IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 With the crack of her whip she had me fall in line... [2/?, zawieszone]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
ars_amandi
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1063
Punkty : 0
Join date : 17/10/2013
Age : 23

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Stiles Stilinski
Wiek: 17
Rasa: Człowiek

PisanieTemat: With the crack of her whip she had me fall in line... [2/?, zawieszone]   23/3/2014, 02:33

Cytat :
Okay, okay, nie bijcie Laughing ! Wieeeeem, że powinnam się zajmować Broken As Designed (rozdział w tym tygodniu, już mam kawałek napisany! xD), ale to trochę podobna sprawa, jak z Sewing Buttons :Rolling Eyes: . W sensie: zobaczyłam coś, strasznie mi się spodobało i postanowiłam napisać miniaturkę Embarassed . Tym razem będzie trochę dłuższa niż dwa rozdziały, ale ile... to zależy od was, czy przypadnie wam do gustu prolog i, uhm, pomysł Embarassed ...
Buziakuję ;*****? always <3!
Kontynuować??

Zainspirowane tym:

Spoiler:
 



Po ustach Katherine błądził lekki, drapieżny uśmiech, gdy przyglądała się przepychającym przed wejściem do szkoły nastolatkom. Jeśli wcześniej była zirytowana faktem, że po raz kolejny musiała znaleźć nową kryjówkę, teraz zdecydowanie jej to przeszło. Ba. Nawet mogłaby pokusić się o stwierdzenie, że tym razem była wyjątkowo usatysfakcjonowana… tym, co mogło zaoferować jej to miasteczko. Beacon-coś tam, jakkolwiek brzmiała jego nieistotna nazwa.
Wyprostowała się, odgarniając czekoladowe loki z delikatnej twarzy i poprawiła bordowy gorset, idealnie współgrający ze skórzanymi spodniami. Jeśli miała jakąkolwiek ulubioną rzecz w swojej garderobie, to były właśnie one. Perfekcyjnie dopasowane do jej długich, szczupłych nóg, bez problemu znikające w wysokich botkach.
Przeszedł przez nią rozkoszny dreszcz, jak zawsze, gdy była na polowaniu.
Podniosła ponownie wzrok i ściągnęła nieznacznie brwi. Wydęła pełne wargi w niezadowoleniu, cmokając językiem.
- Gdzie jesteś, Bambi?
Naprawdę musiała popracować nad swoją fascynacją oczami chłopców, którzy mieli być jej ofiarami. Najpierw był Matty Blue-Blue z jego przejrzystymi, krystalicznie błękitnymi tęczówkami, które dostrzegało się już z daleka i miało tę przemożną chęć, by je wyrwać, dołączyć do kolekcji w słoiku i formalinie. Teraz zaś…
Teraz zaś był ten wysoki, szczupły chłopak z brązowymi włosami, które wyglądały, jakby dopiero co wyszedł z łóżka i okropnym stylem ubierania się - całe morze kratki i za dużych koszul. I tymi oczami. Dużymi, w kształcie dojrzałego migdała i kolorze równie dojrzałej whisky, okolonymi długimi, ciemnymi rzęsami.
Chciała je mieć.
Chciała go mieć.
Zobaczyła go ponownie, gdy próbował wsiąść do poobdrapywanego, starego Jeepa, zaczepiając stopą o podwozie i parsknęła śmiechem, unosząc brwi. Nie będzie stanowił wielkiego wyzwania podczas pościgu, ale to nie znaczyło, że jego krew będzie przez to mniej słodka.
Przesunęła językiem po wysuniętych nieco kłach i uśmiechnęła się szeroko, niczym kot, który zjadł śmietankę. Jutro się przedstawi.


*-*


Stiles miał wrażenie, że ktoś go obserwuje. Po raz pierwszy to dziwne uczucie przechodzących po kręgosłupie dreszczy pojawiło się podczas przerwy na lunch, gdy razem z przyjaciółmi siedział na schodach prowadzących do wejścia do szkoły. Uniósł głowę i zwęził oczy, przesuwając uważnie wzrokiem po otoczeniu. Poza zaparkowanymi dalej samochodami i drzewami za siatką nie był w stanie niczego dostrzec, ale uczucie nie zniknęło.
- Stiles, na miłość boską, przełknij albo przystopuj z wielkością porcji. Jeśli przez ciebie zwymiotuję, odkupujesz mi spódniczkę - syknęła Lydia, marszcząc nos z wyraźnym obrzydzeniem i Stiles poczuł, że płoną mu policzki.
W końcu Lydia była jego królową - była, jest i będzie, nieważne, że wreszcie udało mu wyleczyć się z zauroczenia i dostąpić zaszczytu jej przyjaźni - i kompromitacja w…
Ogromny, na wpół przeżuty kęs hamburgera stanął mu w gardle i Stiles poczerwieniał na twarzy, dusząc się i rozpaczliwie waląc w pierś.
Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Cóż, no, nic nowego, nie?
- Oczekujesz jakiejś kultury po Stilinskim? - zakpił Isaac, unosząc brew z przesadnym niedowierzaniem. Danny stłumił wybuch śmiechu, a Jackson po prostu wystawił rękę do góry i Lahey przybił mu głośno piątkę.
- Jesteście niesprawiedliwi  - zaprotestował Scott, lojalnie stając w obronie najlepszego przyjaciela i Stiles posłał mu wdzięczne spojrzenie, jednocześnie pochłaniając naraz trzy czwarte butelki wody, którą dyskretnie podsunęła mu Allison. Poklepała go współczująco po kolanie i Stiles uznał, że właśnie awansowała co najmniej na drugie miejsce w rankingu jego przyjaciół. Co najmniej. A potem dostrzegł, jak wymieniła porozumiewawczy uśmieszek z Ericą i Lydią i momentalnie zmienił zdanie, marszcząc groźnie brwi. - Stiles potrafi się zachowywać kulturalnie, jeśli jest wśród obcych.
Nie tylko przy Allison musiał przemyśleć swoje wybory życiowe, najwyraźniej.
- Dzięki, Scott - wykrztusił wreszcie, wlewając w słowa tyle sarkazmu, na ile tylko było go stać. - Wiedziałem, że zawsze mogę na ciebie liczyć.
- Nie ma sprawy - rozjaśnił się Scotty, praktycznie promieniejąc z dumy i Stilinski powstrzymał się, by nie przewrócić oczami. W końcu to nie wina Scotta, że był jak ucieleśnienie szczeniaczka, prawda? To było nawet urocze… na swój sposób. - Co chcesz robić po lekcjach?
- Uhm… - zawahał się. Teoretycznie planował zrobić Derekowi „niezapowiedzianą niespodziankę” - i tak, miał lekcje gramatyki w szkole, dziękiwielkiebardzo - ale z drugiej strony… to, co było między nimi, wciąż tkwiło w kategoriach czegoś świeżego i nowego, i… niepewnego. Może więc nie powinien się narzucać…? Och, świetnie, cudownie, gdyby ktokolwiek kiedykolwiek zechciał mu podesłać ulotkę z „Jak postępować ze swoim chłopakiem, którego 3/3 z poprzednich związków skończyły się śmiercią, a 2/3 były z seryjnymi morderczyniami?”, mógłby dosłownie umrzeć ze szczęścia.
Okay, może nie dosłownie, bo, jak już wspominał, czwarty związek Dereka kończący się śmiercią zacząłby przypominać jakąś ciążącą nad nim klątwę, a poza tym Stiles całkiem sobie cenił życie, nawet z tak niewdzięcznymi przyjaciółmi, jakich miał i…
- Ziemia do Stilesa? - Scott zamachał mu dłonią przed nosem i Stiles cofnął się gwałtownie, omal nie rozlewając kubka z napojem na zeszyty Boyda. Rozszerzył w panice oczy, usiłując je odsunąć z pola rażenia, ale Boyd jedynie posłał mu spokojny uśmiech i zgarnął wszystko do plecaka.
- Wiedziałem, że jest powód, dla którego jesteś moim ulubieńcem - oświadczył Stiles, mrugając do niego znacząco i Boyd wywrócił oczami, odwracając się z powrotem do Eriki i obejmując ją ramieniem. - Nawet jeśli dużo nie mówisz, ja wciąż mogę nadrabiać za nas obu!
- Proszę, nie - jęknął teatralnie Jackson, ale zanim Stiles zdążył zrobić coś więcej poza wykrzywieniem ust w nadmiernie przesłodzonym uśmiechu, rozległ się dzwonek.

Uczucie bycia obserwowanym nie powróciło aż do momentu, gdy wsiadał do Roscoe i przeszły go ciarki.


Ostatnio zmieniony przez ars_amandi dnia 16/9/2014, 09:58, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
ars_amandi
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1063
Punkty : 0
Join date : 17/10/2013
Age : 23

Beacon Hills
Imię i nazwisko: Stiles Stilinski
Wiek: 17
Rasa: Człowiek

PisanieTemat: Re: With the crack of her whip she had me fall in line... [2/?, zawieszone]   29/3/2014, 00:34

Cytat :
Z dedykacją dla wszystkich czytających Embarassed... Mówiłam już, że was kocham I love you?..
I przepraszam, że tak długo schodzi mi się z BaD i że ten rozdział jest trochę dłuższy od poprzedniego, ale wciąż nie jest specjalnie długi ;/.. Obiecuję, że się poprawię, ale.. ale ostatnio doszłam do wniosku, że moja wena chyba mnie nienawidzi Crying or Very sad..
So... enjoy this chapter?
Na przebłaganie daję dużo fluffu xD!



- Księżycu mojego życia! - zawołał radośnie Stiles, kopiąc w metalowe, zasuwane drzwi. Zapukałby - oczywiście, że by zapukał, bez takich insynuacji! - ale w rękach balansował dwa wielkie pudełka z pizzą i naprawdę nie miał jak tego zrobić.
Naprawdę.
Nawet jeśli czasami lubił poudawać, że Derek jest jego kamerdynerem i dlatego--
- Stiles - westchnął jego chłopak, stając w wejściu i marszcząc na niego brwi, zdezorientowany - i! jak cudownie te dwa słowa brzmiały, hm?! Stiles do tej pory nie mógł się przyzwyczaić do myśli, że Derek Hale z nim był. Derek. Hale. Albo w ogóle jakakolwiek osoba, patrząc na zerową liczbę zainteresowanych nim ludzi wcześniej. Ugh. - Co tu robisz?
- Nie mogę już odwiedzić własnego chłopaka? - odbił piłeczkę, poruszając znacząco brwiami i Derek poddał się, otwierając szerzej drzwi, by Stiles mógł przejść. Przeciągnął ręką po twarzy, by ukryć uśmiech i odwrócił się, krzyżując ręce na piersi.
Już z marsową miną.
Lubił spędzać z nim razem czas, ale mimo to nie powinien zachęcać nieodpowiedniego zachowania, a Stilesa szczególnie trudno się tresowało, zwłaszcza że nie dawał się zdzielić zwiniętą gazetą.
Derek próbował.
- Nie umawialiśmy się na dzisiaj - stwierdził, unosząc lekko brwi, gdy Stiles na jego oczach zrzucił beztrosko dwie poduszki z kanapy na ziemię i położył przed nimi pizzę. A potem opadł radośnie na jedną z nich i wyciągnął niecierpliwie ręce w kierunku Dereka, poruszając palcami.
- Chooodź! - przeciągnął żałośnie, wydymając z niezadowoleniem dolną wargę i Derek musiał przygryźć własną, by powstrzymać kolejny uśmiech. Zamiast tego zdecydował się przewrócić oczami. - Przyniosłem jedzenie? To się nie liczy? To całkowicie się liczy. To powinno się liczyć! To liczy się dosłownie w każdym możliwym wszechświecie, Der, więc nie udawaj, że wewnątrz się wręcz nie topisz ze szczęścia, ha.
- Nie, jeśli przyniosłeś też siebie - zripostował bez wahania Derek i Stiles opuścił gwałtownie ręce, wciągając powietrze w udawanym szoku.
- Nie powiedziałeś tego właśnie.
- Mam powtórzyć?
- Ha. Ha. O mało co byś mnie nie nabrał - wycedził Stiles, zwężając niebezpiecznie oczy. Gdy Derek tylko postukał palcami w zgięcie łokcia, dając znać, że czeka na odpowiedź, wzruszył ramionami i odwrócił się bez słowa do pizzy, otwierając wolno pudełko.
Nie wziął noża. Może mógł oderwać kawałek rękami, może….
Może wiedział, że nie powinien był tu przychodzić, szlag. Że nie powinien był się narzucać. Jeśli będzie robił tak częściej, Derek wreszcie przejrzy na oczy i go zostawi, bo każdy, kto go choć trochę poznał, dochodził do tego samego wniosku. Dlatego Lydia zawsze mu odmawiała, dlatego Heather chciała jedynie go wykorzystać do pozbycia się dziewictwa, dlatego--
- Hej, Stiles, hej. - Niespodziewanie koło jego ucha rozległ się zaniepokojony głos Dereka i Stiles wzdrygnął się odruchowo, próbując zacząć z powrotem normalnie oddychać. Nawet nie zauważył, że serce przyspieszyło mu bicie. - Wiesz, że nie miałem tego na myśli. To był tylko żart. Żartowaliśmy. - Duża, ciepła dłoń spoczęła w dole jego pleców, zataczając uspokajająco kręgi. - Możesz tu przychodzić, kiedy tylko zechcesz. Po prostu mnie nie uprzedziłeś. Co jeśli byłbym właśnie pod prysznicem?
Derek uświadomił sobie, co powiedział, dokładnie w tym samym momencie, w którym usta Stilesa rozciągnęły się w powolnym, przebiegłym uśmiechu.
- Dołączyłbym?
- Stiles - powiedział ostrzegawczo Hale, ale dostał w odpowiedzi jedynie niewinne spojrzenie spod rzęs. - Byłeś przy tym, jak szeryf wyjaśnił mi, wręczając piwo, że jeśli dotknę cię, zanim skończysz 18 lat, to on doskonale wie, gdzie Chris Argent trzyma kule z tojadem?
- Naprawdę mu wierzysz? - rzucił Stiles z niedowierzaniem. Twarz Dereka była pozbawiona wyrazu. - O mój Boże, naprawdę mu wierzysz!
Hale przesunął mimowolnie wzrokiem po odsłoniętej, jasnej kolumnie gardła Stilesa, gdy ten odrzucił głowę do tyłu, praktycznie dusząc się ze śmiechu.
- O mój Boże, o Boże, to bezcenne - wykrztusił pomiędzy napadami, ocierając rękami wyimaginowane łzy i Alpha przelotnie rozważył połamanie mu tychże rąk. - Poczekaj, aż Scott się o tym dowie.
- Scott się o tym nie dowie. Ani ktokolwiek inny - wywarczał Derek, uderzając Stilesa w ramię.
Stiles jedynie się przewrócił na podłogę.
Wciąż śmiejąc.
- Dlaczego ja w ogóle z tobą wytrzymuję - wymamrotał we własne dłonie, potrząsając głową.
- Bo jestem niesamowity? Fantastyczny? Niezastąpiony? Bo… mmph! - Słowa Stilesa zostały zduszone, gdy Derek przyciągnął go do siebie, miażdżąc mu wargi jedynie po to, by zaraz przesunąć po nich przepraszająco językiem. A następnie wsunąć mu go do środka.
- Oficjalnie to jest najlepszy sposób na uciszanie mnie, 10/10 poleciłoby go ponownie - skomentował z błyszczącymi psotnie oczami Stiles, gdy wreszcie się od siebie odsunęli i Derek jęknął. Głucho. - Co nie zmienia faktu, że wciąż jestem na ciebie wściekły i dzięki temu to ja wybieram dzisiaj film.
Derek zmarszczył brwi.
- Zawsze ty wybierasz, co oglądamy.
- Bo ty zawsze tracisz swoją szansę - odparł bez zająknięcia Stiles, przełażąc przez kolana Dereka, by usadowić się wygodnie pomiędzy nimi i sięgnąć po pilot. - Nie możesz więc zwalać winy na mnie. Zły Derek.
Hale przewrócił oczami, chowając twarz we włosach Stilesa i wdychając głęboko jego - miódmigdałyelektrycznośćbezpieczeństwodom - zapach.
- Przydaj się chociaż do czegoś i podaj mi pizzę - westchnął ponuro.
- Dopiero, jak to powiesz.
- Co znowu? Proszę?
- Brawo, Lassie, ale nie. No dalej, no? Oglądaliśmy to trzy dni temu. Księżycu mojego życia? - podsunął z nadzieją Stiles i Derek westchnął jeszcze ciężej i jeszcze bardziej ponuro, o ile to było możliwe.
Chociaż serial faktycznie był dobry.
- …moje słońce i gwiazdy.
- Okay, uznam to, nawet jeśli brzmiało bardziej, jakbyś zgadzał się pożyczyć Erice Camaro.
- …może dlatego, że mam podobny poziom chęci i pozytywnych uczuć przy obu tych…
- Nie waż się tego kończyć, Cujo!


*-*


Katherine przechyliła głowę na bok, oparta o jedno z drzew w lesie, a potem uśmiechnęła się z zadowoleniem, odpychając od niego i zaczynając z powrotem iść w kierunku miasta.
Ten wilkołak, Derek - jakmutam - aktualnie mógł pomóc zrealizować jej plan. Wystarczyło go tylko dzisiaj wieczorem odwiedzić, może… może trochę porozmawiać? Wyjaśnić, że Stiles nie był dla niego odpowiedni, że był odpowiedni dla niej.
Mały Bambi stanowił większą rozrywkę niż zakładała wcześniej, a jej się nudziło.


Drzwi zostały gwałtownie szarpnięte, odsuwając się i została nagle przywitana gardłowym warkotem. Przeniosła płynnie ciężar z jednej nogi na drugą, opierając dłoń na biodrze i prostując się z zapraszającym uśmiechem.
- Kim jesteś? I czego tutaj chcesz?
- Katherine Pierce, chociaż i tak zaraz o tym zapomnisz. I… czego chcę… - zawiesiła głos, przesuwając lekko palcem po imponującej klatce piersiowej Dereka, który pozwolił swoim oczom błysnąć czerwienią. To ją jedynie rozśmieszyło. - Chcę
Stilesa.


Kilka godzin później stała w pokoju nastolatka, obserwując z rozbawieniem, jak wiercił się we śnie, owijając w kołdrę jak burrito i w pewnym momencie omal nie lądując na podłodze.
Naprawdę, poziom trudności we włamaniu się do domu szeryfa - i tak, zdążyła się już dowiedzieć, kim był Stiles Stilinski - był wręcz śmiesznie niski. Wystarczyło śledzić chłopca, gdy wracał od Alphy, sprawdzić, do kogo należał policyjny radiowóz na podjeździe, wejść na pierwszą lepszą stronę z wiadomościami z Mieściny o Niewiarygodnie Nudnej Nazwie i dowiedzieć, że dziś szeryf miał podwójną nocną zmianę.

Przeszła naokoło łóżka, przesuwając delikatnie opuszkami palców po policzku, zarysie szczęki, po ustach Stilesa. Zwłaszcza te ostatnie przykuły jej uwagę - miękkie, w kształcie serca, z perfekcyjnie wygiętym łukiem Kupidyna.
Uśmiechnęła się.
Były dosłownie stworzone do knebla.
- Och, Bambi - roześmiała się lekko, siadając na brzegu łóżka i wsuwając wolno rękę pod kołdrę. - Nie mogę się już doczekać, jak spodoba ci się jutrzejsza niespodzianka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
With the crack of her whip she had me fall in line... [2/?, zawieszone]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: