IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Accursed & History of creation

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aid_than
Przemieniony
Przemieniony


Liczba postów : 505
Punkty : 12
Join date : 18/07/2013
Age : 19
Skąd : Śląsk

PisanieTemat: Accursed & History of creation   21/2/2014, 23:36

Cytat :
To moje pierwsze autorskie opowiadanie. Pomysł zrodził się już bardzo dawno temu , ale dopiero teraz przeszedłem do rękoczynów. Z tego co zaobserwowałem większość opowiadań na forum opisują losy Stiles'a I Derek'a, ja odbiegam od tej tematyki. W zasadzie odbiegam zupełnie od bohaterów Teen Wolf'a. Tak czy inaczej postanowiłem wrzucić tylko prolog. Nie jestem pewny czy powinienem je kontynuować , dlatego też wolę poznać wasze opinię(nawet jeśli nie będą obiektywne xD).Życzę miłej tekturki.

PROLOG
Stoję sama  w ślepej uliczce. Zdaje mi się że minęły wieki odkąd słońce zaszło, a nad dziurawymi dachami starych kamienic i ich grubymi murami nie widać jeszcze najmniejszego przebłysku słońca. Chłodne powietrze co jakiś czas przepływa przez końcówki moich włosów, które w dziwny sposób są nienaturalnie bardziej jaskrawe i czerwone, a przecież jedyne źródło światła to blask księżyca.W zasadzie wyjątkowo pięknego księżyca. Trudno się dziwić w końcu jest pełnia.
Chłód... powinnam czuć ulgę po fali upałów ,która zawitała do Phoenix ostatni czasy, ale odczuwam tylko dreszcze przyprawiające mnie o gęsią skórkę. Czuję jak mięśnie stężały mi na chłodzie. Teraz, gdy była bym zmuszona uciekać nie wiem czy dała bym radę wdrapać się na schody ratunkowe czy też podciągnąć się na poręczy. W zasadzie była bym podatna na każdy atak z zaskoczenia, ponieważ nie widzę prawie niczego. Czuję że w każdym z tych ciemnych zakamarków czai się coś złego, coś strasznego ... coś mrocznego.
Nie myliłam się. Powinnam ruszać jak najprędzej,ale nie mogę uporać się ze sztywnością kończyn. Po prawej stronię widzę dwie sylwetki . Myślę że są to kobiety z tym że jest w nich coś niezwykłego. Oczy obydwu dziewczyn świecą się niczym reflektory .Pierwszej mają kolor stalowo niebieski, drugiej biały niczym śnieg na który wylewają się promienie słońca. Z drugiej strony uliczki dostrzegam kolejne dwie postacie.Najprawdopodobniej to wysocy, dobrze zbudowani mężczyźni. Oni też mają takie samo okropne spojrzenie jak kobiety po drugiej stronie. Oczy jednego z nich przypominają oczy zwierzęcia z tym że nie widziałam u żadnego takiej złoto-zielonej barwy. U kolejnego za to widzę że są one przepełnione głęboką nicością.
Nic nie można z nich wyczytać. W zasadzie ledwo je dostrzegam. Widzę tylko ich delikatny ciemnoczerwony odcień. Można by powiedzieć że zażył coś i najwidoczniej przeholował.
Ręka jednego z nich wynurzyła się z ciemności i ujrzałam wielkie i ostre pazury. Przestraszyłam się i odskoczyłam w tył,jak by całe odrętwienie nagle zniknęło za sprawą adrenaliny. Usłyszałam coś za sobą, odwróciłam się i zobaczyłam że na ścianie budynku sunie do  mnie jakieś stworzenie o nienaturalnych kształtach. Przypominało coś w rodzaju stonogi , tylko z dwiema głowami oraz galaretowatą budową ciała. Postaci z ciemności najwidoczniej tylko obserwują przebieg wydarzeń. Nie wyłonili się z mroku na tyle,abym mogła ujrzeć ich twarze. Nie czas jednak się nad tym zastanawiać. Muszę uciekać, tylko gdzie? Co jeśli nie będą chcieli mnie przepuścić? Czy skończę jako obiad dla tego czegoś? Jedyne co przychodzi mi teraz do głowy to krzyk , więc krzyczę najgłośniej jak potrafię. Na szczęście o tej porze zawsze po ulicy włóczy się jakiś bezdomny lub zdemoralizowany dzieciak, dlatego też dzielnica ta nie uchodzi za najbezpieczniejszą. Tak było i tym razem , a raczej tak wtedy pomyślałam. Z ulicy wyłania się smukła postać chłopaka. Biegnie w moją stronę , nie przejmując się postaciami z ciemności, mija je jak by nigdy nic. Widzę go coraz wyraźniej. Myślę że to blondyn o krótkich włosach, bardzo przystojny zresztą. Podbiegł do mnie , popatrzył mi w oczy. Spojrzenie miał bardzo poważne, a mnie przychodziło do głowy tylko jedno pytanie - kim jesteś?.włożył mi do rąk jakiś przedmiot. Był to naszyjnik, który dostałam od babci na moje szesnaste urodziny. W świetle księżyca wyglądał jakoś inaczej... Kamyk , który go zdobił zwykle był czarny jak węgiel , a teraz mieni się niczym diament i szafir w jednym. Chłopak zaczął mamrotać coś pod nosem, zamknął oczy i zacisnął rękę na trzymanej przeze mnie ozdobie.To chyba łacina - pomyślałam. Wymamrotał coś w stylu - et maledic ei, excitare , comminuet- Powietrze zrobiło się rzadsze. Z kamienia w mojej ręce wydobyło się światło tak jasne i oślepiające że musiałam zamknąć oczy. W jednej chwili poczułam przeszywający ból w głowie. Straciłam całkowitą kontrolę nad ciałem.Przytomność również.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aid_than
Przemieniony
Przemieniony


Liczba postów : 505
Punkty : 12
Join date : 18/07/2013
Age : 19
Skąd : Śląsk

PisanieTemat: Re: Accursed & History of creation   24/2/2014, 21:41

Cytat :
Trochę zajęło mi przerzucenie tego z zeszytu, ale udało się. Starałem się nie popełnić żadnych błędów w pisowni, ale nie gwarantuje że czegoś nie zauważyłem. Czytałem je kilka razy i wydaje mi się że jest w porządku. Można się także przyczepić to walory estetyczne w ustawieniu tekstu, ale nad tym też pracuję^.^.Jeśli macie dla mnie jakieś wskazówki to chętnie wysłucham. Mam nadzieję że będzie się wam przyjemnie czytało. Życzę miłej lektury.
ROZDZIAŁ 1

Po otwarciu oczu ujrzałam śnieżno-biały sufit. Ten sam sufit, na który patrzę odkąd sięgam pamięcią.
- znowu to samo…- wyszeptałam. Wyglądało to tak jak w przypadku kilku ostatnich nocy. Mianowicie nieprzyjemny koszmar, po którym byłam bardziej zmęczona niżeli wypoczęta. Poderwałam się z łóżka i natychmiast tego pożałowałam. Ból głowy, który odczuwam we śnie, teraz towarzyszy mi na jawie. Czuje się jakby miliony igieł wbijały mi się w głowę, a następnie ktoś zanurzał mi ją w soku z cytryny. Na szczęście po krótkiej chwili ból ustał. Chciała bym powiedzieć o tym wszystkim matce, ale boje się że uzna mnie za kompletną wariatkę i wsadzi do jakiegoś psychiatryka czy coś w tym stylu. Tak czy inaczej nie uda mi się już zmrużyć oka, więc nie pozostaje mi nic innego jak wyprostować stawy, wcisnąć się w pomięte jeansy, rozczesać włosy i zaparzyć kubek czarnej kawy.
W drodze po schodach jak zwykle musiałam zahaczyć o balustradę. Zawszę mówiłam, że powinniśmy zamienić je na drabinę, co zaoszczędziło by sporo miejsca,a ja miała bym wreszcie swój zakątek do ćwiczeń na gitarze i bębnach. Nigdy nie byłam zbyt komercyjna. Raz w szóstej klasie zapłaciłam koledze sprzedającemu gumy do żucia dziesięć dolarów, ponieważ nie chciało mi się iść do szkolnego sklepiku na drugim końcu korytarza. Dziś jednak nie mogę pozwolić sobie na taką rozrzutność. Wszystko co dostaję ledwo starcza na leki na astmę oraz inne niezbędne wydatki jak książki bez których nie wyobrażam sobie funkcjonować...

W kuchni jak zwykle panuje nienaganny porządek. Nie wiem jak mama potrafi uporać się z z tym wszystkim. Haruje w pracy po dziesięć godzin dziennie, a następnie zajmuje się moimi braćmi co jest pracą na pełny etat. Na szczęście bachory te jeszcze śpią. W sumie jakoś nie śpieszy im się z wczesnym wstawaniem. Jeśli dobrze pójdzie uda mi się opuścić dom, zanim nadejdzie ten kataklizm i wszystko w kuchni zostanie obrócone o 360 stopni. Nastawiam ekspres do kawy, chwytam w ręce dwie wczorajsze bułki i wyjmuje z lodówki masło, 2 plastry szynki oraz pomidora. Złożenie składników do kupy i posmarowanie bułek zajmuje mi mniej niż minute. Od razu przechodzę do konsumowania. Ustawiając się wygodnie na krześle, biorę pierwszego gryza i patrząc się na wschód słońca przez okno, rozmyślam o minionej nocy. Każdy z moich ostatnich koszmarów był niemalże identyczny, jednak w każdym z nich z tarapatów wyciągała mnie inna postać. Nie kojarzę ich ani ze szkoły, ani z podwórka. Mam jednak w głowie obraz blondyna, który przyśnił mi się dzisiaj. Jego wyraz twarzy różnił się znacznie od innych sennych herosów. Czułam się przy nim bezpieczna. Jego oczy chociaż poważne, emanowały troską i współczuciem. W przeciwieństwie na przykład do krótkowłosej brunetki, która odwiedziła mnie dwie noce temu. Dawała mi to do zrozumienia że pomaga mi niechętnie. Wyglądało to wręcz jakby ktoś kazał jej to zrobić wbrew jej woli.
Z transu zbudził mnie ekspres, który informował że kawa jest już gotowa. Nie zastanawiając się dłużej wzięłam mój ulubiony kubek z Harrego Poterra i nalałam czarny wywar prawie do pełna. Przy okazji trochę wylałam. Pomyślałam wówczas że na stole o jaskrawoczerwonej barwie wygląda zupełnie jak krew. Starłam strugi plamy jak najszybciej i wzięłam się za powolne sączenie kofeinowej mikstury.
Gdy skończyłam, nie zostało mi zbyt dużo czasu. Tak więc skoczyłam jeszcze na górę po wisiorek od babci, który leżał w tym samym miejscu, w którym go zostawiłam wczoraj - na stoliku nocnym obok łózka. Pokój odkąd wstałam zdążył już zapełnić się porannym światłem. Bardzo podoba mi sie jego wystrój, zwłaszcza kolorystyka. Ściany są w odcieniu beżu, łóżko z baldachimem turkusowo-białe, a długie zasłony na oknach w paski o różnych odcieniach niebieskiego są upięte w białe kwiatowe klamry. Na podłodze znajduje się mój ulubiony lawendowy włochaty dywan. Niektórzy mogą mówić, że ten pokój nie jest odpowiedni dla dziewczyny w moim wieku, ale ja go bardzo lubię. Jest to moje osobiste sanktuarium i jedyne miejsce, w którym mogę się wyciszyć i odciąć od reszty świata. Po zapięciu biżuterii na szyi, zarzuceniu na siebie torby, włożeniu słuchawek do uszu i wybraniu utworu Stepping Razor na iPodzie ruszam do wyjścia.

W drodze do szkoły obserwowałam domy sąsiadów i ich rutynowe podejście do życia. Jak co dzień pan Wilson z naprzeciwka majstruje coś w garażu, a stara pani Green pieli ogród. Na skrzyżowaniu napotykam największe plotkary naszego osiedla - panie Mary i Susan Hughes, oraz panią Therese Salem. Czy te kobiety nie mają własnego życia? Równie dobrze mogły by służyć jako sąsiedzki monitoring. Stań jedną nogą na ich trawniku, a  w mgnieniu oka cała ulica będzie mówić jaka to jesteś zła i okrutna. Niechętnie witam je sztucznym "dzień dobry" oraz jak najszybciej mijam ich lodowate spojrzenia. Czuje się jakby czekały na choć jeden błąd z mojej strony.

Idę tak jeszcze jakiś czas, rozmyślając o tym jak minie dzisiejszy dzień, co dostanę ze sprawdzianu z matmy, co mama ugotuje dzisiaj na obiad. Po chwili jednak słyszę że ktoś skanduje moje imię. Tak to Lukas Brown, moje zbawienie podczas kartkówek, oraz najlepszy przyjaciel od piątej klasy podstawówki. Jego rodzice się rozwiedli, a ten zamieszkał razem z mamą jakąś przecznicę dalej ode mnie. Tak jak ja nie jest on zbytnio lubiany w szkole. Nie dla tego że jest gejem, ale dlatego że nie należy do grupy mięśniaków, których pocieszeniem jest to że z ostatniego sprawdzianu dostali dwóje. Nie uważałam że był to dostateczny powód ich negatywnego nastawienia do jego postaci. Mi samej też nauka nie przychodzi łatwo, ale przynajmniej staram się jak mogę. Widocznie mam trochę większe ambicje. Tak czy siak, powiecie pewnie że dobrana z nas para - homoseksualny kujon i nawiedzona fanka fantastyki. Nie jest on jednak największą czarną owcą. Jest on ulubieńcem niektórych dziewczyn z klasy. Nie rozumiałam jak on może słuchać tej nieustannej bablaniny o kosmetykach i ciuchach, ale w sumie sam zna się na modzie i całkiem dobrze się ubiera w przeciwieństwie do większości chłopaków w naszej szkole. Po za tym Lukas jest całkiem ładny, więc trudno się dziwić, że jego jasna czupryna oraz głębokie piwne oczy przyciągają do niego takie grono adoratorek. Gdyby tylko miał inne preferencje. Mogę też się mylić. Może latają tak koło niego bo myślą że uda im się go nawrócić? Szczerze w to wątpię...

- Cami!- słyszę coraz wyraźniej.

- Hej, Browi- Bo tak go nazywałam.- Co tam? - rzuciłam krótko i z lekkim uśmiechem na twarzy wyściskałam go na przywitanie. Lubiłam jego ciepły uścisk.

- Jak co dzień, a u ciebie?

- Przecież wiesz.

- Dalej dręczą cie te koszmary? Powinnaś iść do jakiegoś lekarza

- Może porozmawiamy o twojej wysypce na...

- Lepiej ruszajmy...

Jak łatwo zauważyć mamy z Browim wspólny język. Rozumiemy się praktycznie bez słow. Wie on kiedy mnie pocieszyć, a kiedy trzymać się ode mnie najdalej jak tylko możliwe. Myślę że trudno jest być na niego złą czy obrażoną. Jest on bardzo sympatyczny, troskliwy, opiekuńczy, odpowiedzialny. Ma także wspaniałe poczucie humoru. Niestety tak samo jak ja jest on niedoświadczony w sprawach sercowych, więc te tematy poruszam raczej niechętnie, a jeśli już to raczej z mamą lub Beth.
Całą drogę do szkoły rozmawialiśmy o matematyce. W zasadzie to on mówił, a ja rozmyślałam po raz kolejny o moich koszmarach.
Zastanawiałam się skąd w moim śnie wziął się naszyjnik od babci, kiedy go poprawiałam. Patrząc na sygnalizacje świetlną na drodze, myślałam o o tych wszystkich przerażających oczach. Co jeśli wszystko to ma jakiś większy sen?. Nie wierzyłam w prawdzie w przesądy, ani nic takiego, ale to było bardzo niepokojące.

- Cami...!

W mojej głowie narastało coraz więcej pytań , ale kiedy przypomniałam sobie o pełzającym monstrum, muszę przyznać że miałam dziwną chęć na galaretkę. Teraz jednak na samą myśl zbiera mi się na wymioty.

- Zobacz Ian Sheffield bez koszulki!- Krzyknął Lukas, dając mi do zrozumienia że go nie słucham.

- Nie ładnie to tak!- rzucił i przybrał naburmuszoną minę.

- Przepraszam, po prostu stresuję się tym sprawdzianem.

- Tak jasne. Lepiej spójrz za siebie. Ten chłopak nas śledzi od dłuższego czasu.

Faktycznie chłopak w czarnej bluzie z kapturem wyglądał dośc przekonująco.
- Chyba masz racje, znasz go?

- Nie przypominam sobie.

Po kilku minutach zauważyłam że przyśpieszył. Zrobiliśmy to samo, przyśpieszaliśmy aż z powolnego spacerku, rozpoczęliśmy bieg. Nie było to dla mnie tak proste jakby się mogło zdawać. Od razu dostałam zadyszki, a możliwość nawrotu astmy nie pomagała by mi zbytnio w tym momencie. Nie wiem nawet kiedy znaleźliśmy się na przeciwko szkoły. Gdy się obejrzałam tajemnicza postać była tuż za nami. Nagle drogę zajechał nam czarny samochód, a w przyciemnionej szybie można było dostrzec dwa złoto-zielone światełka, które przypominały oczy ze snu. Lukas popatrzył na mnie ze zmieszanym wyrazem twarzy.
Czułam że moje tętno nagle przyśpieszyło, a serce wali jak szalone.

- To niemożliwe - powiedziałam zdyszanym głosem.

Szyba powoli zaczynała się opuszczać.

- Na ziemię - usłyszeliśmy za naszymi plecami i bez chwili namysłu opadliśmy na ziemie. Drzwi od auta wystrzeliły z dużą prędkością w górę przelatując nad naszymi głowami. Następnie usłyszałam strzał. Pamiętam jak raz z mamą poszłyśmy do kina na  nowy film akcji w 3D. Byłam wtedy zachwycona jego wykonaniem, ale najbardziej efektami specjalnymi. Eksplozje i ogień na ekranie jednak nie równa się z czymś takim, a zwłaszcza w prawdziwym świcie. Usiłowałam podnieść się, aby określić naszą sytuacje, ale mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Mogłam tylko zerknąć od czasu do czasu na leżącego obok niego przyjaciela. Był przerażony tak samo jak ja. Ujrzałam że kawałek szkła z szyby samochody rozciął mu policzek. Krwawienie było dość obfite. Patrzyłam bezsilnie jak krew sączy się na chodnik, aż zobaczył łzę spływającą mu po policzku. Przemogłam się i spojrzałam w górę. Nade mną stał mężczyzna o muskularnej posturze. W ramie miał wbite coś co przypominało nabój z srebrnym grotem. Wyjął je natychmiast z groźnym wyrazem twarzy. Miałam wrażenie że jest wściekły.  Spojrzał na mnie, a z ust wyłoniły się dwa ostre kły. Oczy przybrały złoto-zielony odcień. Patrzyłam jak bierze wdech. Zaryczał tak że po całym ciele przeszły mnie dreszcze. Nie sądziłam że człowiek potrafi wydać z siebie takie dźwięki. Brzmiało jak gdyby skrzyżowanie niedźwiedzia i wilka. Myślałam że to już koniec. Reka mężczyzny cała porośnięta sierścią, z wielkimi ostrymi pazurami zbliżała się do nas nieubłaganie. Była to ta sama ręka, która należała do postaci z cienia z  ubiegłej nocy. Nic już nie może nam pomóc...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aid_than
Przemieniony
Przemieniony


Liczba postów : 505
Punkty : 12
Join date : 18/07/2013
Age : 19
Skąd : Śląsk

PisanieTemat: Re: Accursed & History of creation   17/4/2014, 13:46

Cytat :
Przepraszam że tak długo nie dawałem znaku życia. Po prostu po feriach w szkole nauczyciele bombardowali nas sprawdzianami i nie mogłem wówczas pogodzić pisania z nauką. Rozdział pisało mi się trochę monotonnie, gdyż nie był zbyt emocjonujący. Ostatnio jednak @Ars_amandi nakłoniła mnie swoim opowiadaniem do działania i dzięki temu kończę już następną część historii. Przepraszam raz jeszcze za nieobecność i za rozdział w którym nie za wiele się dzieje. Wracam z nową werwą i obiecuje że  wkrótce wyjaśni się kilka elementów z prologu.
PS. Dedykacja dla @Ars_amandi i @Annie, dzięki którym nie poddałem się publikujać moją pracę po raz pierwszy. Kocham was I love you .

ROZDZIAŁ 2

Często spacerując przez las zatrzymuje się przed największym drzewem, zerkam ukradkiem na jego szczyt, a następnie siadam oparta o konar i nasłuchuje. Słyszę przelatujące ptaki, łamiące się gałęzie pod ciężarem małych zwierzątek, szum wody płynącego strumyka. Dostrzegam wówczas całą te harmonie w jakiej żyją zwierzęta i rośliny. Doświadczenie te jest ukojeniem dla duszy. Niestety szybko wracam do rzeczywistości, kiedy bestia łapie mnie za ramię i dźwiga z chodnika. Krzyczę, wiercę się i bombarduje klatkę piersiową napastnika z całych sił, ale moje staranie nie dają żadnych rezultatów. Browi słysząc moją histerie próbuje podnieść się z podłoża, ale mężczyzna kopie go z taką siłą że ten przelatuje na drugą stronę ulicy. Zdaje mi się że stracił przytomność. Zaczynam w tym momencie krzyczeć jeszcze mocniej, a strumień łez samoczynnie spływa po moich policzkach. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to że nie ma nikogo w pobliżu. Przecież jest ranek, środek tygodnia!. Gdzie się wszyscy podziali? Nikt nie słyszał tych wszystkich huków? Może jednak słyszał i wezwał policje?
Niespodziewanie w oddali słychać dźwięk zbliżających się motocykli. Zauważam także dziwne zmieszanie na twarzy mężczyzny.
Z samochodu za nami wysiada szatynka, młoda kobieta około dwudziestu pięciu lat.
- Pakuj ją do samochodu, szybko! - Krzyczy.
Nie czekając na dalsze instrukcje, mężczyzna eskortuje mnie na tylne siedzenie samochodu, a sam idzie na miejsce kierowcy pozbawione drzwi. Po kilku sekundach w powietrzu rozlega się dźwięk broni palnej. Chłopak w kapturze strzela do nas z drugiej strony ulicy. Wygląda na to że próbuje trafić w opony. Teraz jak o tym myślę, to może to nie on był ten zły? Niestety nie udaje mu się przebić żadnej z nich i już chwile później auto rusza z ogromną szybkością, a w powietrzu słychać pisk opon.
Próbowałam protestować raz jeszcze.
- Zatrzymajcie się! - Krzyczałam ze łzami w oczach. Kobieta, odwróciła się do mnie i trzymając mnie za głowę, dociskała mi do ust chustkę nasączoną jakąś substancją. Tak jak myślałam, to był chloroform. Nie mogłam oderwać jej rąk od mojej twarzy. Kobieta dysponowała ogromną siłą, a ja powoli traciłam kontakt z otoczeniem, ciało odmawiało mi posłuszeństwa i stało się bardzo ciężkie, w ostatniej chwili usłyszałam, że na masce ktoś wylądował. Ostatnie co pamiętam to przerażenie w oczach kobiety i słowa skierowane do mężczyzny - Będą kłopoty Sawyer.
Obudziłam się i zrozumiałam, że z każdej strony towarzyszy mi ciemność. Sufit znajdował się z 2 metry od ziemi. Nigdzie nie było śladu okien. Przypuszczam że była to jakaś piwnica. Podniosłam się i od razu tego pożałowałam. Ból przeszył całe moje ciało. Nie był on zwykły, ale wręcz paraliżujący. Nie mogłam jednak się teraz poddać, więc rozejrzałam się niechętnie i zauważyłam że z lewej strony pali się jakieś światło dochodzące z pod drzwi. Nie zastanawiając się dłużej skierowałam się w jego stronę, trzymając się ciągle za obolałą głowę. Po chwili namysłu postanowiłam je otworzyć, a to co zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Byłam w szkole.
I oto one - Phoenix High School - miejsce obłudnej nadziei, oraz więzienie dla większości nastolatków. Nie mogłam jednak znaleźć sensownego wyjaśnienia, jak do cholery się tu znalazłam. A co najważniejsze - Dlaczego? - Na korytarzu nie było widać żywego ducha, więc zapewne trwały lekcje. Raptownie ruszyłam w kierunku głównego holu mijając po drodze pana Rogera, który był zajęty sprzątaniem śmieci na korytarzach. Zdziwiłam się że wszystko tu przepływa tak... zwyczajnie. Czy to jest możliwe że to wszystko mi się przyśniło? Ale skąd na miłość boską znalazła bym się w szkolę, na dodatek śpiąca w piwnicy. Po drugie głowa nie boli mnie bez powodu.
Mijam własnie klasę, na której jak sądzę miałam się znaleźć, aż tu nagle na korytarzu rozlega się dzwonek. Wydaje on z siebie nienaturalnie głośne dźwięki. Czuje że bębenki w moich uszach zaraz eksplodują. Łapie się instynktownie za uszy, aby choć trochę ulżyć sobie w cierpieniu i odliczam- Jeden, dwa, trzy... siedem, osiem - koszmar nareszcie ustępuje. Nie rozumiem, dlaczego reaguje na dzwonek z taką wrażliwością. Przecież codziennie zasypiam z założonymi słuchawkami na uszach, słuchając rockowych zespołów.
Korytarz zapełnia się w mgnieniu oka. Z klasy pana Clark'a wychodzą to coraz znajome twarze.
- Super blond trio nadchodzi - Mruczę pod nosem na widok trzech najniebezpieczniejszych istot w szkole dla nieśmiałej nastolatki. Zgadza się boginie mody Aylee, Clarissa i Sabine. Jak się łatwo domyśleć, nie lubią mnie. Muszą mieć niezłą radochę widząc mnie w takim stanie, to jest rozczochraną, ledwo przytomną.
- No proszę kogo my tu mamy - Zaczyna Sabine,
- U, czyżby nasza Hermiona zmieniła look?- dodała Aylee,
- Do twarzy ci w nim - Clarissa rzuciła kończąc "rzucanie błotem" i wszystkie trzy wybuchły swoim żenującym śmiechem. Brzmiało to jak skrzyżowanie hieny i osła. Chłopakom to jednak widocznie nie przeszkadzało. Jak można było się domyśleć nie przepadałyśmy za sobą. Nieoczekiwanie  w drzwiach pojawiła się Beth.
- Może znajdźcie sobie innego kozła ofiarnego? - mówiąc to objęła mnie jak na przyjaciółkę przystało, a następnie rzuciła ostrzegawcze spojrzenie blond trójcy. Dziewczyny chichocząc dalej wycofały się za aprobatą ich liderki Aylee. W sumie mogły mówić co chciały, ale każdy wiedział kim naprawdę dla niej są Clarissa i Sabine - zwykłymi popychadłami. Trzymały się z nią tylko dla reputacji. Zapewne nikt im nie uświadomił jaką cenę za nią trzeba płacić.
-Dzięki - wyszeptałam, gdy nagle w drzwiach pojawił się Browi. Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo o nim zapomniałam. Miał bandaż na głowie i plaster dokładnie tam gdzie trafiło go szkło.
- Więc jednak to nie był sen - wybełkotałam, wskakując Lukasowi na szyje. Z trudem hamowałam łzy.
- Dobrze się czujesz, Cami? - Wycedził sarkastycznie. Słyszałam że Nati się śmieje, więc uwolniłam Browiego z uścisku.
- Co się stało?
- Przewróciłem się dziś rano. - Odparł
- A ten plaster?- Ciągnęłam
- Trafiłem na wazę mamy.
- Lepiej powiedz, gdzie ty byłaś? Nigdy nie opuszczałaś lekcji pana Clark'a. - Wtrąciła Nati.
- A co z sytuacją w drodze do szkoły? - Oznajmiłam, nie zwracając uwagi na pytanie Natalie.
- Przecież nie szliśmy razem. - odpowiedział, dając do zrozumienia że ta rozmowa zaczyna go nudzić.
- To prawda, bo tym razem ja mu towarzyszyłem- Oznajmiła postać stojąca za plecami Lukas'a.
Zabrakło mi tchu w płucach. Nie mogłam uwierzyć. Osoba stojąca w progu sali to postać, która towarzyszyła mi we wczorajszym śnie. Był ubrany w dżinsowe spodnie, na nogach miał adidasy, a tors zakrywała mu czarna bluza  z kapturem. Teraz go rozpoznaje. To on śledził mnie i Browiego. To on strzelał do samochodu, który próbował mnie uprowadzić. Bez chwili namysłu, w panice rzuciłam się naprzód pchając go z powrotem w głąb klasy i próbując odizolować od przyjaciół.
- Ty draniu, co mu zrobiłeś. - Krzyczałam. Zrozumiałam wówczas że wszyscy dookoła włącznie z panem Clarkiem mnie obserwują.
- O czym ty mówisz? - odparł. - Jestem Anders, a ty jak mniemam masz jakieś problemy emocjonalne.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Jeśli myślał że będę grać w jego gierki to się grubo myli. Odwróciłam się, biorąc Browiego za rękę i ruszyłam w stronę drzwi.
- Co się z tobą dzisiaj dzieje? - Rzekł Lukas próbując wyszarpać się z uścisku.
Próbowałam ignorować wszystko co do mnie mówi i jak najszybciej opuścić budynek szkoły. Czułam spojrzenie chłopaka na karku, kiedy się od niego oddalałam. W tym momencie Browi szarpnął mną tak że upadłam, a on przybrał naburmuszoną minę.
- Nie ruszę się stąd dopóki nie powiesz mi o co chodzi.

- Dobrze, powiem ci, ale musimy teraz opuścić szkołę, dobrze?

- Jeśli chcesz zrobić sobie po prostu dzień wolnego, wystarczyło powiedzieć- odparł - moglibyśmy wziąć ze sobą Beth.

- Nie - Powiedziałam dość podniosłym tonem - po prostu już chodźmy.
Cytat :
Ps. Z góry przepraszam za błędy


Ostatnio zmieniony przez Aid_than dnia 17/4/2014, 18:30, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aid_than
Przemieniony
Przemieniony


Liczba postów : 505
Punkty : 12
Join date : 18/07/2013
Age : 19
Skąd : Śląsk

PisanieTemat: Re: Accursed & History of creation   17/4/2014, 14:29

Cytat :
Postanowiłem napisać coś z drugiej strony lustra. Powoli wszystko zacznie się lepić.
DYGRESJA

- Co z nim zrobimy - rzekł średniego wzrostu chłopak o burzy jasnobrązowych włosów i głębokich błękitnych oczach trzymając nieprzytomnego Browiego na rękach.
- Ja bym się go pozbyła - rzuciła smukła dziewczyna o czarnych włosach do ramion i oczach jak dwa węgle.
- Popieram - krzyknął ktoś z za piramidy skrzyń ustawionych rzędami na całej szerokości budynku.
- Nikt cie nie pytał o zdanie Sam - odparła ironicznie dziewczyna.
- Wcale mnie to nie dziwi - parsknął błękitnooki chłopak - wasza postawa była do przewidzenia.
- Jesteś za nudny Mike - wycedziła, a na jej twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek.
- A ty zbyt narwana Lily- rzekł odpowiadając jej tym samym uśmiechem.
- Ale przecież za to mnie kochasz braciszku.
W tej chwili za skrzyń ukazała się dwoje chłopaków-jeden, miał na głowie chustę, a w warce kolczyk,a  drugi to blondyn w czarnej bluzie z kapturem.
- Jak ja kocham te wasze bratersko-siostrzane dialogi- wycedził chłopak w chustce, kierując wzrok na Lily- a ciebie jeszcze bardziej skarbie.
Dziewczyna oparła rękę na biodro i rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie.
- A ty co proponujesz, Anders?- mówiąc chłopak skierował wzrok na blondyna.
- Myślę że nie mamy dużego wyboru, użyjmy transmitera, a potem odwiozę go do szkoły.
- Po co chcesz iść do szkoły? - Odparł Mike
- Musimy znaleźć sposób żeby odebrać dziewczynie naszyjnik
- Nie uważasz że trochę za bardzo poświęcamy się tej sprawie - Rzekła dziewczyna, przybierając poważną minę.
- Wiem że wymyka nam się za każdym razem, ale jeżeli wkrótce nie trafi pod nasze skrzydła, nasz świat może się zmienić nie do poznania.
Chłopak widząc że wszyscy się zgadzają ciągnął dalej...- Pora wreszcie obudzić naszą Akursę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Accursed & History of creation   Today at 22:45

Powrót do góry Go down
 
Accursed & History of creation
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: