IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   16/11/2015, 16:09

Przyśniła Ci się fabuła? O łał... jak w „Zmierzchu”... Nie było mnie ledwo jeden dzień i już mam takie zaległości. Oj, szalejesz. A teraz jedziemy od początku. A pod spodem daję Ci link do FanArtu na YouTube. Dotarło, że już je skończyłaś, ale pomyślałam, ze może Ci pomóc w dalszym pisaniu.

O rozdziale 14:
Aiden wchodzi do Lydii przez okno? Aż łezka się w oku kręci, bo przypomina się „Męsko-Damska rzecz” i te momenty w „Chucku”, o którym jeszcze niedawno sama pisałam. Ale jedno jest pewne. Ktoś tu jest zazdrosny... To, że chłopak jest zazdrosny, to jedno. Ale, żeby mu nawet buziaka nie dostać? Wstydź się Lydia, wstydź!
Nie do końca wiem, co myśleć o Theo. To albo taki profesjonalista, albo po prostu takiego zgrywa, żeby zaimponować Corze. A ja szczerze powiedziawszy, nie wiem, czy jej w ogóle coś imponuje. Ta dziewczyna jest ze skały! A Isaac, jako jego najlepszy kumpel to już coś naprawdę dziwnego.

O rozdziale 15:
Widzę, że treningi Theo i Cory to gwóźdź programu śniadaniowego w Lofcie Hale'ów. No cudownie. Z kole wyżej wspomniani są na etapie „kto się czubi, ten się lubi”. Jestem ciekawa, czy Derek wpadnie na to, żeby dokupić dodatkowy stół, żeby wczepić dwa ze sobą. A, sorry, to było w szkole. Znowu się rozpraszam. No, to może rozdzielą się jakoś na dwa?

O rozdziale 16:
Dlaczego Clarie przypominała mi na początku Deatona w spódnicy? Pewnie przez te zioła i buteleczki! Czy Ty pijesz do tego, ze jest nadnaturalna? Ewentualnie kandydatką na druida.
Theo, widzę, ucieszył się na widok kuzynki. To fajnie. Może to właśnie dzięki niej on jest... lepszy. To wiesz tylko Ty. Jesteś autorką. Masz swoje tajemnice. Ale nie wiem, do czego pijesz. Że Reakenowie są na swój sposób wyjątkowi? Bo jak na razie Scott zadaje za dużo pytań naraz. Trudno się połapać. Podobało mi się „Bardziej niż komukolwiek” o Argentach.

Podsumowanie:
Jak zwykle było świetnie. A niżej obiecany przeze mnie filmik. A teraz lecę wstawić notkę u siebie. Czekam na nn! Pozdrawiam! Trzymaj się!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   17/11/2015, 16:02

Nigdzie nie było napisane, że Maya to jego kuzynka tylko znajoma Smile
A filmik świetny ! Chętnie pooglądam jeszcze jakieś ciekawe, w razie czego rzuć linka !

Rozdział 17

Lydia kolejny dzień z rzędu siedziała na komisariacie. Wraz z Parrish’em przesiadywali godzinami i szukali wszelkich informacji na temat zamkniętych fabryk. Musieli głębiej poszperać. Fabryki których budynki nadal stały ale były nieużywane od 10 lat znikały z rejestru głównego. Musieli więc bardziej się wysilić by odnaleźć je w innych rejestrach i dopasować.
-To chyba ostatnia- rzucił policjant
-Yeah-przytaknęła rudowłosa-udało się nam
-Trochę to trwało, ale dzięki twojej pomocy poszło o wiele szybciej-powiedział odwracając się w stronę dziewczyny, patrząc jej prosto w oczy. Patrzyli się na siebie, policjant przybliżał swoją twarz do niej. Ona jakby zamarła, jej ciało odmówiło posłuszeństwa. Kiedy Parrish musnął swoimi ustami jej usta, nagle się przebudziła i szybko odsunęła swoją głowę do tyłu.
-Przestań- rzuciła
-Przepraszam…Jaa..
-Mam chłopaka. Kocham Go. Nie możesz mnie całować.
-Myślałem…-nie dokończył gdyż dziewczyna mu przerwała.
-Źle myślałeś. Musze już iść. Przekaże chłopakom listę.- zabrała swoją torbę i kurtkę. Czym prędzej wybiegła z komisariatu wsiadając do auta i odjeżdżając w stronę loftu, gdzie była reszta ekipy.


Alison odłożyła komórkę.
-Lydia już tu jedzie. Mają listę.-skierowała słowa do wszystkich
-Jaką listę?-spytała dziewczyna
Wszyscy wyjaśnili jej co odkryli i gdzie podejrzewają, że może być jej brat. Na liście było około 10 pozycji. Dodatkowo na niej znajdowały się opuszczone budynki które były warsztatami samochodowymi i znajdowały się na skraju miasta. Zgodnie stwierdzili, że zaczną od jutra poszukiwania. Będą przeszukiwać grupami by w razie niebezpieczeństwa nikomu nie stała się krzywda. Wszyscy przytaknęli. Wieczór spędzili spokojnie. Lydia dojechała do reszty. Pan Argent pojechał do domu a cała ekipa siedziała na dole i rozmawiała. Późnym wieczorem wszyscy się rozeszli i udali do swoich mieszkań i pokoi.

Rano Cora jak zwykle ubrana w sportowy strój czekała na dole na Theo. Bieganie stało się ich rutyną. Jednak ku jej zdziwieniu ze schodów zszedł chłopak wraz z Maya.
-Dziś pobiegamy w trójkę-rzucił chłopak po czym cała trójka wyszła z budynku. Wilczyca tylko wzdychnęła niezadowolona z owego faktu.
Nie mogła zaprzeczyć, że blondynka faktycznie była dobrze wysportowana, szybka i zwinna. W pewnym momencie kotołak rzuciła „ Ścigajmy się” i ruszyła szybko przed siebie. Theo się zaśmiał i pędem próbował ją dogodnić. Nie zwracali na nią uwagi. Cora także była szybka ale musiała przyznać, że za dziewczyną nie nadążała. Po chwili dała za wygraną i przestała nawet próbować dotrzymać im tempa. Wróciła do loftu sama. Gdy weszła zauważyła, że owi towarzysze już po prysznicu schodzili na śniadanie gdzie zebrała się reszta stada.
-Ty dopiero tu ? –spytała zadziornie Maya
-Tak, lubię czerpać przyjemność z biegania a nie się popisywać- rzuciła zgryźliwie kierując się na górę.
Theo szepnął do blondynki „ Zaraz wracam” i skierował się za przyjaciółką schodami na piętro.
-Wszystko w porządku?-spytał stając obok dziewczyny
-Tak. Dlaczego miałoby nie być skoro sobie pobiegliście i nawet nie zwróciliście na mnie uwagi ?
-Przepraszam-szepnął- kiedyś lubiliśmy się ścigać. -Nie wiedziałem, że będzie ci to przeszkadzać.
-Nieważne.
-Jutro rano poćwiczymy walkę ? Jeśli dobrze ci pójdzie to przećwiczymy coś nowego.
-W dwójkę czy we trójkę ?–spytała zgryźliwie
-W dwójkę. Hej ! Co jest ? Czemu taka jesteś?
-Idę pod prysznic, nie chce spóźnić się do szkoły. Mam sprawdzian.
-To co…o siódmej ?
-Jak chcesz-rzuciła szybko i weszła do łazienki.

Większość by nie wzbudzić uwagi poszła do szkoły. Pierwsze dwa miejsca na liście sprawdzali: Maya z Derekiem i Isaaciem  oraz Alison z ojcem i Scottem. Niestety budynki były całkowicie opuszczone, nie było w nich żadnej żywej duszy. Postanowili, że jutro wymienią się w grupach i sprawdzą kolejne dwie pozycje z listy.

-Spotkamy się dziś?- spytała Malia swojego chłopaka kierując się do samochodu.
-Eee…nie mogę. Mam plany.-próbował wymigać się Stiles
-Jakie niby ? –spytała zdenerwowana już jego zachowaniem dziewczyna.
-Jakieś…ze Scottem. Tak…my…obiecałem mu, że pomogę mu dziś w klinice u Deatona.
-Ty? Ty się nie znasz na zwierzętach.
-Tak…dlatego mu pomagam…ee…znaczy…uczę się o nich.
-Znowu kręcisz-stwierdziła stanowczo.
-Chcesz to zadzwoń do niego…potwierdzi. Muszę lecieć, na razie- rzucił, pocałował dziewczynę w policzek i ruszył w stronę swojego jeepa.
Dziewczyna posmutniała myśląc, że zapomniał o jej urodzinach, które dzisiaj wypadają. Nie chciała niczego szczególnego. W sumie nie zależało jej na tym, jedyne co chciała robić w tym dniu to spędzić go ze Stiles. Nawet z pizzą przed telewizorem. Tylko tyle chciała. Stiles musiał wszystko przygotować. Chłopaki obiecali mu pomóc zresztą tak jak dziewczyny. Lydia obiecała, że zajmie się dzisiaj Malią tak aby niczego się nie domyśliła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   18/11/2015, 09:46

Znajoma? A wiedziałam, ze coś mi nie grało... Dobra, do rzeczy.
Lydia naprawdę wzięła sobie za punkt honoru pomaganie Jordanowi. Śmieszna sprawa, bo ona ma już trzy dyszy, a jemu jeszcze rok brakuje. Tak a'propo, to patrz co znalazłam: http://static.comicvine.com/uploads/original/8/89742/2654930-ben_10_alien_swarm.jpg Ale jaja, co nie? Od tej pory nie wstydzę się zeszytu z kreskówkową wersją! Musze to sobie obejrzeć! No tak, trochę zboczyliśmy z tematu, bo wspomniałaś o Parrishu, ale teraz wracajmy do opowiadania.
Tam masz taki fajny moment z ustami. Wiesz o co mi chodzi. Szkoda, ze Lydia nie zrobiła tego, co Jo w „Big Time Rush”. Tabliczka z napisem „Chłopak!”, tak, to byłaby przesada.
Widzę, że „Młodzieżowa Agencja Wywiadowcza” działa na pełnych obrotach. Takie CIA dla gówniarzy. Aż jestem ciekawa, kto tam jest mechanikiem. I tak przerobiłam sobie ten fragment na dramat, ale to lepiej ominiemy.
Cora i Theo naprawdę ostro się wzięli za to trenowanie. Szczególnie biorąc pod uwagę, że szukają brata jego znajomej. Jak oni mają na to wszystko czas? No, nie ogarniam tej kuwety. Musiałaś używać słowa „kotołak”? Przecież ona ma imię! I jakby tego było mało... sama jej je nadałaś. Znasz jakiś związek frazeologiczny ze słowami „jak kot z kojotem”? Bo fajnie by było poznać. Bo ona i Cora na razie się za bardzo nie lubią. Wiesz, taki przysłowiowy „pies z kotem”, chociaż to właściwie wilk.
Nie ma tam tekstów w stylu „Mam taką ochotę Cię przelecieć?” Bo od powtórki (obok siedział brat, co się dziwisz?) odcinka z wchodzeniem do głowy Stilesa wciąż mam Scotta i Allison w tej szafie przed oczami. Wciąż te szczupłe palce Posey'a siedzą mi w głowie.
A Stiles i Malia wciąż mają dziwnie. No pięknie!
Rozdział świetny!Czekam na nn! Pozdrawiam!
A teraz moja ulubiona czołówka typu „Style”, a trochę ich jest.
Dobra, masz jeszcze jedną, bo jest mega, a dopiero co ją znalazłam. Taka na czasie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   18/11/2015, 12:19

Drugi filmik mega <3
Zastanawiałam się skąd znam melodie z pierwszego...aż spojrzałam na tytuł. No tak. Angel ! Oglądałam ten serial Very Happy

Rozkręcamy się coraz bardziej Smile

Rozdział 18

-Wszystko gotowe- powiedział Scoot do przyjaciela.
-Okej…ozdoby są, muzyka jest, karaoke jest, tort jest…-zaczął wymieniać Stiles
-Wyluzuj stary, wszystko już przygotowaliśmy. Czekamy teraz aż Lydia przyprowadzi Malię.
-Musi być idealnie ! To jej pierwsze urodziny od przemiany, wszystko musi być perfekcyjnie.
-Będzie, ucieszy się, zobaczysz- poklepał Alfa przyjaciela po ramieniu.
-Już idą do budynku- powiedziała Alison odczytując smsa od Lydii.
-Okej ludzie, chowajcie się !-krzyknął Stiles chowając się za kanapą.
W lofcie znajdowali się wszyscy przyjaciele. Stiles zaprosił także Claire. W końcu zaczęła przyjaźnić się z Liamem. Jego znajomi są ich znajomymi. Tym bardziej, że była sympatyczną dziewczyna, która potrzebowała przyjaciół. Tak więc ich znalazła. Derek zostawił młodzież samą, choć nie był przekonany co do zaufania. Znał ich i nie był pewien czy zastanie loft w jednym kawałku. Wraz z panem Argentem byli u niego, zastanawiając się nad sprawą, wymyślając jakiś plan co zrobią gdy znajdą tą dobrą kryjówkę. Maya także była obecna na imprezie urodzinowej, zatrzymała się w lofcie więc Stiles stwierdził, że nie byłoby na miejscu gdyby jej nie zaprosił.
Zadzwonił alarm oznajmiając, że ktoś wchodzi. Lydia użyła wymówki, że Cora i Alison czekają na nie w lofcie. Miały wybrać się razem na koktajl. Ku zdziwieniu Malii, gdy weszła zobaczyła jak wszyscy wyskakują zza mebli krzycząc :”Niespodzianka !” Szeroko uśmiechnięta nie mogła uwierzyć, że przyjaciele zrobili jej taką niespodziankę. A najdziwniejsze było to, że nikt się nie wygadał.
-Wszystkiego najlepszego skarbie- powiedział Stiles podchodząc i całując dziewczynę w ustach.
-To dlatego tak się dziwnie zachowywałeś ? Ciągle nie miałeś czasu?-spytała
-Tak…ale nie tylko dlatego..-zaczął- również to było tym powodem- dokończył wręczając jej małą kopertę z kokardką.
-Co to?-spytała zaintrygowana wilkokojotka
-Otwórz- jak powiedział tak zrobiła. Gdy otworzyła kopertę ujrzała 2 bilety na koncert.
-Florence& The Machine ? Jak je zdobyłeś ?! Myślałam, że nie ma już biletów.
-Powiedzmy, że musiałem pojechać w kilka miejsc i pociągnąć za kilka sznurków. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.- wytłumaczył i po raz kolejny musnął jej usta swoimi.
-Dziękuję. Najlepszy prezent na świecie. Nie musiałeś, pewnie były drogie.
-Oszczędzałem
-Przepraszam, że w ciebie wątpiłam-rzekła przytulając chłopaka.
Cała reszta wycałowała dziewczynę i wręczyła drobne prezenty. Scott wniósł tort i wszyscy odśpiewali jej „Sto lat”. Pomyślała życzenie i zdmuchnęła świeczki. Chłopacy puścili muzykę i zaczął się wieczór. Po dwóch godzinach zabawy wszyscy włączyli karaoke i podzielili się na grupy. Może i nie byli zbyt utalentowani pod tym kątem ale nikomu to nie przeszkadzało. Liczyła się zabawa. W pewnym momencie wszyscy usłyszeli dźwięk tłuczonego szkła. Nim się obejrzeli potężna bestia wkroczyła do środka wybijając okno. Zobaczyli postać wielkiego czarnego psa. Na głowie miał wielkie poroże, ogon jak lew a tylne nogi były zakończone kopytami. Stanął na środku pomieszczenia i głośnie wydał z siebie potężny ryk. Ślina ciekła mu między kłami. Wszyscy przerażeni natychmiast odskoczyli.
-Co to do diabła jest ?!- krzyknął przerażony Stiles
-Nie mam pojęcia, ale myślę, że raczej nie przyszedł na tort urodzinowy! –krzyknął w odpowiedzi Scoot. Kira sięgnęła do paska i złożyła go w katanę. Alison wyjęła sztylety schowane przy kostkach. Liam zasłonił przerażoną Claire. Lydia schowała się za pobliską ścianę. Nie miała żadnej broni więc nic innego jej nie pozostało. Reszta przemieniła swoje ciała w drugie oblicze. Gdy Liam ukazał się Claire, ta tylko przyłożyła z niedowierzenia rękę do ust.
-Schowaj się- szepnął do niej. Pobiegła do Lydii gdzie także stał Stiles. Stwór zaczął atakować swoimi pazurami kogo popadnie. Wszyscy próbowali go otoczyć i zaatakować, ale potwór był silniejszy. Był 8 razy większy niż przeciętny człowiek, miał potężne uderzenie. Wszyscy którzy chcieli go zaatakować lądowali odbijając się od ścian. Kanapa, stół..wszystko było zdewastowane. Kira próbowała atakować go od tyłu, ale skończyła tak samo jak reszta.
-Co to do licha jest?-krzyknęła Lydia
-Nie wiem…nikt z nas tego nie wie.
-Wiedzieliście, że oni tacy są?-spytała Claire
Dwójka popatrzyła się na siebie niepewnie. W końcu stwierdzili, że i tak wszystko wyszło na jaw.
-Yeah..-przytaknęli.
-Kim oni…?-zaczęła spoglądając na walczące stado
-Wilkołaki, kotołaki, wilkokojoty- odpowiedział szybko chłopak.
Claire niepewnie znów spojrzała na wszystkich.
-On ich zabije-rzuciła
-Oby nie- zaprzeczył Stiles
Czarnowłosa nie wiedziała co począć. Patrzyła jak jej przyjaciele zostają ranieni przez wielkiego psa mutanta. Bała się. Cholernie się bała. Przez chwile się zastanowiła. Gdy zobaczyła jak Alison leży zraniona w udo pod ścianą i wielki potwór zbliża się ku niej niewiele myślała. Wiedziała, że nie może pozwolić by komuś coś się stało. Odważyła się i wyłoniła ze ściany. .Lydia ze Stilesem krzyknęli by wróciła lecz ona się nie cofnęła.
-Alison!-krzyknął Isaac podnosząc się z podłogi
Claire machnęła ręką w stronę Alison i krzyknęła „Umbraculum!”. Wszyscy odwrócili się w stronę dziewczyny. Stwór chcąc zaatakować łowczynię rzucił się po czym odbił od magicznej tarczy, która oplatała dziewczynę. Wszyscy zdziwili się widząc ową sytuacje. Claire podeszła bliżej. Wyłożyła dłoń i wypowiedziała kolejne słowa, tym razem w stronę bestii.
- Ignis devorabit eos ! –w mgnieniu oka wszyscy zobaczyli jak ogień oplata stwora. Bestia była wrażliwa na ogień i tylko wiła się rycząc. Gdy płomień przygasł bestia wyskoczyła przez dziurę którą zrobił wkraczając do budynku. Gdy wyjrzeli przez nią ujrzeli napis wyryty w betonie „przestańcie szukać”.
Isaac podbiegł do swojej dziewczyny upewniając się czy wszystko w porządku. Reszta zeszła się w kółko i wszyscy spojrzeli na Claire.
-No co…nie tylko wy macie tajemnice- powiedziała.
-Kim jesteś? –spytał Scoot.
-Można powiedzieć, że czarownicą. Znam trochę zaklęć. I druidką.- wyznała
Wszyscy po raz setny już w tym dniu zrobili wielkie oczy ze zdziwienia.
-Czyli taka młodsza wersja Deatona?-zapytał retorycznie Stiles.
-No…te urodziny zapamiętam na długo- wtrąciła się Malia.
Wszyscy usiedli na podłodze. Połowa mebli w tym pomieszczeniu była zdewastowana. Alison zadzwoniła do ojca aby szybko przyjechał do nich wraz z Derekiem. Gdy już wszyscy byli na miejscu zaczęły się tłumaczenia i opowieść o wielkim stworze i niezwykłej mocy czarnowłosej dziewczyny. Claire wyjaśniła wszystkim jak dowiedziała się o tym kim jest. Babcia zostawiła jej księgę z przeróżnymi zaklęciami. Większość była po łacinie więc uczyła się jej aby szybciej móc odczytać wymawiane słowa i wiedzieć jakie mają zastosowanie. Dodatkowo miała drugą księgę, trochę mniejszą. Jak się okazało ze strony ojca miała w rodzinie druidów. Jej ojciec zajmował się ziołami więc podejrzewała go, że wie o tym i że sam praktykuje te metody. Jednak bała się zapytać czy ma jakiekolwiek pojęcie o nadnaturalnym świecie. Wraz z księgą zostały przekazane jej zbiory które jej rodzina miała. Nie te zwykłych ziół leczniczych. Bardziej chodziło o jarzębinę, popiół górski który tworzył nieprzekraczalną barierę dla zmiennokształtnych. Reszta natomiast opowiedziała jej kim jest Lydia, Kira i reszta stada. Claire miała niewielkie pojęcie o tym. Czytając w księgach pisało jakie zioła działają na kogo więc złożyła wszystko w kupę. Nie wiedziała jednak, że owi przyjaciele to stado nadnaturalnych istot. Kolejnym etapem rozmów była owa bestia. Z opisu pan Argent stwierdził, że musiał to być Bies. Jednak zdziwił się, gdyż nigdy żadnego nie widział. Nie wiedział, że one jeszcze istnieją. Myślał, że wszystkie wyginęły już dawno temu. Jednak ona było dobrze wyszkolona, potrafiła zostawić wiadomość. Musiała być dobrze wytresowana przez właściciela by potrafić zrobić taką ludzką czynność. Pytaniem było czyja to bestia i co jeszcze może ich spotkać szukając zaginionego brata Mai.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   18/11/2015, 14:52

SKUCHA! Pisze się „Scott”, a nie „Scoot”. Pisałaś tak przez cały czas.
No... To Teengers Spy Agency (Gdybyś pomyślała o ściąganiu, pamiętaj, że to ja wymyśliłam!) ma małe święto... Urodziny Malii, jak miło. Cytując Ginny Weasley: „Może właśnie potrzebne są takie chwile. Zwłaszcza, gdy źle się dzieje”. A im zdecydowanie jest to potrzebne. A dla Malii taka imprezka to chyba najlepszy prezent.
„Florence&The Machine”? Poważnie? Przypomniał mi się jedyny teledysk „Never let me go”, jaki z tego zespołu widziałam. A obejrzałam go bo... a to już będzie moja tajemnica. Osobiście preferuję „One Republic” i zaczynam się wgryzać w „Skillet”. Świetne kapele. I już wiadomo, dlaczego Stiles zachowywał się dziwniej niż zwykle. Dziwniej nawet jak na niego. Ale to dobrze, bo to pozytywne.
Clarie dowiedziała się świecie nadnaturalnym... No, nieuniknione od trzeciego rozdziału! Ale że to... Czarownica? Łoł... Będzie ożywiać fikcyjne postacie? Wiesz, Harry Potter mógłby jej się przydać. I dobrze jej radzę: Laska, poćwicz zaklęcia niewerbalne. Zyskasz kilka sekund, poważnie. Akcja była i super. Z pewnością przeczyta jeszcze raz. Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam i idę uzupełniać swoje.
I wnioskuję, że nie klikałaś w zdjęcie w linku, to proszę:

I czyja to buzia?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   19/11/2015, 12:18

O jejciu jejciu ! Ledwo poznałam go w tych włosach ! Hahaha <3

A propo Scotta. Wiem, że piszę się przez dwa T ale klikając na klawiaturze jakoś moje palce zawsze wędrują do O xD Próbuje już to poprawiać gdy piszę o nim rozdział, ale jeśli gdzieniegdzie się jeszcze pojawi Scoot to przepraszam. Mój mózg myśli jedno a palce piszą drugie Very Happy

Ja znalazłam taki filmik ! Isaac, który powraca i chce sprowadzić Alison <3



Rozdział 19


-Czyli co..mamy po prostu siedzieć i czekać ?-spytała zdenerwowana Alison ojca.
-Nie możemy ryzykować waszym życiem. Gdyby nie Claire nie byłoby cię tu. Mieliście wiele szczęścia.
-Ale to nie znaczy, że mamy zostawić tą sprawę.
-Nie mówię, że ją zostawimy ale słusznym wyborem będzie, jeśli wstrzymamy się przez kilka dni. Wraz z Derekiem wymyślimy nowy plan. –wyjaśnił Argent
-Nie możemy po prostu wziąć wytopić srebrne kule i strzały?-spytała
-To nie takie proste. Srebro nie działa na Biesa. Jedynie ogień, dlatego uciekł gdy Claire go zaatakowała.
-Ehh-westchnęła dziewczyna
-Tylko na kilka dni. I nie róbcie niczego głupiego, możecie zginąć. Nie wiadomo, kogo jeszcze mają do pomocy-poprosił swoją córkę przytulając ją. Dziewczyna tylko pokiwała głową na znak zgody i odwzajemniła uścisk ojca.

-Pokaż jeszcze raz tą sztuczkę z kubkiem !- krzyknął podekscytowany Stiles.
Siedział wraz z Liamem, Claire i Malia u niej w pokoju. Czarnowłosa dziewczyna uśmiechnęła się tylko i posłusznie ruszając ręką sprawiła, że kubek z biurka lewitując przemieścił się na szafkę nocną.
-Ale czad !- krzyknął Liam, który tak samo jak Stiles byli zdumieni zdolnościami dziewczyny.  
Dziewczyna co chwile była proszona przez chłopaków by pokazała im coś jeszcze. Przenosiła różne rzeczy, sprawiała, że świeczka się zaświecała. Znała takie małe zaklęcia. Większości z księgi nie mogła używać gdyż miały one określone zastosowanie. Takie, których nigdy nie miała potrzeby używać. W księdze znajdowały się zaklęcia, które wzmagały działanie niektórych ziół leczniczych aby rany szybciej się goiły, zaklęcia obronne. Mogła używać ognia, wody, wzmagać wiatr. Wszyscy byli bardzo zdziwieni tym kim jest. Podobno mogła być jedną z ostatnich osób z takimi zdolnościami…

-Mają czarownice-powiedziała jedna osoba do drugiej.
-Czarownice ?! Przecież ich już nie ma od dawna.-opowiedziała druga osoba
-Najwidoczniej jakaś jeszcze się uchowała. Co teraz?
-Odczekajmy chwile, obserwujmy ją, zobaczmy co potrafi.-wyjaśnił tajemniczy głos
-Z tego co wiem to bardzo dużo, choć dziewczyną kierował strach. Chyba nie ma zbyt dużego doświadczenia z tym.
-Na szczęście jesteśmy na wszystko przygotowani. Zostało mi trochę składnika-powiedział
-Masz na myśli…? Myślisz, że ten mit to prawda? Chcesz tego użyć?
-A ty nie ? To najlepszy sposób by się jej pozbyć. Musimy tylko trafić na dobry moment.
-Jak Bies?
-Już zdechł. Zdążył wrócić ale jego wnętrzności były praktycznie całe wypalone. Zapłacą nam za wszystko. Trzeba zranić ich nie tylko fizycznie ale i psychicznie.
-Oby. Sprawy się pokomplikowały, ale nie damy za wygraną. –dokończył tajemniczy głos po czym rozłączył się.
-Musisz ruszać stopami by skręcać ! –krzyknął chłopak patrząc i śmiejąc się z dziewczyny, która niezbyt zgrabnie stała na desce, odpychając się jedną nogą.
-Jak skoro jedną się odpycham?!
-Jak już postawisz dwie ! Nie musisz się cały czas odpychać!
-Ała- krzyknęła dziewczyna która próbując położyć drugą stopę na desce ucisnęła ją przy końcu przez co nierównomiernie rozłożyła ciężar i wylądowała na ziemi.
Chłopak podbiegł do dziewczyny.
-Uff..na szczęście cała-powiedział podnosząc deskę i oglądając ją dookoła.
-Ha ha..-zaśmiała się ironicznie dziewczyna- a co ze mną?- spytała. Chłopak uśmiechnął się informując, że to był żart po czym podał pomocną dłoń za którą brunetka złapała i wstała.
-Tony Hawkiem to ty nie będziesz- zaśmiał się chłopak
-Bardzo śmieszne Raeken. Jak ty to robisz?
-Wystarczy poćwiczyć. To co frytki? Tylko ja jadę na desce, chcę byś wróciła żywa do domu-zażartował chłopak.
-Ja czy deska ? –zapytała z uśmiechem Cora po czym dała mu kuksańca w ramię i razem udali się do pobliskiej knajpki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   19/11/2015, 15:35

Po pierwsze: Coś mi odbiło i zapytałam brata co to jest ten Bies. Gościu gra w „Wieźmina”, to wiedział. Ale to już zostanie dla mnie. Przynajmniej wiem.
Nie dziwi mnie reakcja pana Argenta. Pewnie sama nie byłabym odważniejsza. I to jest dowód na to, że Allison to córeczka tatusia.
I w ten oto sposób Clarie została lokalnym iluzjonistą, przepraszam, czarownicą. Numer z kubkiem. Na prawdę Stiles? Przecież to marnotrawstwo! Normalnie Magnus Bane wysiada!
„Jedna osoba do drugiej”. O MÓJ BOŻE! Jak te osoby wyglądają? Wiesz, taki numer jak u Rowling. Nie ma imienia, dopóki ktoś się nie zacznie zwracać.
Theo uczy Corę jazdy na deskorolce? Czyżby kolejny krok do relacji chłopak-dziewczyna? I Jakieś trzydzieści sekund zastanawiania się, kto to do diabła jest Tony Hawk... A przecież kiedyś w to grałam!
Rozdział świetny! Czekam na nn! Bywaj z Magnusem!

A jeśli chodzi o filmik... to dzisiaj podrzucę Ci najładniejszą Scirę, jaką do tej pory widziałam:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   19/11/2015, 18:34

Sama gram w "Wiedźmina". Potrzebowałam coś podobnego i w końcu przeszukałam w głowie bestiariusz wiedźmina i bęc Very Happy
Filmik świetny, naprawdę super pokazali ich relacje !!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   20/11/2015, 11:54

Przypomniało mi się, gdzie jeszcze słyszałam słowo "Bies". W "czarodziejach z Weverly Place". Kiedyś oglądałam. Tam Justin był "Łowcą Biesów". Dziwne, ze od razu nie skojarzyłam, bo koleś chwalił się tym na lewo i prawo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   20/11/2015, 21:09

Przepraszam, że tak późno ale od rana nie było mnie w domu.
Jutro jestem w pracy 10h więc nie wiem czy uda mi się wstawić jakiś rozdział. A jeśli już to dopiero koło 22-giej. Jeśli mi się nie uda to obiecuje, że w niedziele dostaniecie dwa Smile

Rozdział 20

-Czarownica? –spytał zdziwiony Deaton
-Tak..i druidka- potwierdził Scott.
Wraz z Kirą byli w klinice dla zwierząt. Chciali dowiedzieć się czegoś więcej o Claire, jej zdolnościach. Dodatkowo mieli nadzieję, że Deaton pomoże im jakoś w tej sprawie. Mieli znaleźć brata Mai, ale nie wiedzieli, że będzie to aż takie ryzyko.
-To dziwne. Czarownice i czarownicy już bardzo dawno temu. Nie wiedziałem, że jacyś się uchowali. Większość została spalona na stosach. Podobno w tych czasach bardzo szczegółowo przeszukiwali mieszkania w znalezieniu ich. Ktoś musiał bardzo dobrze ukryć jej przodków, że jeszcze istnieją.
-Czyli co…jest ostatnią czarownicą na świecie ?-spytała Kira weterynarza.
-Nie mam pojęcia. Skoro jej przodkowie przeżyli równie dobrze ktoś jeszcze mógł przeżyć. Ale to bardzo prawdopodobne, że może być ostatnia. Macie wielkie szczęście, że jest po waszej stronie. Może być bardzo cenna. Czarownicy znali wiele zaklęć. Mogli kierować żywiołami, działać na psychikę wszystkich istot żywych. Podobno mają też zdolności przywracania z zaświatów, choć nie zostało to dokładnie udokumentowane. To tylko legendy.
-Czy może nam jakoś pomóc znaleźć Nate’a ?-spytał zaciekawiony Alfa.
-Myślę, że to mogłoby być możliwe. Mówiliście, że ma księgę z zaklęciami po przodkach?
-Tak-przytaknęła dziewczyna
-Mogłaby zobaczyć czy jest tam jakieś zaklęcie które zlokalizuje kotołaka.
-Tak po prostu ? Powie gdzie jest Nate, wypowie zaklęcie i już ?-odezwał się Scott
-Nie-zaprzeczył Deaton- ale jego siostra jest u was. Najsilniejsze są więzy krwi. Wystarczy kropla jej krwi, żeby zaklęcie zadziałało i jej wspomnienie które pokaże twarz Nate. Wtedy jak Claire wypowie zaklęcie będzie widziała w swoim umyśle miejsce gdzie się znajduje. To może wam pomóc go odnaleźć.
-Czyli mamy od czego zacząć.-rzucił Scott.
-Ale Derek i pan Argent kazali trzymać się od tego z daleka.-powiedziała kitsune
-Ale tylko kilka dni, muszą wymyślić jakiś plan by uwolnić kotołaka, ale w tym czasie można dowiedzieć się gdzie przebywa. Będziemy mieli punkt zaczepienia i jeśli dowiemy się które to miejsce, możemy iść do Parrisha lub ojca Stilesa. Dadzą nam plan budynku i wtedy wymyślimy jakąś taktykę.-wyjaśnił wilkołak.
Para podziękowała za informacje i udała się do loftu Dereka by powiedzieć mu czego dowiedzieli się od druida.

-Spała w pokoju Theo ?!- krzyknęła z niedowierzaniem Lydia.
-Yep-przytaknęła Cora siedząc po turecku na łóżku Alison.
W pokoju była też Malia. Cora tłumaczyła dziewczynom jak kotołak znalazł się w pokoju jej przyjaciela. Okno które wybił Bies wkraczając do loftu musiało być naprawione. Miało trwać to dwa dni. A że Maya spała w salonie na kanapie która już nie wyglądała jak kanapa musiała przenieść się gdzie indziej. Derek zakupił nowe meble, lecz nadal nie było na dole zbyt ciepło, mimo, że okno było zasłonięte folią. Theo zaproponował dziewczynie by przenocowała u niego w pokoju. Cora ma pokój obok chłopaka więc słyszała jak siedzieli tam, śmiali się itp. Nie wiedziała czy do czegoś między nimi doszło, ale była niemal tego pewna znając popędy wilkokojota do dziewczyn.
-Dupek…powinnyśmy poprosić Claire by zmieniła jej ciuchy i makijaż rodem z Halloween. –skomentowała Lydia.
-Może z nim pogadaj?-zaproponowała Alison
-Oszalałaś ?-zaczęła Cora- i co mam powiedzieć…Theo wiem, że się przyjaźnimy, ale zaczęłam coś do ciebie czuć. Przespałeś się wczoraj z Maya? Spaliłabym się ze wstydu. Poza tym wyśmiał by mnie.
-Nie wiesz tego, może też coś do ciebie czuje- rzuciła Malia do kuzynki.
-Wątpie… on lubi blondynki w krótkich spódniczkach-powiedziała ironicznie.
Nagle posmutniała. Nie planowała tego. Nie planowała zakochiwać się w przyjacielu. Nie chciała stracić tego co było między nimi. Tej silnej przyjaznej więzi. Wiedziała, że jest czasem palantem, zalicza każdą dziewczynę jaka mu się napatoczy na imprezie. Bywa arogancki i szczerze wyraża swoje zdanie na temat innych. Mimo tego, spędziła z nim na tyle dużo czasu by wiedzieć też, że potrafi być słodkim, współczującym chłopakiem. Dobrze jej się z nim spędzało czas, mieli wiele wspólnego. Przy nim czas spowalniał. Był srogi na treningach, ale wiedziała że to dla jej dobra. Musiał być surowy by mogła nauczyć się czegoś nowego, by nie odpuszczać. Ale po treningu był wyluzowanym chłopakiem który lubi jeździć na desce i spędzać czas z przyjaciółmi. Przy kolegach grał macho, grał silnego chłopaka któremu nic nie jest straszne, ma wszystko gdzieś i robi wszystko po swojemu. Jednak przy niej otwierał się i był inny. Był bardziej wyluzowany, mogli rozmawiać o wszystkim. Więc jak miała mu powiedzieć, że zaczęła czuć coś do niego. Był dla niej najbliższym przyjacielem. Droczyli się, razem wygłupiali. Co jeśli by ją wyśmiał, powiedział, że nie jest w jego typie, że chciał tylko przyjaźni? Nie było by już tak samo. Już zawsze byłoby między nimi to napięcie. A ona tego nie chciała. Nie chciała stracić przyjaciela. Jeszcze gorzej by było gdyby odsunął się od niej. Gdyby stwierdził, że to nie dla niego i nie chciał już mieć z nią nic wspólnego.
-Trzeba coś zrobić- obudził ją z zamyśleń głos Lydii.
-Niby co?-spytała ciekawa Malia
-Nie mam pojęcia…-powiedziała rudowłosa.
-Może powinnaś sprawdzić czy on też coś do ciebie czuje-rzuciła Alison
-Na pewno nie…poza tym jak miałabym się tego dowiedzieć?-powiedziała Cora.
-To genialne !-krzyknęła banshee. –Musisz go uwieść !
-Czuje, że Lydia ma plan- stwierdziła Malia patrząc na uśmiechniętą od ucha do ucha rudowłosą dziewczynę.
-A żebyście wiedziały. Dzisiaj jest impreza w klubie. Wymalujemy cię i wciśniemy w jakąś kieckę i szpilki.- zarządziła
-Eee….tak…nie ma mowy o sukience i szpilkach-zaprzeczyła Cora.
-Co? Dlaczego ? –spytała szybko Lydia.
-Bo nigdy przenigdy nie założę sukienki a na szpilkach nie potrafię chodzić. Połamałabym sobie nogi dużo wcześniej przed wejściem do klubu.
-Ehh..-wypuściła szybko powietrze z płuc rudowłosa.
-To może koturny? –zaproponowała Alison-na nich jest dość stabilnie a też podkreślają nogi. Malia zaczęła je nosić to ty też możesz. To nic trudnego prawda?-skierowała pytanie do wilkokojotki.
-Yeah. Jeśli ja się nauczyłam to i ty możesz.
-Niech będzie-zgodziła się wilczyca.-Ale o sukience zapomnijcie.
-Możemy zastąpić ją w ostateczności czarnymi rurkami i ładną bluzką, do tego jakaś biżuteria…
-Do dzieła !-krzyknęła Lydia przerywając przyjaciółce.
-Czekaj !-krzyknęła Cora- Maya pewnie też tam będzie. Theo ją zabierze. To nie ma sensu.
-Och kochana…spokojnie, gdy Cię zobaczy będzie miał gdzieś tego zapchlonego kota.-z uśmiechem pocieszyła koleżankę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   21/11/2015, 21:10

Udało mi się dotrwać ! Powiem wam, że nie mam na nic siły, lecz specjalnie dla was jeszcze zmusiłam się by wstawić rozdział.

Miłego czytania i dobranoc Smile

Rozdział 21


-Idziemy?- zapytał wilkokojot kotołaka.
-Yeah, jestem gotowa.-przytaknęła dziewczyna.-jeszcze coś
-Co jest?- spytał chłopak, po czym poczuł na swoich ustach jej.
-Dzięki za wczoraj-powiedziała z uśmiechem-jak za dawnych lat.-wspomniała znów składając pocałunek na ustach Theo.
-Yeah, ale..-zaczął chłopak
-Nie martw się, też nie lubię się wiązać.
-W takim razie spoko- powiedział z uśmiechem chłopak, wychodząc z dziewczyną z mieszkania.

KLUB

-Gdzie dziewczyny?-spytał Isaac Stilesa próbując przekrzyczeć grającą muzykę.
-Malia dzwoniła, że będą chwilę później, muszą coś załatwić-krzyknął chłopak do przyjaciela
-Cześć wam-przywitał się Liam podchodząc z Claire do znajomych- Gdzie reszta?-spytał
-Scott spóźni się z Kirą..jeśli wiesz co mam na myśli-powiedział Stiles z uśmiechem-A Aiden gdzieś się kręci w pobliżu. Mają jakieś problemy z Lydią, więc..
-To co..pora się zabawić co chłopaki- powiedziała Claire- kto chce drinka?-spytała
-Po pierwsze wydaje mi się, że wasza dwójka jest za młoda na picie a po drugie na nas alkohol nie działa- powiedział Isaac do dziewczyny
-Po pierwsze rodziców tu nie ma, a chyba nie powiecie nam, że wy nie piliście dwa lata temu- powiedziała z uśmiechem czarnowłosa- a po drugie…co jeśli wam powiem, że mogę sprawić by alkohol na was zadziałał?
-Co?-spytał Liam
-Wystarczy małe zaklęcie, prościzna. Zainteresowani?
Chłopaki spojrzeli na siebie po czym z uśmiechem przystali na propozycję dziewczyny. Wyjaśniła im jeszcze, że zaklęcie trwa 12h więc rano będą musieli uporać się z chwilowym kacem dopóki zaklęcie przestanie działać. Ma ono na celu sprawić, że organizm nie będzie tak szybko leczył się z alkoholu. Claire wypowiedziała krótkie zaklęcie po czym cała czwórka z zadowoleniem udała się w stronę baru. Czekali na resztę, by Claire mogła zrobić to samo z resztą. Scott z Kirą pojawili się 15 min później. Zaraz za nimi przyszedł Theo z Mayą. Niedługo potem na salę weszły dziewczyny.
Cora była ubrana w czarne legginsy, do tego miała miętowego koloru bluzkę na szerokich ramiączkach. Bluzka na dole była lekko rozszerzana, gdzie dwie falbany nachodziły na siebie. Do tego długie kolczyki, wisiorek do kompletu wraz z bransoletką. Jej strój uzupełniały miętowo czarne koturny z wycięciem na czubku. Włosy miała rozpuszczone, tylko dwa kosmki włosów po obu stronach zostały spięte spinką z tyłu głowy. Chłopcy bardzo się zdziwili widząc dziewczynę. Nigdy wcześniej nie widzieli ubraną jej podobnie jak teraz. Zazwyczaj była ubrana na sportowo, a teraz wyglądała jak ósmy cud świata. Wiedzieli, że reszta dziewczyn maczała w tym palce, co wyjaśniało ich spóźnienie.
-Te buty nie są wygodne- powiedziała do Lydii Cora
-Przyzwyczaisz się. Czas na show.-opowiedziała po czym ruszyły w stronę przyjaciół.
Claire i na nie rzuciła zaklęcie, oczywiście po wyrażeniu przez dziewczyny zgody. Theo spojrzał na swoją przyjaciółkę i nie mógł odwrócić od niej wzroku. Była śliczna i bez tych wszystkich błyskotek i mocnego makijażu. Ale dzisiaj była najpiękniejszą dziewczyną na sali. Wszyscy wypili drinka aby się rozluźnić u ruszyli na parkiet. Theo wraz z Maya stali z boku. Miała zawieszone wokół jego karku ręce i całowała jego szyję. On od czasu do czasu odwzajemniał jej tym samych, trzymając ręce na jej biodrach przesuwając je coraz niżej. Jednak nie mógł odwrócić wzroku od tańczącej Cory na parkiecie, która bawiła się wraz z resztą przyjaciół.
-Co jest?-spytała zaciekawiona Maya przyglądając się zapatrzonemu w dal chłopakowi.
-Nic, nic- rzucił szybko całując ją w ustach. Jednak mimo zamkniętych oczu podczas pocałunku dalej miał obraz tańczącej wilczycy.

-To na nic- szepnęła Cora przybliżając się do Lydii jednocześnie nie przerywając tańca.
-Co?-spytała. Cora tylko wskazała głową na obejmującą się parę.
-Trzeba wymyślić coś innego- powiedziała brunetka.
-Załatw sobie jakieś ciacho-rzekła rudowłosa do przyjaciółki.
-Co? Myślałam, że ten strój miał sprawdzić czy coś do mnie czuje.
-I sprawdzi, tylko załatw sobie jakiegoś przystojniaka z sali i tańcz z nim…mówiąc tańcz mam na myśli byś go uwiodła. Jakieś całowanie też możesz do tego dodać. Dzięki temu będzie zazdrosny. Jeśli wywali go z sali bo się do ciebie przystawiał to znaczy, że coś jest na rzeczy.
-Jesteś geniuszem zła Lydio-powiedziała uśmiechając się dziewczyna
-Wiem. Mam doświadczenie- odwzajemniła jej uśmiech po czym poszła poszukać Aidena.

-Jak się bawisz- zapytał Liam koleżanki.
-Świetnie. Trochę tu gorąco, wyjdziemy się przewietrzyć?- spytała Claire.
Chłopak przytaknął po czym udali się w kierunku wyjścia. Chłopak szybkim ruchem zabrał kurtkę z krzesełka. Otworzył wielkie drzwi, przepuszczając dziewczynę pierwszą i zeszli schodami w dół. Będąc już na dworze Claire usiadła na poręczy która była blisko jezdni. Liam stanął obok niej, chowając ręce do kieszeni. Zauważył jak dziewczyna po chwili pociera ręką swoje ramię. Robiło się na dworze co raz chłodniej, szczególnie późnymi wieczorami. Podszedł bliżej dziewczyny i zarzucił swoję kurtkę na plecy Claire.
-Proszę, chyba ci zimno.
-Dzięki- rzekła puszczając mu szeroki uśmiech
-W porządku?-zapytał dziewczyny
-Tak, kręci mi się tylko trochę w głowie. Jeden drink za dużo-zaśmiała się-starczy mi na dziś, muszę wrócić trzeźwa do domu.
-Jeśli chcesz to zadzwoń do rodziców i powiedz, że śpisz u którejś z dziewczyn. Jutro sobota więc nie powinni mieć ci za złe. Na pewno Lydia lub Alison cię przygarną.
-Dobry pomysł-uśmiechnęła się.-Dziękuję-powiedziała po chwili
-Za co?-spytał zdziwiony Liam.
-Za wszystko. Gdyby nie ty, nie byłoby mnie tutaj. Siedziałabym w domu. Ciężko zdobywam nowe przyjaźnie. Dzięki tobie i twoim znajomym czuję się w tym mieście jak w domu.
-Nie ma sprawy. –rzucił w odpowiedzi z uśmiechem.
Patrzyli sobie w oczy. Liam stał naprzeciw dziewczyny. Zastanawiał się „Zrobić ruch czy nie”. Alkohol chyba sprawił, że stał się tego wieczoru trochę bardziej śmiały. Odgonił złe myśli i zbliżył swoją głowę do jej. Popatrzył jej głęboko w niebieskie oczy. Były tak bardzo wyraziste pośród jej czarnych kręconych loków. Widział w nich ocean w którym mógł bez zastanowienie się zatopić. Nie widząc jej zaprzeczenia, zbliżył się jeszcze bardziej po czym złożył delikatny pocałunek na jej ustach. Gdy się od niej odsunął po raz kolejny spojrzał jej w oczy. Widział w nich radość. Nie odepchnęła go. Dziewczyna nieśmiało się uśmiechnęła, po czym zeskoczyła z poręczy, położyła rękę na szyi chłopaka i tym razem to ona go pocałowała. Pocałunek był już dużo bardziej śmielszy i dłuższy. Liam położył dłonie na jej biodrach. Ona wolną rękę zatopiła w jego włosach. Trwali w objęciu jeszcze parę chwil po czym odsunęli się od siebie. Uśmiech…zero słów..nie potrzebowali ich teraz. Chwycili się za ręce i skierowali się z powrotem do wnętrza klubu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   23/11/2015, 10:34

Rozdział 22

Cora tańcząc rozglądała się po sali by znaleźć kandydata. Niestety żaden nie wpadł jej w oko. Stwierdziła więc, że dla rozluźnienia pójdzie po kolejnego drinka. Gdy stała przy barze rozglądnęła się wokół. Trzy metry dalej stał wysoki brunet ubrany w ciemne jeansy i koszulę w kratę. Popatrzył się na nią w tym samym momencie co ona na niego. Uśmiechnęła się. Nie musiała długo czekać, po chwili ujrzała tego samego chłopaka tuż obok siebie. Przywitali się i zaczęli rozmawiać.
W tym samym czasie Theo zauważył jak jego przyjaciółka rozmawia z jakimś dobrze zbudowanym kolesiem przy barze. Zastanawiał się kto to. Po chwili zobaczył jak owa dwójka kieruje się na parkiet. Próbował obserwować ich, niestety było trochę tłoczno i co chwile znikali mu oni z oczu. Po chwili Maya wyrwała również jego na parkiet. Tańczyli w rytm muzyki, blondynka kręciła biodrami dotykając klatki piersiowej chłopaka. On nie był jej dłużny. Również ruszał się wsłuchując w muzykę, dotykając raz pleców raz jej tyłka. Wsadziła mu rękę pod czarny t-shit po czym zaczęła namiętnie całować wzdłuż szyi dochodząc do ucha. Przegryzła lekko płatek ucha po czym wyszeptała coś do chłopaka. On się tylko uśmiechnął, spojrzał jeszcze raz w kierunku Cory i tajemniczego chłopaka, po czym złapał Maye za rękę i skierowali się w stronę toalet.

-Co jest?- spytał Liam dwójki przyjaciół stojących przy barze.
-Theo się ulotnił, Maya nie odstępuje go na krok.- wytłumaczyła Lydia, patrząc się na Core tańczącą z nieznajomym.
-I…?-spytał
-I to, że musimy coś zrobić-rzekła rudowłosa wysilając się by wymyślić jakiś plan.
Nagle spojrzała na Claire i już wiedziała, co trzeba zrobić.
-Hej, Claire, masz chwile ? –spytała dziewczyny
-Emm..-spojrzała na Liama, który się tylko uśmiechnął. Nim zdążyła odpowiedzieć usłyszała tylko „Świetnie” i poczuła jak banshee ciągnie ją na bok.
-A wy sobie pogadajcie czy coś- powiedziała do Aidena i Liama stojących zdezorientowanie.
-No więc, masz tam w swojej księdze różne zaklęcia prawda?- spytała dziewczyny gdy odsunęły się parę metrów od chłopaków.
-No mam-odpowiedziała krótko czarnowłosa.
-Świetnie. A czy znalazłoby się coś…no nie wiem..żeby komuś coś się stało?-zapytała zaciekawiona odpowiedzią Lydia.
-Chcesz komuś coś zrobić?-spytała przerażona czarodziejka.
-Nie, oczywiście, że nie !-natychmiast zaprzeczyła po czym za chwile dodała- chce tylko by ktoś sobie poszedł. Wystarczyłby jakiś silny ból głowy czy coś. Masz coś takiego?
-Um…tak, mogę trochę skorygować zaklęcie i to ogarnąć, ale po co?-spytała druidka koleżanki
-Mniej gadania więcej działania. Idziemy- rzuciła szybko po czym pociągnęła koleżankę dalej.
Lydia zobaczyła zadowolonego Theo wychodzącego z dziewczyną , kierujących się w stronę baru.
-Okej, widzisz Maye? To o nią chodzi. No dalej. To ważne.-popędzała ją Lydia.
-Spokojnie
-Wytłumaczę ci wszystko jak już rzucisz zaklęcie.
Druidka stanęła prosto. Patrzyła się na kotołaka, wyciągnęła rękę przed siebie i zaczęła wypowiadać po cichu jakieś słowa. Wypowiadała je tak cicho, jakby sama do siebie mówiła. Mimo, że Lydia znała łacinę to zdołała usłyszeć tylko pojedyncze słowa wypowiadane przez dziewczynę.

-Aaa..!!-krzyknęła Maya łapiąc się za głowę.
-Co jest- zapytał przestraszony Theo, patrząc jak dziewczyna ledwo wytrzymuje z bólu.
-Nie wiem ! Cholernie boli !-krzyknęła. Po chwili ból był lżejszy jednak bardziej ciągły. Jakby ktoś chciał wwiercić się w jej głowę.
-Wszystko okej?-spytał jeszcze raz chłopak.
-Nie przestaje boleć.
-Zawieźć cię do domu? –spytał
-Niee, sama pojadę- chłopak upewnił się, że dziewczyna da radę prowadzić po czym podał jej swoje kluczyki od auta. Dziewczyna wyszła z klubu a Theo dołączył do chłopaków.

-Coś ty jej zrobiła? Wiła się jakby coś bombardowało jej głowę-powiedziała Lydia zdziwiona mocą Claire.
-Najpierw dałam jej silniejszą dawkę bólu. Potem przestałam, ale sprawiłam by jej neuroreceptory dalej odczuwały ból. Tak naprawdę jej nie boli, zadziałałam na jej psychikę.
-Czyli sprawiłaś, że sama go sobie wymyśliła?
-Coś w tym stylu-przytaknęła czarnowłosa.
-Jesteś genialna. Czuję, że to będzie piękna znajomość. Chodź, stawiam ci drinka- powiedziała z uśmiechem rudowłosa obejmując koleżankę udając się do reszty.

-Kto to ?-spytał Theo gdy dziewczyny do nich podeszły, wskazując na przystojnego faceta tańczącego z Corą.
-Nie wiem, poznali się przy barze. Wydaje mi się znajomy, chyba chodzi z nami do szkoły-odpowiedziała Lydia z uśmiechem, patrząc jak chłopak ze zdenerwowaniem co chwile na nich spogląda. –Chodźcie tańczyć-rzuciła i wyrwała wszystkich na parkiet.

-Wszystko w porządku?-spytał chłopak tańczący z Corą. Dziewczyna co chwile spoglądała w stronę przyjaciela patrząc czy ten jest zainteresowany z kim tańczy. Gdy zobaczyła jak Theo spogląda w ich stronę niewiele myśląc odwróciła się do chłopaka i z całą siłą wpiła się w jego usta. Chciała by się bardziej zdenerwował. By był zazdrosny. Przynajmniej tak myślała, że będzie. Kierowała się wskazówkami Lydii. Ona miała znikome doświadczenie jeśli chodzi o związki i relacje damsko-męskie. Chłopak pociągnął ją w stronę zaplecza. Wiedziała co pary zazwyczaj robią w takich miejscach. Jednak ona myślała „ Przecież mogę się tylko całować. A jak Theo zobaczy, że z nim wychodzę to może w końcu coś zrobi”. Uśmiechając się poszła za tajemniczym nieznajomym. Z daleka spoglądał Theo, odprowadzając parę wzrokiem. Stwierdził, że to za dużo, że Cora nie wie co robi. Pomału udał się w stronę zaplecza, chcąc przeszkodzić owej dwójce „igraszki”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   23/11/2015, 15:21

Już jestem i już piszę:
O rozdziale 20:
Czytałaś Ty Harry'ego Pottera? Czy nie? Bo tam było o paleniu czarownic na stosie. Część trzecia, rozdział chyba pierwszy. Co nie ukrywam nieźle mnie zaskoczyło. Domyślam się, że książek Cassandry Clare nie czytałaś (jak się mylę, to sorki). Tam ostoją czarownic i czarowników jest Spiralny Labirynt. I nie ukrywam, że miałam cichą nadzieję, że o nim wspomnisz. I po raz kolejny: ONI MAJĄ IMIONA!
A teraz coś przyjemniejszego. Mam zaszczyt ogłosić, że gwiazdą tego rozdziału zostaje... CORA. Tak, prześliczna, nieprzewidywalna Cora Hale! Przybliżmy jej sylwetkę: Młodsza siostra Dereka Hale'a. Przez dziesięć lat podziewała się nie wiadomo gdzie, aż sprowadziło ją do miasta stado alf! Podoba się Stilesowi i Isaacowi, ale odwzajemnia tylko uczucia Theo. O tak! Ona powiedziała to na głos. Za te słowa otrzymuje złotą statuetkę wyjącego wilka! Auu!

O rozdziale 21:
Wiem, że się powtarzam, ale muszę: Znowu szlag mnie trafił przy samym początku. Oni mają imiona. Co Ty, zapominasz jak się nazywają, czy jak? Ta Maya jest Kotołakiem, dobra... Już dotarło. Nie lubię tego z niewiadomych przyczyn, bo to brzmi, jakbyś na siłę unikała powtórzeń. To wydaje mi się... sztuczne. Teraz tylko pozostaje mi się modlić, żebym już nie musiała tego powtarzać.
Po „wiesz co mam na myśli” brakowało tylko mrugania. Niemal widziałam tą scenę w klubie, ale bardzo kojarzyła mi się z drugim sezonem i tą ściemą, że Scott i Stiles wspierają Danny'ego po zerwaniu z chłopakiem. Poza tym jestem oburzona używaniem magii do imprezowania. Szczyt nieodpowiedzialności. Z resztą? Po co alkohol ma na nich działać? I po co mają pić, skoro i tak nie działa. To, ze ktoś nie pije, nie znaczy, że nie potrafi się bawić. Może i nie chodzę na normalne imprezy, ale na domówkach też jest fajnie. Tylko trzeba najpierw oblecieć sąsiadów, że będzie techno. Wiem, bo czasami sama piszę te „pisma” i drukuję razy dziesięć. Mamy dobre głośniki. Nie kumam jeszcze jednej rzeczy. Brat Mayi zaginął tak? A ona normalnie imprezuje?
Miałam retrospekcję po „dzięki za wszystko”. Co to ma być? Powtórka ze Scotta i Kiry? Nie możesz zaprzeczyć, bo oni mieli na początku tak samo uroczo niezręczną relację.

O rozdziale 22:
Cora idzie na polowanko? Tym razem chłopaka do tańca. I teraz powinien być taki Casey'owski wark, który zastępuje miliony słów. Spróbuję znaleźć filmik i wkleję Ci pod spodem. Bo dawno nie widziałam takich scen w telewizji, więc, nie wiem, czy się załapiesz. Ale i tak ktos tam jest zazdrosny. Malia ma pole do popisu. Chyba, że to zaklęcie tłumi jeszcze zmysły. I nie ogarniam o co chodzi z tym bólem głowy. W sensie po co to wszystko. A jeszcze gorzej, że podoba się to Lydii.

Podsumowanie:
No pięknie. Oby Clarie wymyśliła jakieś zaklęcie antykoncepcyjne, bo wygląda mi na to, że kroi się romansik, a Liam to pewnie cicha woda. Rozdziały świetne. Czekam na nn! Pozdrawiam!

Nie znalazłam Tego warczenia. No trudno. Będziesz musiała się obejść, albo sama sobie znaleźć.
A teraz masz prawdziwego alfę. Czyli najładniejsze video o tym temacie jakie znam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   24/11/2015, 17:03

Marcialinka pewnie jeszcze się napotkasz na te" powiedział kotołak" itp. Fakt, probóje unikać częstego powtarzania imion ale jak już mam wszystko napisane to nie uda mi się wychwycić tego wszystkiego i pozmieniać. Bądź dzielna i wytrwaj ! :*

Rozdział 23

Weszli do jakiegoś pomieszczenia i zamknęli drzwi od środka. Chłopak zaczął ją całować. Najpierw tylko usta, potem schodził w stronę szyi. Gdy jednak chłopak złapał za jej bluzkę, ona złapała go za rękę.
-Nie-powiedziała stanowczo.
-Co to znaczy nie?-spytał zdziwiony zachowaniem brunetki
-Nie to znaczy nie.-powtórzyła próbując się odsunąć od chłopaka.
Jednak chłopak nie dawał za wygraną. Próbował wyszarpać z niej bluzkę. Cora postanowiła załatwić to w inny sposób.
-Powiedziałam nie ! –krzyknęła ukazując pazury i wilkołaczą twarz. Próbowała go odepchnąć, lecz bardzo się zdziwiła gdy chłopak się tylko zaśmiał.
-Nie odpowiada mi ta odpowiedź- powiedział szeptem do jej ucha. Gdy odsunął twarz tak by mogła na niego spojrzeć ujrzała żółte z pionowymi źrenicami oczy i język węża. Jego ciało zaczęło pokrywać się łuskami. Cora miała przerażoną twarz, nie wiedziała z kim ma do czynienia.
-Chcę Cię…i będę Cię miał- powiedział jej w twarz sycząc.
Cora wytężała swój mózg do granic możliwości. Zastanawiała się co jej przyjaciel by w takiej sytuacji zrobił. W końcu zaryzykowała. Odsunęła głowę jak najbliżej do ściany i z całej siły uderzyła swoją głową o jego.
-Chciałbyś- rzuciła. Zmiennokształtny szepnął „suka” po czym wstał i rzucił się na dziewczynę. Ona pamiętała swój ostatni trening z Theo. Była już całkiem niezła. Jeszcze miesiąc temu nie umiałaby sobie w ogóle poradzić. Zasłoniła głowę i odepchnęła atak. Rozpędziła się i skoczyła z nogami w górze. Zaczepiła je wokół jego szyi i obróciła tak, że wężoczłowiek zrobił fikołka i padł na podłogę. Popędziła do drzwi. Jej ręce się strasznie trzęsły przez co nie mogła poradzić sobie z wsadzeniem klucza do zamka który wypadł na podłogę. Po chwili poczuła ugryzienie na karku i nagle jej nogi zrobiły się miękkie.
-Myślałaś, że mi uciekniesz ? Na twoim miejscu modlił bym się o pomoc. Ale spokojnie, nim Cię zabiję zabawimy się trochę-mówił ciągnąc ją pod ścianę i utrzymując w pozycji pionowej.
-To za twoją nieposłuszność-wyszeptał po czym pazurami przejechał jej po klatce piersiowej. Jej bluzka była cała podarta. Miała cztery proste cięcia z których sączyła się krew. Krzyknęła. Nie mogła się ruszyć. Nie czuła żadnej części ciała. W zębach musiał mieć jad podobny do tej kanimy, który ją sparaliżował. Trzymał ją, ona zamknęła oczy nie chciała na niego patrzeć. Z oczu leciały jej łzy. Próbowała krzyknąć by ktoś przybiegł z pomocą, ale nie była w stanie wykrztusić z siebie więcej słowa.

-Coś się dzieje- powiedziała Claire stojąc przy barze wraz ze znajomymi.
-Co?- spytał Scott, który nie wiedział o co chodzi dziewczynie.
-Nie wiem.. Ale czuje coś…czuje, że coś się dzieje. Coś złego…-powiedziała.-czuję przerażenie.
-Wy czarodziejki możecie coś takiego czuć?-spytał Stiles
-Nie wiem !-krzyknęła- Nigdy to mi się nie zdarzyło. Ale czuję to.
-Ma rację, czuję przerażenie-dodała Malia skupiając się na tym uczuciu.
-Okej, rozejrzyjmy się. Gdzie Cora i Theo ? Jak coś zauważycie dajcie znać.-zarządził Alfa i dwójkami udali się w inne strony. Isaac i Alison poszli na zewnątrz. Aiden z Lydią i Liamem poszli na dach. Scott z Claire i Kirą poszli do toalet. Stiles z Malią rozglądali się po zakątkach parkietu.

Theo podszedł do drzwi. Przystawił ucho do drzwi. Przez chwile nic nie słyszał po chwili jednak mógł wyodrębnić słowa Cory.
„Proszę nie… zostaw mnie..co ja ci zrobiłam..prosze…”. Słowa przeplatane ze przerażającym szlochem. Niewiele myśląc chwycił za klamkę. Zamknięte. Odsunął się kilka centymetrów i wywarzył nogą drzwi. Zobaczył jak zmiennokształtny się odwraca. Cora sparaliżowana zsunęła się na podłogę. Ujrzał przerażoną i zapłakaną przyjaciółkę. Agresja się w nim wzmogła do granic możliwości. Jego oczy momentalnie zmieniły się w niebieskie, pazury zastąpiły paznokcie. Ryknął najgłośniej jak się da po czym ruszył na rywala. Wpadł w szał, ranił go głębokimi cięciami, chwycił za jego gardło i walnął o ścianę. Zmiennokształtny nie miał szans z furią wilkokojota. Opadł na ziemię ledwo żywy. Theo chwycił go po raz kolejny za szyję, podniósł, oparł o ścianę. Wężoczłowiek otworzył lekko oczy. Theo spojrzał na niego i wyszeptał :
„Nigdy więcej nie podniesiesz na niej swojej gadziej ręki. Zdychaj padalcu.” Po czym zahaczył pazury o jego szyję i szybkim cięciem przeciął mu tętnice. Krew się rozprysła po całej ścianie i pobliskiej podłodze. Nawet twarz Theo w niej była. Nieżywe stworzenie padło martwe na podłogę. Gdy na niego spojrzał cała agresja opadła. Czuł ulgę, że przed nim leży jego martwe ciało. Theo zmienił się z powrotem w człowieka i szybko podbiegł do Cory. Chwycił ją i przerzucił jej ramię przez swój kark. Drugą ręką ją podtrzymywał.
-Dziękuję- wyszeptała cichym głosem
-Już dobrze-powiedział- Masz fatalny gust do facetów-dodał kierując się do wyjścia. Gdy wyszli z pokoju ujrzeli jak przyjaciele do nich podbiegają.
-Słyszeliśmy ryk, co się stało?- spytał zaskoczony Scott gdy już wraz z resztą dotarli do przyjaciół i zobaczyli poranioną Corę i Theo całego we krwi.
-Ukryjcie ciało-powiedział tylko do Scotta i ruszył do wyjścia.
Gdy Scott wraz z resztą zajrzeli do pomieszczenia ujrzeli scenę jak z Masakry piłą mechaniczną. Wszędzie była krew. Ujrzeli nieznaną postać zmiennokształtnego. Nie zadawali więcej pytań. Scott zarządził tylko by Isaac z Alison i Malią pomogli tamtej dwójce. Reszta miała się zająć ciałem. Stwierdzili, że zaniosą je do Deatona, gdzie się temu przyjrzą. W międzyczasie Stiles dzwonił do Dereka i pana Argenta opowiadając, że mają ciało i będą w klinice. Dodał o rannej Corze, ale uspokoił szybko Dereka, że wszystko z nią w porządku i ma się kto nią zaopiekować. On był im bardziej potrzebny przy martwym ciele. Lydia nie mogąc patrzeć na tą całą krew stwierdziła, że bardziej przyda się przyjaciołom w lofcie.
Isaac prowadził, Malia siedziała obok niego. Z tyłu zaś siedziała Alison wraz z Theo i Corą. Theo oparł Corę o siebie, ona tylko zamknęła oczy.
-Co z nią?-spytał Isaac spoglądając w tylne lusterko by móc spojrzeć na przyjaciół.
-Jest sparaliżowana i podrapana. Rana nie chce się goić, jest osłabiona. Na szyi ma ugryzienie, pewnie tak jad dostał się do jej organizmu. Musi odpocząć i poczekać aż ciało wyleczy jej rany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   25/11/2015, 16:16

Rozdział 24

Wszyscy stali nad metalowym stołem w klinice weterynaryjnej. Dołączył do nich pan Argent wraz z Derekiem. Wszyscy stali przyglądając się ciału zmiennokształtnego. Było trochę zmasakrowane to mało powiedziane. Theo nie kontrolował wtedy swojej wściekłości. Próbował jak najwięcej razy zadać cios wrogowi. Deaton przyglądał się i badał ciało. Po oględzinach i wymianie spostrzeżeń z ojcem Alison wspólnie stwierdzili, że to był Nagah-wężołak pochodzący z mitologii hinduskiej. A konkretniej Silkaram - człowiek o łuskowatym ciele, żmijowym języku, gadzich oczach i syczącym głosie. W ciągu roku natknęli się już na wiele zmiennokształtnych. Więcej niż w ciągu całego życia które było zanim Scott został ugryziony. Polowali wtedy tylko na wilkołaki, nie wiedzieli, że to był początek, który pokaże im jak wiele zmiennokształtnych czycha jeszcze w pobliżu. Nie wiedzą z kim jeszcze mogą mieć do czynienia. Bies, Silkaram co będzie następne? Wszyscy nad tym się zastanawiali.
-Co teraz?-skierował pytanie Stiles do swojego najlepszego przyjaciela.
-Zakopiemy ciało- powiedział stanowczo Scott
-Miałem na myśli Theo.
-A co ma być?- spytał zdziwiony Scott
-Myślę, że chodzi mu o to co zrobił-wtrącił się Deaton- zadawał cięcia nie myśląc o nich, kierował się gniewem. Ma z nim problem. Musi nauczyć się go kontrolować. Gdyby go nie zabił, może byśmy coś od niego wyciągnęli. Jakieś informacje kto zleca to wszystko.-kontynuował weterynarz.
Nagle rozległ się dźwięk telefonu Liama. Odebrał naciskając zieloną słuchawkę na telefonie.
-Co jest-rzucił
-Jest tam Claire ?-usłyszał głos Theo
-Jest, coś się stało?-spytał. Momentalnie Derek spojrzał przerażony na chłopaka myśląc czy wszystko w porządku z jego siostrą.
-Daj mi ją-rzucił tylko. Chłopak podał telefon druidce.
-Tak?-rzuciła krótkim pytaniem
-Położyliśmy Corę do łóżka. Rany na klatce piersiowej się nie goją. Możesz coś z tym zrobić?-spytał
-Umm..musiałabym się im przyjrzeć. Będę jak najszybciej się da.-rozłączyła się.
Poprosiła Kirę, by podwiozła ją do domu, gdzie wzięła walizkę ze swoimi ziołami i pojechały prosto do loftu.
-Więc..?-spytał po raz kolejny Stiles.
-Zastanowimy się nad tym później, pogadam z nim. Teraz zajmijmy się ważniejszymi rzeczami. Dowiedzmy się kto za tym stoi.
-Myślisz, że Nate jeszcze żyje?-rzucił Derek
-Nie mam pojęcia, ale się tego dowiemy.
-Każdy kto jest człowiekiem i nie umie się bronić niech trzyma się na razie z daleka-powiedział Hale
-Masz na myśli mnie?- powiedział Stiles kierując pytanie do Dereka-przecież mam swój kij.
-Kijem raczej nikomu krzywdy nie zrobisz. A uciec też nie uciekniesz z twoją kiepską formą.
-Bardzo śmieszne. Ale powiem ci coś..-popatrzył się stanowczo na Dereka. Widząc jego podniesione brwi i przeszywające oczy rzucił tylko- nieważne.

-Miał tojad na pazurach.-stwierdziła Claire przyglądając się ranie zadanej przez wężołaka.
-Tojad? Skąd u niego na pazurach wziął się tojad?-spytał dziewczyny Theo.
-Musiał je moczyć w roztworze przed wyjściem do klubu.-wyjaśniła
-On to planował-rzucił Isaac.
-Możesz coś z tym zrobić?-spytał wilkokojot.
-Umm…tak..wystarczy, że posypię ranę węglem drzewnym.-powiedziała
-Co?-spytali jednocześnie Isaac wraz z Theo.
-To zadziała?-wtrąciła się Malia
-Tak. Węgiel drzewny neutralizuję akonitynę, związek który nadaje działanie tojadowi. Posypie jej ranę sproszkowanym węglem. Ból ustąpi,ale rana zagoi się całkowicie dopiero po kilku dniach. To jedyne co mogę zrobić-wyjaśniła wszystkim. Zrobiła to co mówiła. Wszyscy jej podziękowali za pomoc. Po raz pierwszy mogła wykorzystać swoje godziny spędzone nad księgą druidzką. Po raz pierwszy wykorzystała swoje umiejętności. Można by rzecz, że była dumna i zadowolona z tego, że na coś się przydała i mogła pomóc przyjaciołom.
-Gdzie Maya?-spytała nagle Alison
-Śpi jak kamień-odpowiedział
-Nie słyszała nas?-wtrąciła Malia
-Yeah. Nie mam siły nawet o tym myśleć w tej chwili- powiedział Theo spoglądając na Corę. Alison poklepała go po ramieniu.
-Nic jej nie będzie, idźcie się przespać- dodała Claire. Wszyscy przytaknęli po czym udali się do pokoi. Kira odwiozła Claire. Alison została u Isaaca. Gdy Derek wrócił z kliniki zajrzał do Cory by upewnić się, że wszystko w porządku z jego młodszą siostrą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   26/11/2015, 11:23

Chciałam oznajmić, że na 100% pojawi się kolejne opowiadanie po tym(jako ciąg dalszy), jednak nie mam pojęcia kiedy opublikuje pierwszy post i jak często pojawią się rozdziały.
Mam dużo zajęć na uczelni, niemalże 2-3 koła co tydzień więc muszę się uczyć w tygodniu,bo w weekend siedzę w pracy. Także nie mam czasu na pisanie jak na razie. Mam dopiero napisane 4 rozdziały. Ale wiedzcie, że SEZON 2 mojego opowiadania napewno powstanie Smile

Rozdział 25

Niedługo po tym odzyskała czucie w każdej części ciała. Była pierwsza w nocy. Wzięła po cichu prysznic. Spojrzała w lustrze na swoje rany, które przechodziły przez całą jej klatkę piersiową. Przypomniała jej się cała scena na zapleczu. Szybko potrząsnęła głową odpychając złe wspomnienia. Przyjrzała się szyi. Dwie dziurki po ugryzieniu. Dwie dziurki po tym jak straciła czujność chcąc się jak najprędzej wydostać z tamtego miejsca. Gdyby nie Theo pewnie skończyłaby martwa. Dziękowała wszechświatu, że się nagle pojawił. Przebrała się w czarne majtki typu hipster i tego samego koloru bokserkę. Położyła w łóżku przykrywając pościelą. Obracała się raz w jedną raz w drugą stronę. Nie mogła zasnąć. Co zamknęła oczy widziała twarz jej napastnika. W końcu zmęczona próbami zaśnięcia zeszła na dół. Otworzyła lodówkę i wyjęła z niej karton mleka. Chwyciła za szklankę i wypełniła ją do połowy białym płynem. Usiadła na jednym z krzeseł i wzięła pomału łyka zimnej cieczy. Zamknęła oczy na moment. Z zamyśleń wyrwał ją głos przyjaciela.
-Wszystko w porządku?-spytał podchodząc do dziewczyny. Miał na sobie szare sportowe spodnie, męską bokserkę i bluzę zarzuconą na plecy.
Odwróciła się i ujrzała Theo. Szybko wstała z siedzenia, pokazując szklankę.
-Tak…tak..w porządku, nie mogłam zasnąć, przyszłam się czegoś napić.-opowiedziała szybko.
-Jak się czujesz?-spytał troskliwie
-Dobrze, nic mi nie jest.-odparła.
Widziała jak przygląda się jej ranom, które do końca nie przykrywała bokserka. Trochę się zawstydziła zdając sobie sprawę z tego, że stoi przed nim w samych majtkach. On też to zauważył.
- Chcesz mleka?-rzuciła. On pokiwał tylko głową. Złapała za drugą szklankę i nalała do niej mleka. –A ty czemu nie śpisz?
-Maya się rozwaliła na całe łóżko-odpowiedział Theo
-Śpi u ciebie?-spytała udając zdziwienie dziewczyna
-Tak, wszystko naprawione, meble nowe są, ale wróciła wcześniej z imprezy i zastałem ją u siebie. Nie chciałem jej budzić. Myślałem, że może położę się na kanapie zamiast się z nią ściskać.
-A ja chciałam coś obejrzeć w tv. Nieważne, śpij tutaj, pójdę na górę.-rzekła brunetka biorąc ostatni łyk mleka.
-Nie, nie. Oglądaj. Najwyżej położę się u ciebie, skoro chcesz tu posiedzieć. Wezmę na wynos-powiedział wskazując na szklankę i puścił jej oczko. Podszedł do niej i pochylił się nad uchem.
-Ładnie ci w tych majteczkach. Dzięki za mleko- szepnął po czym skierował się w stronę schodów. Cora się mimowolnie uśmiechnęła. Po chwili zatrzymała przyjaciela.
-Hej !-odwrócił się słysząc głos wilczycy.-Może masz ochotę na film?-spytała.
Chłopak się tylko uśmiechnął w jej stronę i usiadł wraz z dziewczyną na kanapie. Druga miała opóźnienie z transportem. Nie było na stanie dwóch identycznych kanap więc musieli czekać aż przyślą ją gdy będzie na stanie. Włączyli TV i wyszukali jakiś film na DVD. Widząc, że trochę zimno jest dziewczynie, Theo zdjął i podał jej swoją czerwoną bluzę. Chętnie ją przyjęła. Skoczył jeszcze po koc i nakrył ich dolne części ciała.

Obudziło go uporczywe pstrykanie w jego nos. Otworzył oczy zdziwiony co jest tego przyczyną a raczej kto i ujrzał starszego Hale’a, który nie przerywając dalej go pstrykał.
-Co jest?-spytał odpychając rękę Dereka od swojego nosa
-Co tu robicie?-spytał Derek wskazując na Corę.
Ona miała głowę po jednej stronie oparcia on po drugiej. Jego nogi leżały na bokach tak że jej zgrabne ciało mieściło się miedzy nimi. Jej stopa niemalże stykała się z jego tylną częścią głowy. Byli nakryci jednym kocem. Ona wciąż miała na sobie jego bluzę wtulając się w nią. Theo podniósł lekko głowę i rozglądnął się dookoła. Spojrzał na dziewczynę a potem na jej starszego brata.
-No więc?- pospieszał go Derek.
-Cora nie mogła zasnąć, włączyła film i zasnęliśmy.-próbował wytłumaczyć chłopak
-Co nie wyjaśnia co ty tu robisz.-podkreślił Hale
-Sama spytała czy z nią obejrzę. To tylko film, wyluzuj. Nie chciała być sama.-wyjaśnił wilkokojot.
-W porządku. Pamiętaj, że mam Cię na oku. Musimy pogadać o wczorajszym.
-Co tu do gadania?-spytał zdziwiony chłopak
-To, że ledwo co zostało z tego chłopaka. Musisz panować nad agresją. Mogliśmy się czegoś od niego dowiedzieć.
Theo momentalnie się podniósł do góry. Cora tylko coś zamajaczyła przez sen i obróciła na bok.
-Zaraz zaraz.. Co ty gadasz? Uratowałem Ją ! –podkreślił Theo będąc zdziwiony słowami Dereka.- Zrobiłbyś to samo widząc ją tam.
-Ale ja to ja. Jestem jej bratem. To moja rodzina. Ty mogłeś wyciągnąć od niego jakieś informacje. Nie panujesz nad gniewem.-zaznaczył.
-To są jakieś żarty !-zerwał się na równe nogi.- Jaja sobie kurwa robisz ?! - krzyknął zdenerwowany do granic możliwości Theo.
Swoimi krzykami zbudził Corę która nie wiedziała co się dzieje. Wszyscy usłyszeli krzyk chłopaka i zaciekawieni przystanęli na schodach.
-Uratowałem ją. Gdyby nie ja to w tym momencie zakopywałbyś jej zwłoki ! Powinieneś mi podziękować a nie bronić tego oślizgłego gada !
-Theo…-szepnęła Cora. Nie zareagował.
-Widzisz ?! Znów nie panujesz nad gniewem. O to chodzi Theo. Musisz się nauczyć zachować spokój, to Cię kiedyś zgubi.-wyjaśnił najstarszy z Hale’ów.
-Ten gniew uratował jej życie !-krzyknął chłopak wskazując na dziewczynę.- A gdzie ty byłeś gdy sparaliżowana płakała i błagała o pomoc !? No gdzie ?!
-Wynoś się stąd- powiedział ze spokojem Hale
-Derek..-zaczęła Cora, podnosząc się.
-Ma się stąd wynosić i to już !- powtórzył krzycząc. Theo tylko spojrzał na niego.
Bez słowa ubrał buty, chwycił kurtkę z wieszaka i wyszedł z loftu. W mieszkaniu zapadła grobowa cisza. Każdy z domowników bał się wypowiedzieć choć słowo. To było jak starcie tytanów.
-Ubierz się-powiedział Derek biorąc głęboki oddech kierując słowa do siostry i ruszył do kuchni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   27/11/2015, 19:43

Rozdział 26

Nikt nie wracał do sytuacji sprzed rana. Każdy bał się reakcji Dereka, po tym jak potraktował Theo. Próbowali trzymać się w odpowiedniej odległości od niego by się nie narazić. Przynajmniej dzisiaj. Jedyną osobą która miała coś do powiedzenia i nie bała się tego powiedzieć była jego siostra. Ona nigdy nie bała się swojego brata. Wychowali się razem i kłócili jak to rodzeństwo jednak nigdy nie było tak, że któreś obawiało się tego drugiego. Cora tak jak jej brat chciał poszła na górę, ubrała się w wygodne siwe jeansy, do tego biały top i skórzana kurtka. Na stopy nałożyła białe conversy i zeszła na dół aby skonfrontować się ze starszym bratem.
-Byłeś dla niego za ostry-powiedziała siadając na krześle naprzeciwko swojego brata
-Nie wtrącaj się-rzucił dalej spoglądając na mapę i zaznaczając tylko jemu znajome punkty.
-Mam prawo się wtrącać, kłóciliście się o mnie
-Nie, kłóciliśmy się o to co zrobił z Nagah-sprostował słowa siostry
-Nie, kłóciliście się o mnie.-powtórzyła jeszcze raz. Brat spojrzał na siostrę.-byłeś dla niego za ostry. Bronił mnie.
-Wpadł w szał zabijania…-zaczął jednak Cora mu przerwała
-Szał?! Uratował mi życie. Dobrze wiesz, że zrobiłbyś to samo.- Derek nie odpowiedział, po raz kolejny spuścił wzrok na mapę. Widać było, że nad czymś myślał. Próbował skupić uwagę tylko na tym.
-Derek-wypowiedziała jego imię. Gdy nie reagował wyrwała mu z dłoni długopis zmuszając by na nią spojrzał
-Mam teraz ważniejsze sprawy na głowie. Zajmij się czymś.- próbował zbyć siostrę, wyrywając tym razem od niej długopis.
-Macie się pogodzić. Nie obchodzi mnie które z was zacznie. Macie się nie kłócić albo oboje mnie stracicie.- powiedziała stanowczo wstając z krzesła.
Cora stwierdziła, że nie ma sensu z nim dalej rozmawiać. Po prostu ją zbywał. Zabrała z blatu swoją komórkę i wyszła z loftu. Derek podniósł wzrok znad mapy i spojrzał na wychodzącą siostrę. Może i zareagował rano zbyt ostro. Wiedział, że oboje mieli racje. Że sam by też zabił zmiennokształtnego nie pytając o nic gdyby widział, że sprawił ból członkowi rodziny. Jednak teraz miał poważniejsze sprawy do załatwienia. Musieli dowiedzieć się kto za tym wszystkim stoi i dlaczego.

Scott siedział w kuchni przy stole i wgapiał się w nie nieustannie . Próbował coś wymyśleć, próbował jakoś wyjaśnić to wszystko, znaleźć rozwiązanie. Czemu ktoś chciał zranić Corę? Kto za tym wszystkim stoi, kto nimi kieruje. Co jeszcze może ich spotkać? Wiedział jedno. Musiał chronić przyjaciół. Wszystkich. Był Alfą. Prawdziwym Alfą. Do niego należało zapewnienie wszystkim bezpieczeństwa. Nie wybaczyłby sobie gdyby z jego winy coś się komuś stało. Jedno było pewne. Gdyby nie Theo, nie wiadomo by było czy by zdążyli odnaleźć i pomóc Corze. To dzięki zdolności i intuicji Claire zaczęli się rozglądać po klubie. Gdyby nie ona, oni bawiliby się na parkiecie a za ścianą wężołak zgwałciłby i zabił ich przyjaciółkę, siostrę Dereka. Nie chciał narażać przyjaciół ale bez nich nie dowie się kto za tym stoi. Bez nich nie odnajdzie brata Mai. Bez przyjaciół nic by nie zrobił. Oni zawsze wiernie stali po jego stronie nie bacząc na własne bezpieczeństwo. Na nich zawsze mógł liczyć. Jego przyjaciele byli jego rodziną. Tak..z łatwością mógł wypowiedzieć te słowa. Byli rodziną. Jedną, wielką, wspierającą się rodziną.
-Wszystko w porządku?-z zamyśleń wyrwała go mama. Wstał z krzesła i przytulił się do niej. Zdziwiona Melissa odwzajemniła uścisk syna.
-Tak. Wszystko w porządku mamo.-powiedział odrywając się z objęć. –pracujesz dzisiaj?-zapytał widząc ją w stroju pielęgniarki
-Tak..dzisiaj wzięłam dwie zmiany- odpowiedziała przygotowując kanapki
-Przemęczasz się-stwierdził zatroskany stanem swojej matki. Już 3 raz w tygodniu wzięła podwójną zmianę. Wiedział, że potrzebują kasy, starał się dokładać do czego tylko może i pomóc by nie musiała tyle pracować.
-Nic mi nie jest- powiedziała z uśmiechem zapewniając syna, że dobrze się czuje.-Poradzisz sobie dzisiaj sam?
-Tak a co więcej przyniosę ci kolacje do szpitala-powiedział stanowczo nie przyjmując odmowy.
-Złoty z ciebie syn, kochanie.-puściła mu po raz kolejny ten ciepły, matczyny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   29/11/2015, 18:55

Rozdział 27

Alison siedziała w toalecie wgapiając się w zapakowane paczki testów ciążowych. Okres spóźniał jej się 2 tygodnie. Zdarzało się, że spóźniał tydzień, półtora, ale dwa ? Nigdy. Zabezpieczali się z Isaaciem za każdym razem. Nigdy nic się nie zdarzyło. Więc czemu tak bardzo była przerażona patrząc na testy leżące na umywalce? Nic nie mówiła chłopakowi by go nie martwić. Chciała powiedzieć Lydii ale bała się. Póki o tym nie mówiła to tak jakby to nigdy się nie stało, jakby nie istniało. Ale siedziała tu. Siedziała w łazience i próbowała się przemóc aby wziąć je do ręki i skończyć swoje tortury. „Zrób to” powtarzała sobie w myślach. „Im szybciej to zrobisz, tym szybciej się dowiesz”. Zdanie po zdaniu. I tak w kółko. Minęło chyba z pół godziny zanim się przemogła i chwyciła za pierwszy test. Złapała ulotkę i przeczytała instrukcję. Wykonała każdy krok po kolei. Wzięła drugi test i zrobiło to samo. Tak samo z trzecim. Położyła je obok siebie i czekała. Bo co innego mogła jeszcze zrobić ? Splotła swoje dłonie i kiwała w przód i w tył. Co chwile spoglądała na zegarek. Czas spowalniał. Tak bardzo spowalniał gdy oczekiwała wyników. W końcu dany czas minął i wstała z podłogi. Zamknęła oczy, wzięła trzy głębokie wdechy i je otworzyła. Nie było odwrotu.
-Kochanie, w porządku?- usłyszała głos swojego ojca dochodzącego zza drzwi. Nic dziwnego, że się martwił, była tam już godzinę
-Tak,tak, w porządku już wychodzę- krzyknęła, ocierając łzy i wrzucając testy szybkim ruchem do szafki
-Spóźnisz się do szkoły-ponaglił ją pan Argent
-Już idę-rzuciła.

Siedzieli wszyscy przy stolikach gapiąc się w swoje tacki od lunchu. Nikt nic nie mówił. Nikt nie miał ochoty jeść. Wszyscy główkowali nad rozwiązaniem sprawy. Claire miała dziś zlokalizować brata Mai. Ale co dalej? To było najważniejsze pytanie. Co mają zrobić dalej, by nikt nie ucierpiał. Wszyscy zastanawiali się nad sprawą podczas gdy Alison była zamyślona w kompletnie innym świecie. Widelcem zataczała koła w swoim jedzeniu. Miała teraz swoje własne problemy. Musiała porozmawiać z Isaaciem. Nikomu nie chciała o tym mówić, ani przyjaciołom ani ojcu. Ale jemu musiała. Musiała powiadomić swojego chłopaka, że w wieku 19 lat zostanie ojcem. Nie wiedziała jak zareaguje, co zrobi. Ona sama nie była pewna czy chce urodzić to dziecko, czy chce je zatrzymać. Łzy kręciły jej się w oku. Było skołowana. Jak zareaguje na to jej ojciec kiedy wreszcie się dowie. Czy będzie zawiedziony ? Zły? Zawsze była córeczką tatusia, dbał o nią i starał się zrobić wszystko byleby była szczęśliwa. Ale co się stanie gdy dowie się, że jego mała dziewczynka niedługo sama stanie się rodzicem i będzie borykać się z tym wszystkim. Jak miała zapewnić sobie i dziecku bezpieczeństwo skoro wokół było tyle zagrożeń. Kiedy wokół czaili się zmiennokształtni i musiała uważać czy jeden z nich nie wygląda zza drzewa z chęcią mordu. Nie miała siły dłużej siedzieć w szkole. Powiedziała wszystkim, że źle się czuję i wraca do domu się położyć. Umówiła się z Lahey’em, że wstąpi później do niej sprawdzić czy wszystko okej. Wtedy miała zamiar mu o tym powiedzieć. Im dłużej będzie z tym zwlekać tym gorzej.

Cora nie miała zamiaru siedzieć w szkole podczas gdy jej przyjaciel nie wiadomo gdzie się podziewa. Węch zaprowadził ją do lasu. Do części lasu, do której zazwyczaj się nie zapuszczała. Było dość oddalone od Beacon Hills. Próbowała wyczuwać coraz to silniejszy zapach Theo i kierować się nim. W końcu zobaczyła części jego ubrania. Wiedziała co to oznacza.
„Zmienił się w wilka”-pomyślała chwytając jego ciuchy i dalej podążając za zapachem jego ciała. Bardzo dobrze znała jego zapach. Dużo ze sobą czasu przebywali, dużo spędzali na wspólnych treningach. Ten zapach wyczułaby wszędzie. Podążała nim jeszcze z 10 min, gdy przed oczami miała widok średniej wielkości wodospadu. Nigdy nie pomyślałaby, że w tym miejscu coś takiego się znajduje. Staw czy jak inaczej to nazwać do którego wpadała spadająca ze wzgórza woda było dość sporej wielkości. Obok na małej polance pośród skał otaczających naokoło wodospad można było zauważyć niewielką jaskinię z której wychodził widok na wodospad. Domyślała się, że tam jest jej przyjaciel. Miała rację. Gdy spojrzała w głąb jaskini zobaczyła znajome niebieskie wilcze oczy. Wilk widząc jakąś postać ruszył się.
-Spokojnie to ja-powiedziała Cora..
Wilk wrócił do swojej leżącej pozycji. Weszła do jaskini i usiadła obok czarnego wilka. Patrzył na nią.
-Mogę?-spytała.
On znów na nią zerknął po czym położył głowę na łapach. Wzięła to za pozwolenie. Wyciągnęła rękę i zatopiła ją w sierści na głowie. Była szorstka a zarazem miękka. On leżał nieruchomo, pozwalając jej na ten gest. Siedzieli tak w ciszy jeszcze chwile.
-Tu są twoje ciuchy, zebrałam je po drodze-poinformowała przyjaciela kładąc części ubrań obok.
-Będę na zewnątrz-dodała i wyszła z jaskini. Usiadła na skarpce z której rozglegał się widok na wodospad. Po kilku minutach poczuła jak przyjaciel siada obok niej już postaci człowieka, ubrany w swoje rzeczy.
-Pięknie tu-zaczęła rozmowę. Jednak chłopak nadal siedział w milczeniu nie odpowiadając. Dziewczyna kontynuowała.
-Nie wiedziałam, że jest tu takie miejsce.-dalej cisza. Spojrzała na przyjaciela który patrzy w dal. Siedział jakby nie był obecny. Albo nie chciał być.
-Musicie się pogodzić-powiedziała. Tymi słowami sprawiła, że Theo zwrócił swój wzrok z widoku na nią. Jednak dalej się nie odezwał. Patrzył jej oczy. Nie mogła dokładnie określić czy jego oczy były smutne czy obojętne. Nigdy nie była w tym dobra.
-Nie mam zamiaru wypowiadać się po jednej ze stron-znów zaczęła próbując nawiązać konwersację z przyjacielem- jesteś moim przyjacielem a Derek bratem. Nie mam zamiaru wybierać między wami.- Jednak na nic to się zdało. Chłopak dalej siedział milcząc. Stwierdziła, że to na nic, że poczeka aż sam się odważy odezwać. Tymczasem będą siedzieć w ciszy przyglądając się w dal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   30/11/2015, 17:04

Pomału zbliżamy się do końca Smile

Rozdział 28

Alison usłyszała pukanie w okno. Odwróciła się leżąc na łóżku. Ujrzała Isaaca stojącego za szybą. Wstała i otworzyła je, dał jej na powitanie buziaka i usiadł na łóżku. Ona dalej stała, nie wiedząc od czego zacząć. Od południa leżała na łóżku i próbowała to wszystko poukładać. Wymyślić jak przekazać mu tą wiadomość. Jednak niczego sensownego nie wymyśliła. Stwierdziła, że musi mu po prostu to powiedzieć. Prosto i szybko. Bez żadnych wstępów.
-Wszystko okej-zapytał widząc zamyśloną dziewczynę. Spojrzała na niego swoimi brązowymi oczami.
-Jestem w ciąży-rzuciła szybko a łzy poleciały jej po policzkach.
Chłopak zamarł. Przez krótką chwilę nie mógł się ruszyć a tym bardziej otworzyć ust by coś powiedzieć. Kiedy jednak po chwili doszedł do siebie, wstał i po prostu ją przytulił. Alison w tym momencie już całkiem się rozpłakała obejmując mocno chłopaka.
-Shhh..-uspokajał ją Isaac-będzie okej.-próbował przekonać sam siebie powtarzając ze trzy razy te same słowa.
-Popatrz na mnie- rzekł łapiąc rękoma jej twarz i spoglądając w zapłakane oczy.-Wszystko będzie dobrze. Damy radę, przejdziemy przez to.-powiedział wyraźnie i powoli.
Nie wiedziała jak potrafił zachować taki spokój. Mimo, że wiedziała, że w środku też jest roztrzęsiony i przestraszony. Objął ją i usiedli na łóżko. Wziął ją na kolana ciągle tuląc. Gdy już się uspokoiła, zeszła z jego kolan i usiadła obok.
-Mówiłaś już komuś?-spytał chłopak
-Nie..nikt nie wie. Chciałam najpierw ci to powiedzieć.
-Okej-powiedział starając utrzymać się spokój- byłaś u lekarze ?-spytał. W odpowiedzi dostał zaprzeczający skręt głową.-W takim razie pójdziemy by się upewnić czy to na pewno ciąża i jeśli tak to dowiedzieć się czy wszystko w porządku z dzieckiem-dodał.
-Nie jesteś zły?-spytała
-Za co? To nie twoja wina. To nasza wspólna sprawa- chwycił ją za rękę. Ubrała kurtkę i razem udali się w stronę szpitala.

Gdy dojechali na miejsce zarejestrowali się. Pielęgniarka z recepcji kazała udać im się do gabinetu i poczekać na lekarza. Zapisała na karcie :konsultacja ginekologiczna. Weszli do gabinetu. Ona usiadła na fotelu ginekologicznym. Ciągle się cała trzęsła. On usiadł obok na krzesełku i złapał za dłoń, ściskając ją dając znać, że jest przy niej i nie ma się czego obawiać. Czekali 15 min aż w końcu drzwi się otworzyły i weszła przez nie Melissa McCall. Zdziwiła się na widok nastolatków.
-Alison ? Porada ginekologiczna, potwierdzenie ciąży gabinet nr 9. Chodzi o ciebie ?-spytała zaskoczona pielęgniarka. Przerażona widokiem matki Scotta Alison nie wiedziała co zrobić. Jednak Isaac zachowywał zimną krew i odpowiadał za nią.
-Tak-rzucił.
-Lekarzowi trochę zejdzie na urazówce. Prosili bym to sprawdziła. Jeśli chcesz mogę zawołać kogoś innego- dodała widząc zawstydzoną dziewczynę.
-Nie trzeba-wydusiła z siebie.
Matka Scotta zadała potrzebne pytania dotyczące cyklu miesiączkowania, pytała o stosowanie zabezpieczeń. Pytania trochę krępowały Alison ale chłopak dodawał jej co chwilę otuchy. Następnie pielęgniarka prosiła o podwinięcie bluzki i dała trochę żelu do usg na jej podbrzusze. Włączyła urządzenie i jeździła nim po podbrzuszu sprawdzając czy dziewczyna faktycznie była w ciąży. Alison cały czas ściskała rękę Isaaca.
-Rozluźnij się- powiedziała Melissa widząc zdenerwowanie dziewczyny.-Widzisz tutaj?-pokazała na monitor. Nastolatkowie przyjrzeli się „czemuś”- To twoje dziecko, zgaduję, że to koło miesiąc do półtora. Ledwo widać. O tutaj-wskazała na małą fasolkę ledwo widoczną na ekranie.
Alison poleciały kolejne łzy z oczu. Pani McCall wzięła zapisała coś w karcie po czym starła żel z brzucha dziewczyny. Gdy to zrobiła Alison od razu wtuliła się w Isaaca. Nie kontrolowała łez.
-Powinnaś teraz zdrowo się odżywiać i unikać stresu. Żadnych walk, żadnego łuku i żadnego ryzyka.-powiedziała matka Scotta. Alison oderwała się od chłopaka i popatrzyła na nią. Kiwnęła głową na znak, że rozumie.
-Twój tato wie?-w odpowiedzi dostała zaprzeczenie poprzez kiwnięcie głową Isaaca.
-Powinnaś mu powiedzieć
-Jak?- spytała ze łzami w oczach.
-Po prostu. Zrozumie. Jesteś jego córeczką. Nie będzie was oceniał-powiedziała ze spokojem- Wsparcie rodzica jest najlepszym prezentem jaki może ci dać. Znam twojego tatę. Ty nawet lepiej, wiesz, że nie będzie zły. Tylko nie ukrywaj tego-dodała.
Alison pokiwała głową i wyszeptała „dziękuję” gdy Melissa ją przytuliła.
-Może pani nikomu nie mówić?-odezwała się Alison- szczególnie Scottowi.-poprosiła
-Oczywiście-uśmiechnęła się i zostawiła dwójkę samą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   1/12/2015, 11:31

Z uwagi na moją nieobecność spowodowaną tygodniową awarią prądu mój komentarz będzie dosyć gołosłowny. Spokojnie, już naprawiłam. Jutro będzie notka, a dzisiaj mam zaległości do nadrobienia. Ale zacznijmy od początku. Tym razem nie będzie mojego dzielenia na rozdziały.
Impreza prawie się udała. Przez tego węża. Ale coś mi tu nie gra. Dlaczego Derek zareagował jak Scott, a Scott utrzymuje stoicki spokój. Nie wiem... To mi nie gra. Ale podoba mi się, jak dogaduje się z mamą. Wciąż czekam, aż dostanie po tyłku i wciąż czekam na ciąg dalszy. Trzymaj się! Świetnie było!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   1/12/2015, 18:03

Myślałam, że gdzieś zaginęłaś! Brakowało mi twoich komentarzy. Mam nadzieję, że z prądem już okej Smile

Rozdział 29


Jej telefon co minutę brzęczał oznajmiając, że ktoś uporczywie próbuję się do niej dodzwonić. Za każdym razem wciskała czerwoną słuchawkę. Gdy po raz 15sty telefon zadzwonił Theo po dwóch godzinach milczenia w końcu postanowił zabrać głos.
-Odbierz. Martwi się.
-I dobrze. Wie, że jestem na niego zła. W sumie to jestem zła na was obu.
-Powinnaś wrócić do domu, robi się późno-powiedział Theo patrząc się na nią.
-I wrócę, ale z tobą.
-Nigdzie nie wracam-rzucił
-W takim razie trochę tu jeszcze posiedzimy. - odpowiedziała stanowczo.
Wiedział, że jest uparta. Wiedział, że zawsze próbuje postawić na swoim. Nigdy nie odpuszczała. Była uparta do granic możliwości i nic ani nikt nie był wstanie odwieźć jej od jej racji. Była zbyt pewna siebie, miała to po Dereku. Myślała, że za każdym razem ma racje. Była stanowcza. On nie chciał wracać do loftu. Po kłótni z Derekiem nie wiadomo co by się wydarzyło gdyby wrócił. Nie chciał ryzykować kolejnej kłótni lub co gorsza bójki. Nie tego chciał. Wiedział też, że Derek będzie zły jeśli dowie się, że nie odbiera od niego połączeń bo siedzi z nim.

-Odbierz do cholery-szepnął do swojego telefonu, znów słysząc dźwięk rozłączenia.
Dzwonił co chwilę. Chciał upewnić się, że z jego siostrą wszystko jest w porządku. Prawie ją stracił poprzedniego dnia i nie chciał by znów się na coś narażała. Reszta stada siedziała na środku pokoju tzw. Salonu który do końca nie pełnił tej funkcji. Na samym środku siedziała Claire wraz z Mayą próbując zlokalizować miejsce, w którym przebywa jej brat. Alison leżała piętro wyżej w pokoju Isaaca śpiąc. Dzisiejszy dzień całkowicie ją wymęczył, musiała odpocząć, szczególnie w tym stanie. Isaac czekał aż zaśnie. Nie zostawił jej do tego momentu. Dopiero potem zszedł na dół do przyjaciół. Gdy pytali się o dziewczynę kłamał, że źle się czuję i nie chciał zostawiać jej samej dzisiejszego dni.
Claire wymawiała zaklęcie trzymając kciuk Mai na którym była jej krew. Miała zamknięte oczy i w skupieniu próbowała ujrzeć obraz.
Parę metrów dalej stał Derek dalej próbując dodzwonić się do siostry. W końcu zmęczyła się odrzucaniem połączeń i odebrała.
-Co ?-rzuciła
-Czemu nie odbierasz? Myślałem, że coś ci się stało-powiedział przejęty Hale
-Wszystko ze mną w porządku. Jestem z Theo-wyjaśniła
-Wracaj do domu, późno już. Nie chce byś chodziła sama po ciemku.
-Wrócę jeśli i on będzie mógł-powiedziała stanowczo
-Cora..-zaczął ale siostra mu przerwała
-Powtórzę jeszcze raz, może teraz mnie zrozumiesz. Wrócę jeśli i on będzie mógł.- zapadła cisza po drugiej stronie słuchawki. Derek próbował przez chwilę pomyśleć. Był zły na Theo ale wiedział, że jak Cora się uprze to nie odpuści. Będzie musiał odsunąć na bok męską dumę tym razem.
-Niech będzie-powiedział-wracajcie, Claire lokalizuje Nate’a.- po czym rozłączył się.
-Betonowe ściany, piwnica. Kraty w piwnicy. Duże okna, wybite-mówiła jak w transie druidka- na dachu też kilka okien. Tabliczka „U Craige’a” –rzuciła otwierając oczy.
Stiles trzymał notes i wszystkie informacje szybko w nim zapisywał próbując niczego nie pominąć.
-Niech Parrish znajdzie które to miejsce i da nam znać.-powiedział Scott prosząc Lydie by do niego zadzwoniła.

-Słyszałeś go. Mamy wracać..oboje-podkreśliła patrząc na chłopaka.
-Idź sama-powiedział oschle
-Co? Chyba sobie żartujesz. Nie po to siedziałam tu 3 godziny marznąc by wrócić samej.
-Muszę coś przemyśleć
-Świetnie. Mógłbyś to zrobić w lofcie ?-spytała gapiąc się na niego. Odwrócił głowę i spojrzał na nią.
-No już, chodź-dodała wyciągając rękę w jego stronę. Zero reakcji.-Proszę, Theo.
Po chwili zawahania chwycił za nią i wstał. Popatrzyła na niego i jego puste oczy. Był tego dnia inny. Nie wiedziała czy to efekt kłótni z jej bratem czy może co innego. Wiedziała natomiast, że jeszcze nigdy nie widziała go takiego. Podeszła i mocno się w niego wtuliła. On bez chwili zastanowienia objął ją rękami w tali mocno ściskając. Stali w objęciu jeszcze ze dwie minuty. Stali w całkowitej ciszy. Słowa nie były im potrzebne. On wiedział, że chciała mu okazać trochę otuchy a i on wiedział, że to był uścisk pocieszenia. Gdy się od siebie odsunęli udali się w kierunku loftu. Trochę daleko byli od domu, ale to im nie przeszkadzało. Świeże powietrze dobrze im zrobi. Po drodze próbowała go jakoś rozweselić, powygłupiać się by pokazał swój uśmiech. Jednak mimo wszystko co chwile się zawieszał w swoich myślach. Niestety nie mogła rozszyfrować powodu dla którego stał się taki cichy i spokojny. Wiedziała, że to nie jest normalne w jego przypadku. Zawsze chodził pewny siebie i uśmiechnięty. A teraz? Nie poznawała go. Oaza spokoju, otaczająca cisza. Teraz demony przeszłości go dopadły…
-Czemu zmieniłeś się w wilka?-spytała po chwili zaciekawiona.
Chwile się zastanowił zanim jej odpowiedział.
-Bo wtedy wszystko ustępuje.
-Jak to ?-nie rozumiała co miał na myśli
-W wilczej postaci rozpoznajesz osoby,wiesz kim są dla ciebie ale uczucia takie jak smutek, radość, niepokój…wszystko przemija, znika. W wilczej postaci tego nie czujesz. To zostaje w twojej ludzkiej postaci.
-Więc zmieniłeś się by wszystko zniknęło?
-Chciałem odpocząć od tego wszystkiego, to najlepszy sposób- tym zdaniem zakończył rozmowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   2/12/2015, 11:27

Już tak mało do końca przygody z moim opowiadaniem ! Wczoraj napisałam 7 rozdział nowego. Tak mało ich mam od czasu kiedy zaczęłam pisać, ale nie mam zbytnio na to czasu + wena troche mnie opuściła a do tego staram się by rozdziały były dłuższe. Ale wszystko w swoim czasie Smile

Rozdział 30

Weszli do loftu. Nagle wszyscy obrócili się w ich stronę i zapadła cisza. Zaczęli spoglądać raz na Dereka raz na Theo próbując rozszyfrować ich myśli. Stali i patrzyli się na siebie. Zero odzewu, kompletne milczenie.
-Dobra, ale co jeśli będą tam jacyś jeszcze zmienni? –spytała Lydia
-Mówiłaś, że ten chłopak był ze szkoły?-spytał Derek odwracając się do dziewczyny. W tym czasie Cora z Theo podeszli do nich, zajęli miejsce najdalej od Dereka. Nie chcieli kolejnej kłótni.
-Tak, kojarzę go. Miałam nawet z nim chyba angielski-odparła rudowłosa
-Od dawna tu był ? Znaczy…jest nowy czy już długo mieszka w Beacon Hills
-Nie mam pojęcia, nie zwracałam na niego uwagi póki nie zobaczyłam go w klubie z Corą.-wyjaśniła
W tym momencie do Cory powróciły wszystkie wspomnienia z tamtej nocy. Theo zauważył, że o tym myśli więc złapał ją za rękę dodając otuchy.
-Jeśli był stałym mieszkańcem to znaczy, że albo dobrze się ukrywał albo był nowy w tym i musiał się gdzieś przemieniać gdy tracił kontrolę…
-Szkoła-przerwał Hale’owi Scott-musiał mieć jakąś kryjówkę w szkole gdy nie panował nad tym. Ja chodziłem do szatni.
-Może będą gdzieś jakieś ślady. Jakieś pomysły?
-Kotłownia-rzuciła Malia.
-Pomieszczenia elektryczne- powiedział po chwili Theo. Wszyscy na niego popatrzyli, łącznie z Derekiem. Nikt się nie odzywał. Czekali. Czekali co zrobi Derek.
-Trzeba to sprawdzić.-rzekł najstarszy z grona- Stiles i Lydia pójdziecie do sekretariatu sprawdzić czy przeniósł się niedawno czy tu mieszkał. Weźcie ze sobą Claire. Potrafi się bronić.
-My też potrafimy. Wezmę kij, Lydie Parrish nauczył walczyć.
-Ale ona potrafi siłą umysłu podpalić każdego-wytłumaczył Derek
-Co racja to racja. Z tym sprzeczać się nie będę-odpuścił Stiles.
-Do kotłowni pójdę z Kirą i Malią-rzekł Scott przerywając potyczki Dereka i Stilesa.
-Mogę sprawdzić pomieszczenie z elektryką.-powiedział Theo zgłaszając się na ochotnika.
Nie chciał zostawać w domu i mierzyć się z Derekiem wzrokiem.
-Pójdę z nim-zgłosiła się Cora.
Derek przez chwile się nie odzywał, zastanawiał się czy jej na to pozwolić. W końcu i tak stwierdził, że zrobi to nieważne czy jej zabroni czy nie.
-Aiden pójdzie ze mną i Mayą do Parrisha. W razie czego dzwońcie. –dokończył Derek i popatrzył na Isaaca
-Zostanę tu. Popilnuję Alison-odezwał się Lahey widząc wzrok Dereka.
-A ja?-spytał Liam- co ja mam robić?
-Ty…pomóż Isaacowi.
-W czym?-spytał zdezorientowany
-Eeee..w pilnowaniu Alison. Ostatnim razem wpadła tu krwiożercza bestia. Ktoś musi tu jeszcze zostać.
-W porządku- zgodził się niechętnie Liam. Liczył na trochę akcji, a skończy się na siedzeniu na kanapie.
Wszyscy zerwali się z miejsc i podążyli w stronę wyjścia. Gdy Theo przechodził wraz z Corą, Derek złapał go za ramię i szepnął do ucha
-Masz ją pilnować, ma być bezpieczna jasne?
W odpowiedzi dostał tylko kiwnięcie głowy i wszyscy ruszyli przed siebie.

-Zamknięte-powiedział Stiles szarpiąc klamkę od sekretariatu.-Co teraz?
-Masz spróbuj tym-powiedziała Lydia podając mu wsuwkę.
Chłopak wziął od niej spinkę, trochę rozszerzył w wsadził w dziurkę od klucza. Kręcił, kręcił ale drzwi nie chciały się otworzyć. Lydia tylko z niedowierzeniem patrzyła jak chłopak się męczy robiąc przy tym dziwne miny.
-Daj, ja spróbuję-powiedziała rudowłosa wyrywając z jego rąk swoją wsuwkę.
-Albo..-zaczęła Claire i machnęła ręką otwierając drzwi.-zrobimy to tak.
Dwójka przyjaciół popatrzyła na nią. Znów użyła siły umysłu. Co jeszcze potrafi?
-Tak…tak też będzie spoko-powiedział Stiles wchodząc do środka.
Stilinski przysiadł przy komputerze włączając go. Dziewczyny stanęły obok przyglądając się monitorowi.
-Trzeba podać hasło-powiedział załamany chłopak, stukając głową w biurko-dlaczego to przydarza się zawsze nam ?
-Odsuń się-powiedziała banshee wklikując jakieś litery na klawiaturze.
Gdy wcisnęła ENTER pokazał im się pulpit. Pozostała dwójka pytająco się na nią spojrzała.
-No co ?-spytała Lydia- jakiś czas byłam wolontariuszką w sekretariacie. Nigdy nie zmieniają haseł-wytłumaczyła.
Przystąpili więc do poszukiwań. Najpierw musieli znaleźć rejestr uczniów a potem wejść w jego dokumentacje.

W tym samym czasie Theo wraz z Corą szli do pomieszczenia z elektryką. Miejsce znajdowało się w piwnicy. Wejście było wąskie, a pomieszczenie liczyło może 10m2. Było bardziej dłuższe niż szerokie. Z lewej strony pełno kabelków, z prawej metalowe szafki. Na ścianach bezpieczniki święcące na kolorowo. Obok nich wajcha która była włącznikiem zasilania awaryjnego. Dwójka przyjaciół rozglądała się po pomieszczeniu szukając jakiegokolwiek śladu po zmiennym. Było dość ciemno w pomieszczeniu, a żarówka była spalona. W kątach pełno pajęczyn. Widać było, że dawno nikt tu nie sprzątał.
-Widzisz coś- spytała Cora.
-Nie. Pusto. Zero śladu.-odpowiedział chłopak.
-To nie ma sensu. Tu nic nie ma, powinniśmy…-nie dokończyła gdyż Theo przyłożył jej rękę do ust i pociągnął za szafkę.- Co jest?-szepnęła zdziwiona.
Chłopak przyłożył palec wskazujący do ust oznajmiając by nic nie mówiła.
-Halo ?- jakiś głos zapytał świecąc latarką.- Kto tu jest?-spytał kierując się do pomieszczenia w którym stała dwójka znajomych.
-Co teraz?-spytała Cora.
Nie uzyskała odpowiedzi. Theo szybkim ruchem ściągnął koszulkę, zbliżył się do dziewczyny i wpił się w jej usta. Cora otworzyła szeroko oczy niedowierzając w sytuację, po chwili poddała się przyjacielowi. On podciągnął jej bluzkę do góry nie przerywając pocałunku. Ona zarzuciła mu ręce na szyje.
-Hej !-krzyknęła osoba świecąc na nich latarką. Odsunęli się od siebie. Theo zrobił zdziwioną minę, jakby ktoś przyłapał ich na czymś intymnym.- Raeken ! Mówiłem coś o chowaniu się tu z dziewczynami ! –powiedział trener lacrossa, który już 10 lat pracował w tej szkole.
-Tak..przepraszam…ja-udawał, że próbuję się wytłumaczyć.
-Zabierajcie się stąd. Żeby to był ostatni raz!
-Tak…jasne…dziękuję- chwycił koszulkę z podłogi, złapał dziewczynę za rękę i wybiegł z pomieszczenia. Z oddali słyszeli jeszcze głos woźnego- Rozumiem w czasie przerw lub na wagarach, ale żeby wieczorami się wkradać na bara bara ?! Ach ta dzisiejsza młodzież.
-Mówiłem ci coś o chowaniu się tu?-spytała z uśmiechem Cora-zgaduję, że to nie był twój pierwszy raz tam.
-Tak..eee…bywało się tam czasem-zakłopotany podrapał się po głowie.
-Mhmm…
Nie rozmawiali o tym co się stało na dole. Żadne z nich się nie odważyło. Wytłumaczyli to sobie tym, że sytuacja tego wymagała. Bo jak inaczej mieli by się wytłumaczyć ? „Przepraszamy, ale szukamy śladów wężołaka który nas zaatakował?”. Wtedy to Finstock wysłał by ich do psychiatry. Jednak każde z nich uśmiechało się na wspomnienie pocałunku. Było w nich to coś co ich przyciągało do siebie. Ale w końcu byli przyjaciółmi, czy możliwe byłoby by byli razem ? Tym bardziej, że do Theo powróciła jego przeszłość? Nie chciał tego zrzucać na nią. Nie teraz. Nie wie czy kiedykolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Marcialinka
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 46
Punkty : 0
Join date : 09/11/2015
Age : 17
Skąd : Instytut Xaviera

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   2/12/2015, 14:26

Napisałam, że prąd? Mój błąd. To internet.
O rozdziale 28:
No, to Allison i Isaac zrobili sobie dzieciaka. Z Isaaca jest niezły ogier rozpłodowy, że się tak wyrażę.
Co jak co, ale na mamusię McCall zawsze można liczyć. A teraz zalecenia:
-”Żadnych walk” - czytaj „żadnej naparzanki”, bo jeszcze się uderzy gdzie nie trzeba i nieszczęście gotowe.
-„Żadnego łuku”, bo to wymaga wysiłku, a w błogosławionym stanie przemęczać się nie wolno.
-„Żadnego stresu”, czyli to idealna okazja, żeby wziąć sobie urlop w agencji. A ta sprawa troche potrwa i lepiej, żeby panienka się w nią nie mieszała.
Nie ogarniam, dlaczego Melissa ma nie mówić Scottowi. To chyba nie jest jego dziecko, prawda? Prawdziwy alfa może wiele, ale żeby niepokalane poczęcie?
O rozdziale 29:

Kotek prawdopodobnie jest w jakiejś spelunie. Okey... Ale ten teks o zapomnieniu... szok. Nie mam słów.
O rozdziale 30:
Widzę, że nasze TSA w akcji. Najpierw myślówa, potem w terenie, ale od czegoś trzeba zacząć. Otwieranie zamka spinkę, to już mistrzostwo. Jednak trenera nic nie pobije. I skąd wiedzą, że wysłałby ich do psychiatryka? Próbowali już?
Ogólnie:
Rozdziały oczywiście świetne. Czekam na nn i czekam, aż Scott porządnie dostanie po tyłku. Pozdrawiam!

+Info ode mnie, taka drobna reklama:
Nowa notka na Stadzie. W końcu...
A filmik może znajdę Ci jutro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://mccall-pak.blogspot.com/
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   3/12/2015, 11:10

Scott nie dostanie po tyłku, a przynajmniej nie w tym sezonie. Za to kto wie co stanie się w kolejnym Smile
Ostatnie rozdziały są dłuższe Smile

Rozdział 31

Wszyscy wrócili do loftu. Grupa Scotta także niczego nowego się nie dowiedziała. Jedynie Stilesowi i dziewczynom udało się ustalić, że chłopak był uczniem szkoły jakieś 2 miesiące. Dlatego nikt nic nie znalazł, domyślili się, że był już od dawna zmiennym, przez co nie znaleźli żadnych śladów po przemianach. Derek dostał od Parrisha adres fabryki, w której najprawdopodobniej przetrzymywany jest Nate. Tylko czy jeszcze żył? Oto jest pytanie. Na planie pomieszczenia było oznaczone podziemie. Stwierdzili więc że to tam będą najprawdopodobniej ci których szukają. Jednak było ono dość rozciągnięte. Musieli podzielić się na dwie grupy aby przeszukać cały obiekt. Do Dereka grupy dołączył Isaac, Kira i Scott. Theo wraz z Liamem, Aidenem i Panem Argentem do którego zadzwonili i Malią tworzyli drugą grupę. Cora z Alison, Claire, Stilesem, Lydią i Mayą dostali rozkaz pozostania w lofcie. Nie chcieli narażać ich na niebezpieczeństwo. Mimo iż Stiles był bardzo niezadowolony to musiał przyznać, że w razie ataku zmiennych kij niezbyt mu się nada. Rozumiał to i postanowił pilnować dziewczyn.
-A co jeśli nam uciekną?- powiedział Scott do Dereka. Stali na boku i rozmawiali. Akurat się okazało, że Claire przechodziła obok i usłyszała pytanie Scotta. Postanowiła się wtrącić.
-Mogę ich zwabić-powiedziała. Dwójka odwróciła się w jej stronę spoglądając pytająco.
-Lulek czarny, zwany niegdyś belisą. Środek czarnodziejski, po zmieszaniu z tłuszczem i czymkolwiek co definiuje osobę którą chcemy zwabić. Czar zwiąże grupę do której należał wężołak. Wystarczy, że postawicie ją w miejscu w które chcecie ich zwabić a ono nieświadomie ich tam ściągnie.
-Mówiłem ci już jak jesteś genialna ?-zapytał Scott
-Ale skąd weźmiemy coś wężołaka lub biesa?
-Wystarczy, że pobiorę krople krwi z palca Cory. Rana jeszcze nie do końca się zagoiła. Powinno wystarczyć.-wytłumaczyła
-Scott ma rację-zaczął Derek- jesteś genialna.
Przywołali ruchem ręki Corę do siebie i zakłuli jej palec i pobrali trochę krwi. Claire wymieszała z pozostałymi składnikami. Na szczęście jej torba z ziołami nadal była w lofcie po tym jak neutralizowała tojad z ran Cory. Wymówiła jakieś nieznane im zaklęcie i podała chłopakom.
W tym samym momencie usłyszeli dźwięk z alarmu informujący, że ktoś wchodzi. Wszyscy przyglądali się drzwiom. Gdy drzwi się otworzyły zobaczyli kogoś kogo nie spodziewali się zobaczyć.
-Ptaszki ćwierkały, że potrzebujecie pomocy w skopaniu kilku zmiennokształtnych tyłków- powiedziała osoba. Wszyscy spojrzeli z niedowierzeniem.
-Braeden !-krzyknęli chórem widząc czarnoskórą dziewczynę. Nawet sam Derek był zaskoczony. Wyjechała już jakiś czas temu na jakieś nowe zlecenie. Kontakt im się urwał, dlatego tym bardziej nikt jej się nie spodziewał.
-Mam wolny wieczór, pomyślałam, że się zabawimy.-rzekła uśmiechając się i witając ze wszystkimi.
Gdy podeszła do Dereka popatrzyli sobie w oczy. Złożyła pocałunek na jego ustach i mocno przytuliła szepcząc „Tęskniłam”. Odwzajemnił uścisk. Nie było czasu na pogadanki. Dołączyła do grupy Hale’a.
W pełni gotowi ruszyli do opuszczonej fabryki.

Rozdzielili się wchodząc do piwnicy. Na razie nic nie słyszeli. Cisza. Zupełna cisza. Pomału przechadzali się korytarzami. Pan Argent w pełnej gotowości trzymał broń przy sobie. Nagle grupa Theo napotkała rozwidlenie.
-Gdzie teraz?-spytał Liam
-Rozdzielmy się-powiedział Theo-ja z Aidenem pójdę w lewo, wy w prawo.-dodał.
Wszyscy zgodnie przytaknęli i ruszyli w swoją stronę.

Grupa Dereka jak na razie też niczego nie znalazła. Zero chłopaka. Czyżby się mylili? Czyżby zaklęcie Claire nie podziałało i zobaczyła złe miejsce? Mimo tego dalej się rozglądali. Obie grupy rozrzucili substancję którą dała im Claire by przyciągnąć tych których szukali.

Dźwięk alarmu po raz kolejny zabrzmiał w lofcie. Wszyscy siedzieli na dole na kanapie i czekali na jakiekolwiek wieści od reszty stada. Ze zdziwieniem i nieświadomi co ich czeka odwrócili się w stronę wejścia. Ujrzeli wysokiego bruneta z brązowymi oczami.
-Nate?- spytała zdziwiona.
Chłopak podszedł do dziewczyny i ją przytulił. Wszyscy zdziwieni nadal wgapiali się w kotołaka.
-To jest Nate?- spytał Stiles- jak się wydostałeś?
-Nie musiałem się wydostawać.-odpowiedział z uśmiechem
-Jak to?- spytała zdziwiona Cora-Maya mówiła, że ktoś cię porwał.
-Maya musiała odpędzić waszych facetów ze stada. Strasznie tłoczno się w nim zrobiło.
Wszyscy patrzyli zdziwieni. Nie wiedzieli o co chodzi. Popatrzyli pytająco na Mayę, oczekując odpowiedzi.
-Może zacznijmy od początku. Theo ma bardzo bujną przeszłość. Zrobił rzeczy których nie powinien i dobrze o tym wie.
-Myślę, że nie było żadnego porwania. To oni. Oni nas atakowali. To wszystko ich sprawka.-powiedział Stiles. Wszyscy zerwali się na nogi oddalając od dwójki.
-Bardzo łatwo jest was nabrać. Ale powiem wam o co chodzi. Czy Theo mówił wam co zrobił półtora roku temu ?- Maya zrobiła pauzę po czym dalej kontynuowała- oczywiście, że nie. Wtedy nie przyjęlibyście go do stada. Otóż zabił wielu ludzi. Konkretniej zmiennych. Tworzyliśmy własną armię. Oczywiście nie wiedział kto za tym stoi. Nigdy się tego nie dowiedział. Nie wiedział, że to my, myślał, że się przyjaźnimy, że mu pomożemy gdy spotkaliśmy go w lesie gdzie zabił pierwszą osobę. Wiadomo, że przez pewien czas po przemianie zmienni nie są stabilni. Mogli zabić paru ludzi. Każdy z was to na pewno przechodził, prawda Cora? No ale cóż…zabił jednego, zabił drugiego. Odnajdywał i zabijał każdego którego spotkał na swojej drodze. Mielibyśmy gdzieś to wszystko, stworzylibyśmy nowych przy następnej pełni. Ale popełnił jeden mały błąd. Zabił nie tą osobę co trzeba. Zabił dziewczyną Nate’a. Chciała do nas dołączyć, wiedziała o nas i o przemianie. Chciała byś taka jak my. Błagała go by ją oszczędził, mówiła , że będzie się kontrolować, prosiła by ją wypuścił. A on co zrobił ?! Z zimną krwią przerwał jej tętnice. Zachłysnęła się własną krwią. Obiecaliśmy sobie, że nie podarujemy mu tego. Że zemścimy się za nią, obiecaliśmy to biednej Carol.
-To nie prawda. Kłamiecie-powiedziała Cora niedowierzając w historię opowiedzianą przez kotołaki.
-Kłamiemy ? Zapytaj się go. Zapytaj i zobacz czy zaprzeczy ! Zabił wiele niewinnych istot. Obiecaliśmy, że będzie cierpiał tak jak my. Zranimy go od wewnątrz by poczuł ból, smutek i stratę. A potem go zabijemy. Tak jak on zabił ją ! Musieliśmy tylko przyjrzeć się jemu nowemu życiu. Nate wytropił go już jakiś czas temu. Przyglądał mu się codziennie. Aż w końcu pojawiłaś się ty- przerwała wskazując na Corę.- To do ciebie się tak bardzo zbliżył, na tobie mu zależało. Ciebie chciał chronić. Przywiązał się do ciebie. I to było jego zgubą. Czekaliśmy na odpowiedni moment bym się pojawiła prosząc go w odnalezieniu mojego biednego zaginionego brata. Nie wiedział na co się pisze i jak bardzo się pomylił zgadzając się nam pomóc. Jedynym problemem było ujawnienie się czarownicy. Ale spokojnie. Czekaliśmy długo na zemstę by nie być przygotowanym na wszystko. Faktycznie Nate siedział w fabryce „Craige” i zaklęcie zadziałało. Jednak wszystko mi mówiliście więc się przygotowaliśmy.
-To była pułapka- powiedział Stiles-chcieliście ich odciągnąć. Wiecie, że nie dalibyście im sami rady.
-Czas na zemstę !!!- krzyknęła po czym ruszyła na Corę. Nate ruszył na Claire. Stiles chwycił lampę która stała na szafce. Maya złapała go za koszulę i rzuciła na ścianę. Syknął tylko z bólu. Lydia także ruszyła na pomoc Hale’ównie. Miała już małe doświadczenie w walkach, Parrish ją na to przygotował. Jednak po kilku odbitych i zadanych ciosach i ona uderzyła plecami w ścianę. Byli za słabi by dać im radę. Tamta dwójka była zmiennymi a oni zwykłymi ludźmi. Jedyna z tego grona różniła się Cora.
Maya ruszyła na wilczycę. Obie zmieniły się swoje twarze na zwierzęce i zaczęły pojedynek. Theo całkiem nieźle wyćwiczył dziewczynę, jednak przeciwniczka była kotem..była zwinna i szybsza od niej. Miała większe doświadczenie w walce. Nate podchodził do Claire z zawistnym spojrzeniem. Alison ruszając na pomoc przyjaciółce chwyciła za sztylety schowane przy butach i próbowała przeszkodzić chłopakowi. Rzuciła jeden sztylet w jego stronę, który wbił się w jego udo. Nie zareagował rzucając się na Claire. Nim ona zdążyła wyciągnął rękę by rzucić zaklęcie on wbił strzykawkę w jej szyję, po której osunęła się na kolana. Wyjęła strzykawkę ze swojej szyi i wyrzuciła na bok. Czuła jakby się dusiła. W tym czasie Nate wyjął sztylet ze swojej nogi, rana od razu się zagoiła. Odwrócił się i rzucił sztylet w stronę Alison. Padła na podłogę. Miała sztylet wbity w brzuch.
-Alison !!!!!-krzyknęła Lydia.
W tym momencie Cora odwróciła się słysząc krzyk przyjaciółki. To był błąd. I ona upadła na ziemię mając strzykawkę w szyi.
-Czujesz co to ?- spytała Maya kierując się w stronę Claire. Kaszlała i czuła jakby się dusziła. Spojrzała do góry na kotołaka. –Jaki jest jedyny sposób aby czarownica przestała być czarownicą?
-To nie możliwe-powiedziała zachłysnąwszy się powietrzem.
-Możliwe wiesz o tym. Nie bez powodu czekaliśmy tak długo. Cora też dostała trochę wraz z tojadem. Dwójka kotołaków po tym słowach zerwała się i szybko wybiegła uciekając z pomieszczenia.
Lydia podbiegła do Alison płacząc i wzywając pogotowie przez telefon. Stiles słuchał co Maya mówi do Claire. Claire na kolanach przemieściła się w stronę kanapy. Stiles wziął na ręcę Corę i położył ją ledwo przytomną na kanapie.
-Stiles, posłuchaj mnie uważnie, zanim stracę przytomność- zaczęła Claire. Chłopak podbiegł do dziewczyny unosząc ją i pomagając usiąść na drugiej kanapie
-Słuchaj uważnie…za…zadzwoń…do….do Deatona…pow..powiedz…mu..powiedz mu…wilcza jagoda…
-Wilcza jagoda? Co to ?-spytał, nabuzowany adrenaliną spoglądając raz na Claire raz na Corę.
-Powiedz mu…będzie wiedział co zrobić…szy…szybko…nie ma…czasu…leć.
-Theo…Theo..-szeptała Cora. Stiles spojrzał na nią po czym wyrwał się na proste nogi krzycząc do Lydii gdzie biegnie. Nim zdążył wyjść, zatrzymał się słysząc przeraźliwy krzyk Lydii. Nie, nie Lydii..to był krzyk Banshee. Przeraźliwy krzyk kobiety zwiastującej śmierć. Spojrzał na przyjaciółkę z przerażeniem. Następnie szybko wybiegł nie oglądając się za siebie. Myślał, że któraś z trójki rannych dziewczyn umrze dzisiaj. To dodało mu adrenaliny.
W międzyczasie dzwonił do Theo i Dereka tłumacząc co się stało i kto za tym stoi.
-Alison… patrz na mnie…będzie dobrze…karetka już tu jedzie..będzie dobrze-mówiła do przyjaciółki rudowłosa. Wybrała numer do Isaaca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
zaneta7453
Stały Bywalec
Stały Bywalec


Liczba postów : 61
Punkty : 0
Join date : 02/11/2015

PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   5/12/2015, 15:14

Rozdział 32

Theo usłyszał wibracje w telefonie, spojrzał „Stiles” i odebrał połączenie.
-Co jest?-rzucił
-To pułapka. Nie ma ich tam. To Maya i Nate. Oni za tym stoją
-Co?! –krzyknął oczekując wyjaśnień
-To oni, chcieli się zemścić, nie ma czasu. Alison z Claire i Corą są ranne.- Theo rozszerzył z przerażenia oczy- Ich tam nie ma, Cora ciągle wymawia twoje imię. Wracajcie jak najszybciej.
Nim zaczął wycofywać się z pomieszczenia wraz z Aidenem do pomieszczenia weszła Maya.
-No proszę, widzę, że papla już zadzwoniła. No cóż będzie mniej zabawy skoro już wiesz co się dzieje z twoimi przyjaciółmi.
-Aiden, idź po Argenta,szybko !-krzyknął. Aiden ruszył gdy już miał wychodzić z zaskoczenia pazury wbiły się głęboko w jego klatkę piersiową. Po jednym ruchu padł na ziemię patrząc na napastnika. Był to Nate.
-Upss-jeden mniej, powiedział wycierając o spodnie krew z ręki. Theo odwrócił się spoglądając jak jego przyjaciel pobiera ostatni raz powietrze,
-Zapłacicie mi za to !-krzyknął wściekły ukazując kły i pazury.
-O nie, to ty nam zapłacisz ja Carol i reszte naszych zmiennych których zabiłeś w Middle Crake ! Nate..ty zajmij się resztą. – po czym rzuciła się na Theo. Walczyli ile sił, żadne się nie poddało. Każde napędzało się żądzą zemsty. Mimo że kocica była zwinna to nie miała szans ze wściekłym Theo który miał ochotę ją rozszarpać. „Za Aidena” pomyślał „Za Corę” „Za jego przyjaciół”. To tylko nakręcało jego przeszłość. Gdy w końcu udało mu się złapać Maye przycisnął ją do ściany. Złapał za szyję podniósł do góry i spojrzał jej w oczy.
-To koniec, zapłacisz za wszystko. Zapłacisz śmiercią !!!!!!-ryknął rozszarpując jej tętnice szyjne. W tym samym czasie usłyszał za sobą strzały. Gdy ciało nieżywego kotołaka padło na ziemię odwrócił się i ujrzał leżącego Nate’a na podłodze obok Aidena. Spojrzał do góry.
-Leć do nich. Zajmiemy się resztą- powiedział pan Argent poganiając chłopaka. Nie czekał, szybko ruszył przed siebie myśląc o Corze.”Trzymaj się mała, już biegne”

W drugiej części piwnicy grupa Dereka usłyszała strzał. Pobiegli w ich stronę. Zatrzymali się przy Theo i panu Argencie. Spojrzał na Theo i na zmasakrowane ciało Mai.
-Rano się wyniosę-powiedział do Dereka kierując się do wyjścia. Pan Argent kazał biec Derekowi wraz z Theo.

-Alison dostała- mówiła zapłakana Lydia gdy Isaac odebrał telefon
-Co ?! –krzyknął
-Wbił jej sztylet w brzuch ! Krwawi ! Pogotowie już jedzie. Traci przytomność. –mówiła szlochając
-Ona jest w ciąży..-powiedział załamany
-Co?!-krzyknęła Lydia do słuchawki. Jego przyjaciele spojrzeli na niego.
-Jest w ciąży. Alison jest w ciąży. Musi szybko dostać się do szpitala !-zaskoczeni przyjaciele ciągle patrzyli się na niego
-Karetka już jest ! –krzyknęła
-Spotkamy się na miejscu- powiedział Isaac po czym rozłączył się i nie tłumacząc się przyjaciołom ruszył do szpitala.

Stiles przyjechał i wyskoczył jak oparzony z auta. Podbiegł do drzwi kliniki i z całych sił się do nich dobijał. W końcu Deaton otworzył je a Stiles wparował do środka.
-Są ranni. Claire kazała mi przybiec.-mówił zsapany. Wyciągnął inhalator i wziął z niego głęboki wdech.
-Co? Kto?
-Maya i Nate, to byli oni. Wstrzyknęli coś Claire i Corze. Claire zdążyła powiedzieć bym do ciebie przybiegł i będziesz wiedział co robić.
-Mówiła coś konkretnego.
-Wilcza jagoda-rzucił
-O mój Boże-powiedział
-Co ? Co jest? Co to?
-Wstrzyknął to obu dziewczynom?
-Tak…tak myśle, tak mówili, nie wiem, to wszystko działo się szybko. O co chodzi?-zapytał
-Uspokój się i pomyśl przez chwilę-uspokajał go druid prosząc o konkrety.
-Cora…Corze dali to co Claire ale mówili, że dodali tego trochę do tojadu. A Claire..Claire dali chyba tylko wilczą jagodę.
Deaton chwycił za swoje buteleczki i starał się znaleźć odpowiednią. Gdy chwycił już potrzebne rzeczy, powiedział by Stiles szybko go przywiózł go nich a wyjaśni mu wszystko po drodze.

-Wilcza jagoda. Zwana jest pokrzykiem. Według wierzeń ludowych swój przydomek wilcza jagoda zawdzięcza zdolności do dokonania przemiany czarownika w wilkołaka. Średniowieczne legendy głoszą, że pokrzyk jest rośliną, którą włada szatan. Opiekuje się on swoimi ziołami, pozostawiając je tylko w jedną noc w roku – Noc Walpurgii na górze Brocken w Niemczech, kiedy to odbywa się Sabat Czarownic.
-Czyli co? Można je zebrać raz do roku?
-Tak…ale są najrzadsze na świecie. Nie wiem jak im się to udało. Jej trujące jagody służyły niegdyś do trucia wilków dlatego ma taką nazwę.
-Dlatego to powiedziała.
-Kto? Co?
-Gdy wstrzyknęli to Claire powiedziała „ Jak sprawić by czarownica przestała być czarownicą”.
-Jej umiejętności by im pokrzyżowały plany, byli dobrze przygotowani. Gdy czarownik lub czarownica straciła swe moce musi zmienić się w nadprzyrodzone stworzenie. Chcieli ją przemienić w wilkołaka by im nie przeszkodziła. Miała jakieś już objawy?
-Bezdech, nie mogła oddychać, krztusiła się, mówiła że za chwilę zemdleje. Co masz zamiar zrobić ?
-Mamy mało czasu. Działanie wilczej jagody całkowicie ją przemieni w ok. godzinę. Musimy podać jej mocny napar z herbaty taniny, która zawiera w sobie atropinę która zneutralizuje działanie wilczej jagody. Jeśli nie zdążymy to już nic nie zrobimy. Ile mamy czasu ?
-Według tego co mówiłeś…15minut-powiedział przerażony Stiles wciskając na maksa pedał gazu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]   Today at 21:25

Powrót do góry Go down
 
Co by było gdyby...CZĘŚĆ 1 [33/33]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: