IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Beta (Scallison AU)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Adria
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 825
Punkty : 35
Join date : 30/07/2014
Age : 25
Skąd : Buzolic's bed

PisanieTemat: Beta (Scallison AU)   8/10/2014, 18:04

To moje pierwsze ff TW-skie, więc proszę Was o wyrozumiałość. Postanowiłam się zmierzyć z trudniejszą materią niż ff do TVD. Wink
Na razie tylko prolog, jeśli pomysł się Wam nie spodoba, nie będę kontynuować.

AU od 3x23, główny pairing - Scallison.


________________________________________________________

Lydia poczuła ten nagły, przerażający nacisk mocy banshee, który nakazał jej krzyczeć, i to krzyczeć jedno z tak drogich jej sercu imion...
- ALLISOOOOOOOOOON!!!!!!! - bolesny, zrozpaczony głos Lydii przebił się przez mury i kraty. Dziewczyna opadła na kolana, łzy płynęły jej z oczu nieprzerwanym strumieniem. Szlochając, chwyciła za rękę nieprzytomnego Stilesa, szukając choćby odrobiny otuchy.
Dla Scotta krzyk Lydii był najstraszliwszym dźwiękiem. To niemożliwe. To niemożliwe...
Dobiegł na plac w chwili, kiedy wojownik nogitsune wyciągał miecz z tułowia Allison, a dziewczyna bezwładnie osuwała się na ziemię. Zdążył ją złapać i ułożył ją sobie w ramionach. Mocno krwawiła z rany znajdującej się pod żebrami. Próbował zatamować krwawienie, ale krew Allison płynęła po jego palcach.
Allison pytała o coś, ale Scott skupił się na ważniejszej rzeczy. Ujął jej chłodną dłoń i próbował zabrać od niej ból, który na pewno czuła. Jednak nie mógł przejąć jej cierpienia. Nie rozumiał tego.
- Nie mogę... - wyjąkał, zdumiony. - Nie mogę zabrać twojego bólu...
Uśmiechnęła się do niego pobladłymi wargami.
- To dlatego, że... nie boli...
Scott zrozumiał dopiero po chwili.
- Nie... - szepnął. - Nie...
- W porządku - zapewniła Allison, a łza spłynęła jej po policzku. - N-naprawdę...
- Allison, nie... - twarz Scotta wykrzywiła się, kiedy chłopak walczył ze łzami. Poddał się i pozwolił im płynąć.
- W porządku - powtórzyła, płacząc. - Jest... idealnie. Jestem w ramionach... mojej pierwszej miłości...
Przez twarz Scotta przemknął uśmiech. A jednak wciąż go kochała...
- W ramionach pierwszego, którego pokochałam... - mówiła dalej Allison. - Tego, którego zawsze będę kochać... Kocham cię, Scott... McCall...
Wybuchnął płaczem.
- Nie, proszę, Allison, proszę... nie zostawiaj mnie. Kocham cię, Allison - pogładził ją po policzku.
- Jak dobrze... usłyszeć to... ostatni raz... - szepnęła gasnącym głosem.
Scott zapłakał głośniej. Tracił ją. Tracił dziewczynę, którą kochał ponad wszystko w świecie. Nie mógł na to pozwolić i miał tylko jedno wyjście.
- Nie ostatni - oznajmił drżącym głosem i sięgnął wgłąb siebie. Kły wysunęły się z jego szczęki i Scott mocno ugryzł nadgarstek Allison. Wiedział, że to jedyna nadzieja. Ugryzienie może ją zabić albo przemienić.  
Dziewczyna jęknęła z bólu.
- S-scott...? - szepnęła pytająco.
- Trzymaj się - prosił. - To cię wyleczy... musi cię wyleczyć... - dopiero teraz na chwilkę oderwał wzrok od jej bladej twarzy. Dostrzegł Isaaca. - Dzwoń po karetkę!!! - wydarł się na swojego betę, a jego oczy błysnęły czerwienią. - Natychmiast!!!
Scott mocniej zacisnął brzegi jej rany i modlił się bezgłośnie.
Niech to zadziała... niech ona przeżyje... konsekwencjami będzie się martwić później. Niech ona przeżyje...

*



Komentarze: klik
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://little-bitch-of-kol.tumblr.com
Adria
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 825
Punkty : 35
Join date : 30/07/2014
Age : 25
Skąd : Buzolic's bed

PisanieTemat: Re: Beta (Scallison AU)   16/10/2014, 23:40

*

Kilka godzin później Allison ocknęła się pośród bieli. Zamrugała, bo ostre światło raziło jej oczy i rozejrzała wokoło nieprzytomnym wzrokiem.
Szpital. No tak.
Po obu stronach łóżka na krzesłach spali jej tata i Scott. Scott chyba trzymał wcześniej jej dłoń, ale we śnie musiał ją puścić, bo jego ręka leżała bezwładnie na pościeli. Allison spojrzała na opatrunek na swoim przedramieniu. Po co tam był...? Nie czuła bólu... nie tam. Co innego pod żebrami, tam ból był dość mocny i tępo pulsował - ale nie tak silny, jak można by się było spodziewać po głębokiej ranie zadanej mieczem.
Dotknęła opatrunku pod żebrami i aż syknęła z bólu.
- C-co? - Scott obudził się z płytkiego snu. - Allison! - jęknął z ulgą. Ujął delikatnie jej rękę i ucałował palce.
- Hej - mruknęła, uśmiechając się mimo odczuwanego bólu. Dobrze było ujrzeć jego twarz. Dobrze było wciąż żyć.
Jej ojciec przebudził się, słysząc rozmowę. Nie powiedział nic, tylko po prostu mocno przytulił Allison. Dziewczyna poczuła na ramieniu jego łzy.
- Już w porządku, tato - zapewniła, oddając uścisk.
Chris Argent puścił ją i spojrzał na nią poważnie.
- To nie takie proste, Allison.
Zmarszczyła brwi i popatrzyła pytająco na ojca. On milczał jednak, więc przeniosła spojrzenie na Scotta, który był wyraźnie zakłopotany i zmartwiony.
- Panie Argent... - poprosił Chrisa. Ten - ku zdumieniu Allison - cmoknął ją w czubek głowy i zostawił samą ze Scottem.
- Co się dzieje, Scott? O co chodzi? - dopytywała nerwowo.
Mina jej ukochanego była żałosna. Wyglądał jak szczeniak, który pogryzł kanapę, a teraz boi się powrotu właściciela.
- Przepraszam - powiedział tylko.
- Za co przepraszasz? Scott...
- Za to - wskazał na opatrunek na jej przedramieniu. - Ale nie mogłem... nie umiałem się pogodzić... - unikał jej wzroku. - Nie było czasu, Allison, żeby spytać... musiałem to zrobić - szepnął. Nadal na nią nie patrzył.
Dziewczyna zmarszczyła czoło. Zaczęła kojarzyć pewne fakty. Zerwała opatrunek - ugryzienie było ledwo widoczne, niemal zagojone.
- Ty... ty... ty mnie... - nie potrafiła dokończyć zdania. Nie umiała się bowiem pogodzić z jedynym nasuwającym się wnioskiem.
- Przejdziesz przez to - zapewnił. - Pomogę ci. To nie jest takie złe, lepsze od... od śmierci. Allison, spójrz na mnie - poprosił, bo teraz to ona unikała jego wzroku. Delikatnie ujął ją pod brodę i spojrzał jej w oczy. Lśniły w nich łzy.
- Nie mogę, Scott... - szepnęła łamiącym się głosem. - Mamy kodeks...
- Nie. Allison, nie. Ja...
- Co? Zabronisz mi? Użyjesz swoich mocy alfy? - skrzywiła się.
- Nie. Proszę cię - pocałował ją delikatnie w usta, ona jednak nie oddała pocałunku.
- Zostaw mnie - powiedziała cicho. W jej głosie nie było niechęci, jedynie prośba. - I zawołaj mojego ojca.
McCall, z uczuciem całkowitej klęski, puścił Allison i posłusznie wyszedł z pomieszczenia. Dał znak czekającemu na korytarzu Argentowi. Mężczyzna, mijając Scotta, poklepał go współczująco po plecach, zgadując, jaka była reakcja Allison.
Młody wilkołak opadł na twarde krzesełko, na którym spała zwinięta w kłębek Lydia.
Allison go nienawidzi...
Westchnął ciężko i ukrył twarz w dłoniach. Przecież nie mógł pozwolić jej umrzeć...

*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://little-bitch-of-kol.tumblr.com
 
Beta (Scallison AU)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: