Gdy już zrobiła to o co ją prosił, Theo zamknął maskę i wytarł ręce w szmatkę, która miał przełożoną przy spodniach.
-Dobra robota-pochwalił Corę i przybili sobie piątkę.
-W końcu miałeś dobrą asystentkę-powiedziała z uśmiechem dumna ze swojej dzisiejszej pracy.
-Najlepszą. Odpalę ci coś z pensji.
-Daj spokój, nie potrzebuje kasy. Chciałam po prostu spędzić z tobą trochę czasu.
-A co…stęskniłaś się ?-spytał z zadziornym uśmiechem przybliżając się do niej.
Cofnęła się dwa kroki, lecz on nie odpuszczał. Poczuła z tyłu przód auta. Serce zaczęło jej bić mocniej. Nie miała drogi ucieczki. Była jak w pułapce. Wzięła głęboki oddech.
-Ja? Za tobą? Żartujesz sobie?-próbowała ukryć poddenerwowanie.
Lecz on się nie poddawał. Praktycznie stykali się już ciałami. Theo patrzył jej w oczy.
-Szkoda, bo ja za tobą bardzo.-powiedział poważnie przeszywając ją wzrokiem. Poczuł jej szybsze bicie serca. Poczuł jak zbliżenie ich ciał do siebie zadziałało na nią. Położył prawą dłoń na jej lewym biodrze.
-Theo-szepnęła spuszczając wzrok i spoglądając jak jego dłoń spoczywa na jej boku. Ponownie uniosła głowę po raz kolejny spoglądając mu w oczy. Zobaczyła w nich spokój i zdeterminowanie. Zbliżył swoją głowę do jej. Jej serce po raz kolejny odgrywało koncert. Oddychała coraz głębiej. Widział jej niepewność. Niemal stykali się nosami.
-Powiedz nie a się odsunę.-szepnął spoglądając w jej piwne oczy.
Sumienie mówiło jej „nie, masz chłopaka” ale serce krzyczało „tak, tak, zrób to!”. Nie wiedziała co zrobić. Głos ugrzęzł jej w gardle. Nie mogła nic powiedzieć, nie mogła wykrztusić ani słowa. Theo zbyt długo nie czekał. Zbliżył swoje usta do jej i musnął jej wargi delikatnie zachowując jednak przy tym pewność siebie. Gdy poczuła ciepło jego ust, jej sumienie już nie miało znaczenia. Poddała się. Rozchyliła lekko swoje wargi, zapraszając go dalej. Theo bez zastanowienia przystał na to. Pocałunek z pocałunku stawał się coraz bardziej zachłanny. Jak gdyby chcieli nadrobić cały ten czas. Jego dłonie powędrowały na jej pośladki. Nie wyraziła sprzeciwu. Oplotła jego szyję swoimi ramionami. Chwycił za jej pośladki i uniósł do góry sadzając ją na masce samochodu. Przybliżył się. Oplotła jego biodra swoimi udami. Nic w tym momencie nie miało dla nich znaczenia. Czuli się cudownie. Byli już praktycznie bez tchu, zapominali, że potrzebują powietrza. Nim się odsunęli od siebie zaskoczył ich wybuch. Odrzuciło ich od siebie. Cora uderzyła plecami i głową w ścianę, samochód płonął. Theo padł niedaleko przyjaciółki.
-Co jest?- zdziwił się Theo, próbując się podnieść na nogi.
Spojrzał w stronę obok. Ujrzał Corę która łapie się ręką za plecy. Zobaczył na jej twarzy grymas. Wiedział, że ją boli. U niego to szybko znikało, szybko się wszystko goiło. U niej jednak trwało to dłużej.
-W porządku?-spytał patrząc na nią.
Kiwnęła twierdząco głową. Popatrzyła na pomieszczenie, zaraz się zawali, wszystko stanęło w płomieniach. Dusił ją dym. Siedziała w środku pożaru. Odkaszlnęła. Theo podszedł do niej i podał jej rękę, pomagając wstać.
-Musimy stąd spadać, zanim się wszystko zawali.-powiedział po czym skierowali się na zewnątrz. Z oddali słychać było już sygnał straży pożarnej. Pewnie któryś z sąsiadów zauważył płomienie i zadzwonił. Gdy wyszli ujrzeli napis na ulicy, który się palił. Ktoś najpierw wylał benzynę i potem podpalił zostawiając wiadomość.
„WRÓCIŁAM PO CIEBIE I KAMIEŃ”. Wiedział od kogo ta wiadomość. Dowiedziała się i już tu przybyła. Teraz czeka ich walka. Teraz za wszelką cenę muszą pilnować kamienia. Teraz potrzebni są mu przyjaciele. Teraz musi chronić Corę. Teraz wszystko zależy od niego…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   15/2/2016, 08:48

Theo pracuje…jako mechanik? A kto go tego nauczył? No… szok. Nie jestem tego pewna, ale chyba pracodawca nie pozwoliłby grzebać obcej dziewczynie przy jego zleceniach. A potem… pożar, co bez wątpienia jest sprawką kochanej ciotki Kate. Zdziwiło mnie, że nikt nie przyszedł. Wiesz, sprawdzić, czy coś jest nie tak, czy coś… Ale… domyślam się, że Ci się po prostu nie chciało. Jak się mylę, to przepraszam. To było takie… fajne. I przepraszam, ze tak późno. Brak czasu. Trzymaj się! Rozdział świetny! Czekam na nn!
PS. Ostatnio przyśniła mi się jedna scena, nieistniejąca z „Biednym Scottem”. Musiałam się trochę otrząsnąć, zanim wstałam na dobre.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   22/2/2016, 11:57

Przepraszam, ale ostatnio nie miałam czasu na nic. Ciągle siedziałam w pracy a gdy miałam chociaż chwile wolną to zajmowałam się artykułami na stronę. Jestem w kropce jeśli chodzi o opowiadanie. Wiem jak je pociągnąć i zakończyć ale brakuje mi słów by dobrze to wszystko opisać.
Nie wiem jak będą pojawiać się kolejne części za co z góry przepraszam.

A teraz kolejna część.

Rozdział 14

-Nie wiemy gdzie się ukrywa ani jaki ma plan-powiedział Derek.
-Mogło skończyć się o wiele gorzej-powiedział Scott
-Wiem-przytaknął Derek- Nie pozwolimy więcej by coś takiego się wydarzyło.
-Nie powinienem was w to mieszać-wtrącił się Theo, który jakiś czas już stał oparty o kanapę i nic nie mówił.
-Jaki mamy plan?-spytał Stiles
-Aktualnie ? Nie mamy żadnego.-odpowiedział mu Scott
-Czyli co..czekamy aż znów zaatakują? To bez sensu-rzekł Stilinski-może się czaić na każdego z nas.
-Pogadam z Argentem-zaczął Derek- spróbujemy ich wytropić.
-Nie są głupi, na pewno maskują swój zapach-odpowiedział Theo.
-Ale warto spróbować. Zobaczę czy coś zwęszę-powiedziała Malia włączając się do rozmowy.
-A jak nie to co ?-spytał Stiles.
-To ich jakoś zwabimy-rzekł pewny siebie Scott, który już próbował wymyślić jakiś plan. A najlepiej dwa czy trzy.- w międzyczasie musimy przenieść gdzieś kamień. Claire nie śpi po nocach przez koszmary. Musi być w razie czego w stanie stanąć wraz z nami do walki. Jej moce na pewno się przydadzą.
-Gdzie niby mamy go przenieść? Zakopać w ogródku?-prychnął Stiles.
-Możemy na razie ukryć go w piwnicy pod szkołą. Rozsypiemy popiół górski, nie wejdą do środka. –zaproponował Derek
-My też nie wejdziemy wtedy-powiedział Scott
-Ale Stiles, Claire, Lydia czy Theo przejdą. Na razie to musi starczyć. Nic lepszego na tą chwilę nie wymyślimy. Ewentualnie można trochę podblokować to jakimś zaklęciem. A tymczasem trzymajcie się minimum dwójkami, lepiej nie kusić losu.-zarządził Derek.

Cora siedziała na łóżku w swoim pokoju. Miała słuchawki w uszach. Plecy strasznie ją bolały, ale próbowała tego nie okazywać. Już dawno tak się nie czuła. Była przyzwyczajona, że wszystko zawsze się goiło. Niestety musi sobie teraz z tym wszystkim radzić. Przytrzymywała torebkę z lodem przy potylicy w którą także nieźle oberwała po tym jak ją odrzuciło. Próbowała skupić się na tekście piosenki by nie myśleć o bólu. Zobaczyła jak drzwi się uchyliły. Zobaczyła w nich Theo.
-Hej, wejdź-powiedziała ściągając słuchawki z uszu i kładąc odtwarzacz na szafce nocnej.
-Jak się czujesz?-spytał siadając obok niej.
-W porządku, bywało gorzej.-odpowiedziała.
Próbowała się poprawić i siąść w wygodniejszej pozycji. Sprawiło to jej trochę bólu co zauważył Theo po grymasie na jej twarzy.
-Mocno bolą? Daj spojrzeć.
-Nie trzeba-odpowiedziała szybko, próbując go zbyć.
-Cora…-popatrzył na nią troskliwym głosem.
W końcu odpuściła i odwróciła się plecami do niego podwijając tym samym bluzkę. Gdy spojrzał na jej plecy były całe posiniaczone. Nie wyglądały dobrze. Wiedział, że musiało ją bardzo boleć, ale tego nie okazuje. Próbuje pokazać, że jest twarda. Jak zawsze.
-Nie sądzę byś dziś spokojnie zasnęła.
-Yeah-przytaknęła i spowrotem spuściła bluzkę.-przejdzie mi niedługo.
-Potrzebujesz czegoś?
-Nie, dzięki. Theo…
-Tak ?
-Myślę, że..-nie dokończyła gdyż usłyszała pukanie do drzwi które po chwili się otworzyły.
Wszedł przez nie Kyle, z małym bukiecikiem i misiem.
-Hej ! Słyszałem o wypadku. Jak się czujesz? To dla ciebie.-powiedział wręczając jej upominki i całując w usta.
-Czuję się dobrze, to tylko kilka siniaków i guzów. Wyliże się-powiedziała z uśmiechem.
Spoglądnęła na Theo. Po jego wyrazie twarzy wiedziała, że niezbyt mu się spodobało to jak Kyle ją pocałował. Ale w końcu to on był jej chłopakiem. Miło było zobaczyć, że troszczy się o nią i przyszedł by sprawdzić jak się czuje.
-Pogadamy potem?-spytała Theo.
-Yeah-kiwnął po czym wstał i niezadowolony wyszedł z pokoju dziewczyny zostawiając dwójkę samą.
Myślał o tym co by się stało, gdyby wybuch im nie przeszkodził. Jak by było między nimi. Całowali się. I to tak zachłannie i namiętnie. A teraz ona zachowywała się, jakby to w ogóle się nie zdarzyło. Jakby nie miało znaczenia. A dla niego miało. I to wielkie. Marzył o tej chwili od dawna. Od dawna pragnął ją pocałować, działała na niego tak jak jeszcze żadna. Pożądał jej, to było pewne. Tylko czy ona też tego chciała ?

Kyle został na noc u Cory, co jeszcze bardziej rozjuszyło Theo. Mógł przecierpieć, że jeszcze kręci się wokół niej, w końcu niby dalej byli parą. Ale nocowanie ? Miał tylko nadzieję, że do niczego między nimi nie dojdzie. Była druga w nocy kiedy Cora dalej nie mogła zasnąć. Obok niej Kyle spał w dobre. A ona leżała i patrzyła się na pustą ścianę naprzeciwko. Wsłuchiwała się w ruch wskazówek zegara. I tak minęły dwie godziny aż w końcu postanowiła iść do kuchni po szklankę mleka. Już schodząc słyszała jak ktoś siedzi w pomieszczeniu. Przez chwilę się zawahała. Wiedziała, że on tam siedział. Nie wiedziała jak się zachować po tym co się stało w dzień. W końcu stwierdziła, że i tak będą musieli o tym porozmawiać.
-Nie śpisz?-spytała chwytając za rączkę od lodówki i wyjmując karton mleka.
-Nie mogłem zasnąć.
-Witaj w klubie-powiedziała siadając obok chłopaka i wlewając trochę białej cieczy do szklanki.
-Widzę, Kyle bardzo się stara-powiedział po chwili ciszy.
-Yeah, przyszedł od razu jak się dowiedział.-znowu zapadł moment ciszy.
-Więc…
-Ja…-powiedzieli w tym samym czasie. Uśmiechnęli się.
-Mów pierwsza-powiedział Theo pozwalając jej zacząć.
-Myślę, że chyba powinniśmy pogadać o tym co się tam działo..zanim doszło do wybuchu.
-Chcesz bym ci to przypomniał?-powiedział z uśmiechem
-Przestań Theo-powiedziała poważnie czym zmazała uśmiech z jego twarzy. Był zdezorientowany.-To był błąd. To nie powinno się stać.
-Jak to ? Myślałem…
-Źle myślałeś-przerwała mu szybko.
-Chciałaś tego. Nie powiedziałaś nie.
-Wiem. I popełniłam błąd.
-Jakoś tego nie zauważyłem, gdy się całowaliśmy.-powiedział podnosząc głos i wstając z krzesła.
-Ciszej. Kyle jest na górze.
-I co z tego ? Mam go gdzieś. Chciałaś tego, widziałem to w twoich oczach wtedy i widzę teraz.
-Nic nie widzisz-powiedziała i także wstała. Stali naprzeciwko siebie.
-Gość łazi do innych a przyjdzie raz z głupimi kwiatkami i nagle zmieniasz zdanie?!
-Zależy mu…
-Mi też zależy-powiedział zbliżając swoją twarz do jej.
Patrzyła mu w oczy. Widziała jak sprawia mu tymi słowami ból. Widziała to w jego zielonych oczach. Pragnęła go teraz pocałować. Ale wiedziała, że nie może. Że nie powinna. Ma Kyle jako chłopaka, Theo jako przyjaciela. Ma dwie ważne osoby przy sobie i nie chciała tracić żadnej z nich. Zerwie z Kylem i będzie z Theo. Co wtedy ? Pokłócą się za miesiąc, dwa, zostawi ją dla innej a ona znów zostanie sama ? Tego nie chciała. Próbowała uniknąć tego za wszelką cenę.
-Przykro mi-szepnęła ze łzami w oczach.
Popatrzył na nią. Chciało mu się płakać, chciało mu się krzyczeć. Chciało mu się rozwalić wszystko co miał pod ręką. Zamiast tego stał jak kołek i ciągle na nią patrzył. Patrzył w jej załzawione oczy. A ona wiedziała, że sprawiała mu ból, widziała to w jego oczach które zrobiły się puste.
-Powinnam iść już na górę.-powiedziała cicho nadal się nie ruszając.
-Powinnaś-przytaknął chłodno.
Nie wiedziała jak teraz między nimi będzie. Bała się czy przypadkiem całkiem tego nie spieprzyła. W końcu odwróciła się w bok i bez słowa skierowała się na górę. A Theo ? Theo stał w miejscu, nie mogąc się ruszyć. Zaskoczony, załamany, zraniony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   24/2/2016, 07:14

Taa... Znam to. Wierz mi.
Oj, biedny Theo (czy ja na prawdę to powiedziałam?) taki zraniony i w ogóle? Sorry, że to piszę, ale Cora jest GUPIA! Nie no, powaga. Gościu olewa ją przez cały czas, a jak raz przychodzi z badylem, to mu wszystko wybacza? Oj, co by na to powiedziała pani Asia z Kabaretu Hrabi?
A nie, nie badyl. Wiecheć. Nie mogłam sobie przypomnieć jak ona na te kwiatki powiedziała. I gdzie się podziały niesamowite plany Stilesa? Rozdział świetny! Czekam na nn! I przepraszam, że dopiero dzisiaj, mam strasznie dużo nauki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   29/2/2016, 13:38

Dziś króciutko Smile

Rozdział 15

Nikt nie wiedział co się działo pomiędzy Corą i Theo. Widzieli, że z dnia na dzień przestali ze sobą rozmawiać, omijali się szerokim łukiem. Dziewczyny jak zwykle chciały wyciągnąć od Cory jakieś informacje jednak na próżno. Kończyło się na tym, że nie chce o tym rozmawiać. Tak samo w szkole. Gdy Theo siadał do przyjaciół w czasie lunchu, Cora siadała przy osobnym stoliku z Kylem. Nawet Kyle się dziwił tej dwójce. Widział ich pierwsze spotkanie po długim czasie i był zdziwiony, że teraz zachowywali się jakby drugie nie istniało. Theo stał się bardziej zamknięty w sobie. Nie wychodził nigdzie z chłopakami, zrezygnował z drużyny i całymi dniami nie było po nim śladu. Był chłodny w stosunku do innych, nie wysilał się na uprzejmość. Czyżby sprawa z Corą znów zesłała go na złą ścieżkę? Cora natomiast ciągle chodziła zamyślona. Kyle siłą wkładał w nią jedzenie, bo ciągle powtarzała, że nie jest głodna, że nie ma na nic ochoty. Próbował ją pocieszyć, że jeśli się pokłócili to na pewno niedługo wszystko wróci do normy. Ona jednak zmieniała temat niemal natychmiast gdy tylko wymawiał jego imię. Między nią i Kylem wszystko układało się jak należy. Chłopak zaprzestał spotykania się z innymi dziewczynami, przynajmniej tymczasowo. Skupił się na potrzebach Cory i spędzał z nią o wiele więcej czasu niż kiedyś. Scott chciał aby napięcie w stadzie opadło, aby wszystko sobie wyjaśnili. Próbował już nawet zamknąć ich w jednym pomieszczeniu, ale nie dawali się nabrać na ten powszechnie znany trik. Nawet Lydia już nie miała pomysłu jak ponownie zbliżyć ich do siebie. Było to o tyle trudne, że nikt nie wiedział o co im chodzi, czemu tak jest. W mieszkaniu rzadko byli ze sobą. Albo Cora prosiła Alison by mogła u niej przenocować albo Theo znikał na całą noc. Jedno mijało się z drugim. Żadne nie chciało zrobić pierwszego kroku. Kroku który mógłby naprawić ich relacje, kroku który zawsze jest najważniejszy. Nawet Derek miał już po dziurki w nosie ich dąsanie się. Próbował porozmawiać i z siostrą i z Theo. Znów na nic. Żadne nie chciało rozmawiać, każdy chował to dla siebie. No bo czym mieli się chwalić ? Że Theo miał złamane serce ? Że faktycznie miał jakieś uczucia, że nie był tak twardy jak każdemu się wydawało? Że cierpiał przez Corę? Naprawdę myślał, że coś do niego czuje. Myślał, że jeśli zrobi krok a ona mu na to pozwoli to będzie jakaś nadzieja dla nich. Że coś mogłoby z tego wyjść. Już pierwszego dnia gdy ją zobaczył, zaintrygowała go. Stali się przyjaciółmi jakimi żadne z nich nigdy nie miało. A gdy wrócił po 9 miesiącach i zobaczył ją po raz kolejny był pewien. Pewien, że czuje coś do niej i będzie o nią walczył. Zrobił ten krok, zaryzykował. Scena w garażu była dla niego wszystkim, byłaby idealna gdyby nie wybuch. Idealna gdyby potem nie usłyszał słów Cory, które wypowiedziała. „To był błąd”. Słowa które zniszczyły wszystko. Jego marzenia, oczekiwania, a nawet przyjaźń. Bo jak ma się przyjaźnić z kimś do kogo żywił tak mocne uczucie. A ona ? Ona wiedziała, że bardzo go zraniła. Wiedziała, że ryzykuje przyjaźń. Ale to samo mogłoby się stać gdyby powiedziała, że także go pragnęła. Co gdyby odszedł ? Co by się wtedy stało? Myślała, że zrozumie jej wybór. Myślała, że przyjaźń pozostanie. Jednak ona rozprysła się jak mydlana bańka. Miała ochotę podejść do niego i porozmawiać. Widziała jego wzrok jak się mijali. Te chłodne pełne pustki oczy. Nie był tym samym Theo. Widziała w nim ten zimny charakter, tą obojętność. Czy to możliwe by ich przyjaźń przepadła ? By zniknęła na dobre ? Czy nic już nie można zrobić by wróciła ? Czy tak będzie już zawsze ? Czy jest jakikolwiek sposób by wróciło to co przedtem? Gdyby mogła cofnęła by czas. Gdyby mogła zrobiłaby wszystko inaczej. Oboje byliby szczęśliwi. A teraz? Chodzą jak zombie i myślą co by było gdyby. Zadręczają się wszystkim. A przyjaciele nic nie wiedzą. Nie wiedzą co się stało. Nie wiedzą jak im pomóc. Najgorsza jest niemoc w takich sprawach. Co było to było, muszą się z tym pogodzić. Pogodzić z wyborami i pójść dalej. Każde z nich ma tą świadomość, tylko czy każde z nich jest w stanie zrobić krok bez tej drugiej osoby obok ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   6/3/2016, 09:43

Nie chce o tym gadać... No, powiedzmy, że nie za bardzo mnie to dziwi. Sama nie chciałabym o tym gadać. Theo ma depresję. No Cudnie. Boli złamane serduszko. I tak uważam, że to zło. Plakietka z serialu ciągle na nim siedzi.
Scott i to jego pragnienie pokoju... Jakie to słodkie. Tylko jestem ciekawa, jak by ich zaciągnął do tego pomieszczenia, wiesz? Wiesz co? Brakuje mi tylko takiej przemówy. Która zaczynałaby się od zdania: "Błędem nazywasz moją miłość do ciebie?". Czy coś koło tego. Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam i Sorry, że tak długo. Mam ostatnio dużo na głowie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
Tarangrel
Gość
Gość


Liczba postów : 2
Punkty : 0
Join date : 26/01/2016

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   10/3/2016, 17:21

Błędów nie da się unikać. Popełniasz je po to, by się czegoś nauczyć. Wiem, to truizm nad truizmami, ale jest to prawda Wink
Po pierwsze: stawiasz w kropki w dziwnych miejscach. Czytając Twój tekst miałem wrażenie alfabetu Morse'a Wink zdanie msi byc płynne, mieć swój rytm. Postaraj się powtórzyć słowa zanim przeniesiesz je na papier. Takie cwiczenie pomaga, i pozwoli Ci wyrobić sobie odpowiednie nawyki.
Po drugie: staraj się unikać wtrąceń typu"nope" czy innego rodzaju slangu. Wiem, że jest to tekst pisany przez młodą osobę, ale kochany język ojczysty jest na tyle piękny iż nie wymaga on wtrąceń, tudzież zapożyczeń. Wyjątkiem są sytuacje gdy słowa tego typu są istotne dla rozwoju fabuły.
Kolejna sprawa, to powtórzenia. Z własnego doświadczenia wiem, że cięzko jest uniknać powtarzania słów, określeń pisząc z głowy, nie mając wcześniej obranego planu. Sam często padam  ofiarą tego typu problemów. Jeśli możesz, zanim oddasz tekst, przeczyataj go sobie kilka razy. Nie próbuj jednak szlifować go ponad miarę, bo inaczej nigdy go nie oddasz Smile
Teen Wolf, całe uniwersum, w którym zawiera się Twoje opowiadanie, to opowieść o wilkołakach. Powinna być mroczna, mieć swój klimat. Tak jak serial. Możes zastosować się do porady mojego ulubionego pisarza Brenta Weeksa, który twierdzi iż jeśli chcesz napisać dobrą historię, to musisz zranić bohatera, znaleźć jego limit, a potem go przekroczyć.

         Po łyżce dziegciu, czas na trochę miodu Smile
Masz żywą, rozwijającą się wyobraźnie. Wykorzystaj ją. Patrz na swoją historię z każdej możliwej strony. Baw się postaciami, spróbuj wyobrazić sobie coś, czego się po nich nie spodziewasz, a potem to opisz.
Dialogi są jedną z najmocniejszych części Twojego opowiadania. Masz do nich ucho.
Sama fabuła też nie jest zła. Momentami infantylna, ale to nic złego. Za jakiś czas, przeczytasz, to co napisałaś, i zrozumiesz, co mam na myśli. Do tego czasu, masz sznasę zostać kimś, kto z opowiadnia historii uczyni część swojego życia.
Pisz jakjest  nawięcej się da. Nawet jeśli Twoja opowieść jest tworzona tylko na to konkretne forum, to i tak pisz. Jeśli nie masz czasu, czystaj. Pochłaniaj książki jak Amerykanie burgery Smile
Pisanie wciąga, staje się nieodłączną częścią życia.
Pozdrawiam i życzę rozwoju, oraz czekam na kolejne teksty.
Tarangrel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   23/3/2016, 22:23

Tarangel, miło, że poświęciłeś czas by mi przekazać wszystkie informacje. Bardzo dziękuję, będę starać się jak mogę. Niestety ostatnio brak mi czasu i wychodzę z wprawy. A sama widzę, że robię postępy jeśli systematycznie pisze. Gdy robię sobie przerwę to tak jakbym się cofała i potem znów wszystko od nowa szlifuje. Mam nadziej, że będzie coraz mniej błędów. Miło, że śledzisz moje opowiadanie i pomagasz uwagami. Każdą biorę sobie do serca i staram się ile sił.

Rozdział 16

Rozdział 16
Po raz kolejny siedziała na łóżku z księgą przed oczami. Żarówka z lampki nocnej oświetlała stronnice które co chwilę przewracała. Próbowała coś znaleźć. Cokolwiek. Coś co pomogłoby im zrozumieć kamień. Miała księgi od babci pełne zaklęć. Lecz żadne nie pasowało. Skąd więc Kate mogłaby to wszystko mieć ? Jak to możliwe, że zdobyła zaklęcie a ona tymczasem siedziała w istnym skarbcu przeróżnych zaklęć i nic. Co robi źle ? Gdzie może to znaleźć? Codziennie siedziała w tej samej pozycji i przeglądała kolejne strony. Kolejne strony zdatne na nic. Traciła pomału cierpliwość. Czyżby szukała źle ? Usłyszała dźwięk telefonu oznajmiający, że ktoś próbuje się z nią skontaktować. Wzięła go do ręki i wcisnęła zieloną słuchawkę widniejącą po lewej stronie.
-Nic nie mam Liam. Gdybym coś znalazła dałabym znać, nie musisz dzwonić co pół godziny.
-Wszystko okej ? Brzmisz jakoś tak…
-Zdesperowana ? Yeah. Coś musiałam pominąć ale nie wiem co.
-Dasz radę, wierzymy w ciebie.
-Jak u was ? Nadal zero śladu Kate?
-Niestety. Malia nic nie wyczuła. Nieźle się ukrywają.
-Czyli czekamy.
-Yeah…mnie też to irytuje. Daj znać jak coś znajdziesz. Do jutra
-Pa.

Wahała się. Chodziła w tą i spowrotem. Już wyciągała rękę by zapukać i nagle ją odsuwała. Tyle ze sobą nie rozmawiali, kiedyś nie mieli tego problemu. A teraz stresowała się. Nie wiedziała jak zareaguje. Czy od razu ją wykopie za drzwi czy poczeka z tym do momentu aż się na nią wykrzyczy. Wiedziała, że to nie będzie proste. Ale musiała to zrobić. Chciała mieć pewność, że nic jej nie przeszkodzi. Po kilku rundach jeszcze od jej drzwi do jego postanowiła zdobyć się na odwagę. Zapukała. Nic. Cisza. Zapukała jeszcze raz. Znów cisza. Postanowiła chwycić za klamkę..

Leżał na łóżku wgapiając się w sufit. O niczym nie myślał. Po prostu leżał. Miał na sobie słuchawki w których muzyka była ustawiona praktycznie na maksymalną głośność. Tak, by niczego nie słyszał. By skupił się na nicości która panuje w pokoju. Wraz z ciemnością stanowiła idealne połączenie. Mógł niczym się nie przejmować. Po prostu leżeć i wsłuchiwać się w dźwięki wydobywające się z mp3. Jednak coś a raczej ktoś postanowiło zaburzyć jego spokój. Ujrzał jak wpada światło do jego ciemnego pokoju wydobywające się z uchylanych drzwi. Spojrzał w tą stronę. Nie spodziewał się ujrzeć tej osoby. Nie w takich okolicznościach jakie były przez ostatni tydzień. Gdy niepewnie weszła do pomieszczenia, podniósł się z pozycji leżącej, opierając się o tylne oparcie łóżka. Zapalił lampkę która była obok i dawała dość słabe światło. Zdjął słuchawki i oplótł je wokół szyi.
-Pukałam-szepnęła niepewnie Cora.
-Miałem słuchawki w uszach-odpowiedział
To były ich pierwsze słowa wypowiedziane do siebie od kilku dni. Pierwsze słowa po tak długiej ciszy.
-Możemy pogadać?-spytała wchodząc głębiej do pokoju.
-Nie mamy o czym gadać-odpowiedział chłodno.
-Właściwie to ja mam.
-Ty? –zapytał prychnął ukazując kpiący uśmiech.
-Wiem, że kiepsko się dzieje teraz między nami.
-Do rzeczy-powiedział a ona wzięła głęboki oddech.
-Potrzebuje wolnej chaty. I to już. Derek wyjechał z Argentem na poszukiwania Kate. Isaac poszedł do Alison a Malia do Stilesa. Zostajesz ty.
-I?-spytał unosząc brwi.
-I to, że mam zamiar za godzinę kochać się z Kylem. Raczej nie chciałbyś być tego świadkiem. Idź do kogoś na noc bo popsujesz mi plany.
-Zastanowię się- powiedział wkładając słuchawki z powrotem na uszy.
Cora podeszła do niego ściągając mu je z powrotem na szyje.
-To nie było pytanie. Po prostu za max pół godziny ma cię tu nie być.
Spojrzeli sobie w oczy. Theo wydawał się jakby słowa Cory nie zrobiły na nim najmniejszego wrażenia. Ona była trochę poddenerwowana jego obojętnością. Jeszcze nigdy nie byli dla siebie tacy. Po tym słowach Cora wyszła z jego pokoju trzaskając drzwiami. A Theo ? Theo był jeszcze bardziej załamany. Jeszcze niedawno mówiła, że nie chce z Kylem tego zrobić, że nie jest gotowa a teraz od tak każe mu się wynieść. Wstał i z całej siły przywalił pięścią w ścianę zostawiając na niej ślad. Chwycił za kluczyki i wyszedł z loftu tak jak życzyła sobie tego Cora.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   28/3/2016, 18:18

No dobra, nie ogarniam Cory. Wnoszę o natychmiastowe umieszczenie jej w Eichen House, bo najwyraźniej postradała zmysły. A może ona tak specjalnie? Bo dobrze wie, że Theo po prostu jest zły i dlatego go tak traktuje. A może to ona doprowadzi go, żeby stał się taki zły? Nie mam pojęcia, ale coraz bardziej tęskne za Scottem. Próbuję o nim pisać, ale odkąd napisałam o Scottcie i Dereku jako braciach w dodatku nie-wilkołakach... To już nie jest to sam. Weny wciąż brak. Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   11/4/2016, 09:42

No dobrze, czas na kolejny rozdział. Mam jeszcze kilka w zapasie. Muszę się zabrać za dokończenie go, mimo, że wiem jak to wszystko ma się potoczyć to jakoś nie mogę do tego przysiąść by to przelać na kompa... A mam tyle pomysłów na kolejną część. Jakoś się przy tym zacięłam i za dużo zaczęłam myśleć o kolejnej....

Marcialinka mam nadzieję, że zobaczę u ciebie niedługo kolejny rozdział. Czekam i czekam. Codziennie wchodzę na bloga a tu nic : (

Rozdział 17

Cora przygotowała swój pokój. Posprzątała lekki bałagan jaki w nim gościł i zapaliła kilka świeczek. Gdy się po nim rozejrzała i uznała, że wszystko jest idealnie wyszła z pokoju i zeszła na dół. W końcu za kilka minut miał pojawić się Kyle. Była gotowa. A przynajmniej tak jej się zdawało. Była lekko poddenerwowana zajściem jakie miało miejsce z Theo. Do tego stresowała się wieczorem jaki miała spędzić ze swoim chłopakiem. Gdy zeszła po schodach i miała zamiar się czegoś napić ujrzała postać stojącą pod oknem.
„Dziwne”-pomyślała. Nie słyszała alarmu. Przypatrzyła się bliżej. Skądś znała tą posturę. Nie myliła się. Gdy tylko zapaliła światło jej oczom ukazała się sylwetka jakże znanego, podstępnego i zdradzieckiego wuja.
-Czego tu szukasz ?-spytała chłodno nie bojąc się go.
Peter Hale odwrócił się w stronę dziewczyny.
-Musimy pogadać.
-Nie mamy o czym. Trzymasz z Kate. Nie miłe ci życie ?-spytała a wuj w odpowiedzi tylko prychnął.
-Nie przyszedłem rozstrzygać niczyjej śmierci. Chce was ostrzec.
-Nas? –zaśmiała się Cora- To ja cię mogę ostrzec. Czego tu szukasz? Kamienia? Nadaremne, nie ma go tu. Nie zdobędziecie go. Nie wysilaj się.
-Posłuchaj mnie..-zaczął podchodząc bliżej dziewczyny.
W tym samym momencie zabrzmiał alarm i drzwi do loftu otworzyły się. Z nich wyszedł uśmiechnięty Kyle. Zdziwił się, że Cora nie jest sama. Cora kazała Kylowi udać się na górę by na nią zaczekał. On posłusznie bez zbędnych słów i tłumaczeń ruszył schodami do góry.
-Romantyczny wieczór hę ? A co z Theo ? Z tego co wiem mieliście ładny epizod u mechanika.
-Zamknij się i do rzeczy Peter. Czego chcesz?
-Ostrzec Cię…a raczej was. Kate nie odpuści. Oboje wiemy do czego jest zdolna. Próbuję tylko ochronić moją rodzinę.
-Trochę na to za późno nie uważasz ? Szczególnie, że bratasz się z wrogiem odwracając się od rodziny. To dla ciebie typowe. Kryjesz swój tyłek aby przeżyć. Nie uważasz, że to oznaka tchórzostwa?
-To oznaka rozumu. Mam w tym swój cel.
-Niby jaki ? Jak pogromić swoją rodzinę i zostać sam? Nie musisz nas zabijać i tak już się nas wyparłeś.
-Próbuje wam pomóc.
-Pomóc ? Jedyne co widzę to to, że jedyną osobą jakiej pomagasz jest Kate. Nawet własna córka cię już nie obchodzi.
-Uwierz, gdyby nie obchodziła nie byłoby mnie tu. Rozmawiałem z Kate. Mamy ugodę. Nie tknie żadnego z Hale’ów jeśli się od tego odsunięcie. Jedyne czego chcemy to kamień.
-Kamień? A Claire, Scott? Z tego co wiem też są wam potrzebni.
-Posłuchaj mnie-powiedział przypierając ją do ściany.-Nic wam się nie stanie jeśli odpuścicie. Sami narażacie się na śmierć.
-To o was bym się obawiała. Nas jest więcej. Mamy kamień, mamy przewagę.
-Już niedługo to się zmieni.
-Ciekawe. Wasza próba zabicia mnie i Theo się nie powiodła.
-To było małe ostrzeżenie. Nie mieliśmy zamiaru nikogo z was wtedy zabijać.
-Jakież to bohaterskie. Pozazdrościć empatii.
-Gdyby nie zależało mi na rodzinie nie byłoby mnie tu. Powtórzę jeszcze raz. Odsuńcie się od tego a nic wam się nie stanie. W przeciwnym razie nie ręczę za Kate.
-Powtórzę to Tobie a ty powtórz to Kate. Nie boimy się was, jeśli będzie trzeba to ona zginie z moich rąk a jeśli będzie trzeba to spotka to też ciebie. Jeśli chcesz ratować swój tyłek po raz kolejny to znikaj. I nie waż się nas nazywać twoją rodziną. Twoją rodziną są karaluchy upierdliwe tak samo jak ty, a jeśli nie posłuchasz to będziesz gnił z nimi wokół. Będą cię wyjadać kawałek po kawałku, tkanka po tkance. Tak się zakończy twój zdradziecki żywot. I radzę ci nie groź nam nigdy więcej.
-Jesteś bardziej pyskata niż kiedyś. Radziłbym ci przystopować. To ja jestem silniejszy i w każdej chwili mógłbym rozgnieść cię jak robaka. Mogłoby mnie tu nie być. Ale jestem. To wasz wybór jak ta historia się zakończy. Ja was tylko ostrzegam.-powiedział Peter po czym wyszedł z loftu udając się w kierunku tylko mu znanym. Cora zbyła Kyle’a byle wymówką i czym prędzej zadzwoniła do Scotta opowiedzieć mu o wizycie jaką złożył wuj oraz dać mu znać, że nie ma zamiaru czekać na kolejny atak i będzie podążać za wujem.

W TYM SAMYM CZASIE
Usłyszała za sobą dźwięki. Coś biegło. Biegło i to w jej kierunku. Szybko wstała z ziemi, oglądnęła się wokół. Las. Wszędzie las. Biegła. Biegła przed siebie licząc na to, że uda jej się wyskoczyć przy jakiejś drodze i zatrzymać samochód. To coś było szybkie i słyszała jak jest coraz bliżej. Siedzi jej na karku a ona przerażona biegnie. Traciła dech w piersi ale nie poddawała się. Nadal biegła przed siebie . Usłyszała łamanie gałęzi. Zatrzymała się i odwróciła. Czarny cień przebiegł obok niej. W głowie widziała najgorsze scenariusze. Głowa jej pękała. Pokazywało jej się wiele obrazów z których nie mogła nic konkretnego wyciągnąć. Ujrzała postać człowieka stojącą przed nią. Nie widziała twarzy. Widziała tylko zielone ślepia świecące na odległość i ryk. Wiedziała, że to nie mógł być zwykły człowiek.
- Ignis devorabit eos.-wypowiedziała wyciągając rękę w kierunku postaci.
Szybko ruszyła dalej przed siebie nie oglądając się czy ogień trafił w przeciwnika. Nie miała na to czasu. Instynkt przetrwania nakazywał jej biec. Biec ile sił w nogach. Obrazy ciągle przewijały jej się przez głowę. Pełnia. Ogień. Czarne postaci. Zatrzymała się opierając o drzewa. Złapała się za głowę. Wszystko w niej pulsowało. Kolejne obrazy. Czerwone oczy. Kamień. Dziwne słowa wypowiadane w głowie. Popiół górski. Płomień. Ptak ukształtowany z żółto-czerwonych płomieni. Ruszyła dalej przed siebie. Słyszała hałas za sobą. To coś dalej deptało jej po piętach. Przyspieszyła. Nie widziała gdzie biegnie, obrazy w głowie zamazywały jej wszystko. Rude włosy. Krzyk rozchodzący się wokół. Płacz. Martwe oczy. Padła na kolana. Złapała się obiema rękoma za głowę. Nie mogła wytrzymać. Chciała by to wszystko ustąpiło, by to wszystko minęło.
-Prohibere!-wyrzyknęła uderzając pięściami o runo leśne. Wokół niej przez chwilę pojawił się niebieski krąg który otoczył uderzeniem wszystko wokół.
I nagle wszystko ustało. Obrazy przestały przelatywać jej przez głowę. Odwróciła się. Widziała czarny cień leżący na ziemi. Nie odważyła się podejść. Jedyne o czym myślała to by wydostać się z lasu. Rozejrzała się. Znała to miejsce. Przychodziła tu często z Liamem na spacery. To miejsce bliskie starego domu Hale’ów. Wiedząc w którym kierunku ma biec szybko ruszyła przed siebie. Prosiła tylko aby postać która ją goniła zbyt szybko się nie obudziła. Ujrzała jezdnię prowadzącą do miasta. Wybiegła na ulicę. Ujrzała dwa światła wydobywające się z samochodu. Stała na środku jezdni i patrzyła się w nie. Były coraz bliżej. Samochód z piskiem opon zatrzymał się tuż przed nią. Miała szczęście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   13/4/2016, 18:23

"Dziwne-nie słyszała alarmu" - na serio dziwne, to tak wyje, że umarłego by obudził. W końcu pojawiła się Cora jaka lubię. Pyskata, z niewyparzonym językiem... Dzięki Ci pani! Rozum, czy tchórzostwo? Ta, jedno drugiego nie wyklucza. No wiesz, znając wcześniejsze wybryki "wujka Petera" też bym mu nie ufała. Nie ręczy za Kate? Za siebie też lepiej niech nie ręczy. Psychopaci już tak mają bejbe! Karaluchy są upierdliwe? Myślałam, że komary. No dobra... Coś za dużo tych porównań do robaków jak na jedną rodzinę.
No no no, jestem pod wrażeniem. Do tej pory myślałam, że magia Clary to będzie podróbka Czarodziei z WP, a tu proszę... Całkiem wysoki poziom. Rozdział świetny! Czelen na nn, pozdrawiam. I przecież tam jest notka!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   29/4/2016, 19:00

Dobra, może w końcu przysiądę i dokończe to opowiadanie, choć czas jest nie najlepszy... już egzaminy, praca licencjacka...po prostu makabra oO'

Rozdział 18

W TYM SAMYM CZASIE
Wkurzony Theo pędził przez ulice. Wkurzony to mało powiedziany. Ściskał swoimi rękoma tak mocno kierownicę, że aż kostki mu zbielały. W tym momencie kierował nim gniew, rozczarowanie, przygnębienie. Wszystkie negatywne emocje jakie tylko istnieją na świecie. Dalej trzymając lewą ręką kierownicę, prawą skierował w stronę gałki w radiu aby podgłośnić muzykę. Nie wiedział gdzie jedzie. Jechał po prostu przed siebie. Zadręczał się w środku tym co teraz robi Cora. Z Kylem. Potrząsnął głową aby wyrzucić te myśli z głowy. Nacisnął mocniej pedał gazu. Samochód przyspieszył. Nie obchodziło go w tym momencie jak szybko jedzie, czy gdzieś stoi policja. Po prostu jechał. Patrzył przed siebie próbując nie myśleć o niczym i skupić się na jeździe. Z daleka ujrzał jakiś cień w lesie który biegł w stronę ulicy. Nagle postać wyskoczyła na drogę. Theo szybko wcisnął do końca hamulec próbując nie potrącić tego kogoś. Zatrzymał się dokładnie kilka centymetrów przed. Przyjrzał się z samochodu postaci. Znał ją. Szybko wysiadł z samochodu trzaskając drzwiczkami. Podszedł do dziewczyny stojącej na środku jezdni.
-Claire? Co ty tu do cholery robisz ?! Prawie cię potrąciłem.-powiedział zbliżając się do dziewczyny.
-Nie ma czasu-powiedziała zdyszana opierając się rękoma o kolana. Próbowała wyrównać swój oddech.-wsiadaj, opowiem ci po drodze.
Nic więcej mu nie było potrzeba. Widział, że dziewczyna była przerażona. Wsiedli do wnętrza auta i odjechali. Claire odwróciła się i spojrzała przez tylną szybę czy aby na pewno zgubiła postać którą ją goniła. Dopiero wtedy mogła się uspokoić i opowiedzieć Theo co się działo. Jak się okazało położyła się spokojnie spać w łóżku a obudziła w środku lasu. Nie wiedziała dlaczego, ale wiedziała, że ma to coś wspólnego z kamieniem. Jak nie sny to lunatykowanie i obrazy w głowie. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Jedyne co chciała to to aby to zniknęło. Theo w międzyczasie zadzwonił do Scotta by oznajmić mu, że zmierzają w kierunku jego mieszkania. Nim tam dojechali, w środku była już reszta. Claire jeszcze raz opowiedziała zdarzenia z tej nocy. Stiles miał manię do zagadek. Próbował wszystko złożyć w jedną całość. Claire wymieniała obrazy jakie widziała a Stiles siedział, patrzył przed siebie i myślał.
-Peter zawitał u Cory, właśnie dzwoniła.- powiedział Scott odkładając komórkę.-chciał by się odsunęła z Derekiem i Malią od sprawy Kate. Idzie za nim.
-Co?- spytała zaskoczona Alison- Ona się prosi o śmierć ?
-Myśli, że może odkryć kryjówkę Kate idąc za nim.
-I ty jej na to pozwalasz?-spytał Isaac.
-Jasne, że nie, ale wiesz jaka jest. Ktoś musi do niej dojść. Ma mi dać znać gdzie jest. Kto chętny ?-spytał Scott patrząc po kolei na każdego z kolegów.
Wszyscy spojrzeli wymownie na Theo. Wiedzieli, że to może ich do siebie zbliżyć. Że to szansa by wszystko wróciło do normy.
-Nawet o tym nie myślcie-powiedział Theo z założonymi rękoma kręcąc odmownie głową.-Wiecie jak jest. To się nie uda.
-Chyba Scott nie musi ci przypominać kto jest Alfą i decyduje ?-powiedział z uśmiechem Isaac.
Theo tylko wzdychnął bezsilnie. Wiedział, że się nie wykręci i czeka go długa noc z Corą.

Cora śledziła z dość dużej odległości Petera. Nie chciała by ją wyczuł. Wiedziała , że wtedy wpadłaby w niezłe tarapaty. Po dość długiej wędrówce zauważyła jak Peter wchodzi na terytorium małego motelu tuż za miastem. To miejsce ją przerażało. Widać było, że chyba bardzo dawno nie było odnowione. Ściany z zewnątrz były poobdzierane a okolica tuż przy lesie niezbyt zachęcała. Widać to było po pustym parkingu i ciszy jaka krąży wokół. Scott dał jej znać, że to Theo będzie się kierował w jej kierunku więc to do niego napisała sms-a gdzie się znajduje. Najstarszy z Hale’ów skierował się do pokoju 206. Cora zatrzymała się i przez chwilę zastanowiła. Podeszła bliżej a jednak w bezpiecznej jeszcze odległości. Odgarnęła brązowe włosy aby lepiej wsłuchać się co działo się w środku. Schowała się za ściankę, gdy usłyszała jak otwierają się drzwi i staje w nich Peter z telefonem przyłożonym przy uchu.
- Powiedz im, że między czwartą a piątą będą mogli to odebrać.-powiedział Peter do rozmówcy.
Nagle w kieszeni zawibrował Corze telefon oznajmując, że ktoś do niej dzwoni.
-Cholera-zaklęła cicho kucając i chowając się głębiej licząc, że Peter nie nic nie usłyszał. Spojrzała na wyświetlacz „Theo”.
”Świetnie. Idealny moment”-pomyślała. Zaglądnęła przez ściankę, ale Peter już w tym czasie zdążył zniknąć. Wstała i odebrała połączenie.
-Dobre wyczucie. Prawie by mnie złapał, głupku.
-Jestem już blisko, będę za minutę.
-Zaparkuj gdzieś z boku. Nie ma tu żywej duszy.
Gdy już dojechał Cora opowiedziała mu co się wydarzyło. O Peterze i tajemniczej przesyłce dla nieznajomego odbiorcy. Próbowali otworzyć drzwi jednak na darmo. Były dodatkowo zabezpieczone kilkoma zamkami. Co było dość dziwne ale jednocześnie oznaczało, że to coś ważnego. Gdy zadzwonili do Scotta aby się poradzić ten nakazał im wynająć pokój i zaczekać do 5 rano by dowiedzieć się co takiego ukrywają i kto odbiera przesyłkę. Gdyby siedzieli w samochodzie to przy przyjściu odbiorcy ktoś mógłby ich zauważyć. A starali się o dyskrecję. Więc tak zrobili. Theo wziął torbę ze swojego samochodu gdzie miał czyste sportowe ciuchy na przebranie i udali się do recepcji aby zarezerwować pokój.
-Dwa jednoosobowe- powiedział Theo przy ladzie.
-Mamy tylko jeden dwuosobowy -powiedziała recepcjonistka.
Trafniejszym określeniem byłoby stara, przerażająca babka, która nie zachęcała wyglądem raczej zbyt dużo gości.
-Serio? Z tego co widzę to zbyt dużego ruchu tu nie ma.-odpowiedział oglądając się wokół znacząco.
-Bierzecie ten albo wcale.-powiedziała stanowczo baba za ladą. Cora stuknęła łokciem w ramię Theo i wymownie spojrzała.
-Niech będzie-powiedział odbierając klucze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   4/5/2016, 04:48

Nie to, że się z Ciebie zgrywam, ale... jak można wejść na zewnątrz samochodu? Wiem, ogarniam ten fragment, ale w tym momencie musiałam przerwać czytanie, a kiedy przerywam,. to mi głupoty dochodzą do głowy.
Czyżby Peter nie doszedł jeszcze do siebie po powrocie z zaświatów? Znaczy wiesz... dziwę się, że nie poczuł Cory. Chyba, że ta zna jakieś techniki maskowania, czy coś.
Scott kazał im wynająć pokój? Oszczędny z braku kasy(sianie zniszczenia się nie liczy) Scott kazał im wydawać pieniądze na pokój w hotelu. Chyba, że przez telefon wysłowił się inaczej.
Wiem, że słabo, ale u Ciebie jak zawsze było świetnie. Na razie mam małą burzę w rodzinie, ale jakoś sobie radzę. Ale jak się uspokoi, to usiądę do nowej notki.
Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam!
I na koniec podrzucam Ci jeden filmik znaleziony w sieci. Trzymaj się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   23/5/2016, 11:59

Nie uwierzycie ! W zeszłym tygodniu złapała mnie w weekend wena ! Został mi jeden rozdział do dokończenia Very Happy
Nie przedłużam, łapcie kolejny Smile

Rozdział 19
Pokój znajdował się piętrze. Zaledwie 3 pokoje od pokoju w którym kryła się tajemnica. Dwójka weszła do środka rozglądając się po pokoju. Po lewej stronie łóżko dwuosobowe gdzie materac miał już za sobą dobre czasy. Dwie szafki nocne po bokach które także nie były w zbyt dobrym stanie. Naprzeciwko komoda na której stał mały telewizor. Pod jednym oknem stół i dwa prymitywne krzesła. Nic dziwnego, że nikt nie chciał się tu zatrzymywać. To było poniżej jakiegokolwiek standardu. Theo położył torbę na stole i usiadł na krześle. Cora usiadła na łóżku. Siedzieli przez chwile w ciszy.
-Jest dwudziesta trzecia, do piątej daleko. Możesz się przespać.-powiedział spoglądając na wyświetlacz w telefonie.
-A ty ?
-Prześpię się na podłodze.-oznajmił stanowczo.
-Daj spokój. Nie jesteśmy dziećmi. Wiem, że to łóżko nie jest może o wiele lepsze od podłogi, ale nie musisz na niej spać. Zmieścimy się.
-Nie, dzięki.
-Boisz się mnie ?
-Ciebie ? Proszę Cię…
-Więc co ? Brzydzisz ? Jest ze mną już tak źle, że myśl, że będę leżeć obok ciebie cię obrzydza ?
-Daj spokój, nie zaczynaj.
-Nie odpowiedziałeś.
-Serio ?-spytał podnosząc głos i patrząc na nią.
Ona uniosła tylko wymownie brwi.
-Dobra. Położę się tylko już przestań zrzędzić.

Żadne z nich nie mogło zasnąć. Byli odwróceni w przeciwnych kierunkach i patrzyli przed siebie. Bliskość drugiego w pewnym sensie trochę ich onieśmielała. Tak blisko a jednak tak daleko. Nie wiedzieli ile już tak leżą, ustawili budzik na czwartą.
-Możesz przestać się w końcu wiercić?- spytał Theo odwracając się w jej stronę.
-A czy ty mógłbyś oddychać ciszej?-odpowiedziała stosując tą samą taktykę.
-To ty trzęsiesz całym łóżkiem.
-Przepraszam, ale niewygodnie mi. Nie planowałam spać w jakiejś ruderze, więc nie przebrałam się w luźniejsze ciuchy i nie miałam torby z takimi jak ty panie wszystko przewidujący.-powiedziała odwracając się w jego stronę i patrząc na jego spodnie dresowe i luźną koszulkę.
-Nie trzeba było się tak ściskać dla swojego kochasia.
-Gdybyś nie zauważył Peter przeszkodził mi w wieczorze więc na nic zdały się te ciuchy.
-Co za szkoda, Kyle na pewno żałuje.
Nastała chwila ciszy. Przez chwilę patrzyli się w ciemność przed sobą i nic nie mówili.
-Nie zasnę będąc tak ubrana. Posiedzę na czatach, tak w razie czego.-powiedziała opierając się plecami o ramę łóżka. Theo zrobił to samo. Nagle wstał i podszedł do stolika. Wyjął z torby czarny t’shirt. Zawsze miał dwa na zmianę jak jeździł na siłownie. Zabrał go i rzucił na łóżko.
-Będzie ci musiała wystarczyć. Nic innego nie mam.-powiedział.
Spojrzała na koszulkę a potem na niego. Wiedziała, że mimo, że są pokłóceni i nie mają już takiego kontaktu ze sobą to jego nawyki się nie zmieniły. Zawsze starał się o nią dbać. Chwyciła za koszulkę i poszła do łazienki aby się przebrać. W międzyczasie szepnęła tylko do niego „Dziękuję”.
Wróciła do łóżka mając na sobie tylko majtki typu hipster, które uwielbiała. Były dziewczęce a zarazem wygodne. Pod jego koszulką zostawiła stanik. Położyła się i przykryła narzutką łóżka. Przez chwilę było dobrze, ale po chwili znów łóżko zaczęło dygotać.
-Serio? Co tym razem?-odwrócił głowę by spojrzeć co się dzieję, że łóżko znów całe się rusza.
-Co masz na myśli?
-Zimno ci?-spytał widząc jak lekko drży.
-Może.
-Jest lato. Na dworze jest teraz ponad dwadzieścia stopni. Jakim cudem może być ci zimno?!
-Nie wiem. Po prostu jest. Przez ostatnie miesiące dzieją się gorsze rzeczy niż moja zaburzona odczuwalność ciepła.
-Chcesz bluzę?
-Nie trzeba.
-Przecież ci zimno.
-Co nie znaczy, że chcę twoją bluzę.
Theo już nie odpowiedział. Leżał dalej a łóżko nadal się dygotało. Miał już tego dość. Ponownie wstał i chwycił swoją czerwoną sportową bluzę z kapturem rozpinaną na zamek i położył obok Cory.
-Załóż bo zaraz stracę cierpliwość.- powiedział a ona odwróciła się, ponownie tego wieczoru opierając o ramę łóżka i założyła posłusznie jego bluzę.
Usiadł obok niej i spojrzał na nią. Wyglądała bardzo kusząco ,szczególnie mając jego ciuchy na sobie. Do tego włosy w nieładzie i ta niewinność na twarzy. Ona za to stwierdziła, że tej nocy już na pewno nie uda jej się zasnąć. Miała na sobie jego ciuchy które pachniały nim. Wszystko pachniało nim. Do tego siedział obok. A ona coraz bardziej żałowała swojej decyzji sprzed tygodnia. Ile by teraz dała chociażby za jedno objęcie go.
-Ładnie ci-powiedział patrząc jej w oczy.
Spojrzała na niego nic nie odpowiadając.
-Lepiej niż w tych skórzanych spodniach.-po tych słowach nie potrafiła się nie uśmiechnąć.
-Nie mogę Theo-powiedziała wstając z łóżka odchodząc od niego na dwa metry.
Patrzyli się na siebie. On nie wiedział o co jej chodziło. Także wstał z łóżka i podszedł bliżej niej.
-Dłużej nie mogę. Nie mogę przestać o tobie myśleć. Brakuje mi ciebie. Mam na sobie twoją koszulkę która pachnie tobą. Bluza, też tobą pachnie.
-Bo to moje ciuchy.
-Właśnie ! Wszędzie ty, nawet teraz jesteś obok. Leżałeś obok. Wszystko tobą pachnie ! Wszystko…-przerwała na chwilę-…nie potrafię już być z dala od ciebie.
-Cora…-zaczął ale nie dane mu było skończyć.
-Zamknij się-powiedziała podchodząc dwa kroki.
Chwyciła ręką za jego szyję i wpiła się w jego usta swoimi. Zaskoczył go ten ruch. Zaskoczył to mało powiedziane. Zszokował. Przez chwilę nie widział co się dzieje. Po chwilowym znieruchomieniu świadomość mu wróciła po czym oddał pocałunek. Tak bardzo tego pragnął. Tak bardzo za nią tęsknił. Przybliżyli się do ściany, gdzie oparł ją o nią. Oplotła ramionami jego szyję, jedną dłonią zatapiając się w jego włosach. Chwycił za pośladki i uniósł ją do góry. Całowali się jakby za chwilę wszystko miało przestać istnieć. Ich języki obracały się we wspólnym rytmie. Chwycił ją za biodra i przeniósł na łóżko. Delikatnie ją na nim położył po czym oderwał się od jej ust na krótką chwilę by spojrzeć jej w oczy. By miała szansę zrezygnować jak zrobiła to ostatnim razem.
-Co?-spytała gdy jej się przyglądał
-Daje ci szansę by to przerwać.
-Nie chcę przerywać. Zamknij się i mnie pocałuj, Raeken.- nie zwlekał.
Zrobił jak sobie tego życzyła. Oplotła jego biodra swoimi udami i rękoma chwyciła za jego koszulkę dając mu znak, że chce się jej pozbyć. Jej oczom ukazał się umięśniony tors. Mogła to przyznać. Theo miał cudowne mięśnie. Widać, że o nie dbał co świadczyły o tym godziny przebywania na siłowni. Całował jej szyję, ucho, lekko podgryzał. Było jej przyjemnie. Przyjemnie jak nigdy dotąd. Nie chciała by kiedykolwiek przestawał. Odpiął jej bluzę którą miała na sobie, zdjął i rzucił obok łóżka. Wrócił ponownie do jej ust, które smakowały najlepiej na świecie. Ona dłońmi jeździła po jego torsie badając każdą część po kolei. Potem znów ucho i szyja. Ona lekko postękiwała z przyjemności mu do ucha. Było to najprzyjemniejsze co mógł słyszeć w tym momencie. Myślał, że to sen, że to nie dzieje się naprawdę. A jednak. Był tutaj i ona też tu była. Leżeli oboje i pieścili wzajemnie swoje ciała.
-Będzie ci ładniej bez niej-powiedział chwytając za t-shirt który miała na sobie.
-Moja kolej-powiedziała obracając się tak, że tym razem on leżał na dole a ona siedziała okrakiem na nim. Po kolei studiowała mapę jego ciała. Zaczynała od ust, przez policzki do ucha przy którym przystanęła. Potem szyja, jadąc w dół językiem. Wiedziała, że było mu dobrze. Świadczyła o tym jego wypukłość w spodniach którą czuła. Ściskał jej pośladki. Spuścił jedno jej ramiączko, potem drugie. Przeniósł ręce na jej biustonosz i odpiął stanik ukazując niezbyt duże, lecz kształtne piersi. Chwycił ją i przewrócił tak, że znów znajdowała się na dole.
-Masz o jedną rzecz za dużo-powiedziała chwytając z dołu za jego spodnie.
Uśmiechnął się tylko. Całował jej piersi, oplatał językiem jej sutki, które z sekundy na sekundę stawały się coraz bardziej twarde. Zszedł niżej całując jej brzuch, wędrując językiem do jej pępka. Złapał za jej majtki. Popatrzył jej w oczy i z uśmiechem pociągnął je w dół. To samo zrobił ze swoimi bokserkami. Wrócili do ust. Ich języki znów stykały się razem. Rozszerzyła nogi. Przybliżył się. Spojrzał jej w oczy by upewnić się czy na pewno tego chcę. Jej oczy były jak iskierki. Biły radością bliskości z nim.
-Jesteś pewna?-spytał dodatkowo na wszelki wypadek.
Wiedział, że to jej pierwszy raz. Nie chciał by potem czegoś żałowała. Chciał by to była przemyślana decyzja. Ta.. Trochę na to za późno. Kiwnęła twierdząco głową i uśmiechnęła się. Znów zaczął ją całować tym razem delikatniej. Muskał wargami jej wargi. Pomału, delikatnie wszedł w nią. Otworzyli oczy w tym samym momencie. Patrzyli sobie głęboko w oczy widząc w nich bliskość, szczęście a przede wszystkim bezpieczeństwo. Zrobił dwa delikatniejsze ruchy. Trzeci był już bardziej zdecydowany i głębszy. Musiał przebić się przez jej błonę. Wzdrygnęła się czując lekkie ukłucie w środku. Potem oboje poczuli krew. Z chwili na chwile stawało się coraz przyjemniej. Nie spieszyli się. Theo robił to wolno i delikatnie nie przyspieszając niczego. Byli tylko oni. Oni i ta noc. Nic nie mogło się dziś nie udać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   27/5/2016, 10:47

Od razu mówię, będzie ubogo, bo bez klawiatury. Wciąż mam wrażenie, że pomiędzy Corą, a Theo jest dziwna chemia. Pewnie przesiąknięty złem do kości Theo w głębi duszy chce wyeliminować wroga. To ich spanie... Ja nie mogę... Co za idioci. A już szczególnie Cora. No pytam Ciebie: dlaczego oni ze sobą nie pogadają, co? Mają idealną okazję, żeby się rozmówić, a tylko kłócą się o głupoty. Jak dzieci normalnie. Albo nie. Jeszcze gorzej. Bo do dzieci przynajmniej dociera, jak mi się to i owo wytłumaczy. Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam i sorki. Że dopiero teraz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   9/6/2016, 10:38

Kolejny rozdział leci do was ! Smile

Rozdział 20

-Theo ! Żarówka się spaliła.-powiedziała wchodząc do łazienki za potrzebą.
-Nie ma żadnej latarki?
-Nie wiem, nie widzę bo jest ciemno.-powiedziała
On się tylko uśmiechnął. Dzisiejszy dzień był jego najwspanialszym dniem w życiu. Tak bardzo pragnął połączyć się z Corą. Nigdy by się nie spodziewał, że dzisiejszy dzień przyniesie tyle niespodzianek. Wstał z łóżka i się ubrał. Powiedział tylko Corze, że idzie do samochodu poszukać jakiejś latarki. Spojrzał na telefon 3:40. Niedługo powinni się zjawić. Wyszedł na dwór i otworzył bagażnik swojego samochodu przeszukując go. Po chwili poczuł oddech na swojej szyi. A raczej dwa. Odwrócił się. Dwóch dość dużej postury facetów ubranych na czarno stało tuż za nim.
-Szukasz czegoś?-spytał jeden z nich przyglądając się chłopakowi.
-„Cholera”- pomyślał Theo. „Są wcześniej. No cóż. Zabawa zaczyna się teraz”
-Yeah, zastanawiam się czy nie zostawiłem przypadkiem żadnego mózgu, że was tu przywiało.-powiedział po czym ukazał swoje żółte ślepia, ryknął i skoczył na jednego z nich. Zaczęła się walka. Drugi z facetów skierował się na górę do pokoju 206, zostawiając dwójkę walczących samą.
-Prosisz się o śmierć głupcze-powiedział do Theo jeden z ubranych na czarno.
-Lubię wyzwania-odpowiedział z uśmiechem po czym zaczęli kontynuować walkę.
W tym samym czasie drugi z nich wychodził już z walizką z pokoju gdy Cora otworzyła drzwi od swojego pokoju.
-Theo?-spytała wyglądając.
Zauważyła wielkiego gogusia stojącego niedaleko niej.
-No to się wkopałam…-szepnęła. Nieznajomy położył spokojnie walizkę na podłodze po czym skierował się w stronę dziewczyny.
Theo walcząc z wielkoludem zauważył jak drugi z nich zbliża się do Cory.
-Dobra miarka się przebrała. Mam was już dosyć.-powiedział po czym po chwili facetowi ukazała się sylwetka wilkokojota zastępując tym samym sylwetkę człowieka. Widać było, że się zdziwił. Tego najwyraźniej się nie spodziewał. Theo pod postacią wilkokojota rzucił się na faceta przegryzając mu gardło. Wykrwawił się na śmierć. Ruszył na pomoc Corze która była drobna i zadawała niezbyt zagrażające życiu ciosy. Tym bardziej, że była bardziej podatna na ból a rany jej się nie goiły od razu. Widział jak facet trzyma za szyję Corę przypierając ją do ściany.
-I co teraz mała?-spytał kpiąc z dziewczyny
-Teraz…pożegnaj się z życiem-wydusiła kopiąc nogami za tors faceta odpychając go od niej. Puścił ją i stracił na chwilę równowagę. Theo wykorzystał to, wyskoczył i w skoku odgryzł głowę faceta. Zmienił się z powrotem w człowieka.
-Idź się ubierz. Wezmę walizkę i znikamy stąd.-powiedziała Cora.
I tak zrobili. Pytanie tylko co było takiego ważnego w walizce?

Wszyscy stali nad stołem w klinice weterynaryjnej, na którym leżała zawartość walizki. Małe okrągły medalion wykonany z brązu. Na nim wybity ptak.
-Świetnie…To jest to wielkie, ważne coś ?-spytał z ironią Stiles przyglądając się małej rzeczy ponownie.
-Skoro tak to kryli to musi być ważne- powiedział Scott, który także nie rozumiał na co potrzebne było to Kate.
-Słyszałem, że w dalekich czasach medaliony chroniły dany przedmiot. Nie można go było wykorzystać bez posiadania medalionu i zaklęcia aktywującego.-wytłumaczył wszystkim Deaton
-Czyli co ? Że niby kamień nie zadziała bez aktywacji medalionem?-spytała zdziwiona Cora
-To jest bardzo możliwe-odpowiedział Deaton po czym przewrócił medalion na drugą stronę. Były tam wybite liczby „247” oraz dziwny wzór nikomu nie znany. No prawie nikomu.
-Zaraz zaraz-powiedziała Claire biorąc medalion w dłoń. –gdzieś już widziałam ten znak-powiedziała przyglądając się mu.-Widziałam go w obrazach, które mi się pojawiały.
-W księdze nic nie znalazłaś?-spytał Scott.
-Nie, ale mogę przeglądnąć ją jeszcze raz. Możemy zająć się tym po południu.? Zaraz szósta, rodzice się wściekną jak zauważą, że całą noc mnie nie było.
-Tak, myślę, że wszystkim należy się trochę odpoczynku.-potwierdził Scott wysyłając wszystkich do domu by się przespali.
-Dlaczego pachniesz jak Theo ?-spytała Malia czując zapach Theo na skórze Cory. Jechali do loftu samochodem Theo.
-Co?-spytała speszona. Theo także nie wiedział co odpowiedzieć.
-Coście tam robili?-spytał z uśmiechem Stiles, który postanowił przespać się u Malii, miał zapasowe ciuchy zawsze u niej w komodzie więc nie widział problemu. Siedział na przednim siedzeniu wraz z Theo, który był kierowcą. Dziewczyny zajęły tyły.
-My? Nic. Corze było zimno, miała moją bluzę. Zapach musiał na nią przejść.-próbował się jakoś wybronić.
Nie chciał nikomu nic mówić. Przynajmniej póki o tym nie porozmawiają. W końcu nadal miała chłopaka. Malia niezbyt uwierzyła Raekenowi, szczególnie gdy Cora próbowała zachować powagę przy słowach Theo. Tak. Coś tu nie grało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   9/6/2016, 13:17

Theo i Cora już zachowują się jak stare małżeństwo. Żarówka. Gdzie. Jest. Żarówka. No to już jest mistrzostwo. Cora, wysil oczka. Wiem, że widzisz po ciemku.
Theo odwala leśną pornografię? Wiedziałam, że prędzej, czy później to się pojawi. Wiedziałam.
Scena walki jak z Tajemnic Smallville. No fajnie.
Wiem, że to nie tak, ale ta z wszystkich dziesięciu sezonów jest moja ulubiona. Dobra, jeszcze nie obejrzałam wszystkich odcinków, ale postaram się je nadrobić najszybciej jak to możliwe. A potem będzie na luzaku.
Ptak? Jaki ptak? Tylko mi nie mów, że sokół, albo orzeł, bo emblemat zaklepany przez DC. Jeszcze raz napiszesz "przeglądnąć", to chyba wyjdę z tego monitora. Może to subiektywne, bo osobiście nie cierpię tej formy, ale błagam... PRZEJRZEĆ.
Stiles, ty zboczuchu!
Rozdział świetny! czekam na nn! Pozdrawiam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   29/6/2016, 12:37

Rozdział 21

Lydia stała pod mieszkaniem Scotta i uderzała w drzwi. Gdy w końcu się otworzyły wcisnęła Scottowi kartkę do ręki i bez pytania weszła do środka.
-Co to?-spytał zanim spojrzał na zawartość.
-To..mój drogi..malowałam przez ostatnie dwie godziny. Jak chcesz mam tego więcej.-po tych słowach spojrzał na kartkę.
Znak identyczny jak na medalionie który zwędziła Cora z Theo i te same liczby. „247”. To musiało być ważne. Ostatnią rzeczą jaką Lydia namalowała nieświadomie był Nemeton. Ten znak miał znaczenie. Musieli się tylko dowiedzieć jakie.
-Nie wiem co to znaczy, ale sądząc po ostatnim takim moim dziele, nie zapowiada się ciekawie. Zróbcie coś.-powiedziała rudowłosa.
-Yeah-burknął Scott drapiąc się po głowie.
-Nie mam zamiaru tracić kolejnych godzin w nieświadomości rysując w kółko to samo. Mówię serio Scott, pora ruszyć wasze wilcze tyłki.
Scott skontaktował się z Deatonem aby omówić jeszcze raz to wszystko. Pomagał im także Derek, który wrócił z wyprawy z Argentem. Deaton nie próżnował. Znalazł w międzyczasie pewną osobę. Kobieta była znawczynią różnych tego typu rzeczy. Nie wiedzieli czy mogli jej ufać, ale to ich jedyna szansa aby dowiedzieć się coś na temat medalionu. Scott wraz z Derekiem postanowili sprawdzić czy kobieta będzie mogła im pomóc.

Odzyskał przytomność gdy już nikogo wokół nie było. Był zły, że dał się tak nabrać. Obejrzał się na około siebie w poszukiwaniu Scotta. Nigdzie go jednak nie było.
-Cholera.-chrząknął pod nosem wstając.
Wybiegł z pomieszczenia i szybko wskoczył do samochodu pędząc w stronę loftu.

Obudził się z tępym bólem głowy. Prawą ręką pomasował się po głowie w miejscu gdzie został skutecznie ogłuszony. Wzrok skierował na pomieszczenie w którym się znajdował. Nie rozpoznawał go. Szare betonowe ściany, kraty by nie mógł się wydostać. I malutkie okienko na samej górze które wpuszczało świeże powietrze do wewnątrz. Domyślał się, że był w jakiejś piwnicy. Okienko równało się z ziemią.” Tak…to na pewno jakaś piwnica”- pomyślał.
Poszli spotkać się z kobietą, która mogła wiedzieć coś o medalionie. Na próżno. Gdy tam dotarli kobieta była martwa a Kate z Peterem zaatakowali ich znienacka skutecznie ogłuszając. Zabrali go ze sobą. Jak Kate mogła się dowiedzieć gdzie idą ? Ona ma skuteczne sposoby, to wiedział na pewno. Musiała znaleźć jakiś sposób. Podszedł do krat. Zmienił swą postać na wilkołaka i siłą próbował roztrzaskać kraty. Nic z tego. Pozostało mu usiąść pod ścianą i czekać. Czekać aż któreś z nich przyjdzie i w końcu mu wyjaśni o co w tym wszystkich chodzi. Długo czekać nie musiał, niedługo potem zobaczył Kate podchodzącą do jego krat.
-Scott McCall dał się złapać.
-Czego chcesz Kate?-spytał wstając z zimnej betonowej podłogi i podchodząc bliżej.
-Wiesz bardzo dobrze czego chce. Twojej śmierci.
-Więc po co ci kamień i Claire ? Masz mnie. Chcesz mojej śmierci? Proszę bardzo, ale dziewczynę zostaw w spokoju.
-No proszę, jakiś ty honorowy. Tak troszczysz się o stado, że dasz się za nie zabić.
-Ona ci nic nie zrobiła. Nie mieszaj jej w to.
-O proszę cię. Została wmieszana już dawno, gdy okazało się, że pochodzi z rodziny wiedźm.
-Więc jaki masz plan? Co chcesz zrobić ?
-Wszystko w swoim czasie, Scott.-powiedziała Kate na odchodne i oddaliła się tylko w jej znaną stronę.


-Więc co teraz zrobimy?!- spytał poirytowany Stiles- na pewno nie będę siedział i czekał aż mój przyjaciel zginie.
-Uspokój się Stiles, nikt nie ma zamiaru czekać.-powiedział Derek.
-Mam ! Znalazłam.-powiedziała Claire pokazując w księdze znak identyczny jak ten na medalionie.
-Możesz to przetłumaczyć ? –spytał Stiles
-Umm…być może. Nie wiem, nie jestem zbyt dobra w tym jeszcze.
-Spróbuj-pospieszył ją Derek.
-Okej…-zaczęła wczytywać się w słowa w księdze próbując przelać to na ich język.-Piszę tu coś o pełni.
-Co konkretnie?-dopytywał się zniecierpliwiony Stiles
-Nie wiem..ja…
-Skup się ! –krzyknął Stiles
-Hej ! Przestańcie !-przerwał im Liam-dajcie jej trochę spokoju, musi się skupić. Krzycząc na nią niewiele pomożecie a będzie bardziej się stresować.-powiedział chłopak broniąc dziewczyny.
-Okej…możesz coś z tego wyczytać ? –spytał spokojnie Derek oczekując odpowiedzi.
-Deaton miał racje. Aby kamień działał najpierw trzeba go odblokować medalionem.
-Okej..to już coś, rozumiesz coś jeszcze?
-Chwila. Znak. Aby odblokować kamień potrzeba…
-Potrzeba czego?-spytał Stiles patrząc na przerażoną dziewczynę.-Claire?
-Ofiary.
-Ofiary?-zdziwił się Derek
-Tak…ofiary z nadprzyrodzonej postaci. Maluje jej się na czole taki znak z krwi jakiegoś Alfy.
-Ze Scotta.-powiedział Liam
-Czyli Kate zamierza jeszcze kogoś zabić-rzekł Derek- Co dalej?
-Wymawiane jest starodawne zaklęcie, o te tutaj-wskazała palcem- przy nim osoba która chce użyć kamienia…
-…w tym wypadku Kate-powiedział Stiles
-musi własnoręcznie pozbawić serca ofierze. Wtedy kamień się odblokuje i będzie można go użyć.
-Czyli Kate potrzebuje ofiary, kamienia, medalionu, pełni księżyca…
-…która jest jutro-wtrącił Liam
-I…-zaczął Derek
-Mnie-dokończyła Claire. Wszyscy popatrzyli się w jej stronę. -Reszta rytuału wygląda jak w moim śnie.-powiedziała patrząc w księgę.
-Mamy problem-powiedział Isaac wbiegając do loftu-Kamień zniknął.
-Jak to zniknął ?!-spytał Derek
-Pytaj się mnie a ja ciebie. Po prostu go nie ma. Chcieliśmy go zabrać jak mówiłeś, gdy Lydia po niego weszła nic tam nie było.
-Jutro jest bal…skąd wiemy gdzie będzie Kate ?-spytał Stiles
-Trzeba ją zwabić. Na medalion-odpowiedział Derek
-Wiec…jaki jest plan?-spytał Stiles spoglądając po kolei na każdego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   29/6/2016, 16:38

Może po kimś powtórzę, ale muszę. "Czuję zapalenie dupy. (...) Kobieto, Tyś mym mistrzem". W końcu wiem, jak czuł się Chris, kiedy zakończyłam część opowiadania słowami "Właśnie go reanimują". Wiedziałam, że ten sen był proroczy! Wiedziałam, że chodzi o Scotta! Trochę pocierpi, będzie uszkodzony, ale przeżyje, prawda? Lubię, jak Scott jest uszkodzony, bo wtedy jest taki biedny i trzeba się nim zajmować. Ja to czułam! Czułam, że coś kombinujesz. A teraz proszę. Kurde, a mogłam jeszcze trochę poczekać z czytaniem. Może czekałabym na następny rozdział trochę krócej. A pomyśleć, że zajrzałam TYLKO po to, żeby sobie przypomnieć dwa poprzednie rozdziały. No pięknie... Teraz nie wiem, czy mam się cieszyć, czy jeszcze bardziej załamać, bo muszę poczekać na ciąg dalszy. Rozdział cudny, czekam na nn! Pozdrawiam!

REKLAMA nie do końca Teen Wolfowa:
Wiem, że czekasz na ciąg dalszy Stada, ale na razie historia powoli dojrzewa. Jak tęsknisz, to na razie możesz sobie przeczytać moje nowe opowiadania, gdzie pierwszy wątek jest inspirowany Teen Wolfem, ale jeszcze się będzie odnawiał. A to już Twoja decyzja. Tlen Zawsze jakaś namiastka. A wspomniany komentarz znajduje się tutaj: LA. To na razie! Trzymaj się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   17/7/2016, 19:53

Myślałam, że w czasie wakacji będę miała więcej czasu, jednak się myliłam. Nie mam weny by to dokończyć jak na razie..a brakuje mi już ostatniego rozdziału.

Rozdział 22
-Jesteś tego pewna?-powiedziała dziewczyna przeglądając się w lustrze, poprawiając sukienkę.-Zabiją mnie jak to wyjdzie na jaw.
-Zaufaj mi, mam plan. Lepszy niż oni.
-Jesteś pewna ? Będziesz sama
-Tym lepiej, nikt inny nie będzie na to narażony.
-Wiesz jak to się może skończyć. Nie, nie pozwolę na to.
-Przestań. Wiesz, że mam racje. Lepiej by była jedna osoba narażona a nie całe stado. Po prostu to zrób.
-Obiecaj, że wrócisz.
-Obiecuje, że Scott wróci.
-Cora…
-Zrób to Claire.- pospieszyła ją dziewczyna.
Jak Cora chciała tak Claire postąpiła. Miała tylko nadzieję, że nie będzie tego żałować.
IMPREZA
-Nie wzbudzajmy podejrzeń. Zachowujcie się naturalnie…
-Łatwo powiedzieć. Nie na co dzień ściga nas wilcza psychopatka-przerwał Stiles Theo.
-Po prostu się rozglądajcie. Na mój znak Claire poda medalion. Mamy jej pilnować. Kate będzie chciała też jej. Zrozumiano?
-Yep-wszyscy przytaknęli w tym samym czasie.

Muzyka grała podczas gdy cały parkiet zajmowali licealiści. Cora wraz z Claire tańczyły na parkiecie rozglądając się z środka sali. Malia z Kirą zajęły miejsca przy ladzie z ponczem, gdzie też miały dobry widok naokoło. Chłopcy obstawili kąty sali i wejścia. Czekali tylko na pojawienie się Kate, bądź któregoś z jej parobków. Długo nie widzieli żadnych znaków, aż w pewnym momencie Cora przyuważyła znajome włosy w tłumie. Na początku myślała, że to tylko przywidzenie, jednak po pewnym czasie owa postać po raz kolejny mignęła jej przed oczami. To był znak dla niej. W środku czuła poddenerwowanie. Wiedziała na co się piszę. Wiedziała, że jej plan nie jest doskonały, jednak mógł się udać. Szturchnęła Claire w ramię, która wiedziała co to oznacza.
-Bądź ostrożna- poprosiła Corę, patrząc się zatroskanym wzrokiem w kierunku przyjaciółki.
-Za 15 minut możecie ruszyć za mną. Ani sekundy wcześniej.-odpowiedziała brunetka i ruszyła ku węszącej wokół postaci.

Przebijała się przez tłum idąc w stronę Kate. W końcu ją przyuważyła. Obejrzała siędookoła czy żadne z przyjaciół się jej nie przygląda. Droga wolna. Jedno dotknięcie ramienia Kate. Obejrzała się tylko. Kolejne szturchnięcie. Obróciła się po raz kolejny dostrzegając w oddali Corę która wymachuje w jej kierunku kamieniem. Argentówna ruszyła w jej kierunku. W międzyczasie Claire zdążyła zagadać przyjaciół, odwracając ich uwagę od jednego wejścia twierdząc, że chyba coś przyuważyła na sali. Udało się. Cora wydostała się biegnąc ze szkoły w stronę lasu. Miała na sobie sukienkę, jednak przewidując swój plan ubrała na stopy białe conversy za kostki.

-Nikogo tu nie ma Claire-powiedział Theo sprawdzając w tłumie podejrzenia dziewczyny.
-Racja, pewnie mi się przewidziało, przepraszam.
-Wracajmy do reszty.
-Hej !-krzyknął Stiles- Allison przyuważyła Kate wybiegającą ze szkoły. Wyglądała na wkurzoną- powiedział zasapany chłopak.
-Gdzie mogła biec?-zastanawiał się głos Theo.
Po chwili wszyscy dołączyli do nich i udali się w kierunku wyjścia ze szkoły.
-To nie ma najmniejszego sensu.-powiedział idąc przodem Liam
-Zaraz-zatrzymał przyjaciół Theo- gdzie Cora?- oglądnął się wokół. Nie było jej z nimi.
-Dałem wszystkim znać by przyszli. Claire? Była z tobą…-powiadomił Stiles
-Jaa…może..-dziewczyna zaczęła się gubić w słowach
-Claire…co zrobiłaś?-zapytał resztkami spokoju Theo podchodząc bliżej do dziewczyny .
Czarnowłosa patrzyła się tylko z przerażeniem na przyjaciół.
-Zapytam ostatni raz. Gdzie do cholery jest Cora?
-To ona wypłoszyła stąd Kate. Mówiłam jej, że to zły pomysł. Nie chciała słuchać.-tłumaczyła się szybko.
-Po co Kate miałaby gonić Corę?-spytał Isaac
Po chwili ciszy i zastanowienia odpowiedział Stiles
-Bo miała kamień, prawda? Dałaś go jej. Inaczej Kate by jej nie goniła-powiedział chłopak kierując słowa w stronę dziewczyny Liama.
-Miała plan…powiedziała, że nie chce by wszyscy byli narażeni na niebezpieczeństwo
-Ale ona mogła być na nie narażona ?! –krzyknął zdenerwowany Theo.
Dziewczyna tylko drgnęła z przerażenia.
-Gdzie ona jest ? Gdzie pobiegła Cora ?!-spytał podniesionym głosem
-Nie wiem-odpowiedziała mając łzy w oczach. Liam podszedł do niej obejmując ją w pasie.
-Jak to nie wiesz ?!
-Mówiła coś o jakimś wodospadzie. Tylko tyle wiem, przepraszam ! Nie chciałam…
-Na to już za późno. Popisałaś się. Miej nadzieję, że znajdę ją żywą.-powiedział chłodno Theo wybiegając w kierunku lasu.- Idźcie na południowy-zachód. Przy zagajniku obok chronionej części lasu za wzgórzem jest wodospad. Tam biegnie.-dodał ruszając szybciej od reszty.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   17/7/2016, 21:01

Clarie, widzę, kieruje się matematyką. Lepiej odjąć jeden niż całość. No tak, tylko ciekawe, jak da radę. Wiesz co, Stiles... wilczyca-psychopatka może i nie, ale wiele bardzo dziwnych stworów. Powinieneś być przyzwyczajony. Co nie?
Wiesz co? Jestem ciekawa, czy ktoś zwrócił uwagę, że nie ma Scotta. Wiesz... Bal bez kapitana drużyny... dziwne, co nie?
Rozdział świetny i... no psia jego juwa! Chyba nie muszę pisać, że czekam na nn, co nie? Bo czekam. Trzymaj się, pa!
I wiem, że czekasz na notkę na stadzie, ale trochę cierpliwości, a notki będą jak w zegarku co dwa tygodnie. Obiecuję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   6/8/2016, 17:39

Czasu brakuje,brakuje brakuje. Wstawiam dziś rozdział 23...mam jeszcze w zanadrzu 24, niestety 25 jest końcowym, ale jest dopiero zaczęty i nietknięty ze dwa miesiące wiec na niego trzeba poczekać.

Rozdział 23
-Kierujcie się w moją stronę. Zdobędę kamień, wy przygotujcie wszystko na miejscu. Młoda nie myśli gdzie biegnie, jest zbyt przewidywalna. Zamknę jej drogę przy wodospadzie.

Biegła przez las, próbując nie potknąć się o żaden korzeń czy kamień. Biegła ile sił w nogach, by Kate nie mogła jej dogonić. Po drodze próbowała ją zgubić. Nic z tego, była szybsza niż myślała. Nagle zaczęła wątpić w swój plan. Jednak już było za późno. Musiała dokończyć to co zaczęła.
Z daleka ujrzała tak bardzo znane jej miejsce. Przyśpieszyła, mimo, że płuca już ledwo jej na to pozwalały. Jednak nie poddaje się tak szybko. Nie podda się bez walki. Gdy dobiegła do wodospadu automatycznie się zatrzymała i utkwiła wzrok na lewo. Ognisko płonęło. Nieopodal ujrzała związaną postać. Wokół niej rozsypany jakiś pył.
-Scott-szepnęła gdy ujrzała czerwone oczy Alfy.
Chłopak był cały poobijany. Ledwo siedział o własnych siłach. Spojrzała w górę. Księżyc był ogromny i oświetlał cały obszar na którym się znajdywali. Usłyszała szelest w krzakach. Odwróciła głowę w tym kierunku. W jej stronę szedł nieznany mężczyzna, który był dobrze zbudowany.
-Bułka z masłem- uśmiechnął się facet ruszając w jej kierunku.
Z samego początku robiła uniki jego ataków. Jednak to było wyczerpujące a ona i tak była zmęczona długim biegiem ze szkoły. Postanowiła wyprowadzić atak. Nic z tego. Mężczyzna nawet nic nie poczuł.
-Cholera-zaklęła
-Skończ to!-krzyknęła z daleka Kate.
Gdy Cora odwróciła się by na nią spojrzeć, facet wykorzystał jej chwilę nieuwagi i objął ramionami tak, że ledwo mogła oddychać.
-Myślałaś, że co ? Że uda ci się przede mną uciec? Pamiętaj, ja zawsze jestem jeden krok przed tobą. Wystarczyło was kilka dni poobserwować. Gdy wybiegłaś w tą stronę wiedziałam, gdzie biegniesz. W końcu dużo spędzasz tu czasu nieprawdaż?
-Pieprz się!-krzyknęła Cora
-Spokojnie, twoi przyjaciele już tu zapewne idą. Mała czarownica sama nam się dostarczy. Przechytrzyć was dzieciaki to prościzna. Czy wszystko już gotowe?
-Tak-odpowiedział Peter wyłaniając się z cienia. Cora z obrzydzeniem się na niego spojrzała, próbując wyrwać się z objęć jednego z parobków Kate.
-Świetnie. W takim razie pora odzyskać kamień. No mała, zrób to, to może cię oszczędzę.
-Powtórzę to jeszcze raz może zrozumiesz. Pieprz się, Kate.
Ta zaśmiała się tylko. Cora wykorzystała to, że objęcia goryla który ją trzymał lekko się poluźniły. Wzięła zamach i objęła nogami jego kark, po czym mocno pchnęła w dół. Upadł na ziemię z hukiem. Wydostała się spod jego ciała, jednak on przytrzymał ją za kostkę. Kopnęła go wolną nogą i wskoczyła do jeziorka.
-Mała smarkula. Zapłaci mi za to !-krzyknęła Kate skacząc za nią.

Pod wodą kierowała się w stronę wodospadu. Było tam małe przejście którym dopłynęła do ukrytej jaskini. Zasapana brakiem tlenu w płucach wbiegła po kamiennych schodkach na górę. Już miała skakać z powrotem do jeziorka, przez przejście, które było zasłonięte przez spływający wodospad gdy poczuła tępy ból w łydce. Kamień wypadł jej z ręki na samą krawędź. Złapała się za miejsce gdzie czuła ból. Kula od pistoletu tkwiła w jej mięśniu.
-Serio myślałaś, że nie jestem przygotowana? Chciałam być miła, ale jesteś nieustępliwa jak swój brat. Popełniłaś błąd.-mówiła Kate krocząc pomału w stronę leżącej dziewczyny.
Cora próbowała wstać, lecz Kate uniemożliwiła jej to kopnięciem w zranioną nogę. Padła po raz kolejny na ziemię. Kate złapała ją za brodę i skierowała do niej słowa.
-Nie bój się. Twoi przyjaciele do ciebie dołączą. Ostatnie słowa?
-Pieprz się- wydusiła odrzucając ją łokciem. Chwyciła za kamień i tylko usłyszała „Mała szmata” gdy rzuciła się w głąb jeziorka.
Nie miała już sił, nie czuła już nawet bólu. Instynkt przetrwania nakazał jej ruszać ramionami by dopłynąć do brzegu. Słyszała za sobą plusk, oświadczający, że Kate skoczyła za nią. Już wiedziała, że przegrała. Nie liczyła już na ratunek. Pogodziła się z tym. Jej plan zawiódł. Miała tylko nadzieję, że jej przyjaciołom uda się ocalić Scotta. Złapała rękoma za kamienny brzeg i ostatkami sił podniosła się i legła na ziemię ciężko dysząc. Popatrzyła się w stronę Petera który obserwował wszystko z boku. Kate wypłynęła na brzeg i złapała Corę za włosy.
-Mam nadzieję, że wykorzystałaś swoje chwile w życiu na maksa. Może w następnym życiu ci się uda.-szepnęła Corze do ucha
-Czekaj ! –krzyknął Peter.
Kate odwróciła się w jego stronę.
-To moja siostrzenica. Weź kamień i zostaw ją. I tak już cię nie powstrzyma.
Corze popłynęły łzy z oczu. Przed nimi miała wszystkie szczęśliwe chwile jakie przeżyła. Odnalezienie brata. Dołączenie do stada. Jej chwile z Theo. Jej chwile nawet z Kylem. Z przyjaciółmi. Powtarzała sobie w myślach, że nie chce umierać. Że chce żyć. Że nie jest gotowa by odejść.
-Przykro mi, Peter. Gdyby się tak nie stawiała to może bym ją oszczędziła. Wykorzystała moją cierpliwość. Dość tego. Mówiłam, że ich oszczędzę gdy odpuszczą, ty to miałeś załatwić. Nie chcieli to teraz zobaczą tego konsekwencje.
-Nie…-szeptała Cora.-Proszę…-łzy leciały jej po policzkach.
Kate spojrzała się w jej stronę. Puściła w jej stronę uśmiech zwycięstwa. To ona była górą w tym momencie. Złapała ledwo przytomną dziewczynę za włosy i wsadziła jej głowę pod wodę. Dziewczyna nawet się nie broniła. Poddała się. Zawiodła.
Peter szybko ruszył w stronę siostrzenicy. Co jak co, ale rodzina przede wszystkim. Kate mogła mieć swój plan, mogła im grozić, ale nie mimo wszystko nie pozwoli by ktoś z jego rodziny zginął z jej ręki. Szczególnie nastolatka, która chciała tylko obronić przyjaciół. Niestety nim dobiegł Kate wyjęła z wody głowę dziewczyny. Dziewczyny która jakby wzięła ciut głębszy oddech pod wodę to może by jeszcze żyła. Ale nie miała na to sił. A może nie chciała. Może chciała się już uwolnić od tego bólu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   6/8/2016, 18:05

No więc tak... ogladam sobie w spokoju Power Rengers: Mistyczna Moc (długa historia) aż tu nagle przychodzi mi powiadomienie na maila, że jest odpowiedź w tym temacie. To co robię? Wbijam natychmiast, bo od miesiąca nie mogłam się doczekać. I... Czytam!
Uwielbiam, kiedy mówią na Clarie "Mała czarownica". A wiesz, w tych rengerach, co teraz zaczęłam ogladac też jest czarownica, co ma na imię Clarie. Tylko ona jest trochę pierdołowata.
Peter trzyma z tą złą. Oczywiście.
Coś za szybko się skończyło... Niech to! Tylko błagam, nie każ mi znowu tyle czekać. Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam.
PS. Powróciłam. Nowa notka na Stadzie, następna za dwa tygodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   22/8/2016, 10:27

No więc to już prawie koniec. Prócz tego co dziś wstawie został mi jeszcze jeden góra dwa rozdziały. Niestety nie wiem kiedy się pojawią, gdyż albo nie mam czasu pisać, albo wena idzie sobie na spacer.
Miejcie nadzieje, że niedługo do mnie wróci Smile

Rozdział 24

-Cora…-szeptał Peter klękając przy jej ciele.
Klepał ją w policzek próbując ocucić.
-Daj spokój, jesteś silna… no dalej, otwórz oczy.- z daleka można było ujrzeć wzrok Scotta który ostatkami sił próbował się wydostać z więzów. Zaszkliły mu się oczy gdy widział, jak Peter nie może ocucić jego przyjaciółki.
-Odpuść Peter, już po niej. Ktoś i tak musiałby zginąć by aktywować kamień. Padło na nią. –powiedziała chłodnym tonem Kate.
Peter położył wiotkie ciało na ziemi. Wstał, a gdy się odwrócił można było ujrzeć jego niebieskie ślepia i rozzłoszczoną twarz.
-Nikt, powtarzam nikt nie zabiję członka mojej rodziny unikając własnej śmierci.
Kate tylko się zaśmiała.
-Daj spokój. Rodzina? Więcej razy się od niej odwróciłeś nim mogę policzyć na palcach obu rąk. Weź się w garść i kończmy co zaczęliśmy.
-Jedyne z czym skończę to z tobą !-krzyknął i rzucił się niespodziewanie na Kate.
Wszyscy wiedzą jaki jest Peter. Z nim się nie zadziera, szczególnie gdy jest żądny zemsty. Kate nie miała zbytnio szans przy nim. A on jak wpadał w szał to lepiej zejść mu z drogi. Gdy dorwał Kate od razu rozszarpał jej gardło. Krew tryskała naokoło. Miał całe wilcze dłonie i twarz w jej krwi. Ciało Kate padło rozszarpane na ziemię.

W TYM SAMYM CZASIE

Biegł ile sił w nogach. Myślał tylko o niej. Myślał o jej bezpieczeństwie. Nic więcej się nie liczyło. Tylko ona. Nie mógł uwierzyć, że była na tyle nieodpowiedzialna by wziąć to wszystko na siebie. Mieli plan. I to bardzo dobry. Czemu chciała załatwić to sama. Wiedziała, że z Kate nie będzie tak łatwo. Dlaczego się sama narażała ? Słyszał pod stopami szelest liści. W dalekim tyle dźwięki biegnących przyjaciół. On był szybszy. Nie bez powodu tyle ćwiczył. Nie myślał nawet gdzie biegnie. Znał tą drogę na pamięć. To była ICH droga. Ich miejsce spotkań. Miejsce gdzie wszystko odchodziło w zapomnienie. Wszystkie troski i problemy. To było miejsce które należało do nich i tylko do nich. Przychodzili tam gdy byli smutni, radośni, źli. Tam, przy szumie wodospadu nic nie miało znaczenia. Wszystko znikało. Byli tylko oni, las i woda. Zbliżał się już do celu gdy usłyszał głos Lydii. Nie był to byle głos. Był to krzyk. Krzyczała jej imię. Jeszcze szybciej przyspieszył.

-Coś jest nie tak-powiedziała Lydia która złapała się zsapana za pobliskie drzewo.
-Co? Jak to ?-spytał zdenerwowany Stiles- Lydia nie ma na to czasu, musimy biec.
-To…to przeczucie
-Przeczucie ? O co ci chodzi-pytał zdezorientowany chłopak rudowłosą dziewczynę.
-To…o nie…nie…
-Lydia? Lydia co jest- spojrzał na jej szeroko rozszerzone oczy.
-Aaaaaa !!!-krzyk rozniósł się po całym lesie.
Dotarł do wszystkich z przyjaciół. Lydia padła na kolana i rękoma złapała się za głowę zatykając uszy.
-Cooooraaaaa!!!-krzyk był niesamowicie głośny. Stiles musiał zatkać swoje uszy swoimi dłońmi
-O nie-szepnął Stiles. Serce mu przyspieszyło. Podniósł Lydię na nogi i ruszyli w stronę przyjaciół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   22/8/2016, 14:09

Peter coś strasznie sentymentalny się zrobił. Sądziłam, że nie przejmie się tym, co się stało z Corą. Sądziłam, że ją dobije, a ten rzucił się na Kate. Nie sądziłam, że go to w ogóle jakoś obejdzie.
Lydia krzyczała jej imię. Czy to znaczy, że Cora umarła?
Bosz... Jak to? To już się urwało? No nie... ja chcę już ciąg dalszy! Nie mogę tyle czekać! Aaa!!! Zlituj się kobieto, no!
Rozdział świetny! Czekam na nn! I fajnie by było, gdybym nie czekała długo, ale to już od Ciebie zależy. Pozdrawiam! I do zobaczenia pod następnym rozdziałem. Cześć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]   Today at 11:46

Powrót do góry Go down
 
Co by było gdyby...CZĘŚĆ 2 [24/?]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: