IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Gdy zajdzie Słońce

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Gdy zajdzie Słońce   12/1/2013, 00:21

Link do komentarzy. Wink
http://teenwolf.forumpolish.com/t321-gdy-zajdzie-slonce-komentarze#6572

Rozdział 1 (część 1)

- Proszę podpisać jeszcze tutaj – powiedział starszy, łysiejący mężczyzna ubrany w garnitur. Młodzieniec siedzący w fotelu obok, pochylił się nad dokumentami leżącymi na mahoniowym stoliku i złożył swój podpis w wyznaczonym miejscu.
- Moje gratulacje panie Collins. Właśnie stał się pan właścicielem posiadłości przy Cemetery Road – oznajmił pośrednik w obrocie nieruchomościami.
- Więc chyba wypadałoby to uczcić? Nie sądzi pan, panie Brown? - spytał chłopak. - Mam świetnego burbona, rocznik 1939.
- Wie pan, jestem w pracy. Nie powinienem pić - odpowiedział mężczyzna.
- Panie Brown, jest już późno, a ja jestem zapewne pana ostatnim klientem. Poza tym, sprzedał Pan właśnie jeden z najstarszych domów w Crystal Lake, więc szklaneczka Wiskhey nie będzie chyba ciężkim wykroczeniem?
Pośrednik popatrzył na młodzieńca i po chwili zastanowienia się zgodził.
- I jeszcze jedno - dodał chłopak. - Proszę mi mówić Michael.
Po tych słowach podszedł do barku, z którego wyjął butelkę oraz dwie szklanki, a następnie postawił je na stoliku i nalał do nich starego trunku.
- Więc za pana inwestycję, panie Collins to znaczy Michael - powiedział mężczyzna, po czym oboje stuknęli się szklankami.
- Jeśli mogę spytać, co cię skłoniło do przyjazdu do Crystal Lake i zakupu tej posiadłości?
Michael zastanowił się przez chwilę, po czym odpowiedział.
- Ten dom należał w przeszłości do mojej rodziny, a z tego co się orientuję, od wielu lat stoi pusty, więc postanowiłem go kupić i się tu sprowadzić.
- Czyli jesteś spokrewniony z pierwszymi właścicielami - stwierdził pośrednik. - Byłeś już kiedyś w Crystal Lake?
- Dawno temu. Większość życia spędziłem w Europie - powiedział młodzieniec.
- Proszę wybaczyć mi moją wścibskość, trochę się zagalopowałem.
- Nie, naprawdę nic nie szkodzi.
Obydwaj mężczyźni dopili Burbona, po czym pan Brown stwierdził, że będzie się już zbierał do domu. Michael odprowadził go do drzwi, a gdy pośrednik wsiadł do samochodu, wrócił do salonu. Nie mógł uwierzyć, że po tylu latach znowu tutaj stoi. W salonie nic się nie zmieniło, odkąd był tu ostatnim razem. W lewą ścianę wbudowany był kominek, nad którym wisiała głowa jelenia, a obok niego stał barek z alkoholami. Na środku pokoju znajdowała się stara, duża kanapa, dwa fotele oraz mahoniowy stolik. Za nimi stały regały z książkami, a na ścianach wisiały portrety oraz obrazy. Michael przyglądał się temu, miotany wszystkimi możliwymi, często bardzo skrajnymi emocjami. Tyle uczuć, tyle wspomnień wiązało się z tym miejscem. Młodzieniec rozpiął marynarkę, po czym dolał sobie Burbona i wygodnie usiadł w fotelu. Zaczął wpatrywać się w płomienie, hasające w kominku i oddał się wspomnieniom, popijając co jakiś czas Whiskey.


Ostatnio zmieniony przez Mozbi dnia 27/2/2013, 20:58, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Annie
Wilkołak
Wilkołak


Liczba postów : 1040
Punkty : 7
Join date : 03/07/2012
Age : 20
Skąd : Tajlandia ^^

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   12/1/2013, 14:32

Tutaj widzę, że poprawiona wersja już Very Happy. Powtarzać się nie będę zbytnio, zaciekawiło mnie i będę śledzić Razz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   12/1/2013, 15:21

Rozdział 1 (część 2)

Promienie złocistego, jesiennego Słońca, które wpadały przez okno obudziły Amy.
To dziś, pomyślała dziewczyna, 7 października. Minęło dokładnie pół roku od śmierci jej matki. Amy wstała i podeszła do dużego lustra wiszącego na ścianie. Wyglądała niby tak samo jak kiedyś. Długie, proste blond włosy opadały na jej plecy. Twarz miała delikatną, a oczy mieniły się błękitem nieba. Była może jedynie trochę bladsza i chudsza, bo pomimo szczupłej sylwetki straciła parę kilogramów. Jednak prawdziwą zmianę, te tragiczne wydarzenia wywarły na jej wnętrze. Jeszcze przed paroma miesiącami była przebojową dziennikarką, pracującą jako prezenterka w jednej z największych, bostońskich stacji telewizyjnych. Miała pobrać się z młodym prawnikiem, dziedziczącym po ojcu znaną kancelarię adwokacką, ale przede wszystkim żyła jej mama. Na wspomnienie ukochanej rodzicielki, łzy napłynęły dziewczynie do oczu.
- Musisz być dzielna Amy - powiedziała cichutko do odbicia w lustrze. - Nie tylko dla siebie, ale i dla taty.
Pan Elson strasznie przeżył śmierć żony. Kompletnie się załamał, a przed nieuniknionym popadnięciem w alkoholizm uchroniła go tylko obecność córki, która porzuciła całe swoje dotychczasowe życie, żeby się nim zaopiekować. Kiedy Amy się ubrała, zeszła na dół do kuchni. Przy stole siedział jej ojciec, popijający kawę i czytający poranną gazetę.
- Dzień dobry tato - powiedziała dziewczyna, po czym pocałowała go w policzek.
- Dzień dobry słonko - odpowiedział mężczyzna.
- Tatku, miałeś dziś nocny dyżur, czemu już nie śpisz?
- Nie mogłem zasnąć. Przez całą noc myślałem o twojej matce.
Amy spojrzała w zielone oczy ojca, które na wspomnienie o ukochanej żonie zrobiły się szkliste. Podeszła do niego i uściskała z całej siły. Mężczyzna był cieniem samego siebie. Krótko ścięte włosy, które jeszcze pół roku temu były brązowe, zrobiły się siwe. Znacznie stracił na swojej tężyźnie i sam nie pamiętał kiedy ostatni raz miał w rękach piłkę od koszykówki, w którą tak lubił grać z przyjaciółmi ze szpitala.
- Strasznie mi jej brakuje - powiedział mężczyzna.
- Mi też tato, mi też...
Dziewczyna chciała już wybuchnąć płaczem, kiedy przypomniało jej się co sobie obiecała. Musiała być dzielna, zwłaszcza dla taty.
- Słuchaj tatku, połóż się trochę zdrzemnąć, a ja przygotuję coś do jedzenia. - oznajmiła, po czym zaczęła krzątać się po kuchni.

Michael stał przed lustrem i zapinał guziki od białej koszuli. Przebywał w Crystal Lake już od paru dni, ale dopiero dzisiaj zebrał się na odwagę, żeby pójść na cmentarz. Była to jedna z najtrudniejszych rzeczy na jaką się zdecydował od bardzo dawna, ale miał świadomość, że było to nieuniknione, skoro wrócił do rodzinnego miasteczka. Na wspomnienie o ukochanej Jane, jego serce rozdzierał ból tak silny, jaki niegdyś sprawiało mu światło słoneczne. Miał przed oczami jej długie, kręcone, kruczoczarne włosy, brązowe oczy oraz pełne, czerwone usta. Widział uśmiech na jej twarzy, który był promienisty niczym Słońce. Słyszał jej śmiech oraz aksamitny głos, którym tyle razy szeptała mu, że go kocha. Czuł smak jej ust, które kiedyś zdawały się lekiem na całe zło otaczającego ich świata. Jednak Jane już nie było. Nie było jej od bardzo dawna, a Michaelowi pozostały jedynie wspomnienia. Nie powinien był wracać. Zbyt wiele bólu i cierpienia wiązało się z tym miejscem. Jedyne czego teraz pragnął to spotkać jakąś niewinną dziewczynę i zatopić kły w jej szyi. Zasmakować w ciepłym, życiodajnym płynie o metalicznym posmaku i zapomnieć o wszystkim.
- Nie! Nie jestem już taki i nigdy więcej nie będę! - krzyknął sam do siebie.
- Ależ jesteś - odpowiedziało mu odbicie w lustrze. - Jesteś drapieżnikiem, mordercą. Zostałeś skazany na wieczne potępienie.
- Nie, nie - zaczął z przerażeniem zaprzeczać mężczyzna.
- Zupełnie sam na tym ogromnym świecie. Przemierzasz Ziemię bez żadnego towarzysza u swojego boku, odbierając innym to co tobie zostało zabrane.
- Przestań! Masz natychmiast przestać!
- Czy naprawdę myślałeś, że możesz tu wrócić po tylu latach i zacząć wszystko od nowa? Byłeś na tyle naiwny, żeby uwierzyć w to, iż ludzie przyjmą Cię jak swojego? Nie jesteś człowiekiem Michaelu już od bardzo dawna. Teraz jesteś stworzeniem nocy...
- Nie! - krzyknął Michael z furią, rozbijając lustro. W potłuczonych kawałkach szkła zobaczył wykrzywioną w grymasie twarz, z obnażonymi, ostrymi jak brzytwa kłami oraz przekrwionymi oczami. Ujrzał ciężko oddychającą istotę, tak różną w wyglądzie od człowieka.
- Oto czym naprawdę jesteś - usłyszał głos w swojej głowie.


Ostatnio zmieniony przez Mozbi dnia 27/2/2013, 20:58, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   12/1/2013, 21:19

Rozdział 2

Krew, pomyślał Michael. To wszystko wina krwi. Przez emocje związane z powrotem do domu nie odczuwał głodu i nie pożywił się odkąd przyjechał do Crystal Lake. W połączeniu z napływem wspomnień i meczącymi go od lat wyrzutami sumienia, stało się to przyczyną halucynacji. Zorientował się dopiero wtedy gdy dostrzegł, że ręka, którą rozbił lustro nie zaczęła się goić. Było to oznaką braku krwi w jego organizmie. Dla własnego dobra postanowił więc zejść do piwnicy i się pożywić. Miał tam specjalną lodówkę, w której trzymał woreczki z krwią. Kiedy ją otworzył zorientował się, że nie pozostało ich zbyt wiele.
- Chyba będę musiał odwiedzić miejscowy szpital, ale najpierw czas coś zjeść - powiedział sam do siebie, po czym zaczął sączyć życiodajny napój. Z każdym łykiem ogarniało go uczucie coraz to większej przyjemności, która zapewne byłaby większa, gdyby pił prosto z żyły. Był jednak na tyle głodny, że nie myślał o tym. Łapczywie wypił zawartość pierwszej torebki, po czym zębami rozerwał drugą. Pił jak oszalały, a jego umysł zaczął zapominać o Jane, o bólu, o krzywdzie, którą przez całe swoje życie wyrządził innym i całej reszcie. Czuł tylko metaliczny smak, który dawał mu uczucie nieopisanej euforii, jakby jego dusza opuściła ciało i wzniosła się ku niebiosom.
- Michael, wystarczy!
Z ekstazy wyrwał go głos w głowie, który był przejawami jego człowieczeństwa. Wampir odzyskując kontakt z rzeczywistością rozejrzał się po pokoju. Wszędzie walały się porozrywane torebki, a po brodzie spływała mu stróżka krwi, którą pobrudził koszulę.
- Niech to szlag, znowu dałem się ponieść - zaklął Michael, po czym poszedł na górę się umyć i przebrać.

(od 33 sekundy)

- Jesteśmy na miejscu - powiedział pan Elson, gdy dojechali przed bramę cmentarza. Amy przychodziła tu co tydzień, jednak dzisiejsza wizyta była wyjątkowa. Minęło 6 miesięcy odkąd jej matka pożegnała się z tym światem. Ojciec Amy ciężko westchnął, a następnie oboje wysiedli z samochodu. Dziewczyna wyjęła kwiaty z bagażnika, po czym skierowali się w stronę cmentarza. Dzień był słoneczny i ciepły. Amy założyła czarną sukienkę, którą miała na pogrzebie mamy oraz ciemny płaszcz. Doktor Elson z kolei ubrany był w garnitur. Szli pod górkę między rzędami nagrobków, poważni i zamyśleni. Zatrzymali się przy niedużej, marmurowej mogile, na której widniał napis: "Elisabeth Elson, ur. 14.07.1965r, zm. 07.04.2012r, Panie świeć nad jej duszą". Amy położyła kwiaty przy grobie matki i zmówiła krótką modlitwę. Następnie spojrzała na ojca, który stał wyprostowany, ze łzami w oczach. Cały dzień powtarzała sobie, że będzie dzielna, jednak nie mogła już wytrzymać i wybuchnęła płaczem. Pan Elson objął ja mocno i próbował uspokoić, ale dziewczyna nie przestawała płakać. Do jej głowy zaczęły napływać wspomnienia związane z matką. To jak czytała jej bajki na dobranoc, jak opiekowała się nią gdy była chora, pocieszała po pierwszym, wielkim, zawodzie miłosnym i pomagała wybrać kierunek studiów. Zobaczyła również najbardziej bolesny obraz w swoim życiu, kiedy wycieńczona rakiem matka powiedziała, że ją kocha, kazała być dzielną i zaopiekować się ojcem, a następnie umarła na jej rękach.
- To boli tato, to tak straszliwie boli - powiedziała dziewczyna, nie przestając szlochać.
- Wiem skarbie, wiem.

Minęło kilkanaście minut, zanim Amy doszła do siebie. Słońce zaczynało się już chylić ku zachodowi, a niebo powoli robiło się czerwone.
- Czas się zbierać córeczko - powiedział pan Elson.
- Wiem tato - odparła dziewczyna, po czym zwróciła się w stronę grobu.
- Do zobaczenia mamo, niedługo Cię odwiedzę.
Gdy mieli wracać do samochodu, Amy coś zaintrygowało. Spostrzegła, że na dole, po drugiej stronie górki, gdzie znajduje się stara część cmentarza, stoi młody mężczyzna. Był dobrze zbudowanym blondynem o krótkich, falujących włosach i miał na sobie garnitur. W ręku trzymał kwiaty, które położył przy jednym z nagrobków.
Dziwne, pomyślała dziewczyna. Przecież w starej części cmentarza leżeli ludzie, którzy zmarli przed rokiem 1900. Nagle serce podskoczyło jej do gardła. Tajemniczy nieznajomy, który jeszcze przed chwilą był odwrócony plecami, stał i świdrował ją wzrokiem. Przestraszona dziewczyna zauważyła, że ojciec był już przy bramie i jak najszybciej postanowiła do niego dołączyć. Podczas drogi powrotnej do domu myślała tylko o jednym. Jak ten koleś ją do jasnej cholery zauważył?

Amy wraz z ojcem siedzieli w kuchni. Dziewczyna akurat robiła herbatę, kiedy zadzwonił telefon.
- To Lisa - powiedział pan Elson, patrząc na wyświetlacz leżącej na stole komórki.
- No hej Lis - przywitała się Amy.
- Amy skarbie, jak się czujesz? - spytała przejętym głosem dziewczyna.
- Dobrze kochana - odpowiedziała blondynka, po czym machnęła ojcu, że idzie na górę.
- Wiem, że to musiał być dla Ciebie ciężki dzień, ale mam nadzieję, że jakoś go przetrwałaś?
- Nie było łatwo, ale dałam radę. Strasznie jednak brakuje mi mamy.
Po tych słowach zapadła cisza. Mimo, że Lisa była jej najlepszą przyjaciółką to nie wiedziała co ma w tej chwili powiedzieć. Zresztą Amy to rozumiała. Znała Lisę od dziecka i wiedziała, że nie lubi ona gadek w stylu "wszystko będzie dobrze" czy "jakoś się ułoży".
- Muszę powiedzieć Ci coś dziwnego Lis - zaczęła Amy.
- No co jest?
- Gdy razem z tatą zbieraliśmy się z cmentarza do domu to zobaczyłam pewnego faceta.
- Przystojnego? - przerwała jej koleżanka.
- Daj mi dokończyć - odpowiedziała jej Amy - i tak. Wydawał się przystojny mimo tego, że widziałam go z daleka. Jednak nie o to chodzi. Był on z kwiatami na grobie.
- Ale mi wielka nowina. Facet z kwiatami na grobie, w dodatku na cmentarzu. Normalnie szok.
- Lis!
- No przepraszam kochana. Mów dalej.
- Ten koleś położył kwiaty na grobie w starej części cmentarza, której nikt nie odwiedza od lat.
- Więc to zapewne był Michael Collins. - powiedziała Lisa.
- Kto?
- Michael Collins. W tym tygodniu mój ojciec sprzedał mu starą posiadłość przy Cemetery Road, która graniczy z cmentarzem. Z tego co mówił to facet większość życia spędził w Europie, ale był spokrewniony z pierwszymi właścicielami domu, Collinsami. Pewnie dlatego widziałaś go w starej części cmentarza.
- Przecież stara posiadłość Collinsów stoi pusta od końca XVIII wieku. Czemu jakiś Europejczyk miałby przyjeżdżać do małego miasteczka w Massachusetts i odkupywać dom należący do jego przodków sprzed ponad 200 lat?
- Może po prostu lubi historię? Poza tym nie powiedziałam, że jest Europejczykiem. Tata mówił, że był już kiedyś w Crystal Lake. Wydaje mi się, że jego rodzina musiała wyjechać na Stary Kontynent, a teraz zdecydował się wrócić. Z resztą podobno ma amerykański akcent.
- Mimo wszystko wydaje mi się to dziwne.
- Oj tam, przesadzasz. Słuchaj, masz jutro wolne popołudnie?
- Tak, a co?
- Więc może skoczymy na jakąś kawę, co ty na to?
- Z miłą chęcią. Może być o 16?
- Jasne skarbie.
- No to jesteśmy umówione. Do jutra.
- Do zobaczenia.
Amy odłożyła słuchawkę. Cała ta historia, którą opowiedziała Lisa, wydała jej się dziwna. Dziennikarska ciekawość nakazywała się jej dowiedzieć czegoś więcej o tajemniczym Michaelu Collinsie i motywach jego przybycia do Crystal Lake. Teraz jednak powinna była położyć się spać, bo rano musi wstać do pracy.



Udało mi się, pomyślał Michael, kiedy otworzył drzwi do domu. Po raz pierwszy od przeszło 200 lat stanął na cmentarzu w Crystal Lake. W miejscu, w którym została pochowana jego ukochana narzeczona Jane, gdzie leżeli jego rodzice oraz gdzie miał spocząć on sam. Znajdował się tam nawet nagrobek, na którym było napisane " Tu spoczywa Michael Collins, syn oraz żołnierz armii Stanów Zjednoczonych Ameryki". Widocznie jego rodzice byli pewni, że zginął podczas Wojny o Niepodległość. Z resztą tak powinno było się stać. Powinien był umrzeć i zostać pochowany w ziemi jak człowiek. Los chciał jednak inaczej i stał się on stworzeniem nocy...
Michael rzucił marynarkę na kanapę, po czym podszedł do barku i nalał sobie Bourbona. Musiał się napić. Dzisiejszego dnia przyszło mu się zmierzyć ze wszystkimi duchami swojej przeszłości. Myślał, że nigdy mu się to nie uda, że jest zbyt słaby. Mylił się. Teraz wiedział, że nie powinien był się bać i wrócić wcześniej, ponieważ to tu jest jego dom. To tu jest jego miejsce.


Ostatnio zmieniony przez Mozbi dnia 15/2/2013, 12:55, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   13/1/2013, 16:12

Rozdział 3 (część 1)

Crystal Lake, lato 1774 roku

Jane nie mogła zasnąć. Noc była duszna i upalna, a światło księżyca oświetlało cały pokój. Wierciła się po łóżku, co chwila przewracając się z boku na bok. Bez przerwy myślała o swoim ukochanym Michaelu, który miał przyjść do nich na jutrzejszy, niedzielny obiad. Byli ze sobą już od ponad roku, ale on wciąż nie poprosił jej o rękę. Czasami myślała nawet, że nigdy tego nie zrobi, że jej nie kocha, ale to nie była prawda i dobrze o tym wiedziała. Michael był najwspanialszym mężczyzną jakiego znała. Odwiedzał ją gdy tylko mógł, zabierał na pikniki i spacery, zabawiał przy każdej możliwej okazji, a co najważniejsze świata poza nią nie widział. Do tego był szalenie przystojny i niezwykle umięśniony. Miał krótkie, blond włosy lekko falujące na wietrze oraz ciemnoniebieskie oczy, w które mogła patrzeć całymi godzinami. Nigdzie na świecie nie czuła się zaś tak bezpiecznie, jak w jego muskularnych ramionach.
- Tylko czemu mi się jeszcze nie oświadczyłeś Michael? - spytała samą siebie, po czym ciężko westchnęła. Nagle coś usłyszała. Psst, powtórzył się dźwięk.
- Psst, Jane śpisz? - dobiegł ją męski głos dochodzący z zewnątrz. Dziewczyna wstała z łóżka i wyszła na balkon.
- Michael? Co ty tutaj robisz? - spytała młodzieńca stojącego pod balkonem.
- Zabieram Cię na wycieczkę - odpowiedział mężczyzna.
- Michael czy ty wiesz, która jest godzina?
- Druga, a co?
- No właśnie to. Jest środek nocy, niby jak mam wyjść z domu?
- Skacz z balkonu.
- Dobre sobie.
- Mówię poważnie. Skacz, a ja Cię złapię. Ufasz mi Jane?
Dziewczyna zastanowiła się przez chwilę. Jeśli komuś bezgranicznie ufała na tym świecie to właśnie Michaelowi Collinsowi.
- A co tam, raz się żyje - powiedziała, po czym wzięła głęboki oddech i zeskoczyła na dół.
- Mówiłem, że Cię złapię - stwierdził Michael. Jane otworzyła oczy, uśmiechnęła się i namiętnie pocałowała ukochanego.
- To dokąd idziemy? - spytała dziewczyna, kiedy postawił ją na ziemi.
- Zobaczysz - odpowiedział chłopak, a następnie złapał ją za rękę i pociągnął za sobą.

Szli przez las trzymając się za ręce i co chwila zerkając sobie w oczy.
- Nigdy nie robiłeś takich rzeczy panie Collins. Można by wręcz powiedzieć, że uprowadziłeś mnie z domu. Gdyby ojciec się dowiedział - roześmiała się Jane.
- Dziś jest wyjątkowa noc panno Campbell - odpowiedział Michael i dodał - jesteśmy na miejscu.
- Boże, jak pięknie - westchnęła cicho dziewczyna.
Znajdowali się nad jeziorem w środku lasu. Woda w nim stojąca była tak czysta, że odbijały się w niej wszystkie gwiazdy świecące na niebie.
- Zanim ojcowie założyciele przybyli do naszego miasteczka na tych terenach mieszkali Indianie - zaczął opowiadać Michael. - Wierzyli oni, że po śmierci człowiek staje się gwiazdą i zostaje umieszczony przez bogów na nieboskłonie. W noce tak ciepłe jak ta, kiedy niebo było bezchmurne, Indianie kąpali się w wodach tego jeziora, żeby być bliżej swoich zmarłych. To oni nazwali je Kryształowym.
- Nie wiedziałam - powiedziała z przejęciem Jane.
- Dziadek opowiedział mi tą historię, gdy byłem mały - odpowiedział chłopak. - Kiedy zaś w XVII wieku przybyli tu irlandzcy osadnicy, nazwali swoje nowo powstałe miasteczko Crystal Lake, od nazwy indiańskiego jeziora.
- Właśnie za to Cię kocham - powiedziała Jane.
- Za znajomość historii naszego miasta?
- Nie głuptasie. Za tą całą twoją pomysłowość i szaleństwo.
- Więc co powiesz na nocną kąpiel? - spytał z uśmiechem Micahel.
- Żartujesz sobie? Będę cała mokra.
- Noc jest ciepła, wyschniesz.
Jane chciała zaprotestować, jednak Michael wziął ją na ręce i wbiegł z nią do jeziora.
- Nie Michael, nie! - zaczęła krzyczeć dziewczyna.
- Już za późno - oznajmił chłopak, po czym postawił ją w wodzie. - Kocham cię Jane, najbardziej na całym świecie.
- Też cię kocham Michael - odpowiedziała, a następnie ich usta spotkały się ze sobą w świetle księżyca.

- Dziękuję Michael to była wspaniała noc - powiedziała Jane, kiedy stali bod balkonem jej domu.
- Cieszę się, że się pani podobało - odpowiedział chłopak, puszczając oko do ukochanej.
- Zaraz, zaraz. Tylko jak ja teraz wrócę na górę? - spytała z przerażeniem dziewczyna.
- Nic się nie przejmuj kochana, kiedy przyszedłem wziąłem ze sobą drabinę.
- Dlaczego więc kazałeś mi skakać z balkonu!?
- Chciałem sprawdzić czy mi ufasz.
Na te słowa Jane zrobiło się ciepło w środku. Uśmiechnęła się i rzuciła na szyję ukochanego.
- Do zobaczenia jutro, Michael - powiedziała.
- Dobranoc Jane.
Gdy dziewczyna weszła na górę i zniknęła w swoim pokoju, Michael stał jeszcze przez chwilę pod jej balkonem.
- No cóż, pora wracać do domu - powiedział sam do siebie. - Jutro będzie wielki dzień, jutro się jej oświadczę.


Ostatnio zmieniony przez Mozbi dnia 27/2/2013, 20:59, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   19/1/2013, 15:01

Rozdział 3 (część 2)

- No to na dzisiaj fajrant - powiedział Charlie.
- A no - przytaknęła mu Amy.
W Crystal Lake nigdy nie działo się nic ciekawego, a więc jej praca ograniczała się głównie do relacji na żywo z różnego rodzaju wydarzeń kulturalnych i sporadycznych strajków pod ratuszem. Zupełnie inaczej było w Bostonie, gdzie pracowała jako prezenterka w jednej z największych stacji telewizyjnych. Wiedziała na co się decyduje, rzucając tamtejszą posadę i wracając do rodzinnego miasteczka. Wtedy liczyło się jednak tylko to, że musiała zająć się załamanym ojcem. Nigdy nie żałowała tej decyzji, ale tęskniła za ciągłym zgiełkiem i zamieszaniem panującymi w Bean Town. Może właśnie dlatego, tak bardzo zaciekawiła ją sprawa Michaela Collinsa.
- To co powiesz na kawę szefowo? - spytał mężczyzna.
- Przykro mi, ale umówiłam się już z Lisą.
Charlie był kamerzystą pracującym z Amy. Mimo, że był od niej starszy o zaledwie trzy lata to znali się stosunkowo od niedawna. Było to spowodowane tym, że nie pochodził on z Crystal Lake. Przeprowadził się do miasta parę lat temu, kiedy to dziewczyna mieszkała w stolicy stanu.
- Nigdy ci tego nie mówiłem, ale twoja przyjaciółka wydaje się być fajną dziewczyną - powiedział Charlie.
- Serio podoba ci się Lisa? - spytała z uśmiechem na twarzy zaskoczona Amy.
- Tam od razu podoba. Powiedziałem tylko, że wydaje się być fajna - odpowiedział chłopak, po czym się zarumienił.
Wyglądał całkiem zabawnie, co rozśmieszyło Amy. Miał niby dwadzieścia osiem lat, ale czasem zachowywał się tak, jakby dopiero co poszedł do liceum. Należało do tego dodać jeszcze jego wrodzoną niezdarność i mógłby on grać w komediach dla nastolatków. Dziewczyna nie mogła mu jednak odmówić tego, że był całkiem przystojny. Miał ponad sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, szczupłą sylwetkę, czarne, kręcone włosy, brązowe oczy, a na jego twarzy zawsze było widać lekki zarost.
- Dobra, dobra Charlie, ja cię znam, mnie nie oszukasz. Jeśli chcesz to mogę jej wspomnieć o tobie to i owo.
- Naprawdę mogłabyś to dla mnie zrobić?
- Przecież mówiłeś, że ci się nie podoba.
- Nic takiego nie powiedziałem - zaczął tłumaczyć się chłopak, ale Amy mu przerwała i poklepała po ramieniu, a następnie rzuciła:
- Załatwione, a teraz pa. - Po czym wyszła z biura.
- No na razie - powiedział Charlie w stronę zamykających się drzwi.

Michael siedział w fotelu i czytał książkę. Po raz kolejny złapał się jednak na tym, że nie miał pojęcia o czym było parę ostatnich stron. Jego myśli cały czas zaprzątały wspomnienia o Jane. Śniła mu się dzisiaj nawet, pewna upalna, czerwcowa noc, podczas której zabrał ukochaną nad jezioro, a kolejnego dnia się jej oświadczył. Byli wtedy tacy szczęśliwi, tacy zakochani... Wspomnienia te rozdzierały Michaelowi serce. Chciał o nich zapomnieć. Zapomnieć o bólu, o cierpieniu, a przede wszystkim o Jane. Znał na to niezawodny sposób, przy pomocy którego radzili sobie z Christianem przez lata. Była nim krew. Życiodajny płyn o metalicznym, ale jakże słodkim posmaku, płynący w żyłach śmiertelników. Michael doskonale pamiętał, jak wspólnie przemierzali Stary Świat, mordując i pławiąc się w niej. Jednak nie był już taki od bardzo dawna. Wampir wstał i podszedł do barku. Alkohol był dobrym sposobem na pohamowanie głodu. Nalał sobie szklankę Whiskey, którą wypił za jednym zamachem.
Wieczorem będę musiał odwiedzić miejscowy szpital, pomyślał. Do tego czasu nie powinienem jednak siedzieć w domu i się zadręczać. Nadszedł czas, żeby wyjść do ludzi. W końcu po to wróciłem do Crystal Lake, aby zacząć żyć jak człowiek.
Mężczyzna opuścił salon i skierował się do korytarza. Znajdowały się w nim stare, szerokie, drewniane schody, które prowadziły na piętro. U góry znajdowało się kilka pokoi, w tym sypialnia Michaela.Chłopak wyjrzał za okno. Dzień wydawał się być chłodny, więc postanowił założyć czarną, skórzaną kurtkę. Nie odczuwał on zimna, ale nie chciał wzbudzać podejrzeń ludzi, a poza tym lubił dobrze wyglądać. Swoją integrację ze współczesnym Crystal Lake postanowił zacząć od odwiedzenia baru. W końcu od dwustu trzydziestu pięciu lat nie postarzał się o ani jeden dzień i wciąż wyglądał jak wtedy, gdy miał dwadzieścia trzy lata.

Amy weszła do baru. Było w nim zaledwie kilka osób, ale w tygodniu zawsze świecił on pustkami. Od razu dostrzegła przyjaciółkę siedzącą przy ich ulubionym stoliku. Lisa była szczupłą dziewczynę, wyższą od niej o kilka centymetrów. Miała ciemną karnację, długie, proste, czarne włosy oraz brązowe oczy. Pracowała w bibliotece miejskiej, a z Amy znały się od przedszkola.
- Hej Lis, a ty jak zawsze przed czasem - przywitała się z koleżanką dziewczyna.
- Znasz mnie, nie lubię się spóźniać - odpowiedziała Lisa, po czym cmoknęły się na powitanie. - To ty siadaj, a ja pójdę zamówić kawę.
Amy zdjęła płaszcz i usiadła przy stoliku. Zajmowały to miejsce od czasów liceum i bardzo dobrze znały się ze wszystkimi barmanami.
- Joe zaraz zrobi nam naszą ulubioną Latte - powiedziała Lisa z uśmiechem.
- O tak, Latte macchiato to jest właśnie to czego mi było trzeba.
- Widzisz jak dobrze cię znam - odpowiedziała jej przyjaciółka, po czym obie wybuchnęły śmiechem. - Swoja drogą, Joe to niezłe ciacho.
- Przerzuciłaś się na młodszych Lis? Oj, byś się wstydziła.
- Przecież to tylko pięć lat.
Na te słowa obie dziewczyny znowu zaczęły się śmiać. Mimo pogodnego nastroju Lisa zauważyła, że jej przyjaciółce coś nie daje spokoju.
- Co jest Am? - spytała.
- Jak to co jest? - odpowiedziała jej pytaniem koleżanka.
- Daj spokój, przecież widzę, że coś cię gryzie. Chodzi o mamę?
Amy zastanowiła się przez chwilę, po czym powiedziała:
- Tak właściwie to nie daje mi spokoju ta sprawa Michaela Collinsa.
- A ty znowu o tym? - zapytała wyraźnie rozbawiona Lisa. - Ach ty i ta twoja dziennikarska ciekawość.
- No, bo popatrz. Czy nie wydaje ci się dziwne, że...
- Że koleś mieszkający w Europie przyjeżdża do małego miasteczka w Massachusetts i odkupuje starą, rodzinną posiadłość? - przerwała jej i dokończyła za nią koleżanka.
Amy zrobiła zirytowaną minę, ale Lisa tylko się uśmiechnęła i pokręciła głową. Wtedy przyszedł kelner i podał im kawę.
- Dziękujemy - odpowiedziały w jednej chwili, co zdarzało się im dosyć często i po raz kolejny zaczęły się śmiać.
- Będę musiała umówić się z nim na jakiś wywiad i dowiedzieć czegoś więcej - powiedziała Amy, biorąc łyk Latte.
- Chyba właśnie będziesz miała okazję - oznajmiła Lisa i obie spojrzały się w kierunku drzwi. Stał w nich dobrze zbudowany blondyn, mający na sobie niebieskie jeansy, biały T - shirt i czarną, skórzana kurtkę.
- To jest właśnie Michael Collins - szepnęła Lisa. W tym samym momencie mężczyzna spojrzał się na nie, jak gdyby powiedziała to głośno na całe pomieszczenie. Stał tak przez chwilę, nie odrywając od nich wzroku. Jego oczy miały taki sam świdrujący wyraz, jak wczorajszego dnia na cmentarzu. Amy przełknęła głośno ślinę i wtedy mężczyzna, jak gdyby wyrwany z transu, ruszył w stronę baru. Usiadł na jednym z krzeseł, po czym zamówił piwo.
- To było dziwne - stwierdziła Lisa.
- I to bardzo - zgodziła się z nią Amy. - No cóż, ale to moja jedyna szansa. Idę i spróbuję się z nim umówić na ten wywiad.
Dziewczyna wstała od stolika i pewnym krokiem podeszła do baru.
- Przepraszam bardzo, pan Michael Collins? - spytała.
- Tak to ja - odpowiedział blondyn, odwracając się przez ramię i obdarzając ja promienistym uśmiechem. Miał teraz zupełnie inny wyraz twarzy, niż przed chwilą czy poprzedniego dnia. Boże, jaki on jest przystojny, pomyślała Amy.
- Nazywam się Amy Elson i jestem dziennikarką. Jeżeli istniałaby taka możliwość to chciałabym przeprowadzić z panem wywiad.
- A co jest we mnie takiego interesującego? - spytał z szarmanckim uśmiechem.
Nawet nie wiesz jak dużo, powiedziała w myślach Amy, po czym dodała na głos:
- Crystal Lake to mała mieścina, a z tego co mi wiadomo, kupił pan najstarszy dom w mieście. Jestem ciekawa, co skłoniło pana do takiej inwestycji? Jeśliby więc można, byłabym wdzięczna za udzielenie mi wywiadu.
Mężczyzna po raz kolejny spojrzał się w jej wielkie, błękitne oczy. Amy poczuła, że robi się czerwona. Jeszcze tego jej brakowało.
- Jutro o 17 u mnie. Może być?
- Świetnie, będę ogromnie wdzięczna panie Collins - odpowiedziała mu szybko dziennikarka.
- I jeszcze jedno - dodał. - Proszę, mów mi Michael.
Bezpośredniość mężczyzny jeszcze bardziej ją speszyła. Co było w tym kolesiu, że tak na niego reagowała? W swoim życiu przeprowadziła dziesiątki wywiadów i miała do czynienia z najróżniejszymi ludźmi, ale ten był inny. Nie chodziło już tylko o to, że jej zdaniem coś ukrywał. Wytwarzał on wokół siebie jakąś dziwną aurę, która miała na nią ogromny wpływ.
- Więc do zobaczenia jutro Michael - powiedziała, a następnie obróciła się na pięcie i szybkim krokiem wróciła do swojego stolika.
- Do zobaczenia Amy - powiedział blondyn, po czym wrócił do picia piwa.
- Ty, co to miało być? - spytała Lisa, kiedy Amy usiadła przy stoliku. - Wyglądałaś jakbyś pierwszy raz rozmawiała z facetem. To było do Ciebie niepodobne, zarówno jako kobiety, jak i dziennikarki.
- Nie wiem co mi się stało - odpowiedziała Amy. - Wiesz co? Chodźmy stąd.
- A co z naszą Latte?
- Zrobię nam u mnie w domu.
Lisa popatrzyła się na nią jak na wariatkę i wzruszyła tylko ramionami. Amy położyła pieniądze na stoliku, założyła płaszcz i obie skierowały się w stronę wyjścia. Przed samymi drzwiami spojrzała jeszcze raz w stronę baru, ale Michael siedział odwrócony tyłem, nie zwracając na nie uwagi.

Michael wrócił do domu. Pierwsze wyjście na miasto mógł zaliczyć do udanych. Nie miał ochoty wgryźć się w niczyją szyję ani nikt nie przebił go kołkiem. Crystal Lake strasznie zmieniło się od jego ostatniego pobytu tutaj. Nie miał się jednak co dziwić, w końcu ostatnio był tu w 1775 roku. Zaskoczyło go natomiast to, że bar znajduje się w tym samym miejscu co gospoda, w której to nie raz upijał się po śmierci Jane. Jednak jeszcze większą niespodzianką było spotkanie z tą dziennikarką, Amy. Widział ją wczoraj na cmentarzu i wyczuł w niej strasznie wiele bólu. Był on niezwykle podobny do tego, który dręczył jego samego. Ta dziewczyna musiała niezwykle wiele wycierpieć w swoim młodym życiu. Mimo to wydawała się sympatyczna. Zaniepokoiło go tylko to, że chciała przeprowadzić z nim wywiad i poznać motywy jego przybycia. No, ale czego miał się spodziewać? Crystal Lake było małym miasteczkiem, gdzie wszyscy się znali, więc tajemniczy przybysz z Europy, który kupił starą, opuszczoną rezydencję musiał być sensacją. Poza tym przeczuwał, że gdyby się nie zgodził to dziewczyna i tak znalazłaby sposób, żeby zebrać o nim informacje. W końcu była dziennikarką, a tak dowie się tylko tego, co chce, żeby wiedziała.
Mężczyzna odwiesił kurtkę do szafy, po czym zszedł do salonu. Postanowił przeczytać jeszcze parę rozdziałów książki, zanim wyruszy po krew do szpitala.


Ostatnio zmieniony przez Mozbi dnia 2/3/2013, 21:28, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   23/1/2013, 22:43

Rozdział 4

Amy zaparkowała pod domem. Był to piętrowy budynek o białych ścianach oraz spadzistym, brązowym dachu. Od strony ulicy znajdował się gładko przystrzyżony trawnik, identyczny jak u pozostałych sąsiadów. Było to jedno z nowszych osiedli w Crystal Lake, w którym rodzice Amy kupili dom, kiedy była ona jeszcze małą dziewczynką.
Dziewczyna weszła do środka, po czym zauważyła, że ojciec wrócił już z pracy.
- Dzień dobry tatku - rzuciła na powitanie.
- Witaj słońce - odpowiedział mężczyzna. - Jak było w pracy?
- Nudno jak zawsze, a u ciebie?
- U mnie wręcz odwrotnie. Pewnie w to nie uwierzysz, ale ktoś ukradł zapas krwi ze szpitala.
W pokoju zapadła cisza. Amy spojrzała na ojca ze zdziwieniem na twarzy.
- Po co ktoś miałby to robić? - spytała.
- Też chciałbym to wiedzieć. Jeszcze bardziej zaś interesuje mnie to, jak temu komuś udało się wymknąć niepostrzeżenie ze szpitala.
- Faktycznie dziwne. Zadzwonię zaraz do Charliego i pojedziemy tam.
- Nie Amy. Dyrekcja chce to zachować w tajemnicy, więc wszystko pozostaje między nami.
Na twarzy dziewczyny pojawiła się kwaśna mina. Kiedy w Crystal Lake w końcu zdarzyło się coś ciekawego i w dodatku tajemniczego to ona nie może o tym nikomu powiedzieć. Dziennikarska ciekawość zżerała ją od środka, jednak nie zrobi przecież czegoś takiego własnemu ojcu.
- Dobrze tato - przytaknęła, a następnie dodała. - Słuchaj, jestem umówiona na wywiad o 17. Przygotuję ci coś na szybko do zjedzenia i będę się zbierała.
- Wywiad? - zapytał zdziwiony mężczyzna. - Z kim?
- Z niejakim Michaelem Collinsem. Kupił on starą posiadłość przy Cemetery Road.
- Coś tam obiło mi się o uszy, ale czy to od razu powód, żeby przeprowadzać z nim wywiad?
- Tak, ponieważ to wszystko wydaje mi się podejrzane.
Pan Elson machnął jedynie rękoma. Niektóre zachowania córki wydawały mu się niedorzeczne, jednak nie chciał się z nią kłócić.

Michael siedział w fotelu i sączył krew z woreczka. Ubiegłej nocy odwiedził miejscowy szpital, w celu uzupełnienia swoich zapasów. Musiał być niezwykle ostrożny, żeby nikt go nie zauważył, jednak dla istoty, która od wieków kryje się w cieniu, nie było to żadnym problemem. Przemykał korytarzami, kryjąc się w mrokach budynku i wzbudzając w ludziach niepokój podobny do tego, jaki odczuwa antylopa w pobliżu lwa. Jednak nie był on lwem już od bardzo dawna i nie chciał, żeby ludzie się go bali. Musiał pić ich krew żeby przeżyć, ale był jednym z niewielu wampirów, którym wystarczyła krew z woreczka. Mężczyzna spojrzał na zegar. Dochodziła 17, a więc za chwilę powinna pojawić się tu ta dziennikarka. Mimo tego, że dokładnie zaplanował sobie co jej powie to miał dziwne przeczucia co do tego spotkania.

Samochód Amy stanął pod bramą posiadłości Collinsów. Dziewczyna strasznie się denerwowała, co nie było do niej podobne. Wzięła parę głębokich oddechów na uspokojenie i wysiadła na zewnątrz. Dzień był dosyć chłodny, jak na pierwszą połowę października, a na niebie kłębiły się czarne, deszczowe chmury. Brzydka pogoda oraz sąsiedztwo cmentarza nadawały staremu domowi upiorny nastrój. Amy stała przed bramą przez dłuższą chwilę, gdy nagle zerwał się silny wiatr. Dziewczyna zdobyła się na odwagę i weszła na teren posesji. Kiedy znalazła się na ganku, chwyciła kołatkę i zastukała nią kilka razy. Po chwili nerwowego oczekiwania, drzwi otworzył znajomy blondyn.
- Witam panno Elson - powiedział Michael, po czym zaprosił dziewczynę do środka. Następnie zaprowadził ją do salonu i zaproponował drinka. Amy nigdy nie piła w pracy, ale była na tyle spięta, że postanowiła zrobić wyjątek.
- Więc o czym chciała pani ze mną porozmawiać? - spytał mężczyzna, wygodnie siadając w fotelu i podając dziennikarce szklankę Whiskey.
- Interesuje mnie co nakłoniło pana do przyjazdu, do Crystal Lake i zakupu tejże posiadłości - odpowiedziała biorąc łyk alkoholu.
- Prosiłem cię wczoraj, żebyś zwracała się do mnie po imieniu - powiedział Michael z przyjaznym uśmiechem na twarzy. Amy również się uśmiechnęła i przytaknęła blondynowi.
- Powód mojego przybycia był prosty - zaczął młodzieniec. - Dom ten należał do moich przodków i postanowiłem go odzyskać.
- Rozumiem, ale z tego co mi wiadomo to ta posiadłość stała opuszczona od końca XVIII wieku - ciągnęła Amy.
- Masz rację. Moja rodzina opuściła wtedy Crystal Lake.
- I udała się do Europy?
- Część tak, a część nie. Ja osobiście urodziłem się w Stanach, ale większość życia spędziłem na Starym Kontynencie.
- W jakim państwie jeśli można wiedzieć?
- Dużo podróżowaliśmy. Można powiedzieć, że byłem dosłownie w każdym kraju Europy Zachodniej.
- Do Ameryki przyjechałeś sam. Co z twoją rodziną?
- Rodzice nie żyją.
Na te słowa Amy się zmieszała. Zaczęła wypytywać Michaela o wszystko, jak na przesłuchaniu, zapominając o tym, że jest on przecież zwyczajnym człowiekiem. Sama niedawno straciła matkę i niezbyt dobrze sobie z tym radziła.
- Przykro mi. Moja mama też umarła. W tę niedzielę minęło pół roku - powiedziała dziewczyna, a łzy zaczęły napływać jej do oczu.
- Widziałem cię na cmentarzu. Domyśliłem się, że byłaś na grobie kogoś bliskiego.
Jednak co ty tam robiłeś, pomyślała dziewczyna wracając do siebie.
- Też cię zauważyłam. Nie wiem tylko co robiłeś w starej części cmentarza? - spytała.
- Byłem zanieść kwiaty na grób moich przodków. Jak sama powiedziałaś, ten dom stał pusty od końca XVIII wieku. Nie ma więc chyba nic dziwnego w tym, że leżą oni w starej części, nieprawdaż?
Amy zrobiło się głupio. Lisa miała rację, że Michael był normalnym chłopakiem. W dodatku znajdował się w podobnej sytuacji do niej, ponieważ też stracił rodziców i to w dodatku obydwoje.
- Wiesz co? Ten cały wywiad nie ma sensu - przyznała dziewczyna. - Dziennikarka ciekawość kazała mi się dowiedzieć jak najwięcej o nowym przybyszu i chyba się trochę wygłupiłam. Czy w ramach przeprosin dasz się zaprosić na jakąś kawę?
Propozycja ta zupełnie zaskoczyła Michaela. Nie spodziewał się tego po młodej dziennikarce. Wydawała mu się osobą, która będziesz drążyła jego temat, dopóki nie pozna o nim całej prawdy. Coś jednak diametralnie wpłynęło na jej zachowanie i mężczyzna zdawał się znać na to odpowiedź. Było to wspomnienie o matce. Kiedy spotkali się po raz pierwszy na cmentarzu, wyczuł w niej niesłychanie wiele bólu. Teraz już wiedział, że był on spowodowany śmiercią matki. Z resztą doskonale ją rozumiał. Sam też stracił ukochaną osobę, z której śmiercią nie mógł sobie poradzić po dziś dzień.
- Nic się nie stało i z przyjemnością przyjmę twoje zaproszenie - odpowiedział.
- Więc może w piątek wieczorem? - spytała Amy.
- Z miłą chęcią. Jeśli możesz to podaj mi swój numer telefonu i jeszcze się zdzwonimy.
Blondynka się uśmiechnęła, po czym dała Michaelowi swój numer. Następnie chłopak odprowadził ją do bramy, a gdy wsiadła do samochodu, wrócił do domu.


Ostatnio zmieniony przez Mozbi dnia 15/2/2013, 12:56, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   24/1/2013, 23:46

Rozdział 5

Amy siedziała przy stole. Miała na sobie długą suknię w kolorze lazurytu, z odsłoniętymi plecami. Po chwili do jadalni wszedł Michael, ubrany w elegancki garnitur, trzymając butelkę czerwonego wina w ręce.
- To jedno z najlepszych win jakie posiadam moja droga - powiedział przyglądając się butelce. - Pochodzi z końcówki XIX wieku i zostało wyprodukowane w słonecznej Toskanii. Nabyłem je podczas jednej z moich podróży.
- Och Michaelu, rozpieszczasz mnie - odpowiedziała dziewczyna, z lekkim rumieńcem malującym się na jej policzkach. Mężczyzna otworzył butelkę, po czym nalał lampkę trunku swojej partnerce.
- Nie napijesz się ze mną? - spytała, kiedy zakorkował on butelkę i postawił ją na stole.
- Ja moja kochana - zaczął Michael - będę dziś pił co innego.
Po tych słowach podszedł do niej i chwycił ją za rękę. Nachylił się nad nią i ostrymi jak brzytwa zębami, wgryzł się w jej nadgarstek. Następnie podstawił lampkę od wina i czekał, aż kapiąca krew napełni ją do końca.
- Michael, co ty wyprawiasz?! - spytała zdezorientowana dziewczyna i zaczęła się szamotać.
- Spokojnie, moja droga. Przecież nie chcemy uronić ani kropelki. Jestem koneserem wina, ale znacznie bardziej cenię sobie krew - powiedział i podniósł lampkę do ust.
- Ach, dwudziestopięcio letnia Amerykana. Świetny rocznik.
Amy patrzyła na niego z przerażeniem i obrzydzeniem. W sidła jakiego to szaleńca wpadła? Zdesperowana dziewczyna w mgnieniu oka uniosła się z krzesła i pobiegła w stronę drzwi. Nagle, jak spod ziemi wyrósł przed nią Michael.
- Uspokój się kochana. Nic złego ci się nie stanie - powiedział, patrząc się na nią swoimi hipnotyzującymi oczami.
- Nic złego mi się nie stanie - powtórzyła za nim.
- No, od razu lepiej - stwierdził mężczyzna. - A teraz pozwól, że zejdziemy do salonu.
Amy posłusznie poszła za Michaelem. Mimo dziwnego incydentu w jadalni była spokojna. Przecież obiecał, że nic złego się jej nie stanie. Kiedy znaleźli się w salonie, oboje usiedli na kanapie.
- Widzisz Amy, miałaś rację, że coś ukrywam - zaczął mówić mężczyzna. - No, bo prawda jest taka, że jestem wampirem.
- Przecież wampiry nie istnieją. To tylko bajki - odpowiedziała mu dziewczyna.
- I tu się mylisz moja droga, jesteśmy bardzo, ale to bardzo prawdziwi. Niestety skoro już poznałaś mój sekret to nie pozostaje mi nic innego, jak cię zabić.
- Ale przecież obiecałeś, że nic złego mi się nie stanie - powiedziała Amy.
- No, bo widzisz: kłamałem.
Po tych słowach Michael chwycił mocno dziewczynę. Zaczęła się ona szarpać i wyrywać, ale wampir odchylił tylko jej białą, aksamitną szyję i zatopił w niej swoje kły. Amy krzyknęła przeraźliwie z bólu.

- Wampirem, seriously? - spytała Lisa z niedowierzaniem. - Nie mogło ci się już przyśnić nic bardziej głupiego?
Amy powinna się była spodziewać takiej reakcji koleżanki. Najpierw podejrzewała Michaela o nie wiadomo co, później wygłupiła się podczas przeprowadzania wywiadu, a teraz oskarżała go o bycie wampirem. Jakkolwiek niedorzecznie to brzmiało, to wszystkie obawy dziewczyny wróciły.
- Wiem, że masz rację, ale może to znak, że nie powinnam się z nim spotykać? - zapytała.
- I wyjść na jeszcze większą idiotkę? Sama mu zaproponowałaś to spotkanie w ramach przeprosin, a teraz chcesz się wykręcić, bo przyśniło ci się, że jest wampirem?! Weź się ogarnij dziewczyno! Ten sen to wynik twojej chorej, dziennikarskiej obsesji i tej sprawy z kradzieżą krwi ze szpitala. No chyba, że mi powiesz, że zaczęłaś oglądać tandetne seriale dla nastolatków na CW?
To była cała Lisa. Jedyna osoba, która potrafiła przywrócić ją do porządku, a przy tym rozbawić jak nikt na całym świecie.
- Masz coś do Pamiętników Wampirów? - spytała Amy, po czym obie wybuchnęły śmiechem.
- No tak. Ty masz w piątek randkę z super ciachem, a ja będę siedziała w domu przed telewizorem - powiedziała Lisa i specjalnie zrobiła smutną minę.
- Możesz iść do klubu książki z panem Baileyem.
- Mam go dość po całym tygodniu pracy w bibliotece. Poza tym kiedyś spotykałam się już ze starszym mężczyzną i źle się to dla mnie skończyło.
Amy spojrzała się z przejęciem na przyjaciółkę. Kiedy Lisa studiowała jeszcze w Nowym Yorku poznała niejakiego Jeffa. Koleś był nieźle nadziany i starszy od niej o 13 lat. Od razu się w sobie zakochali i bardzo szybko wspólnie zamieszkali. Byli ze sobą przez ładnych parę lat, jednak Jeff bardzo często wyjeżdżał do Los Angeles, gdzie prowadził firmę. Pewnego razu Lisa postanowiła go odwiedzić i okazało się, że pan prezes jest przykładnym mężem i ojcem dwójki dzieci. Dziewczyna strasznie to przeżyła i wróciła na stałe do rodzinnego miasteczka.
- Przestań się na mnie patrzeć tym swoim pełnym politowania wzrokiem Am. Już dawno zapomniałam o tym dupku.
- No i bardzo dobrze. O Boże, a ja zapomniałam o czymś innym! - powiedziała podniesionym głosem blondynka. - Kojarzysz Charliego, prawda?
- Tego kamerzystę? - spytała Lisa.
- Tak, właśnie tego. No, bo widzisz. On się w tobie chyba podkochuje.
- Żartujesz sobie, prawda?
- Broń Boże. Obiecałam mu w poniedziałek, że szepnę ci o nim parę dobrych słów.
- W sumie jest całkiem, całkiem. Znajdę go na fejsie.
Dziewczyny zaczęły się śmiać, po czym Amy powiedziała, że będzie się już zbierać, zanim pani Brown każe jej zostać na obiedzie. Lisa odprowadziła koleżankę na dół, a potem usiadła do komputera, żeby dodać Charliego do listy znajomych na facebooku.



Holly szła ulicą cała zapłakana. Było już późno, a w okolicy nie było widać żywego ducha. Kiedy indziej dziewczyna zapewne by się trochę bała, jednak nie dziś. Czuła jedynie niewyobrażalny smutek i ból na wskroś przeszywający jej serce. Zac powiedział, że nie ma dziś czasu się z nią spotkać, ponieważ ma jutro ważny test z historii. Mimo to dziewczyna postanowiła go odwiedzić. Wiedziała, że jego rodzice wyjechali, a on zawsze zostawia drzwi otwarte, więc zakradła się do jego pokoju. Zamiast z książkami, zauważyła swojego chłopaka z tą zdzirą Jennifer Carter. Oboje byli nadzy. Holly zatrzymała się na chwilę i ukucnęła przed sklepem.
- Boże, jaka ja byłam głupia - powiedziała sama do siebie, chowając głowę w dłoniach.
Byli ze sobą z Zaciem od paru miesięcy. Kochała go z całego serca, jednak jeszcze tego nie robili. Holly pochodziła z praktykującej, katolickiej rodziny i chciała zaczekać. Może nie do ślubu, ale przynajmniej do czasu kiedy będzie gotowa. Zac zapewniał, że to rozumie. Mówił, że może poczekać, ponieważ ją kocha, a ona głupia w to wszystko wierzyła. Nawet dzisiaj, kiedy przyłapała go na pukaniu tej blondynki, zaczął się tłumaczyć. Mówił że to nie tak, że ją kocha. Dziewczyna wstała i poszła dalej. Od domu dzieliły ją zaledwie dwie przecznice. Nagle poczuła, jak gdyby ktoś ją obserwował. Odwróciła się i zobaczyła mężczyznę idącego za nią. Przestraszona dziewczyna przyspieszyła kroku. Po chwili, po raz kolejny spojrzała się do tyłu i zobaczyła, że tajemniczy osobnik również przyspieszył. Zaczęła biec ile tylko sił w nogach. Serce waliło jej jak oszalałe. Gdy dobiegła do skrzyżowania, zderzyła się nagle z mężczyzną idącym z prawej strony i przeraźliwie krzyknęła.
- Co się stało, dlaczego krzyczysz? - zapytał.
- Tamten człowiek mnie goni! - wykrzyczała przez łzy.
- Jaki człowiek? - spytał nieznajomy.
Holly obróciła się i zobaczyła, że chodnik był pusty.
- Ale, ale on tam przed chwilą był. Biegł za mną i...
- Już dobrze - przerwał jej mężczyzna i mocno przytulił. - Jak masz na imię?
- Holly - odpowiedziała.
- Więc posłuchaj mnie uważnie, Holly. Nic ci nie grozi. Ze mną jesteś bezpieczna, a teraz jeśli mi pokażesz gdzie mieszkasz to odprowadzę cię do domu.
Holly spojrzała na swojego wybawcę. Był to szczupły oraz wysoki mężczyzna około trzydziestki, z burzą kręconych, brązowych włosów na głowie, ubrany w ciemne jeansy i czarną, skórzaną kurtkę. Miał przepiękne, zielone oczy i był niesamowicie przystojny. Dziewczyna wskazała mu kierunek, po czym oboje ruszyli wolnym tempem.
- Chyba strasznie się przestraszyłaś tego człowieka. Wciąż nie przestajesz płakać - stwierdził nieznajomy.
- Nie to nie przez to - odpowiedziała. - To przez mojego chłopaka, przyłapałam go na zdradzie.
Holly nie wiedziała czemu to powiedziała, ale przystojny towarzysz wzbudzał w niej zaufanie i poczucie bezpieczeństwa.
- Przykro mi. Wiem jak to jest, kiedy zawodzi cię ukochana osoba.
Po tych słowach nastąpiła cisza, która towarzyszyła im przez resztę drogi.
- Tam jest mój dom - wskazała palcem dziewczyna. - Dziękuję za odprowadzenie.
Kiedy chciała już pójść, mężczyzna złapał ją za rękę.
- Przykro mi Holly, ale dzisiaj nie wrócisz do domu.
- Co to ma znaczyć? - spytała przestraszona. - Puszczaj mnie, bo będę krzyczeć!
- Nie będziesz krzyczeć - powiedział patrząc się jej prosto w oczy. - Będziesz się śmiertelnie bała, ale nie będziesz krzyczeć.
- Będę się śmiertelnie bała, ale nie będę krzyczeć - powtórzyła za nim, jak zahipnotyzowana.
Nieznajomy po raz kolejny chwycił ją za dłoń i wciągnął do ciemnego zaułka.
- Widzisz Holly, zdrada chłopaka nie jest najgorszą rzeczą, jaka przytrafiła ci się dzisiejszego dnia. Nie jest nią również tajemniczy człowiek, który cię gonił, bo tak naprawdę go nie było. Chociaż tak właściwie to byłem nim ja. Prawda jest taka, że najgorszą rzeczą, jaka cię dziś i w ogóle kiedykolwiek spotkała, jestem ja.
- Proszę, nie rób mi krzywdy. Ja nie chcę umierać - zaczęła błagać przerażona dziewczyna. Chciała krzyczeć ile tylko sił w płucach, ale nie mogła, ponieważ głos ugrzązł jej w gardle.
- Ja również tego nie chcę kwiatuszku, ale jestem tak przeraźliwie głodny - odpowiedział mężczyzna, a następnie zatopił kły w jej szyi.


Ostatnio zmieniony przez Mozbi dnia 15/2/2013, 12:56, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   12/2/2013, 00:25

Rozdział 6

Amy otworzyła oczy. Dziś był piątek. Dzień, podczas którego miała spotkać się z Michaelem. Dziewczyna była podekscytowana tym faktem, jednak w jej głowie ciągle tkwił sen sprzed paru dni. Amy wstała i podeszła do lustra.
- Daj spokój dziewczyno, to chore - powiedziała do własnego odbicia. - Koleś ci się podoba, a ty sama sobie stwarzasz problemy.
To była prawda. Michael Collins, już przy ich pierwszym spotkaniu na cmentarzu, zaintrygował Amy. Później doszła do tego wrodzona ciekawość panny Elson oraz aura tajemniczości, którą wytwarzał wokół siebie nowy mieszkaniec Crystal Lake. Nim się obejrzała, była już z nim umówiona na kawę. Dziewczyna wyjrzała przez okno. Na niebie kłębiły się deszczowe chmury, a drzewa smagał silny wiatr.
No cóż, pogoda w sam raz na gorącą kawę, pomyślała. Tylko jakoś muszę przetrwać kolejny nudny dzień w pracy. Amy wzięła szybki prysznic po czym zeszła na dół. Kuchnia była pusta, co znaczyło, że ojciec pojechał już do szpitala. Dziewczyna zaparzyła sobie kawę i zaczęła robić tosty. Nagle z porannego rytuału wyrwał ją sygnał telefonu. To był Charlie.
- Co się stało, Charlie? - spytała.
- Mam nadzieję, że już nie śpisz Am, bo mam dla ciebie ważną wiadomość. Za 20 minut nadajemy na żywo z domu Edwarsów. Ich córka Holly zaginęła przedwczoraj w nocy.

Amy przyjechała na miejsce, jak tylko najszybciej się dało. Przed domem państwa Edwardsów stało mnóstwo ludzi, w tym ci z biura szeryfa. Dziennikarka zaparkowała samochód dwie posesje wcześniej, ze względu na brak miejsca i udała się do domu. Przed wejściem zatrzymał ją jeden z policjantów, jednak powiedziała mu, że pracuje w miejscowej telewizji. Charlie czekał już w środku i rozkładał sprzęt. Amy podeszła do niego i poprosiła, żeby opowiedział jej coś więcej, o całej sytuacji.
- Więc, dziewczyna wyszła z domu w środę wieczorem i poszła odwiedzić swojego chłopaka, Zaca Andersona. To właśnie on widział ją ostatni. Z tego co zeznał na policji, przyłapała go wtedy na zdradzie i wybiegła z jego domu. - powiedział Charlie.
- Dupek - odpowiedziała Amy.
- Ma bogatego tatuśka, jest kapitanem licealnej drużyny footballowej, wszystkie laski na niego lecą, standard. Jeśli chciałabyś z nim pogadać, to właśnie on - wskazał głową na chłopaka siedzącego w fotelu, w przedpokoju.
- Najchętniej naplułabym w twarz temu kretynowi, ale chyba będę musiała z nim porozmawiać.
Po tych słowach Amy podeszła do młodzieńca. Siedział on ze spuszczoną głową, ukrytą w dłoniach.
- WItaj Zac, jestem Amy - zaczęła dziennikarka.
Chłopak nawet nie zwrócił na nią uwagi, jakby był w zupełnie innym świecie.
- Słuchaj Zac, chciałabym z tobą porozmawiać o Holly.
- To moja wina... To wszystko moja wina... - wydusił z siebie chłopak, łamiącym się głosem.
Był cały roztrzęsiony, a do jego oczu zaczęły napływać łzy. Obraz ten, kłócił się ze stereotypową wizją wyglądu oraz zachowania sportowca.
- Boże jaki ja byłem głupi... Miałem najwspanialszą i najpiękniejszą dziewczynę pod słońcem i musiałem to spieprzyć.
Amy spojrzała w szkliste, błękitne oczy chłopaka. Może źle go oceniła. Nie wyglądał na kolesia, który zdradzałby swoją dziewczynę, przy każdej możliwej okazji i było widać, że bardzo żałował tej sytuacji.
- Nie przejmuj się, na pewno jakoś wam się ułoży - Amy próbowała jakoś pocieszyć chłopaka.
- Nie zależy mi na tym, bo wiem, że na nią nie zasługuję. Chcę tylko, żeby wróciła cała i zdrowa do domu.
W tym momencie do przedpokoju weszła pani Edwards. Amy nigdy w życiu nie widziała jej tak przygnębionej i zmartwionej, a znała ją od dziecka. Razem z jej matką pracowały w miejscowej szkole podstawowej. Dziennikarka przywitała się ciepło z właścicielką domu, a następnie zamieniły parę zdań na temat Holly. Zac stał obok nich, nie odzywając się ani słowem i nie mogąc spojrzeć prosto w oczy matce swojej dziewczyny. Rozmowę przerwał im Charlie mówiąc, że za chwilę wchodzą na wizję.
- Jest pani gotowa? - spytała Amy.
- A czy można być gotowym na coś takiego? Nie jestem gotowa moja droga, ale zrobię wszystko, żeby moja mała córeczka wróciła do domu.

- Dokąd się tak stroisz, skarbie? - zapytał pan Elson.
- Idę na kawę z Michaelem - odpowiedziała Amy.
- Z Michaelem Collinsem? Jeszcze nie dałaś spokoju temu biednemu chłopakowi?
- To nie tak tato. Idziemy jako... przyjaciele - powiedziała dziewczyna z lekkim rumieńcem na twarzy.
- Ach tak, rozumiem.
Pan Elson puścił do córki oko, na co ona tylko pokiwała głową.
- W tej będzie ci ładnie - wskazał na wieszak z niebieską sukienką, wiszący w szafie.
- Pamiętam jak dostałam od Ciebie tę sukienkę. Szłam wtedy na pierwszą kolację z rodzicami Roberta. Strasznie się wtedy denerwowałam.
- Muszę ci coś powiedzieć, kochanie - zaczął ojciec Amy. - Prawda jest taka, że nigdy nie lubiłem tego nadętego dupka. Wielki pan adwokat się znalazł.
- Tato, czemu nigdy wcześniej mi o tym nie powiedziałeś? - spytała wyraźnie zaskoczona i rozbawiona dziewczyna.
- Dlatego, że byłaś z nim szczęśliwa.
Po tych słowach Amy mocno przytuliła ojca. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
- O Boże, to pewnie Michael, a ja nie jestem jeszcze nawet ubrana, nie mówiąc już o makijażu! - powiedziała spanikowana.
- Ty się szykuj, a ja go czymś zajmę.
Pan Elson zszedł na dół i otworzył drzwi. Stał przed nimi blondyn, mniej więcej jego wzrostu, ubrany w jeansy, ciemną koszulę w kratę oraz czarną, skórzaną kurtkę.
- Dobry wieczór panu, nazywam się Michael Collins i przyjechałem po Amy - przywitał się chłopak.
- Dobry wieczór. Jestem George Elson, ojciec Amy. Córka się jeszcze szykuje, a więc będzie pan musiał chwilę poczekać. Zapraszam do środka.
Michael spojrzał na futrynę od drzwi i uśmiechnął się przyjaźnie. Później zrobił delikatny krok naprzód i wszedł do środka. Pan Elson zaprowadził go do kuchni po czym oboje usiedli przy stole.
- Napije się pan czegoś? - zaproponował gospodarz.
- Jaki tam ze mnie pan, proszę mi mówić Michael - powiedział chłopak i uprzejmie odmówił na złożoną mu propozycję.
- Więc jak ci się podoba w Crystal Lake, Michael? Słyszałem, że jesteś tu nowy.
- Szybko się zaaklimatyzowałem zwłaszcza, że kiedyś byłem już w tym mieście.
Panowie porozmawiali ze sobą jeszcze przez parę chwil do czasu, gdy ze schodów zeszła Amy. Była ubrana w niebieską sukienkę oraz czarny płaszcz.
- Wyglądasz olśniewająco - powiedział Michael.
Dziewczyna mu podziękowała po czym pożegnała się z ojcem i oboje udali się do samochodu.

Michael zaparkował przed barem. Jak na dżentelmena przystało wysiadł z samochodu pierwszy i otworzył drzwi Amy. Dziewczynę to trochę speszyło, ale również niezwykle urzekło. Nigdy wcześniej nie spotykała się z chłopakiem, który zachowywałby się w podobny sposób. Nawet Robert, który był synem wziętego adwokata i pochodził z niemal "arystokratycznej" rodziny nie decydował się na takie gesty. Kiedy weszli do środka, usiedli przy jej ulubionym stoliku i zamówili kawę. Amy starała się ukryć to, że była spięta, jednak Michael jakby od razu to wyczuł. Chcąc rozładować sytuację opowiedział żart, po którym dziewczyna szczerze się roześmiała. Sprawiło to, że trochę się rozluźniła.
- Więc powiedz mi, Michael czym się interesujesz? - spytała.
- Lubię historię, sztukę, podróże, sport, dobre książki oraz filmy. W sumie mam wiele różnorodnych zainteresowań, które mógłbym wymieniać w nieskończoność - odpowiedział.
Nie dość, że przystojny, to w dodatku o szerokich horyzontach, pomyślała Amy, nie mogąc oderwać wzroku od jego niebieskich oczu. Miały one niesamowicie ciemny odcień, jak gdyby skrywały w sobie całe piękno nocy. W dodatku idealnie kontrastowały z jego falującymi, blond włosami. Rozmawiali jeszcze długo na temat swoich pasji, zainteresowań, żartowali oraz się śmieli. Michael był pierwszym mężczyzną od czasów Roberta, przy którym czuła się tak dobrze. Tego jednego wieczoru, jej wszystkie troski i obawy przepadły. Zapomniała nawet o swoim śnie sprzed paru dni. Czuła, że przy nim może być sobą. Kiedy Michael zapytał ją, co słychać w pracy, opowiedziała mu historię o zaginięciu Holly.
- To dziwne - stwierdził zaniepokojony. - Myślałem, że Crystal Lake to spokojne miasteczko i takie rzeczy się w nim nie dzieją.
- Bo nigdy wcześniej nie działy. Dzieciaki czasem uciekają z domów, ale nie Holly. Ona taka nie jest. Nasze mamy razem pracowały w szkole, więc znałam ją od dziecka. Bawiłam się z nią kiedy była małą dziewczynką i wiem, że miała świetne relacje z rodzicami. Po tym co się stało, na pewno pierwsze co by zrobiła, to wróciła do domu - opowiedziała z przejęciem Holly.
- Więc sugerujesz, że ktoś ją porwał? - spytał Michael.
- Tak mi się wydaje. Mam tylko nadzieję, że nic jej nie jest, a ten kto to zrobił zapłaci za swój czyn.
- Również mam taką nadzieję - odpowiedział.
Amy zauważyła, że cała ta historia wpłynęła na jego zachowanie. Nagle spoważniał i zdawał się błądzić myślami gdzieś daleko. Czyżby wiedział coś o zaginięciu Holly? Nie, na pewno nie. Znowu przesadzam, pomyślała. Michael musiał domyślić się, że robi się podejrzliwa, ponieważ szybko wrócił do swojego poprzedniego stanu. Posiedzieli w barze jeszcze przez jakiś czas, a następnie odwiózł ją do domu.
- Dziękuję, to był wspaniały wieczór, Michael - powiedziała Amy.
- Nie, to ja dziękuję - odpowiedział mężczyzna.
Stali tak jeszcze przez dłuższą chwilę na ganku po czym się z nią pożegnał i udał się w stronę samochodu. Zaskoczyło to dziewczynę, która była pewna, że pocałuje ją na pożegnanie. Trudno, widocznie będę musiała wziąć sprawy w swoje ręce, pomyślała i zawołała go po imieniu. Michael odwrócił się i chciał spytać o co chodzi, gdy nagle dziewczyna podeszła do niego i złożyła na jego ustach pocałunek. Poczuł falę namiętności i pożądania, która emanowała od blondynki. Początkowo go to speszyło, jednak po chwili dał się ponieść tej sile, tym emocjom, które zawarte były w tym jednym pocałunku.
- Teraz możesz już iść - powiedziała Amy z uśmiechem na twarzy. Michael odwzajemnił uśmiech i poczekał jeszcze przez chwilę, aż dziewczyna zniknęła za drzwiami. Następnie wsiadł do samochodu i pojechał do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   15/2/2013, 12:57

Nastąpiły pewne zmiany w numeracji rozdziałów. 1 został połączony z 2, a 4 z 5. Najnowszy rozdział (po zmianach będzie to 7) ukaże się dziś wieczorem lub najpóźniej jutro. Wink Zapraszam do czytania i komentowania. Very Happy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   16/2/2013, 19:51

Rozdział 7

Michael otworzył drzwi i wszedł do domu. Spotkanie z Amy mógł zaliczyć do udanych, chociaż zważywszy na to, jak się skończyło, powinien je raczej nazwać randką. Lubił Amy, była ona niezwykle mądrą oraz uroczą dziewczyną, jednak nie spodziewał się, że coś do niego poczuje. Nie był przecież tym na kogo wyglądał. Nie był zresztą nawet człowiekiem, a przynajmniej już od bardzo dawna. Od czasów Jane nie poczuł również nic do żadnej kobiety. Przewijało się ich w jego życiu mnóstwo, ale służyły mu one tylko do zabawy, były swego rodzaju formą rozrywki. Z reguły te przelotne znajomości kończyły się z ostatnią kroplą krwi, płynącą w ich żyłach. Michael nie chciał jednak wracać do tych czasów nawet myślami. Zamknął ten rozdział w swoim życiu raz na zawsze. Zostawił go za sobą, tak samo jak zostawił Christiana. Na samo wspomnienie tego, co robili przez te wszystkie lata, robiło mu się niedobrze. Jak mógł postępować w ten sposób? Jak mógł być takim potworem? Nie mógł niestety zmienić swojej przeszłości i bardzo dobrze o tym wiedział, ale wciąż miał wpływ na swoją przyszłość. Mężczyzna podszedł do barku i nalał sobie Bourbona. Działał on na niego kojąco, pozwalał się zrelaksować i co najważniejsze, pomagał zapanować nad głodem w niektórych sytuacjach. Nie miał jednak dzisiaj z tym problemu, ponieważ najadł się do syta przed randką z Amy. Dziewczyna wysyłała mu oczywiście pewnego rodzaju sygnały, lecz on świadomy swojej prawdziwej natury, zdawał się je bagatelizować. Pocałunek jednak zmienił wszystko. Od bardzo dawna nie czuł tyle pasji, tyle uczuć i namiętności w jednym pocałunku. Smak oraz dotyk jej ust, to wszystko przypominało mu jedną osobę - Jane. Chociaż obie dziewczyny bardzo się od siebie różniły, to ten krótki, fizyczny kontakt, wywoływał u niego podobne emocje. Jakiś cichy głos w jego głowie szeptał mu, że to właśnie Amy może okazać się tym, czego najbardziej pragnął w swoim życiu - odrobiną człowieczeństwa. Bał się jednak tego, że ją skrzywdzi, że otworzy przed nią świat mroku, o którego istnieniu nie powinna mieć nawet pojęcia. Mimo wszystko, gdzieś bardzo głęboko w swojej duszy czuł, że musi spróbować. Pogrążony we własnych myślał, zapomniał całkowicie o zaginięciu Holly Edwards. Amy miała rację, że cała ta sprawa jest dziwna i zapewne ktoś ją porwał. On jednak obawiał się, że dziewczynie stało się coś o wiele, wiele gorszego. Przez całą środę był niezwykle niespokojny. Chodził poddenerwowany, nie mógł się na niczym skupić ani zasnąć w nocy. Wyczuwał pewnego rodzaju wibracje, jak gdyby w Crystal Lake było coś złego, jakaś tajemnicza i mroczna siła. Kolejnego dnia wszystko jakby ucichło, a więc postanowił się tym nie przejmować i puścić to wszystko w niepamięć. Kiedy jednak Amy powiedziała mu o zaginięciu Holly, uświadomił sobie, że to nie mógł być zbieg okoliczności. Coś przybyło do miasta i obawiał się, że jest ono zagrożeniem dla jego mieszkańców. Postanowił się bezzwłocznie rozejrzeć, bo jeżeli miał rację, to w Crystal Lake pojawił się inny wampir.

Ashley siedziała przy stoliku razem z koleżankami. Co chwilę podchodził do nich jakiś koleś, oferując drinka i pytając czy może się dosiąść. Nie było w tym nic dziwnego. Wszystkie cztery były piękne, zwłaszcza Ashley. Była ona wysoką, opaloną blondynką, o krągłych kształtach i długich nogach. Miała na sobie krótką, obcisłą, czarną mini i czarne szpilki. Bez wątpienia była najseksowniejszą dziewczyną w klubie, dzięki czemu mogła przebierać wśród facetów. Nagle do ich stolika przyszedł kelner i podał im 4 drinki.
- To od tamtego pana przy barze - powiedział.
Wszystkie dziewczyny spojrzały się w kierunku baru. Stał tam niezwykle przystojny chłopak, z postawionymi do góry włosami. Był ubrany w niebieskie jeansy, czarny T - shirt i skórzaną kurtkę, tego samego koloru. Puścił on dziewczynom oko, uśmiechając się przy tym nieziemsko.
- Niezłe ciacho - stwierdziły wszystkie jednocześnie.
- Jest mój - powiedziała pewnym siebie głosem Ashley.
Założyła nogę na nogę, przygryzła pełne, czerwone wargi i spojrzała na niego kuszącym wzrokiem. Chłopak się jedynie uśmiechnął, spojrzał w górę i po chwili podszedł do ich stolika.
- Zatańczysz? - spytał się Ashley, ignorując przy tym jej koleżanki.
- Skoro nalegasz - odpowiedziała dziewczyna i pociągnęła go na parkiet.
Zaczęli tańczyć w rytm puszczanej przez dj'a muzyki. Ashley oplotła kark nieznajomego rękoma, a on położył ręce na jej biodrach, z upływem czasu schodząc coraz niżej. Dziewczyna patrzyła w jego brązowe, hipnotyzujące oczy, czuła zapach wody kolońskiej oraz dotyk jego dłoni na swoim ciele. Stawała się coraz bardziej podniecona, co chłopak zdawał się od razu wyczuć.
- Jest tu dosyć ciasno - zauważył. - Może wyjdziemy na zewnątrz?
- Z chęcią, ale może chociaż powiesz mi, jak masz na imię, przystojniaku?
- A czy to ważne? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
Dostrzegł jednak w jej oczach, że dziewczyna łatwo nie popuści, więc rzucił jakby od niechcenia:
- Brian, a ty, kotku?
- Ashley.
Po tych słowach dziewczyna złapała go za rękę i poprowadziła w stronę wyjścia, na co jej koleżankom opadły szczęki.
- Mój samochód stoi za klubem. Może się przejedziemy? - spytał Brian.
- O tak, lubię ostrą jazdę - odpowiedziała kuszącym głosem Ashley.
Chłopak się uśmiechnął, po czym otworzył drzwi do swojego czarnego Maserati, a gdy oboje wsiedli, odpalił silnik i ruszył z piskiem opon. Jechali drogą nr 511, w stronę południowej wylotówki z Crystal Lake, łamiąc podczas jazdy wszelkie możliwe przepisy ruchu drogowego. Z głośników leciała głośna, klubowa muzyka, a dziewczyna położyła swoją rękę na jego kolanie, kierując ją coraz wyżej. Brian zjechał z drogi w pierwszy skręt do lasu i zatrzymał samochód.
- Tutaj nikt nam nie będzie przeszkadzał - stwierdził, po czym obydwoje rzucili się na siebie ze zwierzęcą furią.
Zaczęli się namiętnie całować i obmacywać. Ashley czuła, że zaraz wybuchnie. Dotyk chłopaka, jego zapach i pocałunki doprowadzały ją do szaleństwa. Jedyne o czym w tej chwili marzyła to, żeby być w całości jego. Myślała, że nie wytrzyma z podniecenia, kiedy jego usta powędrowały z jej szyi niżej i włożył ręce pod jej sukienkę. Zamknęła oczy i otworzyła zmysłowo usta, wsłuchując się w rytm bicia swojego serca, które waliło jak oszalałe...

- O Boże, byłeś świetny! - powiedziała dziewczyna, nie mogąc jeszcze złapać tchu.
Leżała na tylnym siedzeniu, wtulona w umięśnione ramiona Briana. Chłopak gładził ją delikatnie po jej opalonej skórze.
- W życiu nie miałam lepszego faceta! - kontynuowała.
- No, bo widzisz kotku, wampirzy seks zawsze jest doskonały - odpowiedział Brian i pocałował ją w czoło.
- Jak to wampirzy seks? - spytała rozbawiona.
- No normalnie. My wampiry jesteśmy niezastąpione w łóżku.
- Przestań gadać takie głupoty, Brian - powiedziała przestraszonym głosem Ashley. Zaczęła czuć, że coś jest nie tak.
- To nie są żadne głupoty skarbie - stwierdził chłopak, po czym złapał ją za głowę i ostrymi jak brzytwa zębami ugryzł w szyję.
Ashley przeraźliwie krzyknęła. Zaczęła się wyrywać oraz ze wszystkich sił wzywać pomocy.
- Zamknij się ty głupia suko! I tak cię nikt nie usłyszy! - krzyknął Brian.
Dziewczyna zaczęła płakać. Wampir ugryzł ją w taki sposób, żeby odczuwała jak największy ból. Prawą rękę trzymał na jej udzie. Uczucie obrzydzenia mieszało się z jej niewyobrażalnym strachem. Miała świadomość, że zaraz umrze. Z jej żył upływało coraz więcej krwi, a wraz z nią życiowej energii...

Brian wstał i się ubrał. Był zadowolony. Nie dość, że najadł się do syta, to przeleciał niezłą laskę. W dodatku powiedziała mu, że w życiu nie miała lepszego faceta niż on, co tylko podbudowało jego już i tak przerośnięte ego. Chwycił martwe ciało Ashley i przerzucił je do bagażnika.
- W sumie muszę przyznać, że też byłaś niezła, kotku - powiedział w stronę zwłok dziewczyny.
Następnie zatrzasnął bagażnik i odjechał.

Michael szedł chodnikiem. Starał się odtworzyć jak najdokładniej drogę, którą Holly mogła wracać do domu. Ulice świeciły pustkami, pomijając grupki pijanej młodzieży, wałęsające się po mieście. Jeżeli w Crystal Lake był inny wampir, to musiał pozostawać teraz w ukryciu, ponieważ Michael nie potrafił go wyczuć. Gdyby znajdował się gdzieś w pobliżu, to musiałoby być możliwe, ze względu na negatywne wibracje, jakie odczuwał w środę. Wskazywały one na to, że miał do czynienia z bardzo potężną istotą. Wampir nie wyczułby innego wampira, jeśli ten nie byłby od niego dużo starszy i znacznie silniejszy. To właśnie najbardziej martwiło Michaela. Bał się, że tajemniczy przybysz będzie dalej zabijał, a on nie będzie w stanie nic na to poradzić. Nienawidził tej bezradności, jednak światem nadprzyrodzonym rządziły pewne zasady. Jedną z nich było to, że im wampir jest starszy, tym posiada większą moc. Michael stąpał po Ziemi od ponad dwóch wieków, jednak po świecie chodziły istoty o setki lat starsze od niego.
- To bez sensu – powiedział sam do siebie. – Nic tu nie znajdę.
Wtedy jednak zauważył bezdomnego grzebiącego w śmietniku. Postanowił sprawdzić, czy człowiek coś wie.
- Przepraszam pana, ale czy często przebywa pan w tej okolicy? – zapytał.
Mężczyzna popatrzył na niego z dystansem i odpowiedział:
- A jak ci się wydaje? Nie mam domu i mieszkam w kartonie, a więc kiedy nie zbieram puszek, to nigdzie się stąd nie ruszam.
- Więc czy widział pan może pewną dziewczynę? Szła tędy w środę wieczorem. Jasna karnacja, średniego wzrostu, długie, rude, kręcone włosy. Może się czegoś bała lub przed czymś uciekała?
Bezdomny podrapał się po głowie i zastanowił przez dłuższą chwilę.
-Zaraz, zaraz. Była jakaś dziewczyna. Biegła ulicą jak oszalała, mimo że nikt jej nie gonił – powiedział bezdomny. - A dlaczego pytasz, coś się stało?
- Tak. Ktoś ją porwał.
Słowa Michaela wyraźnie zaskoczyły mężczyznę.
- Ale jak to porwał? W Crystal Lake? Przecież to najspokojniejsze miasto pod Słońcem.
- Może kiedyś tak było, ale teraz niezwykle dużo się zmieniło. Na pana miejscu, poszukałbym jakiegoś schroniska lub przytułku dla bezdomnych, dla własnego dobra – powiedział Michael.
Następnie podziękował mężczyźnie za udzieloną pomoc i wręczył mu plik banknotów, żeby ten kupił sobie coś do jedzenia i ubrania. Później udał się z powrotem w kierunku swojej posiadłości.

Lisa siedziała w pokoju Amy i słuchała relacji przyjaciółki z wczorajszej randki. Opowiadała o tym, jaki to Michael jest wspaniały i ile mają ze sobą wspólnego.
Jeszcze parę dni temu uważałaś, że jest wampirem, pomyślała Lisa. Nie chciała jednak mówić tego na głos, żeby nie denerwować koleżanki. Amy kontynuowała swoją historię, aż w końcu doszła do pocałunku.
- Ale jak to ty go pocałowałaś? – spytała wyraźnie zaskoczona Lisa. – Przecież to on jest facetem i powinien wykonać pierwszy krok.
- Wiem Lis, ale jakoś tak wyszło. Dałam się ponieść chwili – wytłumaczyła Amy.
- Dobry przynajmniej był?
- Obłędny. W całym swoim życiu nie spotkałam faceta, któryby lepiej całował.
Lisa dostrzegła, że przyjaciółka zaczęła bujać w obłokach. Nie spodziewała się, że jeszcze ją kiedykolwiek taką zobaczy. Kiedy umarła pani Elson, Amy wróciła do Crystal Lake, żeby zająć się załamanym po śmierci żony ojcem. Po pewnym czasie rzuciła pracę w bostońskiej telewizji i rozeszła się ze swoim narzeczonym – Robertem. Od tamtego czasu, dała sobie zupełnie na spokój z facetami, więc miło było widzieć ją, kiedy znowu miała motyle w brzuchu.
- Zadzwonił dzisiaj rano i zaprosił mnie do siebie na kolację. Mimo tej całej aury tajemniczości i dystansu, którą się otacza, wydaje mi się, że jemu też zależy – mówiła dalej Amy.
- Więc nie tylko ja dziś wychodzę na kolację – wtrąciła Lisa.
Amy spojrzała się na koleżankę, jakby ktoś wyrwał ją z transu. Zrobiła wielkie oczy i zapytała:
- Naprawdę? Mów mi tu zaraz z kim!
- Z Charlim. Popisaliśmy ze sobą kilka razy, wydawał się uroczym facetem, a więc postanowiłam się zgodzić, kiedy zaprosił mnie na kolację.
- Wiedziałam, że przypadnie ci do gustu! – powiedziała podniesionym głosem uradowana Amy. – Może wyskoczymy gdzieś razem w następnym tygodniu?
- Idę dziś z nim na pierwszą randkę. Przystopuj trochę dziewczyno – Lisa pokręciła tylko głową, z uśmiechem na twarzy. Amy była strasznie narwana i dosyć często miała bardzo nieprzemyślane pomysły, ale kochała ją jak siostrę.

Chwilę po wyjściu Lisy, Amy spojrzała na zegar. Do kolacji z Michaelem pozostało jej jeszcze parę godzin. Postanowiła wykorzystać ten czas i udać się na cmentarz. Chciała opowiedzieć matce, jak dużo zmieniło się w jej życiu przez ten tydzień. Po drodze zatrzymała się jeszcze w sklepie, żeby kupić znicze. Kiedy dojechała na miejsce, zaparkowała przy starym parkanie, który oddzielał cmentarz od ulicy. Gdy wysiadła z samochodu, poczuła na policzku podmuch lodowatego wiatru.
Też sobie wybrałam porę na odwiedziny, pomyślała. Nie zważając jednak na ciężkie warunki pogodowe, udała się w kierunku grobu matki.
- Hej, mamo – powiedziała, kiedy się przy nim znalazła.
Amy wyjęła zapałki oraz świeczkę i próbowała ją zapalić. Wiatr był jednak na tyle silny, że co chwilę gasił płomień. Kiedy w końcu się jej udało, postawiła znicz przy pomniku i zaczęła mówić w stronę mogiły. Opowiedziała matce o Michaelu, jej podejrzeniach, śnie, randce oraz pierwszym pocałunku. Wspomniała również o zaginięciu Holly Edwards, które wyglądało jej na porwanie. Oczywiście zdała również relację z tego, co u taty. Robiła to za każdym razem, gdy przychodziła tutaj sama. Dziewczyna stała tak nad grobem matki dobre 20 minut, kiedy zimno zaczęło w końcu mocno dawać się jej we znaki. Pożegnała się z ukochaną rodzicielką i miała już wracać do samochodu, gdy nagle jej wzrok skierował się w stronę starego cmentarza. Przy jednym z grobów wciąż leżały kwiaty, które Michael położył tam tydzień temu. Sama nie wiedziała czemu to zrobiła, jednak parta niepohamowaną ciekawością, zeszła na drugą stronę wzniesienia. Szła pomiędzy starymi i zaniedbanymi pomnikami, z których większość stała tam od ponad 100, a nawet 200 lat. Brzydka pogoda oraz ponury klimat, panujący w tej części cmentarza, sprawiały, że czuła się nie swojo. Kiedy znalazła grób, przy którym leżały kwiaty, spojrzała na widniejący na nim napis.
„Tutaj leżą Henry oraz Madeline Collins.” To zapewne ci przodkowie, o których mówił Michael, pomyślała.
Coś jednak ciągle nie dawało jej spokoju. Może miała paranoję, ale czuła, że coś jest nie tak. Wtedy spostrzegła, że mogiła państwa Collinsów nie jest jedyną, przy której znajdują się kwiaty. Kilka metrów dalej znajdował się grób, przy którym leżała identyczna wiązanka. Amy wolnym krokiem udała się w jego kierunku. Miała przeczucie, że zaraz dowie się, co ją tu przywiodło. Zatrzymała się przy starym grobie, który był tak samo zniszczony, jak ten poprzedni.
- „Jane Campbell, urodzona 14 maja 1757 roku, zmarła 22 czerwca 1775 roku, Spoczywaj w pokoju” – przeczytała na głos.
- Nie była przecież z rodziny Collinsów, więc czemu Michael zostawił kwiaty na jej grobie? – spytała samą siebie.
Coś jej tu nie pasowało i to bardzo. Będzie musiała porozmawiać o tym z Michaelem, przy dzisiejszej kolacji. Chciała już wracać na górę, gdy mimowolnie rzuciła okiem na sąsiedni nagrobek. Myślała, że zaraz stanie jej serce. Przetarła oczy ze zdumienia i przyjrzała się mu ponownie. W jej głowie utkwiły tylko dwa słowa: „Michael Collins.”
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   27/2/2013, 21:00

Rozdział 8 (część 1)

Michael krzątał się po kuchni. Jeśli podczas bycia wampirem nauczył się czegoś, czego nie potrafił podczas swojego ludzkiego życia, to było tym na pewno gotowanie.
- Francuska czy włoska? – spytał sam siebie, nie mogąc się zdecydować.
Tego wieczora miał zjeść kolację z Amy, a nadal nie wiedział, jaką kuchnię ma wybrać.
- Niech będzie włoska – stwierdził po dłuższej chwili namysłu.
Włochy były jednym z jego ulubionych krajów. Spędził w nich sporą część swojego życia i w głębi duszy czuł się jednym z ich mieszkańców. Kochał wszystko, co było związane z tym państwem: piaszczyste plaże oraz ciepłe wody Adriatyku, starożytne miasta, pełne antycznych budowli, włoskie wina i jedzenie. Największym sentymentem darzył jednak Wenecję. Razem z Christianem mieszkali w niej przez kilkanaście lat. Niestety, ale bardziej od wąskich uliczek i rejsów gondolami, pamiętał hektolitry przelanej krwi, swoich towarzyszek. Po raz kolejny przyszło mu się zmierzyć z demonami przeszłości. Na myśl o tym kim był, kim jest, miał ochotę wziąć drewniany kołek i wbić go sobie prosto w serce. W ten sposób zakończyłby swój nędzny żywot, który był przepełniony wyłącznie bólem i cierpieniem innych. Nie potrafił jednak tego zrobić, bo za bardzo kochała życie. Do tego pojawiła się Amy. Sam nie wiedział co do niej czuje, ale był pewny jednego – że chce się przekonać. Z rozmyślań wyrwał go stukot kołatki.
Kto to może być, pomyślał? Amy miała przyjść dopiero za parę godzin, więc to nie mogła być ona. Michael odwiesił fartuch i udał się w stronę drzwi wejściowych. Gdy je otworzył, zorientował się, że stała przed nimi Amy.
- Co ty tu robisz tak wcześnie? – zapytał zdziwiony.
Dziewczyna zignorowała jego pytanie, jak gdyby w ogóle go nie zadał, po czym nie czekając na zaproszenie, weszła do środka. Jej zachowanie bardzo zdziwiło Michaela.
- Coś się stało? – spytał.
- Czy coś się stało?! – odpowiedziała mu podniesionym i wyraźnie zdenerwowanym głosem. – Może wyjaśnisz mi, kim była Jane Campbell i niejaki Michael Collins?! No, słucham!
Michael zamarł. Mógł przewidzieć, że prędzej czy później Amy trafi na grób Jane, lub co gorsza – jego.
- Przejdźmy do salonu. Zrobię ci drinka, trochę ochłoniesz, a ja wszystko wyjaśnię.
- Nie chcę twojego cholernego drinka, Michael! Chcę znać prawdę! – krzyknęła Amy.
Michael ciężko westchnął. Nie mógł jej powiedzieć prawdy, przynajmniej jeszcze nie teraz, nie w takiej formie.
- Michael Collins, żył w drugiej połowie XVIII wieku – zaczął opowiadać. – Był jedynym synem oraz spadkobiercą Henriego i Madeline Collinsów. Michael zakochał się z wzajemnością w pewnej dziewczynie, o imieniu Jane. Młodzi świata poza sobą nie widzieli, spędzali razem każdą wolną chwilę. W końcu Michael się oświadczył. Mieli pobrać się latem, kolejnego roku. Niestety, ale nie było im to jednak dane. Jane ciężko zachorowała i umarła na niespełna miesiąc przed ślubem.
Po tych słowach, mężczyzna zrobił chwilę przerwy. Przełknął głośno ślinę i poczuj, jak łzy zaczynają napływać mu do oczu.
- Michael nie mógł się z tym pogodzić – kontynuował. – Zaczął pić, popadł w alkoholizm, a jego życie straciło sens. Chciał je sobie nawet odebrać, ale nie potrafił. Tego roku wybuchła wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Michael, który nie miał nic do stracenia, zaciągnął się do armii. Miał nadzieję, że przyjdzie mu zginąć na froncie, a po śmierci, zjednoczy się z ukochaną Jane. Kostucha nie była jednak dla niego łaskawa. Przeżył na wojnie 2 lata, ale wszystko zmieniło się we wrześniu 1777 roku. Został ciężko ranny w bitwie pod Saratogą i zmarł na skutek odniesionych obrażeń. Rodzice wystawili mu pomnik obok grobu Jane, chociaż jego ciało nigdy nie wróciło do Crystal Lake.
Dziadek opowiedział mi tę historię kiedy byłem mały. Więc gdy wróciłem do miasta, postanowiłem uczcić pamięć pary kochanków. Powinienem był się domyślić, że będziesz zaniepokojona, jeżeli przypadkiem odkryjesz ten grób i opowiedzieć ci tę historię wcześniej. Przepraszam.
- Nie, to ja przepraszam. Mam chyba jakąś manię i po raz kolejny wyszłam na idiotkę – powiedziała Amy, różowiąc się ze wstydu. – Wybaczysz mi?
Michael nic nie odpowiedział. Wziął ją jedynie w ramiona i mocno przytulił.
Udało mi się, pomyślał. Amy była pierwszym człowiekiem, z którym podzielił się swoją historią. Nie był z nią szczery jedynie co do zakończenia. Michael Collins, wcale nie zmarłw wyniku odniesionych obrażeń. Tej pamiętnej nocy, kiedy leżał umierający w namiocie dla rannych, odwiedził go tajemniczy gość, który na zawsze zmienił jego życie. Na imię miał Christian.
- Nie spodziewałem się ciebie tak wcześnie i nie zdążyłem przygotować kolacji – powiedział Michael.
- Nic nie szkodzi, najwyżej zamówimy pizzę – odpowiedziała mu Amy i pocałowała go w usta.
- Sami możemy ją sobie zrobić. Nie mówiłem ci o tym wcześniej, ale jestem mistrzem kuchni włoskiej i mogą ci przyrządzić najlepszą pizzę pod Słońcem.
- Coraz bardziej mnie zadziwiasz, panie Collins – stwierdziła dziewczyna z uśmiechem na twarzy, po czym oboje poszli do kuchni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   2/3/2013, 18:47

Rozdział 8 (część 2)

- W życiu nie jadłam lepszej pizzy – powiedziała Amy, tuląc się do Michaela.
- Mówiłem ci, że włoska kuchnia to moja specjalność – odpowiedział mężczyzna i pogładził ją po włosach.
Po raz pierwszy od bardzo dawna czuł się szczęśliwy. Siedział na kanapie z piękną dziewczyną u boku i wpatrywał się w płomienie hasające w kominku. Odwrócił swój wzrok i spojrzał na Amy. Była taka piękna, taka niewinna. Czuła się przy nim bezpiecznie, o czym doskonale wiedział, dzięki swoim wampirzym zmysłom. Wampiry, jak żadne inne istoty na świecie, potrafiły wyczuwać ludzkie uczucia, pragnienia czy emocje.
Gdybyś tylko wiedziała kim, a właściwie czym, naprawdę jestem, pomyślał Michael. Jeszcze nigdy w życiu, tak bardzo nie brakowało mu człowieczeństwa, jak w tej chwili. Ile oddał by za to, żeby na powrót stać się człowiekiem, stać się normalnym. Niestety, ale było to niemożliwe. Wampiryzm nie był chorobą, nie było na niego lekarstwa. Był przekleństwem, które z każdym dniem, coraz bardziej niszczyło twoje życie i to kim jesteś.



- Przejmujesz się czymś? – głos Amy wyrwał go z zakamarków własnego umysłu.
- Nie, po prostu się zamyśliłem – odpowiedział Michael i pocałował ją w czoło.
- Może to za wcześnie na takie wyznania, ale przy żadnym innym mężczyźnie, nie czułam się tak dobrze, jak przy tobie.
Michaelowi zrobiło się ciepło w środku. Nigdy w życiu nawet nie pomyślał o tym, że gdzieś na tym wielkim świecie, może znaleźć się ktoś, kto coś do niego poczuje. Tym kimś zdawała się być Amy, ale czy byłoby tak samo, gdyby znała prawdę? Musiał się tego dowiedzieć, a z drugiej strony, nie był już w stanie dłużej jej okłamywać.
- Posłuchaj Amy, muszę ci o czymś powiedzieć – zaczął.
Dziewczyna spojrzała się na niego swoimi wielkimi, błękitnymi oczami. Michael dostrzegł w nich błysk, którego nie widział już od bardzo, ale to bardzo dawna. Chciał wyznać jej prawdę, ale poczuł, że głos ugrzązł mu w gardle.
- Nie musisz nic mówić – powiedziała Amy, po czym go pocałowała.
Poczuł jak fala ciepła i słodyczy ogarnia go od wewnątrz. Wiedział, że było to niewłaściwe, że powinien był to przerwać i powiedzieć jej całą prawdę, ale nie potrafił. Jedyne czego w tej chwili pragnął, to być przy niej. Chciał czuć jej zapach, jej oddech, ciepło jej rąk. Pragnął jej z całego serca i wiedział, że ona czuła to samo. W końcu po tylu latach odnalazł istotę, dla której warto było żyć. Nic nie mówiąc chwycił ją za rękę i oboje poszli na górę. Kiedy znaleźli się w sypialni, położył ją delikatnie na łóżku. Zaczął namiętnie całować jej usta, jej szyję, gdy nagle poczuł charakterystyczny ból w buzi. Obudził się w nim zwierzęcy instynkt, który wyczuwał w pobliżu ofiarę. Jedyne o czym był teraz w stanie myśleć, to krew. Jakże słodki płyn, który płynął w żyłach tej niewinnej istoty. Michael wręcz zdawał się czuć jej smak. Widział błękitne żyłki na skórze dziewczyny i tak bardzo chciał zatopić w nich swoje obolałe kły...
Nie! Rozległ się krzyk w jego głowie. Nigdy jej nie skrzywdzę, pomyślał, jak gdyby wyrwany z jakiegoś transu.
- Wszystko w porządku, Michael? – spytała zaniepokojona Amy.
- Tak kochana, wszystko jest w jak najlepszym porządku – odpowiedział i poczuł, że jego kły wróciły do normalnych rozmiarów.
Dziewczyna się uśmiechnęła, na co on również odpowiedział uśmiechem, po czym oboje dali się ponieść fali namiętności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mozbi
Wtajemniczony
Wtajemniczony


Liczba postów : 152
Punkty : 0
Join date : 27/09/2012

PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   4/4/2013, 23:35

Rozdział 9 (część 1)

Crystal Lake, czerwiec 1775 roku

Michael siedział na krześle, przy łóżku Jane. Nie ruszał się z niego od rana, cały dzień czuwając przy ukochanej. Dziewczyna spała. Miała płytki oddech, a jej organizm trawiła wysoka gorączka. Dwa miesiące temu, ciężko zachorowała i od tego czasu, jej stan ciągle się pogarszał. Od początku choroby, Michael nie odstępował jej na krok i praktycznie zamieszkał w posiadłości państwa Campbell. Cały czas wpatrywał się w jej rozpaloną twarz, którą delikatnie oświetlały promienie księżyca, wpadające przez drzwi balkonowe. Była taka piękna, taka delikatna. Z rozmyślań wyrwała go gospodyni, która po cichu weszła do pokoju.
- Przyniosłam coś ciepłego do zjedzenia, paniczu Collins – oznajmiła i postawiła srebrną tacę z półmiskami na stole.
- Dziękuję, ale nie jestem głodny, Mary Sue.
- Cały dzień panicz nic nie jadł. Panienka Jane nie będzie zadowolona, kiedy się obudzi.
Michael spojrzał się na gosposię. Była to pulchna kobieta o średnim wzroście, ciemnym kolorze skóry oraz niezwykle przyjaznym usposobieniu. Z tego co opowiadała mu Jane, mogła z nią porozmawiać o wszystkim i nieraz rozumiała ją lepiej, niż rodzona matka.
- Ona ma rację, Michael – zgodziła się ze służącą pani Campbell, stając w drzwiach.
- Dziękuję za troskę, ale teraz należy się ona bardziej Jane, aniżeli mnie. Poza tym, naprawdę nie jestem głodny – odpowiedział grzecznie Michael i odwrócił się w stronę łóżka.
Obie kobiety spojrzały z zatroskaniem na niego oraz Jane, po czym wróciły na dół.
Minęło kilkadziesiąt minut, zanim Jane się obudziła.
- Jak się czujesz, najdroższa? – spytał Michael.
- Niezbyt dobrze, najukochańszy. Robię się coraz słabsza. Zaczynam myśleć, że mój czas powoli dobiega końca.
- Nawet nie waż się tak mówić. Na pewno wyzdrowiejesz, a kiedy się to już stanie, weźmiemy ślub w twoim ogrodzie, tak jak planowaliśmy. Zaprosimy nawet twoje dwie, młodsze, irytujące kuzynki.
Jane się zaśmiała, jednak Michael widział, że sprawia jej to niezwykle dużo trudu.
- Odpoczywaj kochana. Cały czas będę przy tobie – powiedział i pogładził ją delikatnie, po jej aksamitnej twarzy.
- Każdego dnia dziękuję Bogu, za to, że mi cię zesłał, Michael. Gdyby nie ty, moje życie byłoby niesłychanie puste.
- Jak i moje, najukochańsza.
Na twarzy dziewczyny, po raz kolejny pojawił się uśmiech, mimo ciężkiego kaszlu, który zaczął ją męczyć. Zatroskany Michael chciał pójść po lekarza, ale Jane kazała mu zostać na miejscu.
- Proszę, posłuchaj mnie kochany i nie przerywaj – zaczęła Jane poważnym tonem.
- Wiem, że trudno ci to przyjąć do wiadomości, ale nie zabawię już długo na tym świecie. Lekarze nie wiedzą co mi jest i z każdym dniem, tracę coraz więcej sił.
- Jane, przestań – powiedział Michael, a łzy same zaczęły napływać mu do oczu.
- Prosiłam, żebyś mi nie przerywał. Obiecaj mi jedno, Michael. Kiedy to wszystko się już skończy, chcę, żebyś na nowo ułożył sobie życie. Znalazł kobietę, którą pokochasz, z którą się ożenisz, będziesz miał dzieci i będziesz szczęśliwy.
- Jane, to ty jesteś moim życiem. Bez ciebie jestem nikim.
Łzy leciały już ciurkiem, po policzkach Michaela. Jane nie mogąc się powstrzymać, również zaczęła płakać. Chłopak nie mógł dopuścić do siebie myśli, że jego narzeczonej może zabraknąć. Przecież mają się pobrać, mieć trójkę dzieci i być szczęśliwymi do końca ich dni. Jednak czy ten koniec, w przypadku Jane, miałby okazać się bliższy, niż mogłoby się wydawać?
- Błagam cię Michael, obiecaj mi to. Muszę mieć pewność.
- Obiecuję – powiedział chłopak, po czym mocno ją przytulił i pocałował w czoło. Wtedy nie zdawał sobie jeszcze sprawy, że była to jedna z ostatnich chwil, kiedy trzymał ją w ramionach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Gdy zajdzie Słońce   Today at 13:32

Powrót do góry Go down
 
Gdy zajdzie Słońce
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Twórczość :: Opowiadania-
Skocz do: