IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Whispers of ghosts

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
CrystalizeMoon
Odwiedzający
Odwiedzający


Liczba postów : 33
Punkty : 0
Join date : 05/02/2015
Age : 19
Skąd : Lubelskie

Beacon Hills
Imię i nazwisko:
Wiek:
Rasa:

PisanieTemat: Whispers of ghosts   23/2/2015, 14:19

Jestem nowa na forum, lecz nie jest to pierwsze opowiadanie, któremu stawie czoła Smile Mam nadzieję, że chociaż troszeczkę was zainteresuje.

Komentarze

___

Odgłos kroków rozbrzmiewał w ciemnym korytarzu i z każdą sekundą stawał się co raz bardziej głośniejszy, w następnej chwili widział usta meżczyzny zaciskające się na papierosie, który był zapalany, wszystko zniknęło i mógł dojrzeć biegnącą przez ciemny las dziewczynę której rude włosy potargane przez wiatr unosiły się nieznacznie. Potykała się o spudnicę bladej niebieskiej sukni z przerażeniem oglądając się za siebie. Odgłos krzyku rozniósł po lesie, gdy dziewczyna upadła. Chwilę potem nad jej ciałem pojawił się postawny mężczyzna unosząc długi miecz by za chwilę przeszyć nim bezbronne ciało młodej kobiety.

Uniósł się do pozycji siedzącej ciężko oddychając, otarł twarz próbując do końca opuścić ze swojego ciała resztki snu. Spojrzał na budzik i jęknął, gdy dostrzegł, że wskazywał za piętnaście drugą. Zazwyczaj, gdy się budził wskazywał około piątej, sny a raczej koszmary z każdą nocą zdarzały się co raz częściej i zawsze obejmowały te same rzeczy, osoby jedynie w nieco innym kontekście.

Zawsze widział mężczyznę którego nie opuszczały papierosy oraz butelka jakiegoś alkoholu, szkolny korytarz oraz rudowłosą istotę w renesansowej sukni, wydawała się za każdym razem być śmiertelnie przerażona.

Opadł na poduszki bijąc się z samym sobą czy pozwolić swoim powiekom opaść i narazić się na ponowne koszmary, które wydawały się tak bardzo realistyczne. Przymknął powieki odwracając się na bok, wtulił policzek w poduszkę i odważył się ponownie popaść w sen.

Rude włosy były wysoko upięte pozwalając pojedynczym kosmykom kręconych włosów wypadać z luźnego koka. Jej drobne ciało okrywała zdobiona złotymi wyszywaniami zielona suknia, która idealnie komponowała się z jasnymi włosami. Niebieskie oczy uważnie lustrowały salę na której się znajdowała. Coś poruszyło kotarą a jej oczy zarejstrowały jedynie ciemną sylwetkę.

Niepewnym krokiem podążyła w stronę intruza, z każda sekundą zwalniając jakby obawiała się tego co może znaleźć we własnym domu. Wyszła na hall rozglądając się po nim, odgłos odbijających się obcasików towarzyszył jej, gdy ruszyła przed siebie, nie mając pojęcia, że strzała szybująca tuż za nią przebije jej pierś.


Poruszył się niespokojnie okręcając się w pościeli, zacisnął dłoń na prześcieradle, zmrużył powieki a na jego twarzy odmalował się grymas, którego nie można było odczytać. Usiłował dostrzec twarz dziewczyny, lecz za każdym razem ta jakby umyślnie ją zakrywała.

Powała płóciennej sukni zahaczyła o wystający korzeń zaczepiając się o niego, dziewczyna jęknęła i można było usłyszeć także i cichy szloch, gdy w pośpiechu usiłowała oderwać kawałek spódnicy.
Uniosła twarz do góry, lecz po chwili sklejone loki zasłonił ją, jakby marzyciel nie mógł dojrzeć oblicza kobiety. Na horyzoncie jej oczy zarejestrowały kilkanaście pochodni, których właścicielem byli ludzie. Nie zważając na nic rzuciła się do ucieczki.

Jej bose stopy stąpały po mokrym podłożu, nie czułą obrzydzenia do tego co przyklejało się do jej małych stópek, lecz do osoby którą wraz z kohortą goniła ją od dobrych kilku godzin.
Straszliwy skowyt wydobył się z gardła dziewczyny, gdy metalowe ostrza zacisnęły się na jej nodze.

Nie miała szansy, szczęk ostrzonego metalu rozbrzmiał koło jej ucha na co wystraszona się odwróciła, na ustach mężczyzny zawitał obrzydliwy uśmieszek, gdy sztyletem rozcinał skórę na szyi, twarzy, obojczykach czy ramionach kobiety, z ust dziewczyny wyrwał się urwany jęk, gdy bez życia osunęła się na ziemię ze sztyletem wepchniętym w aortę.


Otworzył oczy z przerażeniem wpatrując w jasną przestrzeń przed sobą, po jego skroni spłynęły pojedyncze krople potu. Po raz pierwszy ujrzał twarz dziewczyny, delikatną porcelanową cerę, te same oczy tak bardzo cierpiące i puste, różowe usta z których za każdym razem ulatywał ostatni oddech, piękna choć zakrwawiona, nie był pewny niczego związanego z tymi koszmarami, które pojawiły się nie wiadomo skąd.

Postawił bose stopy na drewnianych panelach nie przyjmując się ciągnącym od nich zimnem, wstał i podszedł do szafy, z której wygrzebał pierwsze lepsze rzeczy i udał się do łazienki.

Poprawił plecak i zatrzasnął drzwi jeppa udając się w stronę szkoły, uśmiechnął się do przechodzącej obok dziewczyny i wspiął się po schodach. Odprowadzony wzrokiem dziewczyny nie mając pojęcia, że ta także posiada oczy tak samo puste jak ta rudowłosa z jego koszmarów.

Otworzył szafkę by wyjąć z niej potrzebne rzeczy, gdy jeden z uczniów którego w ogóle nie kojarzył rzucił się do niego z krzykiem, powtarzając jak mantrę : Pomóż mi!

Blondyn został oderwany od niego przez grupkę jego znajomych wpatrujących się nieobecnym wzrokiem w jego twarz, po chwili skojarzył ten wzrok i miał ochotę zacząć krzyczeć tak głośno jak niebieskooka w jego snach. Stał oniemiały jeszcze kilka minut po wydarzeniu, książki leżały koło jego nóg a on nie mógł się poruszyć, tak jakby został sparaliżowany, być może i był przez strach.

Przykucnął zaczynając powoli zbierać swoje rzeczy, dostrzegł nad sobą twarz swojego przyjaciela na co odetchnął z ulgą, nie miał ochoty, na żadne inne niespodzianki.

- Co się dzieje? - zapytał Scott, prawdopodobnie wiedząc o tym, że blondyn zaatakował go przy szafce. - Najpierw wspominasz mi o tym, że od kilku tygodni śni ci się korytarz, facet i ruda laska a teraz wrzeszczący na całe gardło koleś karze ci sobie pomóc.

- Nie mam pojęcia Scott – zaczął szatyn, ruszając w stronę klasy od biologi. - Nie mam pojęcia jak to wszystko wytłumaczyć, dzisiejszej nocy śniło mi się to znowu.

- Stiles, spróbuj skojarzyć podobne fakty ze snów, oprócz osób które zawsze są w nich – zaproponował McCall poprawiając bluzę na ramieniu. - Może to będzie miało jakiś sens. Musimy udać się z tym do Dereka, może on będzie wiedział. Może to jakiś rodzaj potwora, który karmi cię koszmarami.

- Nie jestem pewny co do pomysłu wyjawienia tego wszystkiego Hale'owi. - przyznał Stilinski. - Ale dobra, jak chcesz. Pójdziemy do niego po lekcjach, a teraz kończymy temat, mam dość po nocce.

__

- Cokolwiek Stiles – wyjaśnił mu Peter, próbując wydobyć z niego jak najwięcej informacji na temat koszmarów. - Wygląd dziewczyny, mężczyzny, nawet kafelki na korytarzu.

- Dziewczyna była nie wysoka, drobna, miała rude włosy i niebieskie oczy ale one były jakieś dziwne, wiecznie zaszklone, przerażone, cierpiące i tak jakby puste. Pierwszy raz zobaczyłem jak wygląda jej twarz dzisiaj w nocy, zawsze zasłaniały ją włosy. - odpowiedział zgodnie z prawdą a słysząc od Dereka prośbę z wyjawieniem wyglądu mężczyzny, skupił się próbując przypomnieć sobie jak wyglądał osobnik nawiedzający jego sny.

- Ten był wysoki, ma zawsze rozczochrane, ciemne włosy – zająknął się próbując przypomnieć sobie coś więcej. - Ma brązowe oczy i jasną koszulkę ubrudzoną krwią, nie wiem czy to ważne, lecz zawsze zapala papierosa i popija jakiś alkohol.

- Wszystko w tej chwili jest ważne – odpowiedział derek zakładając dłonie na pierś i przybierając maskę myśliciela. - Jak wygląda twój sen, jest chaotyczny czy raczej poukładany.

- Poukładany – przyznaje, a dostając skinienie głowy kontynuuje. - Najpierw są kroki i korytarz, potem ten mężczyzna a na końcu zawsze jest dziewczyna.

- Czy ten sam facet jest przy tej dziewczynie? - dopytuje Lydia, na co ten kręci głową i odpowiada. - To tak jakby dwa osobne sny, przy dziewczynie jest jakiś starszy mężczyzna, który...

- Który? - zapytał zaciekawiony Peter.

- Który, zazwyczaj ją zabija, lub stoi za jej śmiercią – przyznaje szatyn – Zawsze jest ona straszna i bolesna, jakby chciał się na niej za coś zemścić.

- Jakie są to rodzaje śmierci? - ponownie odzywa się starszy Hale, a reszta tylko słucha i zaciekawiona obserwuje.

- Różne, na początku tych snów był pistolet, sznur oraz mężczyzna zepchnął ją do przepaści – zaczął Stiles. - Potem były kusze, włócznie oraz nawet stos, spalił ją.

Stiles wciągnął nie spokojnie powietrze próbując powstrzymać się od płaczu, nie mógł pojąć tego, ze ktoś mógł kiedyś prawdopodobnie tak potraktować niewinną dziewczynę. Ramiona Martin owinęły się wokół niego, lecz słysząc zniecierpliwiony głos Petera, który oczekiwał dalszej dawki informacji tak jakby podobało mu się to co słyszy, odważył się kontynuować.

- Dzisiejszej nocy śniło mi się to trzy razy, raz pchnął ją długim, srebrnym mieczem, było chyba coś na nim wygraberowane – zaczął, tuląc się do przyjaciółki. - Potem przebiła ją strzała, a na końcu metalową pułapka zatrzasnęła się na jej kostce i, gdy mężczyzna ją dogonił porozcinał jej skórą na policzkach, ramionach, obojczykach a potem dźgnął ją sztyletem w aortę.

- Co jak co, ale nie chciałbym być na twoim miejscu – powiedział Peter zyskując tym zirytowane spojrzenie swojego siostrzeńca. - No co? Mówię jak myślę.

- Przestań myśleć – warknął brunet, na co jego wujek przewrócił oczyma. - Jeśli chcecie możecie przejrzeć bestiariusz, lecz nie wydaje mi się, żeby było to coś co musielibyśmy zwalczyć, to wygląda mi na pewnego rodzaju wizję, ale co ja tam wiem.

Stiles przewrócił oczyma, gdy skojarzył o co chodziło Derekowi, przecież Scottowi nie chodziło o to, że jest nie potrzebny.

Drzwi na poddasze otworzył się z zamaszyście a przez nie wleciał do środka zdyszany Isaac, Derek uniósł zdziwiony brew ku górze, a Peter parsknął rozbawiony.

- Mam nadzieję, że masz świadomość tego, że moc wilkołaka uprawnia do tego by podczas biegu się nie zmęczyć – parsknął starszy z Hale'ów, na co Stiles przewrócił oczyma.

- Co się stało? - zapytała Kira, która od pewnego momentu zamilkła.

- Znaleziono dziewczynę i zabrano ją do szpitala – powiedział na co Derek uniósł w irytacji brew, bo naprawdę? - Ale jej obrażenia, wyglądały tragicznie i naprawdę powinniście je zobaczyć, to na pewno nie było zwierze, poznałbym po ugryzieniu.

- Spokojnie Isaac – odezwał się zielonooki, na co Beta skinął posłusznie głową. - Stiles, Scott, Kira i Lydia wśliznął się do szpitala a my przedostaniemy się do pokoju w którym będzie leżeć dziewczyna, zrozumiano.

- Zapowiada się przednia zabawa – zażartował Peter, lecz został zignorowany przez resztę. - Nikt tutaj nie ma poczucia humoru.

__

Uchylił powoli drzwi po czym całą czwórką wdarli się do ciepłego, sterylnego pomieszczenia. Scott wysłał smsa z powiadomieniem w której sali znajdowała sie całą czwórka, nie minęła nawet cała minuta, gdy pozostała część watahy wtargnęła przez uprzednio otwarte przez Stilinskiego okno.

Derek podszedł jako pierwszy do łóżka na którym spała pacjentka. Spojrzał z uwagą na jej twarz a na jego obliczy wymalowało się coś na znak współczucia. Odchylił pościel ukazując ukryte pod lekką koszulą nocną ciało całe w opatrunkach, ciałem dziewczyny wstrząsnęła widoczna gołym okiem spazmą bólu, ujął bladą dłoń rudowłosej pozwalając sobie ulżyć jej w bólu.

Za sobą szybko zarejestrował postać Stilinskiego a w uszach usłyszał jego przyśpieszone tętno.

- Derek?

- Tak?

- To ona.

Przeraźliwy krzyk leżącej dziewczyny rozdarł powietrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Whispers of ghosts
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: