IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Lunar Brotherhood

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aid_than
Przemieniony
Przemieniony


Liczba postów : 505
Punkty : 12
Join date : 18/07/2013
Age : 19
Skąd : Śląsk

PisanieTemat: Lunar Brotherhood   2/11/2014, 16:07

Aid_than napisał:
Witam, po krótkim namyśle postanowiłem wrócić do pisania. Nie kontynuuje jednak swojego starego opowiadania, ponieważ jest ono bardziej złożone niż bym oczekiwał i prędzej zanudził bym was na śmierć, niż je skończył. Mam za to pomysł, który kłębił się w mojej głowie już jakiś czas. Jest to tym razem ff bliźniaków. Cała akcja toczy się w miejscowości Springfield oddalonym jakieś 90 mil od Beacon Hills. Jest to miejsce, w którym bracia przebywali przed akcja opisaną w serialu. Dowiemy się między innymi jak zostali wilkołakami, jak zostali Alfami, o ich przemianie oraz o ich życiu rodzinnym i uczuciowym. Jeśli nie będzie zainteresowania to po prostu zaniecham z pisaniem na jakiś czas.  
DEDYKACJA DLA Ars_amandi za motywacje  
EPILOG

Ethan przerażony zerwał się prędko, odskakując do tyłu. Mało brakowało, a pazury Dallas'a rozerwały by jego skórę na strzępy. Chłopak nie mógł w dalszym ciągu uwierzyć jakim cudem to wszystko jest możliwe. Patrzył jak jego brat leży na ziemi wydając z siebie zdławione odgłosy, jak gdyby ktoś próbował go udusić. Nawet z tej odległości widać było krew sączącą się z rany po ugryzieniu, którą potwór zostawił na jego nodze. Napastnik postanowił jednak go zostawić i za cel obrał Ethan'a.. Jeśli będzie miał trochę więcej szczęścia od brata to śmierć będzie szybka.... liczył na trochę skruchy wpatrując się w czerwone ślepia Dallas'a.  Z jego twarzy można było wyczytać satysfakcję. Widać że bawiła go cała ta sytuacja i w cale nie miał zamiaru tak łatwo z niej zrezygnować. Chłopak zrobił więc najbardziej idiotyczną rzecz jaka mogła przyjść mu do głowy i splunął bestii prosto w twarz. Nie wie co tak na prawdę nim w tej chwili kierowało. Jęki brata dochodzące z jego prawej strony, czy też jakiś nieoczekiwany akt heroizmu i odwagi. Nie miało to jednak teraz żadnego znaczenia. Dallas'a w jednej chwili ogarnęła wściekłość. Jego stopa wylądowała na szczęce Ethan'a. Tępy ból przeszył jego czaszkę. Cofnął się, rozdzierając obolałe miejsce. Poczuł, jak lęk niczym drut kolczasty, zaciska się wokół jego wnętrzności. To się naprawdę działo, jego życie miało się skończyć w tej, że chwili. Tym czasem stało się zupełnie coś nie oczekiwanego. Aiden wstał, napiął się i wskoczył na plecy drapieżnika, chwytając obie jego ręce, i obalając go na ziemię. Przytrzymywał z całych sił jego ramiona używając do pomocy swoich kolan, podczas gdy Ethan obudziwszy sie z oszołomienia owionął ręce wokół jego ud.


- Puszczajcie! - Krzyknął Dallas, szarpiąc się. - Bo zabije was oboje, cholera!
Aiden czuł, jak mięśnie w ramionach bestii napinają się, a żyły pulsują, aż w końcu jego całe ciało zadrgało kilkakrotnie, gdy chłopak rzucał się na boki. Po krótkiej chwili udało mu się wyrwać z uścisku i bez chwili namysłu przerzucił Aidena nad głową, który lecąc uderzył głową o pień rosnącego nieopodal nich drzewa. Z oddali było słychać dźwięk pękającej kości. Czyżby właśnie uleciała  z niego reszta życia? Ethan nie mógł w to uwierzyć, nie zmniejszając uścisku dalej kurczowo ściskał nogi napastnika.


-Ehh, z waszej dwójki wolałem go w moim stadzie - Wymamrotał Dallas - Będziesz musiał mi jednak wystarczyć.
Kiedy skończył mówić jego zęby zatapiały się w ręce Ethan'a. Nigdy nie doświadczył czegoś tak zatrważającego i nieprzyjemnego. To była prawdziwa agonia bólu... Dalej była tylko ciemność....
->->->KOMENTARZE<-<-<-
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aid_than
Przemieniony
Przemieniony


Liczba postów : 505
Punkty : 12
Join date : 18/07/2013
Age : 19
Skąd : Śląsk

PisanieTemat: Re: Lunar Brotherhood   5/11/2014, 19:01

Cytat :
Dedication for Ars_amandi I love you
Ethan stracił poczucie czasu, kiedy leżał na ziemi.  Pamiętał że Dallas wymierzył mu mocne uderzenie zanim odszedł, jednak czuł się rewelacyjnie...oczywiście jeśli mowa o obrażeniach fizycznych. Z psychiką nie było już tak dobrze. Przez cały czas widział w łowie przelotne obrazy z dzieciństwa. Najpierw nawiedzali go rodzice ginący w pożarze. Bracia mieli wtedy zaledwie 4 latka. Następne wspomnienia to seria obrazów z Aiden'em w roli głównej. Do tego czasu chłopcy byli praktycznie nierozłączni. Wspólne wędrówki po domach dziecka, rodzinach zastępczych i dalekich krewnych , którzy niechętnie chcieli podjąć się nad nimi opieki. Chłopak nie mógł uwierzyć że kiedykolwiek zostaną rozdzieleni.
W pewnej chwili ktoś próbował wyrwać chłopca z tego świata.- Ethan!
Ten nie chciał jednak dopuścić do siebie myśli, że w chwili kiedy się obudzi nie  będzie miał już więcej brata, że będzie musiał zmierzyć się z przeciwnościami losu sam. Walczył z całych sił, aby jego obrazy się nie rozpłynęły. Jednak na próżno... Głos stawał się coraz głośniejszy i wyraźniejszy...Nie mógł już nic na to poradzić. Kontakt z bratem został przerwany.
- Obudź się!-nawoływał dalej ochrypłym głosem.
Z chwilą, kiedy Ethan otworzył oczy zawahał się, nie wiedząc czy jest to kolejny sen. Ku jego największym zdziwieniu nad nim w pełnej krasie stał Aiden. Zanim jednak pozbierał myśli minęło trochę czasu.
- Aiden, czy to naprawdę ty- zapytał, a jego oczy momentalnie zapełniły się łzami.
- Oczywiście, że ja, a kto inny?
- Ale przecież ty powinieneś nie żyć! - Minęła chwila zanim zrozumiał że podnosi na brata głos zupełnie bez powodu.
- Cóż... to miłe, dziękuje- parsknął posyłając mu kuksańca w ramię. - Powiedz ile pamiętasz? - ciągnął dalej.
Ethan zawahał się. - Wystarczająco dużo...
Aiden uniósł pytająco brwi. - A więc to prawda? On naprawdę jest ...
- tak... wilkołakiem.
- Ale przecież to nie dzieje się na prawdę, nie w prawdziwym świecie... nie u nas.

Chłopak nie wiedział co odpowiedzieć. W końcu jego brat miał rację. Niemożliwością jest żeby po planecie łaziły człekokształtne wilki... Co jeszcze może wampiry?.  W tej samej chwili zmierzył wzrokiem miejsce,  w którym Dallas zostawił ugryzienie u Aidena. Rana prawie się zagoiła. Skierował wzrok na swoje ramie i ku jego zdziwieniu, po ugryzieniu nie było prawie śladu.
- Jak się czujesz?- zapytał, kierując swoją uwagę na bracie.
- Yhm, w zasadzie dobrze. Mam tylko lekkie zawroty głowy.
- Nie dziwie się w końcu nieżle zaryłeś w drzewo. Zobacz, nasze ugryzienia praktycznie zniknęły.
- Co? przecież to nie możliwe. Jeszcze wczoraj rana wyglądała jak szarpana siekierą...
Chłopak zauważył w jak wielkie zakłopotanie wprowadził brata. Dziwne, mógł by przysiąc że wyczuwał jego emocje jak nigdy wcześniej- zdenerwowanie, szok ale pewnego rodzaju ekscytację, której nie rozumiał.
- Myślę że powinniśmy się stąd zbierać- zasugerował Ethan podnosząc się z ziemi.
W tej samej chwili poczuł się jakoś dziwnie, jak by pełen energi. Zauważył też że wczorajszej nocy, gdy uciekał przed Dallasem, zgubił swoje okulary, ale gu jego zdziwieniu widział zaskakująco dobrze. Wiedział że nie jest to za dobry znak.
- Patrz, pod tobą leżała jakaś kartka - zauważył Aiden wpatrując się w skrawek papieru na ziemi. - To od Dallasa...
Po krótkim namyśle i wymianie spojrzenia postanowili przeczytać treść wiadomości:

Kod:

Cześć maminsynku.  Pewnie jak zdążyłeś zauważyć, że wszystkie twoje "Fizyczne" obrażenia zdążyły się już uzdrowić, więc nie próbuj biec po pomoc, bo nikt ci nie uwierzy że zaatakował cię krwiożerczy wilkołak w lesie zwłaszcza jeśli jednym dowodem jest ślad, który wygląda jak po ugryzieniu chomika. < w tym momencie się śmieje>.  Mam dla ciebie kolejną niespodziankę. A oto ona <uwaga, bębny>... jesteś wilkołakiem. O tak, przeżyłeś moje ugryzienie co oznacza że od teraz należysz do mnie. Zanim jednak znienawidzisz mnie całkowicie, mam tu na myśli śmierć twojego brata, musisz wiedzieć że mnie potrzebujesz, tak samo jak ja dodatkowej pary łap w stadzie. Niestety nie mogłem przyjąć was obydwu, a że jesteście, tj. byliście z braciszkiem jak papużki nierozłączki to jedynym sposobem na dotarcie, do któregoś z waszej dwójki i ochrone mojego tj. naszego gatunku było zabicie jednego z was. Oczywiście jak zdążyłeś się domyśleć padło na ciebie, jednak los chciał inaczej, ale nie musisz mi dziękować.  Nie myśl sobie o mnie jak o jakiejś bestii bez sumienia. Ugryzienie to dar. Będziesz teraz o wiele szybszy i silniejszy, i kto wie może wreszcie jakaś dziewczyna w szkolę na ciebie spojrzy < lub chłopak... wiesz, wrócimy do tego jeszcze ). Tak czy inaczej do zobaczenia w szkole. Wszystkiego się dowiesz na miejscu. Ściskam Dal :*
***
Aiden wyczuwał frustracje bijącą od swojego brata, jak gdyby miał zadać mu miliony pytań, tylko po to aby się upewnić czy on na pewno jest w stu procentach żywy.
- Nie martw się, ja naprawdę żyje- Nasunął, jednak nie to niepokoiło Ethan'a, gdyż jego wyraz twarzy wcale nie uległ zmianie.
Mijało coraz to więcej czasu, a Aiden nie wychodził z osłupienia że jego brat mógł tak długo wytrzymywać nie wykazując żadnej reakcji na bodźce zewnętrzne. Miał powoli dość tej sytuacji, ponieważ nie wiedział o co tak naprawdę chodzi, a Ethanowi nie śpieszno było z wyjaśnieniami. Co gorsza przypominał kogoś, kto wymyśl w głowie jakiś bardzo skomplikowany plan wojskowy. W takich chwilach zwykle Aiden czuł się niedoceniany przez brata. Myślał wówczas że Ethan uważa że nie jest na tyle inteligentny, czy też rozważny aby wziąć za cokolwiek odpowiedzialność. Fakt był on trochę narwany, miał ciężki temperament, cierpliwością też nie grzeszył, ale był lojalny bratu, zawsze mu pomagał i nie wyobrażał sobie żeby w tej chwili ten nie mógł podzielić się z nim swoimi przemyśleniami.
- Możesz z łaski swojej wrócić na chwilę na ziemię? - Krzycząc, szturchnął brata z taką siłą że ten momentalnie wylądował na ziemi.  Widział że przesadził, jednak nie dawał tego po sobie poznać. - możesz po prostu mi powiedzieć co wymyśliłeś?
-Pprzepraszam, po prostu cała ta sytuacja mnie przytłacza. Widziałeś do czego Dallas jest zdolny, ponad to nie wiemy jak zareaguje kiedy się dowie że ty też przeżyłeś. Na dodatek w liście mowa jest o jego stadzie... Mamy przez to rozumieć że takich jak on jest więcej?- Uniósł pytająco brwi jak by oczekiwał na twarzy brata oznaki paniki, po czym kontynuował - myślę że nie powinniśmy jednak pokazać że się boimy, zrobiłem dokładnie tak samo pod czas pierwszego dnia w liceum, przez co nawet ty masz zepsutą reputację.
- Nie obchodzi mnie reputacja, nikt nie będzie się z ciebie nabijał. Koniec, kropka.
- Tak, tylko teraz będzie sto razy gorzej, gdyż prawdopodobnie wszyscy oni mają ostre kły i pazury- kontynuował, marszcząc czoło.
- W tej chwili czuje się tak jak bym miał przebiec maraton, wygrać olimpiadę i skoczyć na spadochronie i to wszystko wciągu jednej godziny. Myślę że ty masz podobnie- Parsknął Aiden, myśląc że  doda bratu więcej pewności siebie.
- Tak, ale....
- Nie ma żadnego "ale". Zbieraj się, zasiedzieliśmy się w tym lesie trochę za długo-
skomentował Aiden, pomagając bratu zebrać się z ziemi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Lunar Brotherhood
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: