IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Wake me up when I die

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
KATEE91
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 151
Punkty : 0
Join date : 02/03/2014
Age : 25
Skąd : Starachowice/Bydgoszcz

PisanieTemat: Wake me up when I die   13/3/2014, 19:56

Cytat :
Długo się zastanawiałam, czy wstawić tu to opowiadanie. Nie jest ono bowiem związane z TW i zarówno historia, jak i bohaterowie są moim wymysłem. Jestem w trakcie pisania drugiej części, więc jeśli kogoś zainteresuje rozdziały mogą pojawiać się dość szybko. Tak więc, bez zbędnego przedłużania zapraszam do czytania.  Embarassed 


Prolog

Londyn, XIX wiek

W oddali słychać było odgłos końskich kopyt uderzających o murawę i śmiech dwóch młodzieńców biorących udział w wyścigu.
- Znów wygrywam! – krzyknął jeden z nich posyłając przeciwnikowi uśmiech. Obaj mieli ciemne niczym noc włosy, a oczy błękitne jak niebo rozpościerające się nad ich głowami.
- Nie tak szybko, bracie! – odpowiedział mu tamten i mocniej ściągnął cugle, by przyśpieszyć. Powoli zbliżali się do miejsca, gdzie po dwóch stronach drogi ukryta w cieniu czekała grupa mężczyzn. Rebelianci uzbrojeni w broń palną czekali, aż ich ofiary nieco się zbliżą. Gdy młodzieńcy znaleźli się w odpowiednim miejscu padł strzał, tak celny, że chłopak, któremu cudem udało się objąć prowadzenie w wyścigu zleciał z konia i zastygł w bezruchu na ziemi, podczas gdy jego koń stanął dęba i uciekł wystraszony. Jego brat zeskoczył zwinnie z wierzchowca i podbiegł do niego. Chłopak martwymi oczyma wpatrywał się w krzaki z których padł kolejny strzał. Młodzieniec trafiony w plecy upadł na twarz tuż obok ciała brata i resztkami sił ścisnął jego zimną dłoń.
- Przepraszam, Ianie – wyszeptał. Usłyszał kroki a po chwili czyjś but przygwoździł go do ziemi.
- Oto koniec waszego nikczemnego rodu, zdradzieckie psy – powiedział mężczyzna i splunął na ich połączone dłonie, po czym oddał dwa strzały będące dowodem jego słów.

Rozdział I
Do trzech razy sztuka


Londyn, Teraźniejszość

Gdyby za spóźnienia dawali statuetki miałabym pełną półkę. Wyskoczyłam z łóżka i wciągając jeansy rzuciłam się w stronę łazienki. Szybko wyszczotkowałam zęby i wybiegłam z domu, bez śniadania i pożegnania z mamą. Była sobota i każdy normalny licealista jeszcze smacznie spał, ja natomiast biegłam ile sił w nogach przez miasto, by nie spóźnić się (po raz kolejny) do pracy. Mijając sklep w którym zawsze robiłam zakupy wracając z pracy do domu i mieszczący się w połowie dystansu jaki miałam pokonać zerknęłam na zegarek i zaklęłam cicho. Była za pięć ósma, więc szanse na to, że zdążę były znikome. Mimo to przyśpieszyłam i teraz gnałam przed siebie nie zwracając uwagi na przechodniów, którzy co jakiś czas rzucali w moją stronę niezadowolone spojrzenia. Gdy zbliżałam się do ulicy spojrzałam w górę i zauważyłam zielone światło, które dopiero zmieniło się z czerwonego, miałam więc pewność, że zdążę przebiec przez ulicę. Przyśpieszyłam i po chwili byłam na ulicy, usłyszałam pisk opon i gdzieś obok rozległ się klakson. Spojrzałam w górę i zdałam sobie sprawę, że wbiegłam na czerwonym wprost pod rozpędzone auta. Zatrzymałam się gwałtownie i mój wzrok padł na wysokiego mężczyznę stojącego po drugiej stronie ulicy, był ubrany w ciemny płaszcz i kapelusz całkowicie skrywający jego oblicze. W chwili gdy zauważyłam, że zapisuje coś w niewielkim notatniku poczułam jak ktoś ciągnie mnie z tyłu.
- Nie ryzykuj – usłyszałam szept. Gdy znalazłam się na chodniku okazało się, że mężczyzna, który mnie uratował zniknął, a ludzie wokół wydawali się nieświadomi tego co się przed chwilą stało. Spojrzałam na drugi koniec ulicy, ale po tajemniczej postaci w czerni nie było śladu. Zerknęłam na zegarek, ale jak się okazało stanął minutę przed ósmą, więc nie miałam pojęcia ile wynosiło już moje spóźnienie. Gdy zielone znów się pojawiło szybko popędziłam przed siebie, spóźniona czy nie musiałam jak najszybciej dostać się do pracy. Pędząc prosto chodnikiem na którego końcu na samym rogu mieścił się mały bar, w którym pracowałam zdałam sobie sprawę, że dobrze znam głos, który szeptał mi do ucha na ulicy. Pojawiał się zawsze, gdy byłam w niebezpieczeństwie i pomagał mi z niego wyjść, lecz jeszcze nigdy nie poczułam namacalnej obecności jego właściciela, tak  jak dziś. Mogłabym rozmyślać o tym dalej gdybym nie znalazła się na miejscu, zatrzymałam się gwałtownie przy wejściu dla pracowników i schyliłam, by nieco odpocząć. Drzwi otworzyły się z hukiem i ktoś złapał mnie za ubranie podnosząc do góry.
- Evans! – krzyknął mężczyzna podnosząc mnie tak wysoko, że teraz moja twarz znajdowała się naprzeciw jego własnej.
- Dzień dobry, szefie – powiedziałam z szerokim uśmiechem.
- Nie będzie taki dobry, jeśli zaraz nie weźmiesz się do roboty – warknął puszczając mnie. Upadłam na ziemię i natychmiast się podniosłam.
- Tak jest – zasalutowałam i wbiegłam do środka. Szybko przebrałam się w strój „roboczy” i wyszłam do części dla klientów, których jak zwykle nie było zbyt wielu. Ludzie  nie przychodzili do „Łysego Mike” na śniadanie i zbytnio się im nie dziwiłam. A co ja tu robiłam? Byłam jedyną pracownicą, gdyż nikt nie chciał zostać tu na dłużej z powodu szefa, który potrafił doprowadzić człowieka do płaczu samą swoją obecnością. Mi jakoś się udało przetrwać, bo po prostu potrzebowałam tej pracy.  

Gdy wreszcie skończyłam swoją zmianę (czyli całe dwanaście godzin pracy) byłam wykończona i miałam ochotę po prostu szybko stąd zniknąć. Przebrałam się w zawrotnym tempie wiedząc, że szef właśnie sprawdza, czy przypadkiem go nie okradłam i zajmie mu to jeszcze chwilę, na tyle długą bym mogła się szybko stąd wynieść. Związałam jeszcze włosy w koński ogon i ruszyłam do drzwi. Gdy tylko je otworzyłam poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię, wzdrygnęłam się nieznacznie i odwróciłam się z uśmiechem.
- Jakiś problem, szefie? – zapytałam, a on przyjrzał mi się ze zmarszczonymi brwiami.
- Jutro przyjdź wcześniej – powiedział puszczając moje ramie – i nie spóźnij się, będziemy mieć ważnych klientów.
Pokiwałam głową zastanawiając się co to za ważni klienci, ale po chwili doszłam do wniosku, że wolę nie wiedzieć.
- Siódma? – zapytałam, a on pokręcił głową ze złośliwym uśmiechem.
- Szósta – odpowiedział – czeka cię wielkie sprzątanie.
Nie odpowiedziałam tylko odwróciłam się na pięcie i po prostu wyszłam. Westchnęłam i ruszyłam przed siebie, gdy nagle zatrzymałam się gwałtownie. Przede mną stały dwie postacie. Mężczyzna w ciemnym płaszczy, którego widziałam wtedy na ulicy stał oparty o ścianę i zapisywał coś w notatniku, a obok niego stał osiłek z uśmiechem na twarzy, który odkrywał przeżarte przez próchnicę zęby. W jego prawej ręce zalśnił nóż. Zastygłam w bezruchu niezdolna do jakiekolwiek ruchu i wpatrywałam się jak zbliża się do mnie powoli. Spojrzałam na mężczyznę w płaszczu, który skrupulatnie zapisywał coś w notatniku z zadowoleniem kiwając głową.
- Uciekaj – usłyszałam szept i momentalnie odzyskałam władzę nad własnym ciałem, odwróciłam się na pięcie i popędziłam przed siebie. Usłyszałam jeszcze słowa wypowiedziane w nieznanym mi języku, gdy nagle osiłek powalił mnie na ziemię. Próbowałam z całych sił bronić się, gdy poczułam jak jego ręce zaciskają się na mojej szyi, powoli traciłam oddech walcząc o niego ostatkiem sił. Zaczynałam mieć mroczki przed oczami, gdy nagle uścisk zelżał. Zaczerpnęłam łapczywie powietrza i poczułam jak ktoś ciągnie mnie w górę, lecz o dziwo nie zauważyłam nikogo.
- Uciekaj i nie zatrzymuj się póki nie będziesz w domu – usłyszałam znów szept i posłuchałam. Gdy tylko znalazłam się na nogach popędziłam przed siebie, a mimo, że nie słyszałam za sobą odgłosów pogoni nie zwolniłam póki nie wbiegłam zdyszana do domu wprawiając mamę w osłupienie. Oparłam się o drzwi i usłyszałam cichy odgłos wciąganego powietrza i spojrzałam na Nicole, która nagle znalazła się obok mamy.
- Wyglądasz jak siedem nieszczęść – skwitowała mój wygląd przyglądając mi się badawczo.
- Podobnie się czuję – mruknęłam, ale po chwili posłałam mamie promienny uśmiech, by oszczędzić jej zmartwień. I tak miałam ich zbyt dużo, a do tego lekarz zakazał jej się denerwować. Łatwiej powiedzieć, gorzej zrobić. Nic jakby czytając mi w myślach podeszła do mnie i lekko uderzyła w ramie.
- Wiesz ile tu już na ciebie czekam? – powiedziała. Uśmiechnęłam się do niej i pociągnęłam na górę. Widząc zaniepokojone spojrzenie mamy uśmiechnęłam się.
- Nic obiecała, że pomoże mi z angielskim – powiedziałam.
- Coś się stało? – zapytała mama wciąż zaniepokojona, a ja pokręciłam głową.
- Mike kazał mi przyjść jutro na szóstą i wysprzątać cały bar – powiedziałam – dasz wiarę? – Gdy nie odpowiedziała uśmiechnęłam się szerzej i wskazałam na Nicole. – Ale bez obaw, Nic będzie ze mną, prawda?
Spojrzałam na nią i uniosłam brwi. Z ociąganiem pokiwała głową i uśmiechnęła się.
- Oczywiście – powiedziała bez entuzjazmu. Pocałowałam mamę w policzek i pociągnąłem przyjaciółkę na górę. Gdy tylko znalazłyśmy się za zamkniętymi drzwiami wyciągnęła w moją stronę oskarżycielsko palec.
- Do końca życia mi się nie odpłacisz – powiedziała. Odetchnęłam głęboko, oparłam się o drzwi i zamknęłam oczy. – Powiesz mi co się stało?
Spojrzałam na nią i pokiwałam powoli głową. Wiedziałam, że jeśli miałam komukolwiek opowiedzieć o tym co się stało to tylko jej, tak więc gdy tylko zaczęłam mówić wiedziałam, że naukę miałyśmy z głowy.

Gdy niemal pół nocy spędziłyśmy na rozmowie na temat tego co wydarzyło się tego dnia uspokoiłam się i przygotowałam na kolejny dzień. Cokolwiek się stało nie mogłam pozwolić sobie na opuszczenie choćby jednego dnia pracy. Choć Nic próbowała mnie przekonać do tego, bym nigdzie nie wychodziła rano zbudziłam się punktualnie o wpół do piątej i wyskoczyłam z łóżka. Nicole spojrzała na mnie zaspanym wzrokiem i powoli się podniosła.
- Jesteś pewna? – zapytała, a gdy pokiwałam głową przeciągnęła się i ruszyła do łazienki.
- Wczoraj próbowali zabić mnie dwa razy, nie udało im się, więc pewnie już sobie odpuścili – powiedziałam chcąc przekonać samą siebie.
- Do trzech razy sztuka – szepnęła moja przyjaciółka i zniknęła za drzwiami, a po moich plecach przebiegł zimny dreszcz, gdy dotarł do mnie sens jej słów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KATEE91
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 151
Punkty : 0
Join date : 02/03/2014
Age : 25
Skąd : Starachowice/Bydgoszcz

PisanieTemat: Re: Wake me up when I die   14/3/2014, 18:24

Rozdział II
Milczący, nieświadomy świadek

Do baru dotarłyśmy bez problemów i natychmiast wzięłam się za sprzątanie, by choć przez chwilę pozbyć się natrętnych myśli. Cały czas wydawało mi się, że drzwi nagle się otworzą i zakapturzona postać wejdzie do baru, by zakończyć to co zaczął wczoraj. Nic takie się nie stało, a gdy zegar wiszący na ścianie wybił godzinę ósmą bar był niemal nie do poznania. Już dawno nie widziałam takiej czystości w tym miejscu. Zdjęłam fartuch, którego używałam do sprzątania i stanęłam za barem, a Nic zajęła jedno z barowych krzeseł. Zaczęłam wycierać szklanki, gdy doszedł nas dźwięk otwieranych drzwi.
Nicole zaczęła szeptać mi do ucha wskazując głową na chłopaka który właśnie wszedł. Bynajmniej nie próbowała być dyskretna. Odetchnęłam i odłożyłam na blat szklankę, którą właśnie czyściłam, a mój wzrok mimowolnie powędrował w jego kierunku. Ciemnowłosy, wysoki, o sylwetce, której pozazdrościłby każdy ze znanych na całym świecie sportowców. Miał na sobie czarny dopasowany garnitur, który nijak nie pasował do tego miejsca.
- Evans! – usłyszałam za sobą krzyk i wzdrygnęłam się. Spojrzałam na przyjaciółkę, która posłała mi pełne współczucia spojrzenie. Odwróciłam się na pięcie i odezwałam się z uśmiechem na ustach.
- Tak, szefie?
- Płacę ci za obsługiwanie klientów, a nie pogawędki – wskazał na stolik, który właśnie zajął chłopak w garniturze. – Widzisz nowego klienta, to nie obserwujesz go z daleka tylko idziesz i go obsługujesz, rozumiesz?!
- Tak jest! – zasalutowałam i wzięłam tackę.
- Szczęściara – usłyszałam za sobą cichy głos Nic, gdy ruszyłam do stolika.
- Czy mogę przyjąć pańskie zamówienie? – zapytałam, a chłopak podniósł głowę i spojrzał na mnie. Miał ciemne niczym noc tęczówki, które zlewały się ze źrenicami, zupełnie jakby ich nie było. Przez chwilę wydawało mi się, że zobaczyłam w nich dziwny błysk, który natychmiast znikł. Moją uwagę przykuł również niewielki tatuaż przedstawiający rzymską liczbę dziesięć, który widniał na jego prawej skroni.
- Whisky – odpowiedział i wyjrzał przez okno. Zmarszczyłam brwi, gdyż jego głos wydawał mi się dziwnie znajomy. Chciałam zapytać czy gdzieś się już nie spotkaliśmy, ale pokiwałam jedynie głową i odeszłam.
- Co zamówił?
Spojrzałam na Nic, która czekała na moją odpowiedź.
- Whisky – odpowiedziałam, a ona otworzyła szeroko oczy.
- Sprawdziłaś dokumenty? – usłyszałam nad sobą i podskoczyłam.
- Oczywiście – skłamałam nalewając płyn do szklanki. Szef odwrócił się i odszedł o czym świadczyło fakt, że nie czułam już na swoim karku jego oddechu, który przyprawiał mnie o ciarki.
- Powinnaś rzucić tę robotę – oświadczyła moja przyjaciółka, a ja uśmiechnęłam się smutno.
- Dobrze wiesz, że nie mogę.

Gdy postawiłam szklankę na stoliku usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzałam w tamtą stronę i zamrugałam gwałtownie. Usłyszałam urwany dźwięk dochodzący z miejsca przy barze i wiedziałam, że Nicole również zauważyła to co ja, a raczej kogoś. Mianowicie był to chłopak będący dokładną kopią gościa w garniturze. Jakby tego było mało ich stroje różniły się wyłącznie barwą, bowiem on był ubrany na biało. Mimowolnie spojrzałam mu w oczy, które ku mojemu zdziwieniu były błękitne i przypominały niebo w ciepły letni dzień. Przez chwilę patrzył na mnie, a później jego wzrok powędrował do chłopaka, który teraz popijał whisky. W jego oczach błysnął gniew, który zmroził mnie do szpiku kości. Podszedł do nas powoli i z uśmiechem zwrócił się w moją stroną. Jego gniew znikł jakby nigdy go nie było.
- Poproszę wodę – jego głos wprawił mnie w osłupienie, był identyczny jak chłopaka ubranego na czarno, ale teraz miałam nieodparte wrażenie, że niegdyś już go słyszałam.
- Znamy się? – zapytałam zanim zdążyłam ugryźć się z język, oby Mike nie słyszał tego pytania, bo niechybnie urwie mi głowę, gdy tylko stanę za barem.
- Nie sądzę – odpowiedział, a jego niewątpliwie bliźniak parsknął cicho. W błękitnych oczach mojego rozmówcy ponownie zalśnił gniew, gdy spojrzał na niego.
- Przyniosę wodę – powiedziałam nagle i odwróciłam się na pięcie.
- Dziękuję – usłyszałam w odpowiedzi, ale nie odwróciłam się. Gdy wróciłam za bar Nicole złapała mnie za rękę.
- Bliźniacy – powiedziała podekscytowana – nie będziemy musiały się kłócić o faceta. – Przemilczałam fakt, że nigdy nie kłóciłyśmy się o faceta, a ona kontynuowała. – Którego wybierasz? Ja jakoś nie mogę się zdecydować.
- Ciemnego – mruknęłam bez namysłu nalewając wodę do szklanki. Nic roześmiała się widocznie zadowolona z mojego wyboru i klepnęła mnie w ramię. Odetchnęłam i ruszyłam do stolika przy którym siedzieli trzymając na tacy szklankę wypełnioną przezroczystym płynem. Gdy zbliżyłam się do stolika usłyszałam ich głosy, a fakt, że były identyczne sprawiał, że nie byłam w stanie odróżnić kto właśnie przemawia bez bacznego ich obserwowania.
- Działałeś nieuczciwie, nie starałeś się przedłużyć umowy, choć takie jest prawo.
- Naprawdę uważasz, że obchodzą mnie wasze głupie prawa. Nie próbowałem przedłużyć umowy, bo doszedłem do wniosku, że pora to zakończyć.
- Zakończyć? Ona jest za młoda, by to kończyć! – chłopak w białym garniturze podniósł wzrok, obserwowałam ich w milczeniu, choć wiedziałam, że nie powinnam. Jego kompan machnął od niechcenia ręką i wyciągnął zwitek papieru.
- Przyszedłem z jedną jedyną umową – powiedział – innej nie będzie.
- Ile?
- Rok – padła spokojna rozmowa, a ja zmarszczyłam brwi. Nie rozumiałam o czym rozmawiają, ale wiedziałam, że taka odpowiedz mu się nie spodoba.
- Nie zmienisz zdania – stwierdził, a tamten wyszczerzył śnieżnobiałe zęby w drwiącym uśmiechu. – Zgoda, ale wiedz, że się nie poddam.
- Właśnie na to liczę.
Przyglądałam im się przez chwilę i zauważyłam, że chłopak w jasnym garniturze ma niewielką rzymską dziesiątkę wytatuowaną na lewej skroni. Nagle podniosłam rękę do góry i spojrzałam na wewnętrzną stronę dłoni na której widniało niewielkie znamię przypominające rzymską dziesiątkę. Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na nich. Obaj wpatrywali się we mnie.
- Woda – powiedziałam z nieśmiałym uśmiechem. Podeszłam powoli i położyłam szklankę na stoliku zastanawiając się jak długo wiedzieli, że stoję i przysłuchuję się ich rozmowie. Nawet jeśli zdali się z tego sprawę o wiele wcześniej nie dali tego po sobie poznać. Chłopak podziękował, a ja szybko wróciłam za bar. Nicole nachyliła się w moją stronę chcąc coś powiedzieć, ale zamknęła usta, bo za moimi plecami pojawił się Mike.
- To, że pozwalam tu siedzieć twojej przyjaciółeczce bez zamawiana czegokolwiek nie znaczy, że ją toleruję – warknął mi do ucha – szczególnie kiedy zamiast pracować zabawiasz się w plotki.
- Tak jest, szefie – wydukałam i zabrałam się do szorowania blatu. Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi i zauważyłam, że chłopak w ciemnym garniturze właśnie wyszedł, oczywiście bez płacenia. Już chciałam pobiec za nim i zażądać pieniędzy, gdy nagle jak spod ziemi obok Nic wyrósł jego bliźniak. Uśmiechnął się i położył na blacie pieniądze. Odwzajemniłam uśmiech i spojrzałam na banknoty. Przede mną leżała kwota, która pokrywała zamówienie dla co najmniej setki osób. Jednym słowem miałam dziś zgarnąć ogromny napiwek, oczywiście jeśli Mike go wcześniej nie zauważył. Schowałam szybko pieniądze do specjalnej kieszeni, której szef nie mógł zauważyć, a resztę włożyłam do kasy. Chciałam podziękować za tak hojne wynagrodzenie, ale przede mną była już tylko Nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KATEE91
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 151
Punkty : 0
Join date : 02/03/2014
Age : 25
Skąd : Starachowice/Bydgoszcz

PisanieTemat: Re: Wake me up when I die   18/3/2014, 12:40

Rozdział III
Odpowiedzi wyszeptane do ucha

Następnego dnia podstępny budzik nie zadzwonił i jak zwykle spóźniona pognałam do szkoły. W biegu chwyciłam plecak i drugie śniadanie, posłałam mamie całusa w locie i wyskoczyłam na zewnątrz. Zatrzymałam się gwałtownie na widok ciemnego auta stojącego na podjeździe, którego kierowca zatrąbił przeraźliwie. Odetchnęłam głęboko, gdy szyby opadły i Nic zamachała do mnie ręką.
- Wsiadaj! – krzyknęła, a ja zeskoczyłam ze schodków i pobiegłam w stronę auta. Wsiadając spojrzałam na nią pytająco unosząc brwi. Ruszyła z piskiem opon i dopiero wówczas odpowiedziała na moje nieme pytanie.
- Tata mi pożyczył, ale powiedział, że to będzie ostatni raz jeśli spóźnię się do szkoły.
Pokiwałam głową i usadowiłam się wygodnie jednocześnie zapinając pasy.

Po chwili wjechaliśmy na parking i Nicole skierowała auto w stronę miejsca znajdującego się w najdalszym kącie. Zawsze tam parkowała, gdy udało jej się pożyczyć auto od rodziców, więc i tym razem nie miała zamiaru zrobić wyjątku. Jak się okazało tym razem ktoś nas wyprzedził. Na naszym miejscu stał inny samochód. I to nie byle jaki samochód, wiedziałam, że nikt z naszego liceum nie mógł pozwolić sobie na takie auto, chyba że wygrał na loterii, a o tym już dawno byśmy wiedziały. Obok ujrzałyśmy auto równie drogie jak poprzednie. Oba nie pasowały do otaczających je maszyn, wyglądały zupełnie jak dwa łabędzie wśród szarych, niczym nie wyróżniających się gęsi. Dwa łabędzie, niby takie same, ale całkiem różne. Czarny i biały. Miejsce na którym miałyśmy zaparkować zajmowało sportowe, czarne auto, natomiast obok stała biała limuzyna.
- Cholerni bogacze – mruknęła Nic rozglądając się za wolnym miejscem – pewnie zajęli miejsca, bo myśleli, że my z pewnością nie mamy zbyt wiele samochodów to parking nam nie potrzebny.
Nie skomentowałam tego rozglądając się za miejscem. Wypatrzyłam jedno jedyne obok kontenera na śmieci i wskazałam je. Nicole westchnęła i skierowała tam auto. Gdy wysiadłyśmy uderzył nas odór unoszący się znad kontenera i zmarszczyłyśmy brwi. Nic zaczęła mruczeć pod nosem jakieś obelgi, a ja narzuciłam plecak i uciekłam mając nadzieję, że moje ubrania nie obeszły intensywnym odorem.

Weszłyśmy do środka w momencie, gdy rozbrzmiał pierwszy dzwonek. Nic zaklęła, ścisnęła mocniej pasek torby i pognała do klasy. Podążyłam za nią, choć wiedziałam, że moje spóźnienie nie zrobi już na nikim wrażenia, gdybym pojawiła się punktualnie wprawiłabym wszystkich w osłupienie, a tak nie musiałam się śpieszyć, bylebym się wyrobiła w umownych piętnastu minutach. Wpadłyśmy do klasy, a właściwie tylko moja przyjaciółka wpadła zdyszana, ja natomiast wkroczyłam chwilę po niej. Nikt na nas nie patrzył i zauważyłam, że wszyscy skupili się na książkach. Zdezorientowana spojrzałam w stronę tablicy, gdzie spodziewałam się zobaczyć pana Hopkinsa zapisującego strony, które mieliśmy przeczytać, ale w sali nie było nauczyciela. I wówczas przypomniałam sobie. Teraz to ja miałam ochotę zakląć i całe szczęście nie zrobiłam tego, bo za moimi plecami stanął pan Hopkins i odchrząknął.
- Skoro już tu pani jest, panno Evans – powiedział - to radziłbym zająć miejsce. Zaraz zaczynamy.  
Pokiwałam lekko głową i przełknęłam głośno. Opadłam na swoje krzesło obok Nicole i spojrzałam na nią.
- Zapomniałam o teście – wyznałam, a ona lekko się skrzywiła. Angielski nigdy nie był moją mocną stroną, a napisanie testu na pozytywną ocenę bez uprzedniego przygotowania graniczyło z cudem. Mężczyzna zapisał na tablicy godzinę rozpoczęcia i zakończenia testu po czym szybko rozdał arkusze i życzył nam powodzenia.

Czas mijał bardzo powoli, ale to i tak nie ułatwiało mi zadania. Wpatrywałam się w kartkę nie mogąc wymyślić odpowiedzi, które na pierwszy rzut oka wydawały się dziecinne proste i niestety tylko na pierwszy. Westchnęłam zawiedziona i spojrzałam w górę, napotkałam baczne spojrzenie pana Hopkinsa, który tylko czekał, aż zajrzę do arkusza Nic. Tak więc o ściągnięciu choć części odpowiedzi nie było mowy. Znów zapatrzyłam się w rząd liter zastanawiając się nad prawidłową odpowiedzią, gdy nauczyciel oznajmił, że połowa czasu właśnie upłynęła. Spojrzałam na niego nie mogąc w to uwierzyć. Zostało tak niewiele czasu, a ja odpowiedziałam na zalewie dwa pytania z dwudziestu.
- Jesteś głupia, czy co? – usłyszałam szept. Odwróciłam się gwałtownie, co wywołało niezadowolenie pana Hopkinsa.
- Evans! Pierwsze ostrzeżenie! – krzyknął podchodząc do mnie.
- Przepraszam - wymamrotałam. Poznałam głos, ale nigdzie nie mogłam zauważyć jego właściciela, oczywiście pojawiał się gdy byłam w niebezpieczeństwie, ale nagle zdałam sobie sprawę, że mogłabym go przypisać konkretnej osobie, lecz jakimś cudem nie mogłam sobie przypomnieć jakiej. Znów się zapatrzyłam w kartkę.
- Pisz i nie rozglądaj się wokół, głupia – usłyszałam znów szept i opanowałam odruch odwrócenia się. Głos zaczął dyktować mi odpowiedzi na pytania, które wydawały się prawidłowe. Zaczęłam skrobać zawzięcie po papierze i poczułam na sobie zdziwione spojrzenie pana Hopkinsa, który już z pewnością założył, że ode mnie dostanie wyłącznie pustą kartkę. Tak więc gdy oznajmił, że czas się skończył zostało mi ostatnie pytanie, na które nie zdążyłam udzielić odpowiedzi. Wiedziałam, że tak naprawdę dopuściłam się oszustwa, ale nie mogli mnie o nic oskarżyć skoro obok nie było osoby, która mi podpowiadała. Oddałam kartkę z uśmiechem na ustach i zaczęłam się pakować.
- Dzięki – mruknęłam pod nosem.
- Nie wiem za co, ale nie ma za co – odpowiedziała mi Nicole, która przyglądała mi się z zaciekawieniem. – Co to było?
- Co?
- To – powiedziała krzyżując ręce na piersiach – na początku mówisz, że zapomniałaś o teście, a nagle w połowie czasu sypiesz odpowiedziami jak magik sztuczkami z rękawa.
- Po prostu nagle mnie olśniło – powiedziałam wzruszając ramionami. Głupio się czułam okłamując ją, ale co miałam powiedzieć? „Słuchaj, mam taki głosik co gada mi czasem do ucha i dziś podpowiedział mi odpowiedzi. Masz też tak czasem?” Niechybnie wzięłaby mnie za wariatkę, gdybym sama takie coś usłyszała pomyślałabym, że ta osoba ma bardzo nierówno po sufitem. Tak więc wolałam tą jedyną informację zachować dla siebie.

Rozdział IV
Wspomnienia ukryte za ścianą lodu

Wpatrywałam się w kanapki, które wyciągnęłam z plecaka i z każdą minutą mój apetyty odpływał daleko stąd. Westchnęłam i schowałam lunch do plecaka. Nic spojrzała na mnie zaniepokojona, ale nie zapytała o co chodzi, za co byłam jej wdzięczna. W sumie nawet nie znałam powodu mojego przygnębienia. Nagle wszystkie dziewczyny w sali wydały z siebie pomruk zachwytu, który towarzyszył pojawieniu się każdego z członków naszej szkolnej drużyny futbolowej. Oczywiście ja i Nic nigdy nie brałyśmy udziału w tym zgodnym wybuchu zachwytu. Więc jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy Nicole wydała z siebie przeciągłe westchnienie, którego nie słyszałam u niej… nigdy.
- Czy ja dobrze słyszę? – zapytałam unosząc brwi.
- Też byś tak zrobiła gdybyś widziała to co ja – odpowiedziała patrząc na coś za moimi plecami. Nie musiałam pytać co tam zobaczę, ale odwróciłam się mimowolnie i spojrzałam na dwóch chłopaków, którzy właśnie pojawili się na sali. Niewątpliwie byli nowi, gdyż nigdy wcześniej ich nie widziałam. Byłam tego pewna, choć w pewnym momencie ogarnęło mnie dziwne uczucie, że już ich gdzieś spotkałam, ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie. Zmarszczyłam brwi przyglądając im się intensywnie próbując sobie przypomnieć skąd mogę ich znać, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Obaj byli wysocy, dobrze zbudowani i ciemnowłosi. Jako bliźniacy wybrali ubiór jako swój znak rozpoznawczy. Jeden był bowiem od stóp do głów ubrany na biało, podczas gdy jego brat najwyraźniej lubił czerń. Nagle obaj spojrzeli w moją stronę jakby mój wzrok ich przyciągnął. Odwróciłam się i spojrzałam na przyjaciółkę, która nawet nie próbowała udawać, że się w nich nie wpatruje. Obserwowałam jak poprawia fryzurę i chciałam powiedzieć, że to zupełnie niepotrzebne, bo oni zaraz dosiądą się do któregoś za stolików zajmowanych przez elitę szkoły, a o nas natychmiast zapomną gdy nagle krzesło obok mnie odsunęło się.
- Możemy się dosiąść? – zapytał chłopak ubrany na biało błyskając w uśmiechu równymi, śnieżnobiałymi zębami. Pokiwałam jedynie głową niezdolna wydobyć głosu. – Jestem Sam, a to mój brat Ian.
Wskazał na ubranego na czarno chłopaka, który skrzywił się lekko na wzmiankę o bracie i przybrał znudzony wyraz twarzy. Po chwili zajął miejsce po mojej drugiej stronie i wyciągnął nogi przed siebie. Jako, że stolik nie był ogromny i okrągły poczułam na skórze dotyk jego spodni. Odruchowo cofnęłam nogi, jeśli cokolwiek zauważył nie dał tego po sobie poznać.
- Czy my już się gdzieś nie spotkaliśmy? – zapytałam.
- Z pewnością nie – odpowiedział Sam, podczas gdy jego brat odpowiedział podobnie zamieniając „nie” na „tak”, co sprawiło, że Sam obrzucił do srogim spojrzeniem.
- Nie przejmuj się nim – powiedział z uśmiechem. Nicole odchrząknęła głośno zwracając na siebie uwagę chłopaka. Zaczęła zadawać mu pytania, na temat tego gdzie wcześniej mieszkał i do jakiej szkoły chodził, a jego brat pochylił się w moją stronę.
- Radzę ci się zastanowić, która z odpowiedzi była prawdziwa – wyszeptał mi do ucha – rusz głową, głupia.
Zatkało mnie, gdy usłyszałam jak mnie nazwał. Spojrzałam na niego i zobaczyłam, że uśmiechnął się wyraźnie zadowolony.
- Mamy sekrety? – zapytał owiewając moje ucho ciepłym oddechem. Znów spojrzałam na niego, ale przestał zwracać na mnie uwagę i jedynie rozglądał się znudzonym wzrokiem wokół.
- Napiłbym się whisky – mruknął pod nosem wprawiając mnie tym w osłupienie. Dziwne wspomnienia zalały mnie falą, ale zdawały się być ukryte, jakby za taflą lodu, przez który mogłam zobaczyć wszystko i zarazem nic. Biały i czarny, te dwa kolory widniały w tych wspomnieniach, a przez moją głowę przewijały się niepowiązane ze sobą słowa, których znaczenia nie mogła pojąć. „Umowa”, „rok”, „milczący świadek” były dla mnie niezrozumiałe, ale jakimś cudem wiedziałam, że maja ogromne znaczenia, nie potrafiłam tylko pojąć jakie.  

Nic wyrwała mnie z rozmyślań prowadzących do nikąd ciągnąc mnie za rękę.
- Dzwonek – powiedziała – może ty lubisz się spóźniać, ale ja za tym nie przepadam, więc rusz się wreszcie.
Zamrugałam i rozejrzałam się wokół. Sala była pusta, więc zerwałam się na nogi i pobiegłam za nią.
- Kiedy wyszli? – zapytałam pędząc za nią opustoszałym korytarzem.
- Wszyscy, czy Sam i Ian? – zapytała skręcając za róg. Nie uzyskawszy odpowiedzi kontynuowała. – Gdy tylko zadzwonił dzwonek, czyli jakieś – spojrzała na zegarek – pięć minut temu.
- Pięć minut? – zapytałam zaskoczona. Jakim cudem nie usłyszałam dzwonka i nie zauważyłam jak tłumy opuszczają salę, a czy Ian i Sam żegnali się ze mną? Dlaczego nic z tego nie pamiętam?
- Dokładnie pięć minut – odpowiedziała – miałam iść bez ciebie, ale jak nie zareagowałaś, gdy powiedziałam, że wracam, bo zadzwonił dzwonek zrezygnowałam. Wyglądałaś też na zamroczoną, już miałam zamiar iść po nauczyciela. Co ty miałaś w tych kanapkach?
- Nie zjadłam ich – odpowiedziałam zastanawiając się nad tym co usłyszałam. Właśnie minęłyśmy kolejny róg, gdy nagle zderzyłam się z czymś miękkim i wylądowałam na podłodze. Tuż obok upadł niewielki, czarny notatnik z dużą cyfrą rzymską na okładce. „Moja przeszkoda” natychmiast schylił się po niego i napotkałam jego ciemne oczy. Uśmiechnął się złośliwie.
- Chyba jesteś spóźniona – powiedział.
- Będę jeszcze bardziej spóźniona jeśli nie pomożesz mi wstać – powiedziałam, ale nawet nie raczył na mnie spojrzeć. Ominął mnie i odszedł.
- Dupek! – krzyknęłam, gdy się podniosłam.
- Dziękuję za komplement – powiedział lekko się odwracając. I wtedy to zobaczyłam, niewielką rzymską dziesiątkę wytatuowaną na jego prawej skroni. Zobaczyłam jeszcze jak zapisuje coś w notesie, który wypadł mu gdy się z nim zderzyłam, po czym znikł za rogiem. Ogarnęła mnie ogromna ochota, by tam zajrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KATEE91
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 151
Punkty : 0
Join date : 02/03/2014
Age : 25
Skąd : Starachowice/Bydgoszcz

PisanieTemat: Re: Wake me up when I die   22/3/2014, 12:13

Cytat :
Nie wiem, czy ktoś to czyta, ale wstawiam kolejne rozdziały Wink

Rozdział V
Nieudane próby, udanych zamachów


Pobiegłam przed siebie i po chwili znalazłam się przy nim.
- A ty nie jesteś spóźniony? – zapytałam starając się dotrzymać mu kroku. Miał o wiele dłuższe nogi, niż ja więc musiałam robić ogromne kroki, by za nim nadążyć.
- Być może – odpowiedział znudzonym głosem nie zaszczycając mnie choćby jednym spojrzeniem.
- Co to za odpowiedz – prychnęłam, a on zatrzymał się. Złapał mnie za ramiona i zmusił bym spojrzała w jego ciemne, hipnotyzujące oczy.
- Taka, która całkowicie cię zadowala – powiedział z naciskiem, jakby chciał mi to wbić do głowy. – Tak więc wrócisz teraz na lekcję i przestaniesz zawracać mi głowę.
- Niedoczekanie – warknęłam wyrywając się z jego uścisku. Przez chwilę na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, które natychmiast znikło. Znów przybrał maskę znużenia. – Do klasy pójdę dopiero wtedy, gdy ty też pójdziesz.
Skrzyżowałam ręce na piersiach, a on przez chwilę przyglądał mi się w milczeniu. W końcu wzruszył ramionami.
- Jak dla mnie możesz wagarować cały dzień – powiedział i odwrócił się na pięcie z zamiarem odejścia. – Przypuszczam jednak, że twoja koleżanka wolałaby iść na lekcje.
Odwróciłam się i zobaczyłam Nic stojącą zaledwie kilka kroków ode mnie. Wyglądała na niezadowoloną i raz po raz stukała palcem w tarczę zegarka. Z jej miny wywnioskowałam, że umowne piętnaście minut już dawno minęło. Odwróciłam się, by jeszcze coś powiedzieć, ale Iana już nie było.
- Przepraszam – powiedziałam do przyjaciółki, która bez słowa odwróciła się na pięcie i pognała do klasy. Chcąc nie chcąc poczłapałam za nią. Jeszcze będę miała wiele okazji, by dowiedzieć się czegoś o rzymskiej dziesiątce i notatniku, a przynajmniej miałam taką nadzieję.

Wpadłyśmy do sali, gdy nauczyciel właśnie objaśniał jakieś zagmatwane wzory matematyczne. Spojrzał na nas, gdy drzwi zamknęły się za mną z hukiem.
- Jak miło, że postanowiłyście zaszczycić nas swoją obecnością – powiedział wycierając ręce w spodnie. Wskazał jedyną pustą ławkę. – Siadające, a po zajęciach zgłoście się do mnie.
Pokiwałyśmy smętnie głowami i ruszyłyśmy na miejsca.
Opadłam na krzesło i zaczęłam mocować się z zamkiem od plecaka, który jak na złość postanowił odmówić mi dziś posłuszeństwa i zaciąć się. W końcu dałam sobie spokój i poprosiłam Nic, by pozwoliła mi skorzystać z jej podręcznika. Zgodziła się, aczkolwiek niechętnie.

Po lekcji obie podeszłyśmy do pana Malkowica, który właśnie wycierał tablicę. Gdy stanęłyśmy obok biurka odwrócił się i obrzucił nas srogim spojrzeniem.
- Trzydzieści minut spóźnienia – powiedział, chciałam powiedzieć, że to niemożliwe, ale gdy tylko otworzyłam usta przerwał mi ruchem dłoni. – Za karę zostaniecie po lekcjach, w kozie.
Na przemian z Nic zaczęłyśmy protestować, ale zaowocowało to jedynie tym, że musiałyśmy odsiadywać swoją karę przez cały tydzień.

Szłyśmy korytarzem, a Nicole nie zwracała na mnie uwagi. Miała mi za złe spóźnienie i karę jaką musiałyśmy ponieść. Tak więc, gdy tylko znalazłyśmy się przy drzwiach na którym widniał napis „KOZA” rozejrzała się, czy nikt jej nie widzi i pchnęła je zostawiając mnie na zewnątrz. Natychmiast podeszła do biurka nauczyciela, który dziś pilnował uczniów odbywających kary i położyła przed nim notatkę napisaną przez pana Malkowica. Ja postąpiłam podobnie, a gdy się odwróciłam zauważyłam, że Nic zajęła jedyny wolny stolik po jednej stronie sali. Mi natomiast zostało miejsce po drugiej stronie. Usiadłam i spojrzałam w jej stronę, ale zauważyłam, że jest zajęta wpatrywaniem się w ścianę i nie ma zamiaru zwracać na mnie uwagi. Odetchnęłam głęboko zastanawiając się jak długo będę musiała jeszcze to znosić, gdy nagle drzwi za moimi plecami się otworzyły. Obok mnie przeszły dwie osoby, kątem oka dostrzegłam dla kolory – czarny i biały. Uniosłam głowę i obserwowałam jak Sam podaje nauczycielowi dwa zwitki papieru po czym rozgląda się po pomieszczeniu. Gdy jego wzrok padł na mnie uśmiechnął się ciepło, a ja odwzajemniłam gest. Jego brat stał obok niego i jak zwykle rozglądał się znudzony wokół. Obaj ruszyli w moją stronę. Sam zajął stolik obok, a Ian usadowił się przede mną i ułożył się wygodnie na stoliku. Po chwili zauważyłam, że usnął o czym świadczył jego równomierny oddech. Moje spojrzenie powędrowało w dół na kieszenie jego spodni i zamarłam widząc wystający czarny notatnik. Wystarczyło, bym się lekko pochyliła i byłby w zasięgu mojej dłoni. Spojrzałam w bok, ale Sam zajęty był jakąś książką, którą studiował ze zmarszczonymi brwiami, a na mnie nie zwracał najmniejszej uwagi. Musiałam spróbować. Opadłam na ławkę i przyłożyłam policzek do zimnego blatu, a ręką zaczęłam sięgać po omacku do notatnika. Właśnie dotknęłam miękkiego materiału spodni, gdy nagle na mojej ręce zacisnęła się czyjaś dłoń. Podniosłam gwałtownie głowę i spojrzałam prosto w ciemne oczy Iana.
- Chciałaś mnie molestować seksualnie, czy okraść? – zapytał z gniewem, który zmroził mnie od stóp do głów. Rzuciłam szybkie spojrzenie na nauczyciela licząc, na to że mu przeszkodzi, ale mężczyzna nie zwracał na nas uwagi. Spojrzałam znów na Iana, którego ucisk stał się silniejszy. Nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu i tylko jęknęłam cicho, gdy ręka zaczęła mnie boleć.
- Dość tego – usłyszałam obok siebie i czyjaś dłoń wyswobodziła mnie. Spojrzałam na Sama, który wpatrywał się z gniewem w brata. – Mam dość twoich gierek.
- Więc lepiej zwiąż jej ręce – powiedział wskazując na mnie – bo nici z przedłużenia umowy.
Nie zrozumiałam o co mu chodzi, ale miałam dziwne wrażenie, że już gdzieś słyszałam coś o przedłużaniu umowy.
- Kim wy do cholery jesteście – wyrwało mi się zanim zdążyłam ugryźć się w język. Obaj spojrzeli na mnie.
- Twoim największym koszmarem – powiedział Ian nachylając się w moją stronę. Nie zdążyłam nawet mrugnąć, gdy nagle ręka Sama wystrzeliła i ugodziła go w szczękę.
- Zanurzasz się w grzechu bracie – powiedział trąc szczękę i uśmiechnął się złośliwie – uważaj, żeby cię nie wciągnęło.
Spojrzałam na Sama, który dyszał ze złości i wtedy rzuciła mi się w oczy niewielka dziesiątka wytatuowana na jego skroni. W porównaniu z bratem miał ją na lewej skroni. Zaczęłam zastanawiać się co oznacza, a przez głowę przeszła mi myśl, że może ma coś wspólnego ze znamieniem na mojej dłoni. Szybko jednak odegnałam ją od siebie. To z pewnością był tylko przypadek.

Rozdział VI
Rozbita ściana lodu niszczy wspomnienia

Do końca kary siedzieliśmy w milczeniu. Ian przesiadł się dwa miejsca wcześniej i znów usnął, a Sam wrócił do książki, ale czułam, że co chwilę kieruje na mnie wzrok. Wpatrywałam się w bliżej nieokreślony punkt, a moje myśli szalały przeskakując z jednego problemu na drugi. Nawet jakbym siedziała kilkanaście godzin i rozmyślała nie potrafiłabym odnaleźć odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Bardzo mnie to irytowało, tym bardziej, że czułam, że są one na wyciągnięcie ręki. Odetchnęłam głęboko i oparłam czoło o blat. Zamknęłam oczy w momencie, gdy nauczyciel oznajmił zakończenie kary. Rozległ się odgłos odsuwanych krzeseł i Ian przemknął obok mnie, a jego brat szybkim krokiem podążył za nim rzucając w moją stronę krótkie „cześć”. Wstałam i zarzuciłam na ramie plecak. Gdy odwróciłam się do wyjścia zauważyłam, że Nic znika za drzwiami. Wyglądało na to, że czeka mnie samotny powrót do domu.

Gdy wyszłam na zewnątrz ruszyłam szybkim krokiem w stronę przystanku autobusowego. Mrużąc oczy przed słońcem, które nagle postanowiło oblać swoim światłem dziedziniec szkoły wypatrywałam nadjeżdżającego busa. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ramię i odwróciłam się gwałtownie.
- Ile mam jeszcze na ciebie czekać? – zapytała Nic. – I gdzie ty szłaś?
- Na autobus – odpowiedziałam – sądziłam, że jesteś na mnie obrażona.
- Jestem – zmarszczyła brwi i złapała mnie za rękę – ale chyba nie sądziłaś, że pozwolę ci wracać samej do domu, gdy zaledwie dwa dni wcześniej ktoś próbował cię zabić.
Nie odpowiedziałam, ale uśmiechnęłam się pod nosem i pozwoliłam się poprowadzić do auta.

Gdy wyjeżdżałyśmy z parkingu przed nami znikąd pojawił się czarny sportowy samochód, który wcześniej zajął nasze miejsce. Nic zaczęła obrzucać kierowcę pod nosem obelgami. Auto przyśpieszyło i z piskiem opon wyjechało z parkingu. Spojrzałam w bok i ujrzałam czekającą na swoją kolej białą limuzyną, za kierownicą siedział Sam i na mój widok uśmiechnął się. Odpowiedziałam mu tym samym. Wiedziałam już kto był kierowcą czarnego wozu, w sumie mogłam się tego domyśleć. Czarne sportowe auto i styl jazdy idealnie pasował do Iana. Wyjechałyśmy na ulicę i Nicole skierowała auto w stronę mojego domu. Wyglądałam przez okno opierając głowę na zimnej szybie. Moje myśli znów zaczęły błądzić po omacku w poszukiwaniu odpowiedzi, ale było to jak szukanie igły w stogu siana, którego z dnia na dzień przybywało.
- Muszę jechać do baru – powiedziałam nagle, a Nic spojrzała na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
- Chcesz jechać do baru? – zapytała. - Nie wiem czy picie jest dobrym pomysłem – dodała po chwili.
- Muszę jechać do pracy – uściśliłam – zawsze po szkole pracuje.
Pokiwała jedynie głową i skręciła w ulicę prowadzącą prosto do baru. Miałam nadzieję, że Mike nie wyrzuci mnie za kolejne spóźnienie.
Gdy weszłam do środka szef wyskoczył na mnie i oskarżycielsko uderzył mnie palce w brzuch.
- Kolejne spóźnienie – warknął – jeszcze jedno, a będziesz mogła zacząć szukać nowej roboty.
- Przepraszam – powiedziałam, choć wiedziałam, że nie zrobi to na nim wrażenia. Gdybym się rozpłakała i powiedziała o chorobie mamy i o tym jak rozpaczliwie potrzebuję pieniędzy bez wątpienia już teraz musiałabym szukać nowej pracy. – Musiałam zostać dłużej w szkole i…
- Przestań gadać, tylko bierz się do roboty! – wrzasnął – nie płacę ci za kłapanie gębą, tylko machanie łapami.
- Tak jest! – zasalutowałam i szybkim krokiem ruszyłam się przebrać. Gdy wyszłam za bar ze zdziwieniem zauważyłam, że Nic siedzi na stołku barowym.
- Cole z cytryną! – krzyknęła wymachując do mnie ręką, a ja z uśmiechem wzięłam się za przygotowanie jej zamówienia. Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi od zaplecza i wiedziałam, że Mike obserwuje każdy mój ruch. Położyłam przed nią szklankę i chwyciłam ścierkę leżącą obok. Jako, że nie było innych klientów zabrałam się za wycieranie stolików, by odwlec moment, gdy będę musiała pożegnać się z pracą.

Gdy skończyłam pracę byłam wykończona. Jak zwykle wieczorem do baru przyszło wielu ludzi i cały czas biegałam od stolika do stolika przyjmując zamówienia i realizując je. Gdy się przebrałam zauważyłam, że kieszeń na napiwki jest pełna, co zdziwiło mnie, bowiem nie pamiętałam bym dostała jakiekolwiek dodatkowe pieniądze. Wyciągnęłam banknoty i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Na mojej wyciągniętej dłoni leżały pieniądze, których wartość wynosiła dziesięć razy więcej niż moje miesięczne zarobki. Schowałam pieniądze do kieszeni i nagle mnie olśniło. Zalała mnie fala wspomnień, przed oczami stanęły mi obraz Iana i Sama, obaj w garniturach siedzieli przy jednym ze stolików. Przypomniałam sobie o umowie, którą zawierali. Nagle poczułam silny ból głowy i otoczyły mnie ciemności.

Otworzyłam oczy i zamrugałam starając się przystosować do otaczającego mnie światła. Nade mną zamajaczyła twarz Nicole.
- Alice, słyszysz mnie? – zapytała.
- Tak – wyszeptałam próbując podnieść się do pozycji siedzącej. Nie mogłam przypomnieć sobie co się stało, w głowie miałam jedną wielką dziurę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
KATEE91
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 151
Punkty : 0
Join date : 02/03/2014
Age : 25
Skąd : Starachowice/Bydgoszcz

PisanieTemat: Re: Wake me up when I die   4/4/2014, 17:23

Rozdział VII
W paszczy lwa zapominamy o odwadze

Po kilku minutach udało mi się przekonać Nic, by odwiozła mnie do domu, a nie do szpitala jak zamierzała. Idąc do auta, które zaparkowała po drugiej stronie ulicy musiałam wysłuchać jej hipotezy na temat guza mózgu jaki w jej mniemaniu krył mi się pod czaszką.
- Mdlejesz, jesteś zamroczona – wyliczała na palcach, gdy nagle przed nami zatrzymało się białe auto. Sam odsunął szybę i spojrzał na nas z uśmiechem.
- Może was podwieźć? – zapytał.
- Dzięki – Nicole z ociąganiem pokręciła głową – ale jesteśmy tu autem.
- Tamtym? – Wskazał na samochód, który policja właśnie odholowywała na parking policyjny. Moja przyjaciółka zaklęła szpetnie i zamachała ręką.
- To moje auto! – krzyknęła, ale nic to nie dało, bo radiowóz właśnie skręcał za róg. Jęknęła i spojrzała na mnie. – Teraz tata z pewnością nie pożyczy mi więcej auta. Nie wspominając o tym, że zabije mnie jak tylko wejdę do domu.
- Nie zabije – usłyszałyśmy słowa Sama i spojrzałyśmy na niego – to co? Wsiadacie?
Pokiwałyśmy jednocześnie głowami i obie ruszyłyśmy do drzwi z przodu auta. Gdy sięgnęłam do klamki moja dłoń zderzyła się z ręką Nic, która posłała mi wymowne spojrzenie. Uśmiechnęłam się i podeszłam do tylnych drzwi. Wolałam jej nie denerwować jako, że wiedziałam, że nie wybaczyła mi całkowicie naszego spóźnienia. Zajęłyśmy miejsca, a Sam odpalił silnik i ruszył. Nic nachylając się w jego stronę podała mu nasze adresy i zaczęła zajmować go rozmową podczas gdy ja wpatrywałam się w okno. Znów zaczęły mnie gnębić pytania i zaczęłam czuć, że jestem dalej od znalezienia odpowiedzi niż wcześniej. Nagle obok nas przemknęło czarne auto. Gdy zrównało się z naszym widziałam dokładnie ciemne oczy obserwującego mnie kierowcy i jego drwiący uśmiech, co wydawało mi się nie możliwe ze względu na prędkość z jaką pędził.
- Cholerni piraci – mruknęła Nic pod nosem znajdując jednocześnie kolejny temat do dyskusji. Przez chwilę przysłuchiwałam się ich rozmowie obserwując znikające za zakrętem czarny sportowy wóz. Zmarszczyłam brwi, gdy w mojej głowie pojawiło się kolejne pytanie dotyczące bliźniaków. Jak to możliwe, że mieli zupełnie odmienne kolory oczu? Oparłam się na siedzeniu i znów zapatrzyłam się w okno, gdy zdałam sobie sprawę, że się zatrzymaliśmy. Spojrzałam na Nic, która właśnie żegnała się z Samem, a później odwróciła się w moją stronę.
- Życz mi powodzenia – powiedziała. Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się lekko.
- Będę trzymać kciuki – odpowiedziałam.
- Pewnie. Jeśli jutro nie zjawię się w szkole możesz zadzwonić na policję – mrugnęła do mnie, po czym posłała ostatni promienny uśmiech Samowi i wysiadła. Chłopak odwrócił się w moją stronę i poklepał miejsce obok siebie.
- Jeśli chcesz możesz się przesiąść – powiedział – zdaje mi się, że na samym początku miałaś taki zamiar.
- Z chęcią – odpowiedziałam i przesiadłam się. Dopiero siedząc z przodu zdałam sobie sprawę z tego w jakim aucie siedzę. Jeszcze nigdy nie znajdowałam się w tak kosztownym wnętrzu. Wszystko wokół było obite w śnieżnobiałą skórę.
- Jak to możliwe, że chodzicie do naszej szkoły – wypowiedziałam na głos, zanim pomyślałam co robię. Zerknęłam na Sama i zauważyłam, że bacznie mi się przygląda. – W Londynie jest wiele prestiżowych szkół – palnęłam, znów bez zastanowienia. Mogłam to sobie dopisać na długą listę błędów mojego charakteru.
- O tym gdzie będę się uczył nie decydują moje pieniądze, lecz ja sam – powiedział.
- Przepraszam – wymamrotałam wpatrując się w swoje dłonie.
- Nie masz za co przepraszać. Powiedziałaś to co myślałaś – powiedział odpalając silnik – zawsze cię za to lubiłem.
Zamrugałam gwałtownie i spojrzałam na niego, ale skupił się na drodze. Czy ja dobrze usłyszałam, czy właśnie wyznał mi, że mnie lubi?

Od chwili gdy ruszyliśmy żadne z nas nie odezwało się choćby słowem. Siedziałam wyglądając przez okno, a w mojej głowie wciąż kołatały się jego słowa. Zerknęłam na niego ukradkiem, ale wciąż był skupiony na drodze i nie zwracał na mnie uwagi. Gdy zauważyłam, że dojeżdżamy do domu odetchnęłam i zobaczyłam, że brama posesji sąsiadującej z moją własną otworzyła się. Zarówno sam ogród, jak i dom bez problemu mógł pomieścić dziesięć lub nawet więcej ceglanych domków, w którym mieszkałam. Słyszałam, że właściciele wykupili wiele okolicznych działek, by wybudować tu wille, która w ogóle nie pasowała do tej dzielnicy. Na podjeździe stał czarny terenowy samochód, ale nie zauważyłam, by miał wycofywać. Nim zdałam sobie z tego sprawę Sam skręcił i zaparkował obok czarnego auta.
- Może chciałabyś wstąpić? – zapytał. – Na herbatę?
Już miałam odmówić, gdy nagle zdałam sobie sprawę jaka była to dla mnie okazja. Nie zauważyłam nigdzie samochodu Iana, więc z pewnością nie wrócił jeszcze do domu. Musiałam tylko jakoś dostać się do jego pokoju i zajrzeć do notatnika bez posądzenia o molestowanie, czy kradzież. Nie miałam zamiaru go zabierać, a jedynie zerknąć co skrywa w środku. Tak więc pokiwałam lekko głową i uśmiechnęłam się. Wysiedliśmy, a im bliżej byliśmy drzwi ogarniało mnie wrażenie, że zaraz wkroczę do paszczy lwa. Sam pchnął drzwi, które otworzyły się szeroko i wprowadził mnie do obszernego holu, który cały pokryty był czarnym marmurem. W górę pięły się białe masywne schody. Patrzyłam na to wszystko z otwartą buzią póki nie przypomniałam sobie, że powinnam ją zamknąć. Sam lekko pchnął mnie w stronę łukowatego przejścia, które prowadziło do urządzonego z przepychem i elegancją salonu, urządzonego oczywiście w dwóch barwach. Spojrzałam na czarny skórzany fotel stojący obok marmurowego fotela i napotkałam spojrzenie ciemnych oczu chłopaka. Uniósł szklankę wypełnioną brunatnym płynem i posłał mi drwiący uśmiech, który sprawił, że resztki odwagi całkowicie ze mnie uleciały.

Rozdział VIII
Gdzie dwóch się bije, tam trzeci… korzysta?

Ian wstał i spojrzał na brata.
- Widzę, że przyprowadziłeś nam kolację – powiedział, a jego wzrok padł na mnie, widziałam w nim wyraźnie kpinę – to jak Alice? Chcesz być przez nasz pożarta?
- Nie powinieneś być gdzie indziej? – zapytał Sam stając przede mną.
- Nie twoja sprawa – odpowiedział mu i znów usiadł. Wypił resztkę płynu, którą miał w szklance i spojrzał znów na mnie.
- Jeśli nie jesteś naszą kolacją, to co tu robisz? – zapytał świdrując mnie spojrzeniem.
- Dlaczego masz czarne oczy? – zapytałam nim zdążyłam pomyśleć. Miałam zamiar oznajmić, że zostałam zaproszona na herbatę, a zamiast tego zrobiłam z siebie idiotkę.
- Naprawdę nie masz większych problemów, niż kolor oczu nowopoznanych osób?
- Jesteście bliźniakami, ale Sam ma oczy błękitne – powiedziałam. Nawet jeśli palnęłam coś głupiego czułam, że muszę wyjść z tego starcia obronną ręką. Wiedziałam, że odniosę zwycięstwo.
- A kto ci powiedział, że jesteśmy bliźniakami? – zapytał wstając, jednocześnie patrzył mi intensywnie w oczy niemal mnie hipnotyzując. – I skąd pewność, że naprawdę jesteśmy braćmi? – Zatkało mnie, nie byłam zdolna wydobyć z siebie jakiekolwiek dźwięku. Byłam jedynie w stanie stać w miejscu i ewentualnie otwierać i zamykać usta, co z pewnością upodobniłoby mnie do ryby wyciągniętej z wody. Z tego też powodu pozostałam przy ustach zamkniętych. W końcu znalazł się przede mną i pochylił się w moją stronę.
- Ty naprawdę jesteś głupia – powiedział będąc tak blisko mnie, że owiewał moją twarz ciepłym oddechem.
- Dość tego. – Sam odepchnął go. – Alice jest moim gościem, więc zostaw ją w spokoju i nie opowiadaj jakich bzdur.
- Tak jest! – Ian zasalutował i spojrzał na mnie. Jego zęby błysnęły w drwiącym uśmiechu. Wrócił na swój fotel i wówczas do pomieszczenia weszła starsza kobieta w długiej czarnej sukni.
- Elizabeth przynieś mi whisky – powiedział do kobiety unosząc opróżnioną szklankę w górę.
- A ja poprosiłbym o dwie filiżanki herbaty – usłyszałam głos Sama i spojrzałam na niego – w białym salonie.
Kobieta pokiwała głową i wyszła, a przed nami nagle pojawił się Ian.
- Nie sądzę, by to było konieczne – powiedział łapiąc mnie za rękę – Alice z pewnością woli moje towarzystwo, niż nudnego, kłamliwego…
Nie był w stanie dokończyć, bo wówczas jego brat ugodził go w szczękę. Po raz kolejny tego dnia. Chłopak zatoczył się, a w jego oczach zauważyłam błysk. Zrozumiałam, że zrobił to specjalnie. Chciał sprowokować brata, a fakt, że mu się udało przyniósł mu satysfakcje.
- Chcesz zaprzeczyć? – zapytał z drwiącym uśmiechem, gdy dosięgła go kolejna pięść. Wiedziałam, że powinnam to zatrzymać, ale mimo to stałam nieruchomo.
- To ja już pójdę – wyszeptałam nieświadomie wprawiając tym w osłupienie wyłącznie siebie, bo bracia nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi. Wycofałam się ukradkiem i znalazłam się w holu. Miałam dwa wyjścia, opuścić dom, bądź iść na górę i przeszukać pokój Iana tak jak sobie zaplanowałam. Oczywiście wybrałam to drugie.

Powoli wdrapałam się na górę co krok oglądając się za siebie. Nie chciałam zostać przyłapana, jeszcze nie teraz. Na piętrze znajdował się długi korytarz, którego ściany były białe, natomiast sufit był barwy czarnej i zwisały z niego lampy przypominające sople lodu. Przez chwilę wpatrywałam się w jedną z nich wiszącą nad moją głową, gdy przypomniałam sobie gdzie jestem. Szybkim krokiem ruszyłam w prawą stronę, gdzie na przeciwległej ścianie znajdowała się para drzwi. Jedne były białe i jak przypuszczałam prowadziły do pokoju Sama, drugie zaś, masywniejsze były koloru sufitu. Podeszłam do nich i nacisnęłam klamkę. Natychmiast ustąpiła, więc wślizgnęłam się do środka i cicho zamknęłam za sobą drzwi. Przez chwilę poczułam się jakbym trafiła do grobowca, wokół otaczała mnie czerń oraz stal. Wnętrze było zaprojektowane w męskim, mrocznym stylu, który idealnie pasował do jego właściciela. Jednocześnie było także eleganckie i sprawiało nieodparte wrażenie niezwykle wygodnego. Mój wzrok padł na duże łóżko nakryte czarną jedwabną narzutą i natychmiast odwróciłam wzrok. Podeszłam szybkim krokiem do biurka i zaczęłam po kolei sprawdzać szuflady, które okazały się puste, nie licząc kilku czarnych piór leżących na dnie ostatniej. Z pewnością służyły mu do pisania w notatniku, którego nigdzie nie było. Przejechałam wzrokiem po pokoju zastanawiając się gdzie mogę go znaleźć, gdy mój wzrok zatrzymał się na teleskopie stojącym przy oknie. Wiedziona ciekawością podeszłam do niego powoli i przyłożyła oko do okularu. Urządzenie było skierowane wprost na okno mojej sypialni. Wyprostowałam się nie mogąc uwierzyć w to co właśnie zobaczyłam. Odwróciłam z zamiarem opuszczenia domu i spojrzałam na Iana opierającego się o framugę.
- Szukałaś tego? – zapytał wymachując notatnikiem.
- Obserwujesz mnie! – krzyknęłam wskazując teleskop. – Dlaczego mnie obserwujesz?!
- Nie pochlebiaj sobie – powiedział robiąc krok w moją stronę. Zamknął kopniakiem drzwi i wbił we mnie wzrok.
- Teleskop jest ustawiony wprost na moje okno – warknęłam – dlaczego?
- Bo znajduje się naprzeciwko mojego i zawsze, gdy przestaje oglądać niebo właśnie tak go ustawiam – odpowiedział charakterystycznym dla siebie znudzonym tonem.
- Kłamiesz!
Podszedł do mnie i złapał za ramiona zmuszając bym spojrzała mu w oczy.
- Przestań zachowywać się jakbyś była jedyna i najważniejsza na tym świecie – powiedział lodowatym tonem – nie jesteś pępkiem świata i przestań zachowywać się jakbyś nim była, a wszystkie problemy świata właśnie ciebie się tyczyły. Takich ludzi jak ty najbardziej nienawidzę.
Patrzyłam mu w oczy i czułam jak jego słowa przebijają moje serce. Wiedziałam, że nie powinno mnie obchodzić jego zdanie, ale mimo to czułam okropny ból. Obraz zamazały napływające mi do oczu łzy, których nie potrafiłam powstrzymać. Ian puścił moje ramiona i odsunął się.
- Wynoś się – powiedział, a ja biegiem rzuciłam się do drzwi. Gdy otworzyłam je szarpnięciem wpadłam wprost w ramiona Sama, które szczelnie mnie otoczyły.
- Przepraszam - wyszeptał mi do ucha. Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć osunęłam się w jego ramionach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wake me up when I die   Today at 09:09

Powrót do góry Go down
 
Wake me up when I die
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: